Zapomniane exposé

Zapomniane exposéOceń:
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Premier Beata Szydło zapowiadała w exposé ścisłe rozgraniczenie publicznego i prywatnego sektora ochrony zdrowia. Konstanty Radziwiłł proponuje rozwiązanie dokładnie odwrotne: umożliwienie publicznym szpitalom odpłatnego leczenia.

Premier Beata Szydło i minister zdrowia Konstanty Radziwiłł podczas konferencji prasowej po posiedzeniu rządu, Warszawa 21.02.2017 r. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Obietnice premier

18 listopada 2015 roku, w Sejmie exposé premier Beaty Szydło. Szefowa rządu powtarza hasła, które w kampanii wyborczej – prezydenckiej i parlamentarnej – padały z ust polityków Prawa i Sprawiedliwości na temat koniecznych zmian w ochronie zdrowia. Nie ma, to duże rozczarowanie, obietnicy zwiększenia nakładów na zdrowie (mimo że również to PiS deklarowało).

Jest za to solenna obietnica: „Każdy polski obywatel ma czuć się bezpiecznie wtedy, kiedy potrzebuje pomocy medycznej. Ma wiedzieć, że ta pomoc zostanie mu udzielona szybko, że będzie bezpieczny i że będzie to pomoc bezpłatna”. Hasło „bezpłatna służba zdrowia” to jeden z wiodących motywów kampanii PiS, które wprost zarzucało Platformie Obywatelskiej dążenie do komercjalizacji i prywatyzacji szpitali.

– Nie jesteśmy przeciwni istnieniu prywatnych ośrodków służby zdrowia tworzonych z własnych środków i utrzymywanych ze środków, które przeznaczają na ochronę zdrowia obywatele. Jest to w skali kraju znaczna suma – mówi twardo premier Szydło. – Podkreślam, że tę sferę trzeba wyraźnie oddzielić od publicznej służby zdrowia.

Zgodnie z wytycznymi

I przez kilkanaście miesięcy minister Konstanty Radziwiłł robi wiele, by oddzielić prywatny sektor od publicznego systemu. Przede wszystkim – od publicznego finansowania. Temu ma, między innymi, służyć sieć szpitali. Mówi to wprost pod koniec maja wiceminister Piotr Gryza, strofując wątpiących w sieć szpitali dyrektorów warszawskich i mazowieckich szpitali: – Jeśli nie system zabezpieczenia, to otwarte konkursy ofert, a wtedy wiele publicznych szpitali nie wytrzyma konkurencji.

Oficjalny przekaz jest oczywiście inny: minister solennie zapewnia, że przy kwalifikacji do sieci nie liczy się forma własności, faktem jednak jest, że pierwszeństwo w kwalifikowaniu mają szpitale publiczne. Nawet, jeśli nie spełniają wszystkich warunków (na przykład ciągłość umowy z NFZ). W niektórych obszarach – onkologia, kardiologia inwazyjna – prywatni świadczeniodawcy wchodzą do sieci, bo okazuje się, że gdyby je wyrugować, dostępność do świadczeń znacząco by się pogorszyła.

Konstanty Radziwiłł realizuje też zapowiedź premier Szydło o upaństwowieniu ratownictwa medycznego – to nastąpi za rok, bo związki zawodowe nie zgodziły się na przedłużenie do trzech lat okresu przejściowego dla prywatnych świadczeniodawców.

Rewolucyjny projekt

Na dwa tygodnie przed opublikowaniem pierwszej listy szpitali „sieciowych” resort zdrowia detonuje bombę, przekazując do konsultacji publicznych projekt nowelizacji ustawy o działalności leczniczej. Projekt wielowątkowy, ale na pierwszy plan wysuwają się dwie kwestie: po pierwsze – koniec outsourcingu w tej formie, w jakiej dominuje on w tej chwili w publicznych placówkach (umowy na wykonywanie świadczeń na rzecz szpitali powiązane są z dzierżawieniem od nich pomieszczeń, sprzętu itd.). Po drugie, politycznie i społecznie ważniejsza kwestia – umożliwienie placówkom działającym w formie SP ZOZ udzielania komercyjnych świadczeń. W ocenie skutków regulacji ministerstwo oszacowało, że takie rozwiązanie mogłoby przynieść szpitalom publicznym nawet 2 miliardy złotych rocznie.

Pojawia się kluczowe pytanie – jakie świadczenia szpitale mogłyby wykonywać odpłatnie? Jan Pachocki, prawnik z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka mówi MP.PL, że projekt nowelizacji ustawy o działalności leczniczej trzeba czytać łącznie z ustawą o świadczeniach. – Między innymi dlatego, ale też biorąc pod uwagę wszystko, co do tej pory Ministerstwo Zdrowia powiedziało na temat sieci szpitali i idei finansowania ryczałtowego świadczeń, nie może być mowy o tym, by szpitale działające w ramach sieci mogły wykonywać świadczenia komercyjne „po wyczerpaniu ryczałtu” – podkreśla prawnik.

Oczywiście, publiczne szpitale będą miały prawo pobierać opłaty za świadczenia spoza koszyka świadczeń gwarantowanych. – Druga kategoria świadczeń, która może być wykonywana w ramach świadczeń komercyjnych, to świadczenia odrębnie finansowane, które są limitowane. Po wyczerpaniu kontraktu świadczeniodawca będzie mógł zaoferować pacjentowi odpłatne wykonanie świadczenia – interpretuje prawnik, jednocześnie zaznaczając, że w przypadku świadczeń nielimitowanych można mieć poważne wątpliwości, czy publiczny szpital będzie mógł je zaoferować odpłatnie. – Dlaczego pacjent miałby płacić, skoro publiczny płatnik finansuje wszystko?

Medialna burza

Projekt na stronach RCL pojawia się we wtorek po południu, w środę „Rzeczpospolita” informuje, że szpitale będą odpłatnie leczyć po wyczerpaniu się ryczałtu. W tym duchu temat podchwytują niemal wszystkie media. Głos zabierają eksperci. Dr Maciej Piróg, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan mówi, że minister tworzy warunki do nieuczciwej konkurencji, bo placówki publiczne będą mogły świadczyć usługi taniej niż prywatne. Choćby dlatego, że znaczącą część kosztów pokryją przychodami z kontraktu z publicznym płatnikiem. Były minister zdrowia Marek Balicki uznaje pomysł ministra zdrowia za niebezpieczny dla funkcjonowania publicznej służby zdrowia, bo jego skutkiem jest pomieszanie dwóch sektorów, publicznego (który powinien pozostać bezpłatny) i prywatnego. I podział pacjentów na lepszych i gorszych.

Zarówno Maciej Piróg jak i Marek Balicki zostali przez Konstantego Radziwiłła powołani do zespołu ekspertów, który w 2016 roku pracował nad zmianami systemowymi w ochronie zdrowia. Rok temu zespół został rozwiązany, żadnych efektów pracy nie przedstawiono – eksperci nie chcieli się zgodzić z kierunkiem zmian proponowanych przez Konstantego Radziwiłła (szczególnie z likwidacją składki zdrowotnej, jako odrębnego od podatku i budżetu sposobu finansowania ochrony zdrowia).

Ministerstwo w środę po południu precyzuje, o co chodzi w nowelizacji: „W myśl proponowanych przepisów pacjenci będą mogli korzystać z odpłatnych świadczeń zdrowotnych w publicznej placówce ochrony zdrowia, o ile ta będzie świadczyła takie usługi, a pacjent będzie chciał skorzystać z odpłatnych świadczeń. Jednak to rozwiązanie w żaden sposób nie ograniczy uprawnień pacjentów do nieodpłatnych świadczeń – będą one udzielane na dotychczasowych zasadach” – uspokaja resort. Czyli, przekładając z ministerialnego na język polski, pacjenci na dotychczasowych zasadach będą mogli oczekiwać w kolejce na bezpłatne świadczenie, ale gdy wejdą do szpitala innymi drzwiami, będzie na nich czekał cennik świadczeń komercyjnych.

W piątek temat nie cichnie – na co chyba liczył resort zdrowia, publikując projekt tuż przed długim weekendem. Tabloidy piszą o hańbie, o dzieleniu pacjentów na lepszych i gorszych, o tym, że jeśli będziemy chcieli się leczyć, trzeba będzie płacić. Pojawiają się komentarze, że obok programu 500+ PiS proponuje program „4,5 tysiąca minus”.

„Idiotyczne doniesienia”

Wreszcie głos zabiera sam Konstanty Radziwiłł, najwyraźniej poirytowany brakiem zrozumienia ze strony opinii publicznej. – Muszę też zareagować na idiotyczne doniesienia, że na SOR-ze czy izbie przyjęć będą pacjentom składane jakieś oferty skorzystania z usługi odpłatnej. Nie ma o tym mowy. Pierwsza rzecz to wykonanie kontraktu. Nie ma mowy też o tym, by pogarszało to w jakikolwiek sposób sytuację tych pacjentów, którzy korzystają z opieki zdrowotnej w ramach ubezpieczenia – mówi w obszernym wywiadzie dla portalu wpolityce.pl, przeprowadzonym „na gorąco”, bo Radziwiłł odnosi się do środowych komentarzy m.in. dr. Macieja Piróga.

Zdaniem ministra projekt nowelizacji jest krytykowany, bo narusza interesy prywatnych świadczeniodawców. – Jest jeszcze pewna grupa interesu, której nie podobają się te zmiany. Chodzi tu o prywatny sektor, który całość puli prywatnych wizyt ściąga do siebie – mówi minister. – Wprowadzając możliwość pozyskiwania tych środków przez SPZOZ powodujemy, że ten rynek przesunie się w części w tym kierunku, zasilając budżety szpitali, a nie prywatnych firm.

Radziwiłł nie odpowiada na pytanie (bo takie pytanie nie pada), jakie świadczenia będą mogły wykonywać odpłatnie publiczne szpitale. Ale dokładna lektura rozmowy, która reklamowana jest pod hasłem „minister zdrowia dementuje doniesienia prasowe” pozwala na przypuszczenie, że szpital – jeśli dopełni warunki – będzie mógł wykonywać komercyjnie wszystkie świadczenia. Nawet te, które będą finansowane w ramach ryczałtu. Oczywiście, o ile nie naruszy „praw pacjentów oczekujących w kolejce na dotychczasowych zasadach”. Cokolwiek miałoby to znaczyć.

Dobro pacjenta?

Konstanty Radziwiłł zapewnia, że nowelizację resort przygotował z myślą o dobru pacjenta: – Istnieje pewien obszar świadczeń zdrowotnych, które są dostępne za pieniądze i takie rozwiązanie to danie pacjentowi szansy na korzystanie z pomocy lekarzy, których znają, którym ufają, nie musząc szukać ich na prywatnym rynku w innych miejscach.

A gdy pada pytanie, czy pacjenci muszą się pogodzić z tym, że odpłatne usługi w szpitalach będą codziennością, Konstanty Radziwiłł z dużą dozą szczerości stwierdza, że Polacy już dawno się z tym pogodzili. – Wielu ludzi, w wielu miejscach korzysta z takiej opieki. W ramach prywatnych firm, czy też w spółkach. Różnica jest taka, że nie może korzystać z tych usług w ramach SPZOZ – mówi. I oblicza, że w ramach publicznego systemu wydajemy na leczenie ok. 80 mld zł, natomiast pacjenci z kieszeni płacą 35-40 mld zł. – I te pieniądze trafiają do tych placówek, które nie są SPZOZ-ami. Dlaczego nie moglibyśmy pozyskać tych pieniędzy właśnie dla tych szpitali? – pyta retorycznie, jednocześnie przyznając, że uzyskanie wyraźnego wzrostu nakładów na ochronę zdrowia (poziom minimum 6 proc. PKB z pieniędzy publicznych) w krótkiej perspektywie czasowej będzie bardzo trudne.

Polityk PiS, anonimowo: – Wszyscy przewidują, że Radziwiłł będzie miał kłopoty, z dymisją włącznie. Ale jest bardzo prawdopodobne, że tak nie będzie, choć medialnie już poległ na tym projekcie. Wszystko zależy od tego, czy prezes i premier przyjmą tok rozumowania Radziwiłła. Że warto wyciągnąć pieniądze z prywatnego sektora. Choć ryzyko, że elektorat się przerazi odpłatnego leczenia w publicznej służbie zdrowia jest ogromne.

Data utworzenia: 19.06.2017
Udostępnij:
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Leki

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Czy resort leczy się prywatnie?
    Politycy nie mają pojęcia, jak funkcjonuje system ochrony zdrowia, bo żyją w kokonie stworzonym przez sieć znajomości i kontaktów oraz system nie do końca przejrzystych przywilejów. Teza to o tyleż prawdziwa, co nienowa. Jednak ostatnie publikacje medialne na ten temat trudno uznać za przykład obiektywnego, jakościowego dziennikarstwa.
  • Jak walczyć o zmianę
    O rosnącej emigracji lekarzy mówi się już od dawna. Jak dotąd nie wywarło to wrażenia na rządzących. Tymczasem jeżeli trend się utrzyma, może dojść do załamania niewydolnego już dzisiaj systemu – przekonuje w rozmowie z mp.pl Damian Patecki, przewodniczący PR OZZL.
  • Rezydent: Czas wyjeżdżać
    - Jeden z wiceministrów nieoficjalnie nas poinformował, że przed 2019 rokiem rezydenci nie mają szans na podwyżki. Zdałem sobie sprawę, że jedyną ewentualnością dla lekarza na normalne życie jest emigracja. Podjąłem kroki w tym kierunku, ucząc się kolejnego języka - przyznał Damian Patecki, Przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
  • NIK: Kolejki do lekarzy nie maleją
    Zwiększanie nakładów na świadczenia zdrowotne i tworzenie kolejnych programów nie przynosi oczekiwanych efektów: kolejki pacjentów do lekarzy nie maleją, nie skraca się też czas oczekiwania na większość zabiegów - stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli.

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies