Rzeczpospolita, RDN Małopolska, Dziennik, inf. wł.
02.11.2006
6 czerwca Sąd Najwyższy (sygn. I PK 263/05) uchylił nieprzychylne dla niego werdykty niższych instancji. Zwracając sprawę, nakazał jej ponowną analizę pod kątem regulacji unijnych. Dyrektywa 2003/88 zabrania bowiem zatrudniać pracowników dłużej niż 48 godzin na tydzień, zapewniając im jednocześnie 11-godzinny odpoczynek dobowy oraz 24-godzinny tygodniowy.
Europejski Trybunał Sprawiedliwości twardo obstaje ponadto przy zaliczaniu dyżurów szpitalnych do czasu pracy. Nawet takich, kiedy lekarz odpoczywał podczas przerw w sprawowaniu obowiązków i miał do dyspozycji pokój z łóżkiem. Tymczasem ustawa o zakładach opieki zdrowotnej dopuszcza, by lekarze pełnili dwa dyżury tygodniowo i osiem miesięcznie. Zabrania wliczania dyżurów do czasu pracy oraz udzielania w zamian wolnego. Rekompensuje je zapłatą w wysokości 130-200% godzinowej stawki wynagrodzenia.
Z podobnym problemem borykają się również Hiszpania, Niemcy czy Wielka Brytania. Gdyby jednak Polska wprowadziła wspólnotowe regulacje, zrujnowałoby to finanse służby zdrowia. Wszystkie dyżury przekraczające unijne limity musiałaby bowiem uznać za godziny nadliczbowe, a te słono kosztują. Zgodnie z kodeksem pracy za każdą nadgodzinę przysługuje normalne wynagrodzenie i 50- lub 100-procentowy dodatek w zależności od tego, kiedy trwała praca ponadwymiarowa. Ponadto wliczanie dyżurów medycznych do czasu pracy oznaczałoby konieczność zwiększenia zatrudnienia w szpitalach o 15 tys. osób za dodatkowe 750 mln zł rocznie.
Czesław Miś nie jest pewien czy i jakim wyrokiem zakończy się rozprawa. Pewny jest jednak tego, że pracując tak długo i ciężko naraża życie innych ludzi. Dyrektor szpitala Artur Puszko zapewnia, że szpital odwoła się od niekorzystnego wyroku, jednak potwierdza, że lekarze pracują zbyt długo.


