Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies.
Jestem lekarzem Jestem pacjentem

Program szczepień ochronnych pod skrzydłami NFZ?

04.02.2015
Z lek. med. Lidią Gądek, posłanką PO, Przewodniczącą Parlamentarnego Zespołu ds. Podstawowej Opieki Zdrowotnej i Profi laktyki, rozmawia Jakub Grzymek
Jakub Grzymek

Projektowana nowelizacja ma być stosunkowo prosta – chodzi o przesunięcie z Ministerstwa Zdrowia do NFZ finansowania szczepień dla osób ubezpieczonych – mówi lek. med. Lidia Gądek, posłanka PO.


Lek. med. Lidia Gądek

Jakub Grzymek: Media donoszą o zaawansowanych pracach nad poselskim projektem zmian w finansowaniu szczepień ochronnych w Polsce. Skąd wzięła się ta inicjatywa i od kiedy posłowie nad nią pracują?

Lek. med. Lidia Gądek, posłanka PO: Sam pomysł pojawił się dosyć dawno, jeszcze w poprzedniej kadencji. Od początku obecnej kadencji podkreślaliśmy potrzebę zmian w Programie Szczepień Ochronnych (PSO). Chodzi zwłaszcza o szczepienia, które są już powszechne w innych krajach Unii Europejskiej.

Najważniejsza jest kwestia szczepionek obecnie zalecanych, ale nie objętych refundacją – przeciwko pneumokokom, meningokokom, a także HPV. Mówi się również o ospie wietrznej, która staje się coraz groźniejsza. Obecnie mamy swego rodzaju epidemię ospy wietrznej i coraz więcej powikłań.

Najważniejsza jest kwestia szczepionek obecnie zalecanych, ale nie objętych refundacją – przeciwko pneumokokom, meningokokom, a także HPV.

Chodzi o pełną refundację tych szczepień?

Tak, mamy nadzieję na pełne finansowanie, choć konkretne możliwości zostaną zweryfikowane w trakcie szczegółowych wyliczeń. Pomysły rozszerzenia zakresu szczepień refundowanych były różne. Początkowo wszyscy myśleli jedynie o szczepieniu przeciwko pneumokokom.

Zdaniem specjalistów włączenie tego szczepienia do PSO jest kluczowe.

Zakażeń i powikłań po infekcjach wywołanych przez pneumokoki, zarówno u dzieci, jak i osób starszych, z obciążeniami, jest naprawdę bardzo dużo. W związku z tym rzeczywiście jest to najpilniejsza kwestia.

I teraz szczepienia miałyby być finansowane z budżetu NFZ?

Projektowana ustawa, a w zasadzie ustawa o zmianie ustawy, ma być stosunkowo prosta – chodzi właśnie o przesunięcie z Ministerstwa Zdrowia (MZ) do NFZ finansowania szczepień dla osób ubezpieczonych, które mają prawo do świadczeń.

Nie jest to działanie w ciemno, bo oszczędności, które powstały przez wdrożenie ustawy refundacyjnej są na tyle duże, że pokryłyby w pełni obecny tryb szczepień. Wzrost gospodarczy przekłada się na budżet NFZ, stąd stały wzrost dostępnych środków. Można więc sądzić, że zagrożenia w tej kwestii nie będzie ...

... ale budżet MZ na szczepienia byłby przesunięty do NFZ?

Tak, czyli zabezpieczone byłoby to minimum, które już funkcjonuje. MZ przeznacza na refundację szczepień od 70 do 90-kilku mln zł, w zależności od tego, jak duża jest kohorta urodzeniowa w danym roku. W 2015 roku budżet ten będzie pewnie trochę większy, bo – na szczęście dla nas wszystkich – rodzi się więcej dzieci.

Mamy nadzieję, że dzięki tym zmianom z czasem będziemy mogli szczepić także szczepionkami wysoce skojarzonymi – 5- i 6-składnikowymi. Ale to się okaże już w trakcie pracy, po oszacowaniu możliwości finansowych i stanowisku Agencji Oceny Technologii Medycznej.

Projektowana zmiana pozwoli na sfinansowanie tego, co dzisiaj rodzice (lub niektóre samorządy) opłacają sami – pakietu szczepień obecnie zalecanych. Biorąc pod uwagę wyliczenia, wygląda na to, że istniejące oszczędności są wystarczające, żeby dalej inwestować w leki innowacyjne. Szczepienia z grupy aktualnie zalecanych nie wyczerpią tej puli.

Nawet w przypadku refundacji zarówno szczepień przeciwko pneumokokom, jak i meningokokom i HPV?

Tak. Pneumokoki i meningokoki prawie na pewno.

Same pneumokoki – według szacunków – to koszt ok. 250 mln.

Myślę, że nie aż tyle. Z prostego powodu – inaczej będą wyglądać ceny negocjowane z firmami farmaceutycznymi zbiorczo – dla populacji kraju. Cena musi być korzystniejsza niż ta negocjowana przez poszczególne podmioty czy nawet samorządy terytorialne.

Szczegółowe wyliczenia jeszcze nie są gotowe. Kiedy NFZ oszacuje pulę dostępnych środków, wtedy – po negocjacjach – będzie wiadomo, co dokładnie można zaoferować.

Należy liczyć na to, że NFZ zaoszczędzi w innych miejscach?

Już zaoszczędził. Pokazuje to przykład Kielc. Są gminy, które od lat finansują mieszkańcom niektóre szczepienia zalecane dla dzieci. I widać pierwsze efekty tego działania.

Po pięciu latach zdrowotny efekt populacyjny jest ewidentny. Co więcej – dotyczy to nie tylko dzieci zaszczepionych, ale także populacji dorosłych, szczególnie osób starszych z obciążeniami chorobami przewlekłymi. Wiemy, na bazie badań amerykańskich, i Kielce to potwierdzają, że szczepienie dzieci przeciwko pneumokokom skutkuje także znacznym zmniejszeniem liczby infekcji u osób starych i obciążonych dodatkowymi czynnikami ryzyka. I Fundusz na tym oszczędza, a właściwie wszyscy na tym oszczędzamy.

Jednak projekt przewiduje rozszerzenie refundacji szczepień jedynie dla dzieci?

Na chwilę obecną pracujemy nad PSO w ogóle, ale oferta dla dzieci z wiadomych względów jest najważniejsza i najszersza.

Czy projekt przewiduje jakieś zmiany w kwestii nadzorowania skuteczności i efektywności programu szczepień?

Nie – kontrola i nadzór nadal pozostanie po stronie resortu zdrowia.

Projekt przewiduje jednak także usankcjonowanie prawidłowego ciągu chłodniczego. Świadczeniodawca będzie mógł przejmować odpowiednio zabezpieczone szczepionki bezpośrednio od hurtowni lub sanepidu, bez żadnego narażania się na delikatne obchodzenie prawa. Dzisiaj nigdy nie wiemy, czy pacjent, który przychodzi z wykupioną szczepionką, przechowywał ją prawidłowo. Trudno brać w tej sytuacji odpowiedzialność za skuteczność i bezpieczeństwo szczepienia.

Kiedy ciąg jest prawidłowy – hurtownia prawidłowo wyprodukowaną szczepionkę przewozi w odpowiednich warunkach, trafia ona do urządzenia chłodniczego, gdzie monitorowana jest temperatura, doskonale wiemy, że nic się z nią nie mogło po drodze wydarzyć. A zdarzają się przecież sytuacje, że pacjent po długiej wycieczce na targ ze szczepionką, w pełnym słońcu, prosi o szczepienie.

Takie rozwiązanie jest już przygotowane?

Tak, wchodzi w skład projektowanej ustawy.

Czy przewidziano w projekcie jakiś mechanizm motywujący NFZ nie tylko do rozszerzania zakresu szczepień, ale także do refundacji szczepionek wysoce skojarzonych? Tu oszczędność jest trudna do wychwycenia.

Zadziała taki sam mechanizm, jak przy wszystkich lekach. Jeżeli firma będzie zgłaszać szczepionkę, która uzyska wysoką ocenę AOTM, i będą brane pod uwagę przy ocenie wszystkie skutki – jednostkowe i populacyjne, bezpośrednie i te dalsze, to przy odpowiedniej negocjacji cen mechanizm zadziała podobnie, jak przy innych lekach. Okaże się, że firmy farmaceutyczne same będą próbowały wejść na rynek obniżając cenę. Ten mechanizm działa już dobrze przy ustawie refundacyjnej.

Okaże się, że firmy farmaceutyczne same będą próbowały wejść na rynek obniżając cenę. Ten mechanizm działa już dobrze przy ustawie refundacyjnej.

Czy w parlamencie jest większość za projektowanymi zmianami?

Ważne jest to, że przekonany jest już nasz klub, a wielkim orędownikiem takiego rozwiązania jest wiceminister Igor Radziewicz-Winnicki. We współpracy z nim powstał projekt. Wiem też, że PSL będzie popierał takie rozwiązanie ustawowe.

Oczywiście zmiana nadal wymaga pracy – to nie jest „gotowiec”, który podłożymy i wszyscy zgodnie podniosą rękę. Czeka nas burzliwa praca na komisjach, ale pomysł jest na tyle dobry, że powinien spotkać się z aprobatą większości parlamentarnej.

Dotąd to Parlamentarny Zespół ds. POZ zajmował się tą kwestią. Kiedy projekt trafi do Komisji Zdrowia?

Lada moment Komisja rozpocznie prace stricte legislacyjne. Dziś nie możemy oficjalnie powiedzieć, że ustawa jest już w trybie pracy, ale wszystko wskazuje na to, że stanie się to niebawem, już oficjalnie. Myślę, że zdążymy procedować zmianę jeszcze w tej kadencji.

Czy zmiana ta jest związana z pracami nad ustawą o zdrowiu publicznym i jest uwarunkowana jej wprowadzeniem?

Nie. To oddzielna ustawa. Aczkolwiek ma olbrzymi wpływ na zdrowie publiczne sensu stricto.

Od kiedy projektowane zmiany miałyby funkcjonować?

Zdecydowanie najszybciej, jak to możliwe.

Media donosiły, że od 2017 roku.

W projekcie ustawy jest zapisana data 1 stycznia 2017 roku, ale mamy nadzieję, że może uda się wprowadzić te zmiany wcześniej.

Zakładając sytuację, w której koalicja PO-PSL przegrywa przyszłe wybory, jaka jest szansa, że ten projekt będzie realizowany?

Nie zakładamy takiej sytuacji – to dobra koalicja, więc mam nadzieję, że będzie trwać. Ciągłość władzy ma jednak to do siebie, że poza wyjątkowymi sytuacjami większość uchwalonych ustaw jest realizowana. Przy najtrudniejszych zmianach ustawowych w najgorszych sytuacjach opozycja się wstrzymywała. Chodzi o dbałość o wspólne zdrowie. Myślę, że nietrudno będzie zdobyć większość.

Czy pojawiały się jakieś obiekcje dotyczące projektu?

Projekt jest nadal nieoficjalny. Na początku obawialiśmy się, że w NFZ znowu zabraknie środków, podkreślam jednak, że MZ nie jest zwolnione z odpowiedzialności za kształt PSO. NFZ nie przejmie odpowiedzialności, wyłącznie finansowanie. Odpowiedzialność za ciąg prawidłowego przechowywania, za PSO i nadzór nad jego realizacją, monitorowanie skutków pozostaje w gestii MZ, poprzez Główny Inspektorat Sanitarny (GIS).

Nie spotkała się Pani z zarzutami, że państwa działanie jest podyktowane lobbingiem firm farmaceutycznych?

Oczywiście, zarzucano nam, że jesteśmy na usługach firm farmaceutycznych. Dlatego nie spotykam się z żadnym przedstawicielem firm promujących szczepionki, zresztą nie od dzisiaj. A zarzuty są nieuniknione. Dlatego wiedząc, że takie kwestie będą procedowane, wycofałam się z podkomisji ds. nowelizacji prawa farmaceutycznego.

Pojawia się także coraz więcej głosów krytycznych wobec samych szczepień. Ruch antyszczepionkowy w Polsce staje się coraz głośniejszy, a twierdzenia, że kolejne szczepienia to dodatkowe obciążenie dla układu immunologicznego dziecka i ryzyko powikłań, są coraz bardziej słyszalne. Dlatego bazując na doświadczeniach innych krajów UE, być może trzeba będzie zastanowić się nad tym, czy dając możliwość refundacji, z drugiej strony nie znieść obowiązku szczepienia.

Chcą Państwo znieść obowiązkowość szczepień?

Nadszedł czas, żeby porozmawiać na ten temat. Analizowałam sytuację w innych krajach UE – większość ma nieobowiązkowe szczepienia refundowane, ale i tak poziom szczepień dochodzi tam do ponad 90%. Nie wiem jednak, czy jako społeczeństwo dorośliśmy do takiej zmiany. Mam wrażenie, że jeszcze nie. A koszty populacyjne – i jednostkowe również – jeśli przerwiemy prawidłowy, dobrze dziś funkcjonujący system szczepień w Polsce, mogą być ogromne.

A koszty populacyjne – i jednostkowe również – jeśli przerwiemy prawidłowy, dobrze dziś funkcjonujący system szczepień w Polsce, mogą być ogromne.

Siła oddziaływania grup antyszczepionkowych wydaje się rosnąć.

Po artykule w „Rzeczpospolitej” na temat planowanego rozszerzenia refundacji szczepień, na moim profilu w Internecie zaatakowano mnie, jako rzekomo mającą krew na rękach. Zarzucano mi i kolegom odpowiedzialnym za projekt, a właściwie wszystkim zwolennikom szczepień, że znowu chcemy „męczyć” dzieci dodatkowymi obciążeniami itd.

Tymczasem wracają choroby, o których już dawno zapomnieliśmy.

Tak, nawet polio w niektórych rejonach świata zaczyna być znowu groźne.

Pani opowiada się za utrzymaniem obowiązkowości szczepień?

Raczej tak. Muszę jednak podkreślić, że należy jednocześnie zdecydowanie poszerzyć akcję informacyjną. Krążące, zwłaszcza w Internecie, informacje na temat rzekomych strasznych rzeczy, które dzieją się przez szczepionki, wywołują u rodziców – nieświadomych pewnych spraw – poczucie zagrożenia. Także niektóre – wydawałoby się – autorytety naukowe piszą niestworzone rzeczy, niepoparte adekwatnych badań.

Należałoby przy tej okazji rozpocząć akcję informacyjną na temat zagrożeń związanych z ewentualnym zniesieniem obowiązkowości szczepień.

Brałam niedawno udział w konferencji w Krakowie na temat szczepień przeciwko pneumokokom i meningokokom, związanej z ogłoszonym przez województwo małopolskie programem dotyczącym szczepień ochronnych. Zaprezentowano tam wiele informacji i filmów pokazujących jednostkowe przypadki po przechorowaniu infekcji, o których mówimy. Myślę, że należałoby te nagrania upowszechnić.

Najgorsze, że oddziaływanie podobnych akcji może zniweczyć pojedynczy, zaprezentowany przez grupy antyszczepionkowe przypadek dziecka, które zachorowało. Nieważne, z jakiego powodu – oskarżenie padnie i tak na szczepionki.

Mam pacjentkę, która jest przekonana do dzisiaj, że zaburzenia jej dziecka – obecnie dorosłego już człowieka – były efektem szczepienia szczepionką MMR. Choć z medycznego i naukowego punktu widzenia nic na to nie wskazuje, zdania nie zmieni.

Są ośrodki zajmujące się niepełnosprawnymi intelektualnie dziećmi, w których podsyca się lęk przed szczepieniami i przekonanie, że ich stan musi być z czymś związany, a na bazie niepokojących informacji najczęściej jako powód wskazuje sie właśnie szczepienia.

Problem tych obaw jest duży. Mam w przychodni sporą populację małych dzieci i widzę narastające wątpliwości rodziców. Choć najpierw informuje ich o szczepieniach położna środowiskowa, potem pielęgniarka, następnie ja – mają coraz więcej pytań i właśnie wątpliwości. Bo dr Google jest wszechobecny.

Wyszukiwarka internetowa nie kieruje się wiedzą medyczną.

I po wpisaniu hasła „szczepienia” nie wyskakuje informacja, że jest to dobrodziejstwo. Jako pierwsze widzimy niepożądane odczyny poszczepienne, najczęściej takie, o jakich nawet nie słyszałam w swojej dwudziestoletniej praktyce.

Doświadczenie i wiedza medyczna mówią jednak jednoznacznie – należy szczepić.

Czy Pani osobiste doświadczenia – jako lekarza i jako rodzica – mają znaczenie w trakcie projektowania ustaw?

Oczywiście, choć mój syn miał akurat podejrzenie niepożądanego odczynu poszczepiennego. Jedyne, które miałam w swojej praktyce medycznej. Nie mówię o odczynie typu gorączka czy obrzęk rączki, bo to się zdarza, chociaż też rzadko, ale w przypadku mojego dziecka akurat miało miejsce poważniejsze podejrzenie. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Trzeba się liczyć z ryzykiem, związanym przecież z każdym działaniem medycznym, ale musimy wyważyć wszystkie za i przeciw. Dając antybiotyk też nie wiemy, jaka będzie reakcja. Doświadczenie i wiedza medyczna mówią jednak jednoznacznie – należy szczepić.

Rozmawiał Jakub Grzymek

Lek. med. Lidia Gądek – działacz samorządowy i polityk, poseł PO w aktualnej kadencji, przewodniczącą Parlamentarnego Zespołu ds. Podstawowej Opieki Zdrowotnej i Profilaktyki. Uzyskała specjalizacje z zakresu chorób wewnętrznych, medycyny rodzinnej i medycyny pracy, jest dyrektorem ds. medycznych Miejsko-Gminnego Centrum Medycznego WOL-MED w Wolbromiu.

Zadaj pytanie ekspertowi

Masz wątpliwości w zakresie szczepień? Nie wiesz jak postąpić? Wyślij pytanie, dostaniesz indywidualną odpowiedź eksperta!

Przegląd badań