Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies.
Jestem lekarzem Jestem pacjentem

Lekarze odradzający szczepienia

19.04.2016
Małgorzata Solecka

SPECJALNIE dla „Medycyny Praktycznej Szczepień”

Małgorzata Solecka
Dziennikarka Portalu Medycyny Praktycznej mp.pl. Specjalizuje się w problematyce ochrony zdrowia, którą zajmuje się od 1998 roku.


Według badania przeprowadzonego przez Pentor Research International na zlecenie GlaxoSmithKline największy wpływ na decyzje rodziców dotyczące szczepień mają pediatrzy. To właśnie pediatra jest dla rodzica najbardziej wiarygodnym i rzetelnym źródłem informacji o szczepieniach. To dobra wiadomość, ale… Co robić, gdy to właśnie pediatra zniechęca rodziców do zaszczepienia dziecka?

Takie przypadki są stosunkowo rzadkie, ale się zdarzają.

– Lekarze, którzy kwestionują skuteczność i bezpieczeństwo szczepień ochronnych powinni być pozbawiani prawa wykonywania zawodu – przekonywała kilkanaście miesięcy temu prof. Teresa Jackowska, Konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii. Izby lekarskie nie sięgają jednak po tak ostateczne środki. Choć trudno powiedzieć też, by temat ignorowały. – Organy odpowiedzialności zawodowej prowadzą sprawy dotyczące nieodpowiedniego informowania o szczepieniach lub zniechęcania do szczepień przez lekarzy. W jednej sprawie w ubiegłym roku sąd lekarski ukarał lekarza karą nagany. Lekarz naruszył zasady Kodeksu etyki lekarskiej poprzez informowanie opiekunów dzieci podczas kwalifikacji do obowiązkowych szczepień ochronnych o możliwych zagrożeniach wynikających z ich stosowania, opierając się na informacjach niepopartych dowodami naukowymi i w taki sposób, że opiekunowie dzieci odstępowali od ich szczepienia. W drugiej sprawie też będzie toczyło się postępowanie przed sądem lekarskim. Wniosek o ukaranie lekarza złożył Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej – poinformowała „Medycynę Praktyczną” Katarzyna Strzałkowska, rzecznik prasowa Naczelnej Izby Lekarskiej.

Przypadki z Wielkopolski

We wrześniu ubiegłego roku na łamach „Głosu Wielkopolskiego” pediatra z kilkudziesięcioletnim stażem opowiedziała się jednoznacznie przeciwko szczepieniom. „Uważam, że odporność organizmu można zbudować w inny sposób. Sama zaczęłam szczepić swoje dzieci, ale kiedy bardziej zainteresowałam się tym tematem, zrezygnowałam ze szczepień w ogóle. Na szczęście, dawne szczepionki były bardziej prymitywne i nie zawierały tylu dodatków, co dzisiejsze. Namawiam za to dzieci, żeby nie szczepiły moich wnuków” – stwierdziła Elżbieta Dąbrowska. Treść wywiadu na tyle poruszyła izbę, że zostało wszczęte postępowanie. Na łamach prasy wypowiadał się wtedy Grzegorz Wrona, Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, przypominając, że zgodnie z artykułem 57 Kodeksu etyki lekarskiej lekarzowi nie wolno posługiwać się metodami uznanymi przez naukę za szkodliwe, bezwartościowe lub niezweryfikowanymi naukowo. Nie wolno też głosić tez niepopartych badaniami naukowymi.

Wielkopolski dotyczy też drugi casus – lekarki, na której efekty pracy zwrócił uwagę sanepid. W przychodni, w której pracowała, drastycznie zwiększyła się liczba niezaszczepionych dzieci. Lekarka w taki sposób informowała rodziców o niepożądanych odczynach poszczepiennych, że ci rezygnowali ze szczepień. Niektórym dzieciom sama odmawiała kwalifikacji do szczepienia, np. jeśli w trakcie wywiadu z rodzicem okazywało się, że w rodzinie ktoś przechodzi infekcję. Lekarkę ukarano naganą, ma też pokryć koszty postępowania przed sądem lekarskim. Ona sama zapowiedziała na łamach „Głosu Wielkopolskiego”, że o sprawiedliwość będzie walczyć w Strasburgu. I odeszła z publicznej przychodni – prowadzi własny gabinet, w którym stosuje homeopatię.

