Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Tajemnica lekarska a nowe uprawnienia służb specjalnych

Justyna Wojteczek

Tajemnica zawodowa to nie jest nasz przywilej, to prawo osób, które powierzają nam swoje sekrety – mówi mec. Małgorzata Mączka-Pacholak w rozmowie o zagrożeniach związanych z nową ustawą o policji.

Kadr z filmu "Matrix". Fot youtube.com

Justyna Wojteczek: Czy w przyjętej niedawno nowelizacji ustawy o policji znajduje Pani zagrożenia dla lekarzy?

Mec. Małgorzata Mączka-Pacholak: Ta ustawa stanowi zagrożenie dla wszystkich osób, które są dysponentami tajemnic zawodowych: lekarzy, adwokatów, radców prawnych, dziennikarzy oraz osób, które korzystają z ich usług. Projektodawcy zapewniają, że nowe przepisy mają gwarantować ochronę tajemnicy zawodowej, ale ich lektura rodzi duże wątpliwości co do tych gwarancji.

Lekarz z natury swojej pracy kontaktuje się z wieloma osobami. Może się do niego zgłosić przestępca czy też osoba, którą służby podejrzewają o przestępstwo i prowadzą wobec niej kontrolę operacyjną. Czy niejako z automatu może się znaleźć w kręgu osób, wobec których prowadzona jest kontrola operacyjna?

Tak, ale nie mylmy dwóch spraw: dane telekomunikacyjne to dane dotyczące nawiązania połączeń, czasu trwania tych połączeń, miejsca nawiązania połączenia. One nie powinny zawierać treści tych połączeń. Kontrola operacyjna to kontrola treści. Jest stosowana pod nadzorem sądu. Natomiast sięganie przez służby po dane telekomunikacyjne, czyli potocznie: bilingi, nie wymaga zgody sądu. Podobnie, zgody sądu nie wymaga sięganie po dane internetowe – chociaż do tej pory podnoszone są zastrzeżenia, że nie do końca wiadomo to, co to są te „dane internetowe”. Na tym tle pojawia się obawa, że sięganie po dane telekomunikacyjne, a przede wszystkim po dane internetowe, np. dane o użytkownikach usług internetowych, może doprowadzić do pozyskiwania treści, co będzie głębokim wkroczeniem w naszą prywatność bez zgody sądu.

Coraz częściej mamy do czynienia z elektronicznym obiegiem dokumentacji medycznej. Służby będą mogły się dowiedzieć, do jakich specjalistów dany człowiek chodzi, jak często się z nim kontaktuje...

Tak, te przepisy pozwalają szybko ustalić, jak często dana osoba kontaktuje się z danym specjalistą, a następnie w jakiś sposób te informacje wykorzystać.

Czym innym niż pozyskiwanie danych telekomunikacyjnych jest prowadzenie kontroli operacyjnej. Na mocy nowych przepisów będzie ją można prowadzić przez 18 miesięcy.

Nie podoba mi się tak długi czas. Ale w przepisach dotyczących kontroli operacyjnej jest większe zagrożenie niż okres jej prowadzenia. Ono dotyczy wszystkich osób, które obowiązuje tajemnica zawodowa. Przepisy projektu ustawy o policji i innych służb wprowadzają dwa poziomy ochrony tajemnic zawodowych. Pierwszy dotyczy tajemnicy spowiedzi i tajemnicy obrończej. Z tych tajemnic nie można nikogo zwolnić ani ich uchylić, co oznacza, że jeśli jakaś służba wejdzie w posiadanie materiałów je zawierających, ma obowiązek niezwłocznego ich zniszczenia. Drugi dotyczy wszelkich innych tajemnic zawodowych, a zatem także i lekarskiej czy adwokackiej.

W odniesieniu do tajemnicy adwokackiej, a która obowiązuje adwokata w postępowaniu, w którym adwokat nie występuje jako obrońca, ale jest na przykład pełnomocnikiem w sprawie cywilnej albo rozwodowej, albo w procesie o odszkodowanie, dajmy na to – lekarza, albo w sprawie karnej, gdzie adwokat jest pełnomocnikiem pokrzywdzonej strony, wprowadza się przepisy, które budzą wiele wątpliwości.

Jakie to wątpliwości?

Na kontrolę operacyjną, a zatem na przykład podsłuch, potrzebna jest zgoda sądu. Tyle, że gdy w toku tej kontroli operacyjnej okaże się, że służby pozyskały materiał, stanowiący tajemnicę zawodową - adwokacką czy lekarską, tajemnice te nie będą dostatecznie chronione.

Przepisy skonstruowane są tak, że to funkcjonariusz danej służby, i to już po zapoznaniu się z treścią informacji objętej tajemnicą, ma ocenić, czy ma do czynienia z tajemnicą, i jaką. Jeśli funkcjonariusz uzna, że pozyskał materiały chronione tajemnicą adwokacką czy lekarską, ma zwrócić się do prokuratora, który następnie skieruje te materiały do sądu, a następnie to sąd zadecyduje, czy można te materiały wykorzystać w postępowaniu, czy nie.

