„V” jak Vetulani

„V” jak VetulaniOceń:
Katarzyna Kubisiowska

Podczas pogrzebu Profesora Jerzego Vetulaniego dwie mowy szczególnie mnie poruszyły. Tomasz, jego młodszy syn, artysta od lat osiadły w Holandii, powiedział nad urną z prochami ojca: „Kiedy byłem małym chłopcem, tato w wolnym czasie (a nie miał go wiele) zabierał Marka i mnie na piesze wycieczki: do leżącego na końcu świata Instytutu Farmakologii, dalej przez lasek Ludowego Wojska Polskiego, do Mydlnik, nad Rudawę i aż do skały Kmity. Chodził prędko, wybierał własne ścieżki albo szedł na przełaj. Dreptałem za nim najszybciej, jak umiałem, ale i tak się wlokłem. Mantrą tych eskapad była moja dziecięca rymowanka: ‘Tato, Tato, proszę Poczekato!’.

Prof. Jerzy Vetulani. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Ojciec wymykał się szablonowym próbom opisu. Niekonwencjonalność była jego konwencją. Był za to uwielbiany, ale i nieznoszony, podziwiany i odsądzany od czci i wiary. Mam wrażenie, że tato grał z rzeczywistością, z życiem w ping ponga. Subtelnie, przewrotnie, złośliwie, dowcipnie i mądrze podkręcał piłeczkę, by ją mistrzowsko odbić i w ten sposób utrzymać w niekończącej się grze.

Przyszedł czas, że wybrałem własne ścieżki, własne tempo i własne przełaje, ale wspólne wędrówki się nie skończyły. Gdy tylko nadarzała się okazja, łaziliśmy razem po podkrakowskich dolinkach, po górze Karmel w Izraelu, po Pieninach i Beskidach. Dowcipkowaliśmy, wymienialiśmy różne spostrzeżenia, prowadziliśmy lekkie rozmowy.

Ale to już przeszłość.

Teraz stoję tu jak mały chłopczyk sprzed prawie pół wieku i wołam ‘Tato, Tato, proszę Poczekato!’. Ale tato już nie słyszy, już zniknął za granią.

I pozostaje tylko gorzkie, ale kochające: żegnaj!”.

I druga mowa pani, której nazwiska nie znam, a która przestawiła się w ten sposób: „Byłam mamą umierającego syna. Profesor Jerzy Vetulani jako jedyny znaczący w Polsce autorytet popierał legalizację medycznej marihuany; ona pomogła bardzo mojemu dziecku. W tym miejscu chciałabym mu za to podziękować”.

I właśnie: Jerzy Vetulani, jak powiedział Tomasz, „pędził”, wyprzedzał ludzi, nie tylko na wycieczkach ze swoimi dziećmi, ale także w nauce, którą zajmował się z pasją, brawurowo popularyzował i która, według Profesora, miała przede wszystkim służyć dobru człowieka. A jak dobru człowieka, to i jego zdrowiu. A jak zdrowiu, to szansie na jego poprawę. A jeśli w tej kwestii wszelkie możliwości zostały wyczerpane, to próbie uśmierzenia bólu. Nazywając rzeczy po imieniu: stworzeniu komfortu umierania. I w tym m.in. mają pomagać konopie, w kraju nad Wisłą towar nielegalny. Ludzie u władzy wciąż na nie kręcą nosem, zaś bliscy chorujących sprowadzają je z czarnego rynku, wyciągając z portfela spore sumy, przy okazji narażając się na to, że mogą wylądować za kratkami. (Casus Jakuba Gajewskiego, dla którego prokurator żądał 15 lat więzienia za kilogram oleju zdobytego dla chorych rodziców.)

Jego suwerenny umysł w pewien sposób definiuje pierwsza litera jego nazwiska – „V”. Czyli Victoria – zwycięstwo nad głupotą, stagnacją, kostycznością, koniunkturalizmem i kołtuńskim obyczajem. Jeszcze zwycięstwo nad czasem – bo fakt, że zbyt wcześnie „popędził” tam, gdzie nie ma nic, bo właśnie w „nic” po śmierci wierzył niewierzący Vetulani, nie oznacza wcale, że przemijanie zabrało Profesora bezpowrotnie. Zostawił po sobie ogromny intelektualno-duchowy testament, z którego czerpać powinny, a wręcz mają obowiązek, kolejne pokolenia nie tylko naukowców.

Katarzyna Kubisiowska - dziennikarka związana z redakcją Tygodnika Powszechnego.
Autorka książek m.in. "Rak po polsku: i „Pilch w sensie ścisłym”.

Data utworzenia: 21.04.2017
„V” jak VetulaniOceń:
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Leki

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • MZ: Nie można dyżurować bez opamiętania. Chyba że trzeba
    – Lekarze dużo i ciężko pracują. Jest to wpisane zarówno w ten, jak i w wiele innych zawodów. Pracują w nocy, w dni świąteczne. I ograniczeniem tego zjawiska w pierwszej kolejności powinien być zdrowy rozsądek – stwierdził, po raz kolejny w ostatnich tygodniach, minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Rozsądek „nie tylko po stronie lekarzy, ale także tych, którzy ich zatrudniają”.
  • OZZL: Stop śmierci lekarzy z przepracowania!
    OZZL po raz kolejny wzywa Ministra Zdrowia i Premier RP do przygotowania przepisów, które spowodują, że wszyscy lekarze pracujący w publicznej ochronie zdrowia, również ci zatrudnieni na podstawie umów cywilno-prawnych, będą objęci przepisami o czasie pracy.
  • Dał nam przykład maszynista?
    Piątek, ostatni weekend wakacji, czas wzmożonego ruchu na kolei. Maszynista pociągu relacji Szczecin-Suwałki zatrzymuje pociąg na stacji Tłuszcz, bo skończyła się jego 12-godzinna zmiana. W tym kontekście warto zapytać: dlaczego przyjęło się, że szpitale to miejsca, w których normą jest praca ponad siły?
  • Albo lek, albo śmierć
    Jeden z dwóch najdroższych leków świata, mimo pozytywnej rekomendacji AOTMiT, wydanej jesienią ubiegłego roku, w Polsce nadal nie jest refundowany. O leku ekulizumab głośno było już rok temu, gdy nagłośniono historię młodego mężczyzny z Dolnego Śląska, u którego lekarze zdiagnozowali ultra rzadką chorobę – nocną napadową hemoglobinurię. Teraz temat wrócił.

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies