Gazeta Wyborcza
30.10.2006

Aż 23 państwa unijne - w tym Polska - łamią przepisy dyrektywy o czasie pracy. Głównie dlatego, że czas pracy lekarzy, pielęgniarek, a niekiedy i strażaków liczony razem z czasem "dyżuru" jest tam dłuższy od teoretycznego limitu 48 godzin.

Przewodząca Unii w tym półroczu Finlandia ponagla więc, by państwa UE jak najszybciej zaakceptowały poprawioną wersję dyrektywy. Ostateczna decyzja ma zapaść do 7 listopada. - Komisja Europejska już zapowiedziała, że jeśli nie będzie porozumienia, to złoży skargę przeciwko wszystkim państwom do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości - powiedziała Lisa Heinonen, doradca fińskiej minister pracy Tarji Filatov.

Dwa tygodnie temu Finowie zaproponowali kompromis - państwa członkowskie będą same decydować, czy na ich terytorium będzie można odejść od obecnego limitu maksymalnego czasu pracy, pod warunkiem jednak, że czas pracy nie przekroczy 60 godz. tygodniowo (w rozliczeniu sześciomiesięcznym).

Według polskiego Ministerstwa Zdrowia dopiero limit w wysokości 65 godzin zwolni NFZ od konieczności znalezienia pieniędzy na dodatkowe etaty w szpitalach. - Parlament Europejski się na to nie zgodzi. Zresztą wystarczy przestać wliczać do limitu nieaktywną część lekarskiego dyżuru, np. sen na szpitalnej kozetce - radzi Heinonen.