Czas życia, czas śmierci

Czas życia, czas śmierciOceń:
(5.00/5 z 1 ocen)
Katarzyna Kubisiowska
By Nicolas Laffont - flickr.com, CC BY-SA 2.0, wikimedia.org

Fotografie z ceremonii pogrzebowej mężczyzny w otwartej trumnie obiegły świat. Rzecz miała miejsce w styczniu roku 2016 w centrum zachodniego (kanadyjskiego) świata, a nie gdzieś na Wschodzie, gdzie rytuał czuwania przy zwłokach nadal jest częścią eschatologicznego porządku. Ciało René Angélila, zmarłego na raka krtani męża Celin Dion, zostało wystawione na widok publiczny. Nie spopielono jego zwłok i nie włożono do dizajnerjskiej urny. Hebanowym wiekiem nie przykryto jego twarzy pogrążonej w błogości wiecznego snu. Jakby na przekór tendencjom współczesnych, by od tego, co ostateczne odwracać wzrok w inną stronę. Podobno sam Angélil zaplanował swoje ostanie pożegnanie. I uczynił tym gestem dla cywilizowanego świata więcej niż mógł przypuszczać. Przywołał epokę sprzed lat kilkudziesięciu, kiedy śmierć wpisywała się w część codzienności. Gasło się w domu, wśród rodziny, we własnym łóżku. Ciało nieboszczyka mył i ubierał ktoś z bliskich - nie budziło ono paraliżującego lęku. Dziś rekordy popularności biją worki, w które pakuje się zmarłego, jakby był czymś niebezpiecznym, zaraźliwym, strasznym. Byle szybko, byle zapomnieć, byle nie widzieć. Cztery lata temu na oddziale paliatywnym towarzyszyłam odchodzeniu bliskiego mi człowieka. Obok toczyła się szpitalna codzienność, a pielęgniarka przyniosła (brudny) parawan, by tę dotkliwą realność schyłkowości odgrodzić od tego, co ludziom wydaje się (jeszcze) nie mieć końca.

Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

To czas śmierci. A życia? Nie mniej trudny, a tak naprawdę jeszcze bardziej dramatyczny. Szczególnie pod naszą szerokością geograficzną. Na stronie internetowej fundacji onkologicznej Alivia pojawił się apel: „Nazywam się Kora (Olga Sipowicz). Jestem piosenkarką, żoną, matką i babcią. Od trzech lat choruję na nowotwór jajnika. Przeszłam trzy poważne operacje oraz dwa kursy chemii. Od kilku dni biorę lek o nazwie olaparib. Jest to skuteczny przeciwnik w walce z nowotworem jajnika w jego czwartej fazie, obarczonego mutacją w genie BRCA. Niestety nie jest w Polsce jeszcze refundowany. Mam nadzieję, że to się zmieni. Miesięczna dawka tego lekarstwa kosztuje 24 000 zł. Powinnam je brać do końca życia.”

Komplikacji jest więcej. Kora kupuje lek, ale recepty nie może w Polsce zrealizować. Nie wchodząc w gęstwinę formalnych szczegółów Narodowy Fundusz Zdrowia demonstruje swoją nieudolność. A ludzie czują się jego ofiarami. Zamiast energię spożytkować na leczenie, muszą ją inwestować w potyczki z przepisami i urzędnikami. Przyznaję: z rezerwą podchodzę do telewizyjnego show, w którym jurorką jest Kora i nie przepadam za ostatnimi jej artystycznymi dokonaniami. Ale tym razem ta kobieta mi zaimponowała. Po pierwsze: mimo choroby pracuje na pełnych obrotach, nie ma pomysłu, by zamknąć się w celi przygnębienia. Po drugie: swoją popularność wykorzystuje do tego, by zawalczyć o lek dla anonimowych kobiet znajdujących się w podobnej sytuacji. Po trzecie: czas życia jest dla niej nadrzędną wartością, o którą warto robić tyle szumu, nawet kosztem tego, że wykorzystuje swoją nieosiągalną dla zwykłego zjadacza chleba pozycję, za co z prawa i lewa idą na nią ciosy. I nieodmiennie mnie zdumiewa, że te jady nienawiści płyną korytami rzek w kraju, w którym zdecydowana większość mieszkańców deklaruje się jako broniący życia w każdym jego stadium.

Data utworzenia: 15.03.2016
Czas życia, czas śmierciOceń:
(5.00/5 z 1 ocen)
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu
    • Maciej
      2016-03-16 20:19
      "I nieodmiennie mnie zdumiewa, że te jady nienawiści płyną korytami rzek w
      kraju, w którym zdecydowana większość mieszkańców deklaruje się jako
      broniący życia w każdym jego stadium."

      Bo to, Szanowna Autorko, niestety, ale są tylko puste, katolickie frazesy,
      jeśli o tę większość chodzi... Są i od tej smutnej rzeczywistości
      wyjątki, ale nieliczne... Żyłoby się nam, Polakom, lepiej, gdyby każdy tak
      naprawdę żył dla siebie i pozwolił żyć innym, bez ciągłego oceniania.
      Ale to już temat na dłuższy wywód, a ja chciałem tylko tym krótkim
      komentarzem odnieść się do zacytowanego u góry zdania. Bardzo mi się taka
      puenta Pani artykułu spodobała.odpowiedz
      • kapłan
        2016-03-22 15:59
        panie, co panodpowiedz

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Leki

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Dlaczego lekarze protestują?
    Do końca listopada lekarze wypowiadają klauzule do umów o pracę, które umożliwiają im prace powyżej 48 godzin tygodniowo. Samorząd lekarski zaapelował w tej sprawie do wszystkich swoich członków, ale w sposób szczególny w akcję zaangażowali się rezydenci. Dla młodych lekarzy to kolejny, po głodówce, etap protestu w sprawie wyższych nakładów na ochronę zdrowia. O co walczą młodzi medycy i dlaczego nie zgadzają się z rządem, który co prawda chce podwyższać publiczne wydatki na zdrowie, ale znacznie wolniej?
  • Rezydenci: Czas na „Zdrowie plus”
    To nie jest protest polityczny. To nie jest protest antyrządowy. Zdrowie nie ma barw politycznych, a my walczymy o zdrowie Polaków – tak, w największym skrócie, można streścić przekaz sobotniej pikiety pod Kancelarią Premiera.
  • Dlaczego lekarze strajkują? Zobacz film studentki medycyny
    Dlaczego lekarze strajkują? O co tak na prawdę walczą? Dlaczego rezydenci zdecydowali się na strajk głodowy? Czy chodzi jedynie o pieniądze? W krótkim filmie studentka medycyny stara się odpowiedzieć na te pytania.
  • MZ: Nie można dyżurować bez opamiętania. Chyba że trzeba
    – Lekarze dużo i ciężko pracują. Jest to wpisane zarówno w ten, jak i w wiele innych zawodów. Pracują w nocy, w dni świąteczne. I ograniczeniem tego zjawiska w pierwszej kolejności powinien być zdrowy rozsądek – stwierdził, po raz kolejny w ostatnich tygodniach, minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Rozsądek „nie tylko po stronie lekarzy, ale także tych, którzy ich zatrudniają”.

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies