Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies.
Jestem lekarzem Jestem pacjentem

Zagrożenia epidemiczne – kogo bardziej chroni państwo polskie?

08.02.2016
Małgorzata Solecka

SPECJALNIE dla „Medycyny Praktycznej Szczepień”

Małgorzata Solecka
Dziennikarka Portalu Medycyny Praktycznej mp.pl. Specjalizuje się w problematyce ochrony zdrowia, którą zajmuje się od 1998 roku.


Z najnowszych danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS) wynika, że liczba niezaszczepionych dzieci zwiększa się w sposób lawinowy. Dane te przedstawiła na październikowej konferencji zorganizowanej przez Polskie Towarzystwo Wakcynologii (PTW) dr n. med. Iwona Paradowska-Stankiewicz, konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii. – W całym 2014 roku zanotowano około 12 300 przypadków odmowy szczepień. W pierwszym półroczu tego roku – ponad 14 000! Tendencja jest bardzo niepokojąca – mówiła.

Choć Polska ma jeden z największych wskaźników wyszczepialności, biorąc pod uwagę szczepienia ujęte w programie szczepień obowiązkowych, nie można już ignorować faktu, że bezpieczeństwo epidemiologiczne społeczeństwa może wkrótce stanąć pod znakiem zapytania. Tym samym realnie zagrożone może być zdrowie, a nawet życie osób z niedoborem odporności lub innych, których z powodu przeciwwskazań medycznych nie można zaszczepić przeciwko groźnym chorobom zakaźnym. Osób dorosłych, w podeszłym wieku, ale też dzieci. Stawką jest tzw. odporność zbiorowiskowa, populacyjna. Prof. Andrzej Wojtczak, przewodniczący składu X kadencji Rady Sanitarno-Epidemiologicznej GIS, podczas sesji poświęconej szczepieniom w ramach Forum Rynku Zdrowia – zorganizowanego także w październiku – podkreślił, że wiele chorób zakaźnych udało się wyeliminować lub skutecznie kontrolować wyłącznie dzięki programom szczepień. Z jednej strony to dowód, że szczepienia są potrzebne, z drugiej – rzadkie występowanie chorób zakaźnych w populacji sprawia, że wiele osób przestaje się ich obawiać, bo nie ma informacji o tysiącach zachorowań czy przypadkach zgonów, które przed erą szczepień były ich wynikiem. – Poczucie bezpieczeństwa może się okazać złudne – przekonywał prof. Wojtczak. – W miejsce chorób, z którymi się rozprawiliśmy, pojawiły się nowe, a niektóre wywołujące je wirusy i bakterie uodporniła się na leki. To zaś sprawia, że walka z nimi staje się bardzo trudna – komentował. Szczepienia są tarczą ochronną, której zadaniem jest ochrona wszystkich. Dlaczego więc prawo umożliwia skuteczną ochronę tym, którzy przed szczepieniami się uchylają, otwierając drogę potencjalnym zagrożeniom epidemiologicznym?

Inicjatywy samorządów przegrywają w sądzie

Jeszcze na początku 2015 roku, kilka tygodni po wybuchu epidemii odry w Stanach Zjednoczonych i lokalnych epidemii w kilku krajach europejskich (w tym w Berlinie), w Polsce pojawiły się inicjatywy zmierzające do zmobilizowania do szczepień rodziców najmłodszych dzieci. Dzieci z kompletem szczepień miały otrzymywać dodatkowe punkty przy rekrutacji do samorządowych placówek opiekuńczych i edukacyjnych – przedszkoli i żłobków. Pomysł wyszedł z Krakowa, został podchwycony w Częstochowie, rozważano go również na Pomorzu.

Prawnicy komentujący na gorąco inicjatywy samorządowców już wtedy podkreślali, że co do ducha są one słuszne i zgodne z interesem społecznym, ale też z Konstytucją RP, która daje pierwszeństwo ochronie zdrowia i życia oraz nakłada na władze publiczne, również na szczeblu samorządowym, obowiązek zwalczania chorób epidemicznych. Prawnicy nie mieli jednak wątpliwości, że co do litery przepisów inicjatywy samorządowców są sprzeczne z obowiązującym prawem – a w najlepszym przypadku z nim niespójne – i nie obronią się w sądach. W podobnym tonie wypowiedział się również Rzecznik Praw Dziecka, który latem zwracał uwagę, że „proszczepionkowe” uchwały samorządów uderzają w dzieci, choć to ich rodzice są winni błędnej decyzji.

Nie było więc żadnego elementu zaskoczenia w październikowym wyroku, jaki zapadł na Śląsku. Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Gliwicach rozpatrywał odwołanie od decyzji wojewody śląskiego, który uchylił uchwały częstochowskich radnych. Samorządowcy z Częstochowy chcieli, aby do żłobka przyjmowano dzieci z kompletem szczepień (lub zaświadczeniem od lekarza, że brak szczepień wynika z przeciwwskazań medycznych). Zaszczepienie dziecka miało być też ważnym kryterium punktowanym przy rekrutacji do przedszkola. Prawnicy wojewody śląskiego uchwały te jednak zakwestionowali. Przede wszystkim dlatego, że informacja o szczepieniu to dane osobowe wrażliwe i jako takie podlegają szczególnej ochronie. Po drugie, zdaniem wojewody śląskiego, przepisy nie dają prawa samorządom do wprowadzania kryteriów rekrutacji do placówek opiekuńczych i edukacyjnych z obszaru zdrowia publicznego, a jedynie – ochrony socjalnej. Po trzecie, Konstytucja RP gwarantuje wszystkim obywatelom równy dostęp do edukacji, a na dzieci 5-letnie nałożony jest obowiązek przedszkolny, którego nie może uchylić fakt, że dziecko nie zostało zaszczepione.

WSA przyznał wojewodzie rację, uznając, że podjęta uchwała narusza przepisy ustaw o systemie oświaty i o opiece nad dziećmi w wieku do lat trzech. Jednak w wyroku WSA w Gliwicach jest pewien zaskakujący wątek. Sąd jednoznacznie wskazał, że decyzja radnych – choć wadliwa prawnie – jest „zasadna społecznie”. Sąd przypomniał również o katalogu sankcji, z którymi muszą się liczyć rodzice i opiekunowie uchylający się od obowiązku szczepień dzieci – od grzywien do ograniczenia praw rodzicielskich włącznie.

Radni Częstochowy ostatecznie uznali, że nie odwołają się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Niezależnie od tego, wszystko wskazuje na to, że bez zmian w przepisach ustawowych samorządy lokalne będą przegrywać swoje batalie o zapobieganie chorobom epidemicznym wśród najmłodszych podopiecznych publicznych żłobków i przedszkoli.

Kij, marchewka czy ciągła edukacja w przestrzeni publicznej?

Nie jest to tylko polski dylemat, w jaki sposób skłonić rodziców i opiekunów do szczepienia dzieci przeciwko chorobom, którym możemy zapobiegać poprzez szczepienia. Australijski parlament przyjął zmiany w prawie zaproponowane przez rząd i od 1 stycznia 2016 roku w Australii rodzice uchylający się od szczepień swoich dzieci zostaną praktycznie odcięci od jakiegokolwiek wsparcia socjalnego. Wydawało się, że w tej sprawie Australijczycy są jednomyślni, jednak pod koniec października grupa ekspertów w dziedzinie szczepień zwróciła uwagę na niebezpieczeństwa związane z tą decyzją. Niektórzy rodzice nie szczepią dzieci nie dlatego, że się uchylają od szczepień, ale ze względu na finansowe lub logistyczne ograniczenia dostępu do opieki medycznej. – Finansowe kary tylko pogorszą położenie tych dzieci – przestrzegają australijscy eksperci.

Z kolei naukowcy z Children’s Hospital of Colorado w Denver opublikowali niedawno wyniki ankiety przeprowadzonej w grupie ponad 500 amerykańskich lekarzy, zgodnie z którymi już co piąty pediatra w Stanach Zjednoczonych odmawia prowadzenia i leczenia nieszczepionych dzieci. Główną przyczyną takiego postępowania jest presja rodziców, którzy chcą chronić swoje dzieci przed kontaktem z dziećmi będącymi potencjalnym źródłem chorób zakaźnych. Taka postawa lekarzy budzi jednak kontrowersje. American Academy of Pediatrics oraz Centers for Disease Control and Prevention stanęły na stanowisku, że lekarze powinni przyjmować nieszczepione dzieci i próbować wyjaśniać obawy oraz wątpliwości rodziców, aby ich przekonać do wyrażenia zgody na realizację programu szczepień ochronnych.

Co różni Polskę od Australii i Stanów Zjednoczonych? Różnic jest wiele, ale w sprawie szczepień najważniejsza jest ta, że u nas ten temat bardzo rzadko pojawia się w merytorycznej, publicznej debacie. W Polsce brakuje profesjonalnych, długofalowych programów edukacyjnych organizowanych przez instytucje publiczne, skierowanych do rodziców i ogółu społeczeństwa, dotyczących znaczenia szczepień dla zdrowia publicznego i indywidualnych obywateli. Zbyt często można odnieść wrażenie, że w sprawach szczepień mogą i chcą się wypowiadać tylko ich przeciwnicy, których aktywność sprawia, że coraz więcej rodziców podejmuje decyzje na „nie”.

Władze publiczne – rząd, agendy państwa, samorządy – mają wiele narzędzi, dzięki którym mogą skutecznie wspomagać walkę z chorobami zakaźnymi i ich epidemiami. Ujednolicenie przepisów prawa i ich konsekwentna egzekucja, budowanie świadomości obywatelskiej dotyczącej szczepień, poszerzanie i unowocześnienie programu szczepień finansowanych ze środków publicznych, programy zdrowotne obejmujące szczepienia nieuwzględnione w kalendarzu szczepień obowiązkowych – to wszystko może się złożyć w spójną strategię. Warunek? – Konstytucja RP gwarantuje obywatelom wolność. Ale ta wolność jest ograniczona, po pierwsze obowiązkiem poszanowania prawa, po drugie – wolnością innych osób – podkreślił dr n. prawnych Radosław Tymiński podczas krajowej konferencji poświęconej szczepieniom zorganizowanej w październiku przez PTW. Wolność od choroby zakaźnej, a zwłaszcza jej powikłań, nie powinna ważyć dla władz publicznych mniej niż wolność od obowiązku poddania się szczepieniu.

Zadaj pytanie ekspertowi

Masz wątpliwości w zakresie szczepień? Nie wiesz jak postąpić? Wyślij pytanie, dostaniesz indywidualną odpowiedź eksperta!

Konferencje i szkolenia

Warszawa – 20–21 października 2017 r.: Warszawska Jesień Pediatryczna 2017 - Krajowa Konferencja Szkoleniowa, szczegółowe informacje »

Przegląd badań