Czas pracy nie jest z gumy

05.05.2021
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Lekarze POZ mają wyznaczony czas na konsultacje osobiste, na teleporady, wreszcie – na szczepienia. Zadań przybywa, a kadr – nie – mówi Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Jacek Krajewski, prezes FPZ. Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta

Małgorzata Solecka: Trzecia fala pandemii najprawdopodobniej jest za nami. W jakim stanie wychodzi z niej podstawowa opieka zdrowotna?

Jacek Krajewski: Ostatnie miesiące, już patrząc od stycznia, były dla POZ bardzo pracowite. Początek roku, od stycznia do marca, to w ogóle najbardziej intensywny czas dla nas – infekcje górnych dróg oddechowych nakładają się na zaostrzenia chorób przewlekłych i dużo częstsze gorsze samopoczucie pacjentów w ogóle. W tym roku już w lutym doszło do znaczącego zwiększenia się liczby chorych na COVID-19 i rozpoczęły się szczepienia. Był to, najkrócej mówiąc, niezwykle intensywny czas w pracy.

Z jednej strony – szczepienia się rozpędzały, nie wszystko na początku szło jak po maśle. Były problemy z dotrzymywaniem terminów dostaw, musieliśmy odwoływać szczepienia, przekładać terminy, niektórzy pacjenci rezygnowali, trzeba było więc szukać kolejnych chętnych. Z drugiej – w lutym i marcu COVID-19 pokazał „nową twarz”, mieliśmy dużo więcej pacjentów w stosunkowo ciężkim stanie albo szybko się pogarszających czy z powikłaniami. To jest choroba, której cały czas się uczymy.

POZ raczej nie odpocznie. Rząd zapowiada, że poradnie dostaną z Centrum e-Zdrowia wykazy osób, które się nie zaszczepiły, nawet nie zarejestrowały się na szczepienia. Z nadzieją, a raczej oczekiwaniem, że uda się wypełnić luki.

Powiem więcej – bez nas tych luk się nie wypełni. To dla nas oczywiste. Osoby powyżej 75. roku życia najczęściej nie są w stanie samodzielnie poradzić sobie z wyzwaniami, jakie postawiono w Narodowym Programie Szczepień. Są seniorzy w tym wieku, lub nawet starsi, którzy zachowują dużą samodzielność i na przykład sami organizują sobie wizyty u swojego lekarza POZ, sami się rejestrują, docierają do poradni – pod warunkiem, że jest nieopodal miejsca zamieszkania. I jeśli akurat ich lekarz POZ prowadzi szczepienia przeciw COVID-19, zapewne – z pominięciem Internetowego Konta Pacjenta i rządowej infolinii – już dawno zostali zaszczepieni. Ale nie wszystkie poradnie POZ weszły w szczepienia. Wtedy ten samodzielny senior już potrzebuje wsparcia.

Jest natomiast cała rzesza niesamodzielnych osób w tym wieku. Całkowicie, albo przynajmniej w jakiejś części. Niektórzy wymagają wsparcia już na etapie rejestracji, inni – w transporcie, w wypełnieniu druków, rozmowie z lekarzem kwalifikującym do szczepień. Niektórzy – we wszystkim. Wymagają więc zaangażowania opiekunów albo osób z poradni POZ, które znają swoich pacjentów. Myślę, że zwłaszcza w mniejszych ośrodkach poziom zaszczepienia w najstarszych grupach wiekowych, który w tej chwili trudno uznać za satysfakcjonujący, stosunkowo szybko się podniesie.

Nie wyglądamy najlepiej na tle innych krajów europejskich. Dość szokujące jest to, że w Polsce niespełna połowa zużytych dawek trafiła do osób powyżej 60. roku życia – co nie oznacza zresztą, że połowa seniorów została zaszczepiona. Są kraje – choćby Hiszpania, Irlandia, Portugalia – gdzie jest to 80-90 procent, a nawet więcej. My lada dzień otworzymy szczepienia dla wszystkich dorosłych.

Widzę w tym duże niebezpieczeństwo. Ta fala chętnych do szczepienia się bardzo szybko zatrzyma. Podczas majówki widzieliśmy kolejki chętnych do punktów szczepień, ale to nie powinno przesłaniać rzeczywistości – w młodszych rocznikach gotowość do szczepień nie jest wcale wysoka. Sporo jest osób szczepieniom niechętnych, takich, które uległy antyszczepionkowej modzie czy propagandzie. Ale największa grupa to nie są przeciwnicy szczepień i pewnie bez oporów by się zaszczepili. Oni słyszą, czytają o szczepieniach, ale nie bardzo wiedzą, co z tym zrobić – jak się do tego zabrać.

Młodsi wiedzą.

Niekoniecznie. Są oczywiście tacy, którzy wiedzą i chcą się zaszczepić – oni rejestrują się tak szybko, jak to jest możliwe. Stąd fala zainteresowania szczepieniami. Jednak zarówno wśród starszych, jak i wśród młodych jest bardzo dużo osób niezorientowanych, biernych. Brakuje akcji informacyjnej, która by im pomogła w przełożeniu podejścia z „w sumie mógłbym się zaszczepić” na faktyczne zaszczepienie.

Zaangażowanie lekarzy POZ jest krokiem w dobrą stronę. Chciałbym zaznaczyć, że my tę misję doskonale czujemy, niezależnie od tego, czy minister Michał Dworczyk o niej mówi, czy nie. Lekarze POZ czują się odpowiedzialni za to, czy ich pacjenci zaszczepią się przeciw COVID-19.

Wydaje się, że nie tylko lekarze czy poradnie POZ powinny być tą pierwszą linią informowania czy propagowania szczepień przeciw COVID-19. Ten przekaz powinien być obecny we wszystkich miejscach związanych z ochroną zdrowia, poczynając od aptek. Za jakiś czas szczepienia mają być prowadzone w aptekach, ale chodzi o to, by już teraz informacja o tym, gdzie można się zaszczepić i co trzeba zrobić była tam, gdzie przychodzą pacjenci.

Takiej kampanii rzeczywiście brakuje.

Minister zdrowia zapowiada odmrożenie świadczeń zdrowotnych w szpitalach. Natychmiast pojawiają się komentarze, że najpierw trzeba odmrozić poradnie POZ, gdzie ciągle pacjenci leczeni są zdalnie. Na ile odpowiadają one rzeczywistości?

strona 1 z 2

Aktualna sytuacja epidemiologiczna w Polsce

COVID-19 - zapytaj eksperta

Masz pytanie dotyczące zakażenia SARS-CoV-2 (COVID-19)?
Zadaj pytanie ekspertowi!

Partnerem serwisu jest