Prawnicy podkreślają, że sąd lekarski ma do dyspozycji cały katalog kar, który jest zamieszczony w art. 83 ust. 1 ustawy o izbach lekarskich:
  • upomnienie
  • nagana
  • kara pieniężna
  • zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w jednostkach organizacyjnych ochrony zdrowia na okres od roku do pięciu lat
  • ograniczenie zakresu czynności w wykonywaniu zawodu lekarza na okres od sześciu miesięcy do dwóch lat
  • zawieszenie prawa wykonywania zawodu na okres od roku do pięciu lat
  • pozbawienie prawa wykonywania zawodu.

Kolejność tych sankcji nie jest przypadkowa, kary wymieniono w kolejności od najłagodniejszej do najbardziej dotkliwej. I tak jak w przypadku innych kar dyscyplinarnych (przewidzianych choćby w Kodeksie pracy), przy wymierzaniu kary sąd zawodowy powinien w pierwszej kolejności sięgać po karę łagodniejszą, sankcje surowsze rezerwując albo dla przypadków „recydywy”, albo w których orzeczenie kary typu upomnienie czy nagana byłoby sprzeczne z poczuciem sprawiedliwości.

Niełatwo spotkać lekarza, który sam będzie zniechęcał do szczepień. Nie jest łatwo, sądząc po lekturze forów dla rodziców najmłodszych dzieci, znaleźć takiego, który podzieli obawy rodziców i w nieskończoność będzie odwlekał większość szczepień lub niektóre z nich. Co nie znaczy, że jest to niemożliwe. Trzeba jednak nastawić się na korzystanie z prywatnych usług lekarskich, poza podstawową opieką zdrowotną. W przychodniach realizujących Program Szczepień Ochronnych, działających na podstawie kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, takie „liberalne” podejście jest w zasadzie niemożliwe.

Problem szczepień zalecanych

Polska ma jeden z największych wskaźników wyszczepialności szczepionkami ujętymi w programie szczepień obowiązkowych. Jednocześnie niewielka część rodziców szczepi dzieci szczepionkami zalecanymi, płatnymi.

Na ile na ten stan rzeczy mają wpływ sami lekarze?

Z przywoływanego już badania przeprowadzonego przez Pentor Research International wynika, że rodzice oczekują od lekarza aktywnej postawy, empatii, czasu, cierpliwości i otwartości. Jednocześnie wśród rodziców dominuje przekonanie, że lekarze w zbyt małym stopniu angażują się w proces decyzyjny dotyczący szczepień. Postawę lekarzy respondenci określali jako „dystans”, „pozostawianie całości decyzji rodzicom”. I oceniali ją negatywnie, jako próbę uciekania od odpowiedzialności.

A jaka jest praktyka? Zadaję pytanie znajomym matkom, mieszkającym w różnych miastach Polski, o których wiem, że szczepiły swoje dzieci zgodnie z kalendarzem szczepień. Większość korzysta z opieki medycznej w ramach NFZ, nieliczne mają dodatkowo prywatnego pediatrę.

Z odpowiedzi można wnioskować, że lekarze pracujący w przychodniach POZ często ograniczają się do realizacji szczepień obowiązkowych, o tych zalecanych albo tylko wspominając, albo w ogóle nie podejmują tematu.

„Lekarz pediatra nigdy ze mną o tym nie rozmawiał. Przychodzi wezwanie na szczepienie obowiązkowe pocztą i tyle. W gabinecie przed szczepieniem w trakcie badania zero tematu. Szczepią pielęgniarki. Z nimi również zero tematu.” „Pediatra wyraźnie dawał do zrozumienia, że szczepionki płatne są lepszą wersją tych „państwowych”. O inne szczepienia (rotawirusy) dopytywałam sama”. „Doktor z NFZ o obowiązkowych szczepieniach przypominała listownie, o płatnych informowała i tyle. Nasza wieloletnia pediatra (prywatne wizyty) zalecała szczepionkę przeciwko pneumokokom ze względu na infekcje, które były przez kilka lat non stop”. Inne mamy odpowiadały, że informacja na temat szczepień dodatkowych, płatnych, była dostępna w przychodni w formie ulotek i plakatów.

Dlaczego lekarzom zdarza się nie rozmawiać z rodzicami na temat szczepień? Część lekarzy nie podejmuje tematu w obawie przed posądzeniem o czerpanie korzyści ze sprzedaży płatnych szczepionek, ale w zdecydowanej większości przypadków decyduje czas, a raczej – jego brak.

W pierwszym półroczu życia dziecka, gdy szczepień jest najwięcej, dziesięć minut, nawet kwadrans, jaki lekarz zwykle może poświęcić jednemu pacjentowi podczas wizyty „szczepiennej”, wystarcza jedynie, by zbadać dziecko przed obowiązkowymi szczepieniami, przeprowadzić badanie kompleksowe stanu zdrowia i rozwoju dziecka, odpowiedzieć na ewentualne wątpliwości i pytania rodzica dotyczące żywienia, pielęgnacji itp.

Warto też zwrócić uwagę, że szczepienia nie są żadnym wyjątkowym obszarem, jeśli chodzi o komunikację lekarz–pacjent. Z opublikowanego w listopadzie ubiegłego roku raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) „Health at a Glance” wynika, że polskim lekarzom w sposób dramatyczny brakuje tzw. kompetencji miękkich w zakresie komunikacji – nie stwarzają pacjentom możliwości zadawania pytań i dzielenia się wątpliwościami, mówią do pacjentów niezrozumiałym, hermetycznym językiem, poświęcają im zbyt mało czasu i uwagi. Nie tłumaczą diagnozy i wybranej metody leczenia. Dlaczego temat szczepień miałby być wyjątkiem?

Można jednak inaczej

„Pani doktor przedstawiła pełną ofertę szczepień obowiązkowych (bezpłatne i skojarzone, płatne). O innych była mowa, że są, ale jeśli dziecko przebywa w domu, to niekoniecznie warto. Przed przedszkolem pani doktor z uzasadnieniem zaproponowała pneumokoki, a kiedy urodził się młodszy brat, pani doktor ze względu na rodzeństwo w przedszkolu zaproponowała szczepienie przeciwko rotawirusom, meningokokom i pneumokokom, z pełną informacją i wyliczeniem za i przeciw. Szczepienia przeciwko ospie nasza pediatra nie poleca – też uzasadnia dlaczego, ale oczywiście zaszczepić można. Osoba koło 50 lat, kompetentna, zawsze wszystko wytłumaczy, mam do niej pełne zaufanie i stosowałam się do jej sugestii. Racjonalnie podchodzi do tematu, oceniając szanse i zagrożenia indywidualnie, a nie z klucza” – odpowiedziała jedna z mam, podkreślając znaczenie indywidualnego podejścia do pacjenta oraz duże zaangażowanie przychodni (niepublicznej, ale z kontraktem NFZ), w której rodzice mogą liczyć między innymi na rozłożenie płatności za szczepienia na raty.

Inny przykład. „O szczepieniach obowiązkowych informuje telefonicznie przychodnia, podając dzień i godzinę. Na pytanie o szczepionkę przeciwko grypie, rotawirusom, pytała, czy są szczególne warunki w naszym domu, miejscu pracy, czy dzieci są dodatkowo narażone na zachorowanie, chorujące przewlekle. Czyli nie zachęcała ani nie odradzała, pomogła podjąć decyzję”.

Z wypowiedzi rodziców można wysnuć jeszcze jeden wniosek: łatwiej rodzicowi podjąć decyzję o ewentualnym rozszerzeniu szczepień poza te wymienione jako obowiązkowe, jeśli ma on zaufanie do lekarza prowadzącego – czyli takie zaufanie należało wcześniej zbudować. Tymczasem problem stanowi zaufanie do lekarzy w Polsce. Pod koniec 2014 roku w „New England Journal of Medicine” opublikowano wyniki międzynarodowego badania. Naukowcy badali w 29 krajach ogólny poziom zaufania społeczeństwa do lekarzy oraz zaufanie na podstawie osobistego doświadczenia z ostatniego kontaktu z lekarzem. Polska zarówno pod względem poziomu zaufania ogólnego, jak i tego wynikającego z osobistego doświadczenia znalazła się na samym końcu rankingu – lekarzom ufa 43% respondentów, podczas gdy poziom zaufania w krajach, takich jak Szwajcaria, Holandia, Dania czy Wielka Brytania, jest niemal dwukrotnie większy.

Wybiórcze zalecenia

W rozmowach z matkami przewija się jeszcze jeden motyw: część lekarzy, którzy zalecają większość szczepionek, sensowność niektórych stawia pod znakiem zapytania. Najczęściej dotyczy to szczepionek przeciwko ospie wietrznej oraz grypie. „Meningokoki (nie pneumokoki, o które pytałam) – lekarka wskazała mi to szczepienie z uwagi na częste infekcje dolnych dróg oddechowych u dziecka. Powiedziała, że powinnam koniecznie zaszczepić dziecko. Grypa – kilka lat temu inna już lekarka powiedziała, że opinie są podzielone, ona jako lekarz musi się szczepić, ale nie zaleca tego szczepienia. Rok temu ta sama pediatra, gdy ponownie pytałam o szczepienie przeciwko grypie, powiedziała, że szczepi siebie i całą rodzinę, więc poleca. Ale żadna z nich sama tematu szczepienia przeciwko grypie nie poruszyła…”.

W sytuacji gdy niewiele jest miarodajnych badań na temat stosunku lekarzy do szczepień ochronnych, możemy posiłkować się innymi danymi. Kilka lat temu, niejako „przy okazji” zagrożenia pandemią grypy, Ministerstwo Zdrowia sprawdzało, jaki odsetek lekarzy i pielęgniarek szczepi się przeciwko grypie. Wynik był miażdżący – okazało się, że szczepieniu w sumie poddało się 10% personelu medycznego, przy czym wskaźnik wyszczepialności lekarzy był dużo mniejszy niż w przypadku pielęgniarek.

Samorząd lekarski 3 lata temu zaapelował do Ministerstwa Zdrowia o wprowadzenie obowiązkowych szczepień ochronnych przeciwko grypie – między innymi dla pracowników ochrony zdrowia oraz dzieci i młodzieży. – Zachorowania na grypę przynoszą społeczeństwu i gospodarce coraz więcej szkód, a powikłania pogrypowe, czego wiele osób sobie nie uświadamia, zalicza się do bardzo poważnych. Samorząd lekarski nie ma wątpliwości, że istnieje obiektywna potrzeba stałego zwiększania liczby osób, które zaszczepiły się przeciwko grypie, szczególnie w grupie dzieci i młodzieży szkolnej oraz pracowników medycznych – podkreślał w piśmie do ministra zdrowia prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz. Samorząd lekarski prowadzi wprawdzie kampanię informacyjną wśród swoich członków na temat korzyści płynących ze szczepień, ale jej skuteczność pozostaje dyskusyjna.

Zadaj pytanie ekspertowi

Masz wątpliwości w zakresie szczepień? Nie wiesz jak postąpić? Wyślij pytanie, dostaniesz indywidualną odpowiedź eksperta!

Przegląd badań