Pierwszy problem zatem jest taki, że to funkcjonariusz policji czy służby specjalnej – siłą rzeczy zawsze zainteresowany uzyskaniem jak największej ilości informacji – będzie zapoznawać się z taką chronioną informacją i będzie musiał jako pierwszy odpowiedzialnie rozstrzygnąć, czy ma do czynienia z informacją chronioną tajemnicą zawodową, a jeśli tak, to jaką. Drugi problem to rola prokuratora w przekazywaniu uzyskanych materiałów do oceny sądu, ona jest niezrozumiała. Prokurator będzie kolejną osobą, która zapozna się z materiałami objętymi tajemnicą zawodową. Po trzecie, to w końcu Sąd będzie decydował, czy materiały zawierają tajemnicę zawodową, jeśli tak, to jaką i czy można te informacje wykorzystać w postępowaniu karnym.

Z obowiązku zachowania tajemnicy, także tej zawodowej, sąd może zwolnić i nie jest to nic nowego. W świetle obecnie obowiązujących przepisów sąd musi się jednak kierować określonymi ważnymi przesłankami: dobrem wymiaru sprawiedliwości i powinien uchylać tajemnicę zawodową tylko wtedy, gdy okoliczność objęta tajemnicą nie może być ustalona na podstawie innego dowodu. Zwolnienie z tajemnicy zawodowej to zatem ostateczność. Osobie zwalnianej z tajemnicy – w toku postępowania karnego, w procesie – obecnie służy na to zwolnienie zażalenie. Można zatem poddać taką decyzję jeszcze jednej weryfikacji. Na mocy przepisów, które mają zostać wprowadzone, osobie, będącej dysponentem tajemnicy zawodowej, zażalenie na zwolnienie z tajemnicy nie będzie w ogóle przysługiwać. Jedynie prokurator będzie mógł odwołać się od decyzji odmownej sądu na wykorzystanie materiałów zawierających tajemnicę. Co więcej, lekarz czy adwokat nie dowie się, że jego tajemnica została naruszona. Te przepisy pozbawiają tajemnice zawodowe jakiejkolwiek efektywnej ochrony.

Załóżmy, że kontrola operacyjna jest prowadzona wobec jakiejś osoby. Służby w toku tej kontroli uzyskują informacje o kontaktowaniu się tej osoby z innymi, które nie popełniły przestępstwa, ale mogą być w tym postępowaniu uznane za cennych świadków. Czy jest możliwe, że osoba, do której dotarły służby w toku kontroli operacyjnej kogoś innego, zostanie uwikłana w takie postępowanie?

Jest to jak najbardziej możliwe. Kontrola operacyjna zawsze musi być niejawna i tego nikt nie kwestionuje. Niejawność jest warunkiem jej skuteczności. Są jednak granice. Nie może być tak, że kontrola operacyjna jest walcem, który rozjeżdża gwarancje procesowe wszystkich osób, które pojawiają się w jej toku, w tym nas – dysponentów tajemnicy zawodowej. Osoba objęta kontrolą operacyjną powinna mieć możliwość, chociażby po fakcie, zakwestionowania legalności i zasadności tej kontroli.

Podczas debaty sejmowej jeden z posłów, który parę lat temu, jako wiceszef CBA wsławił się tym, że podsłuchiwał Polaków ponad 6,2 tys. razy, mówił, że te przepisy są dla naszego bezpieczeństwa, a nie ma wolności bez bezpieczeństwa.

To znana argumentacja w konflikcie wartości. W prawie jest tak, że musimy zawsze ważyć wartości. Niewątpliwie ważnymi wartościami są bezpieczeństwo i porządek publiczny, ale ważnymi są też nasza prywatność, swoboda komunikacji, zakres naszej wolności osobistej. W imię ochrony jednej z tych wartości możemy ograniczać prawa jednostki, ale te ograniczenia muszą być proporcjonalne.

Pada też argument, że niewinni nie mają się czego obawiać.

Ten argument opiera się na niezrozumieniu zagrożeń, jakie niosą za sobą nowe przepisy. Już sam fakt, że informacja o tym, iż kontaktuję się z osobą wykonującą zawód zaufania publicznego bez najmniejszych przeszkód będzie znana organom ścigania, powoduje, że prawo do prywatności będzie osłabione. To nie przekłada się na wzrost społecznego zaufania do tych zawodów. Tajemnica zawodowa to nie jest nasz przywilej, to prawo osób, które powierzają nam swoje sekrety. W zawodzie adwokata czy lekarza ważne jest to, by nasz klient czy pacjent nie obawiał się powierzać nam swoich sekretów, by między nami istniało pełne zaufanie. W sytuacji, gdy zachodzi obawa, że powierza te sekrety również komuś innemu, wykonywanie naszych zawodów jest utrudnione.

Rozmawiała Justyna Wojteczek

Małgorzata Mączka-Pacholak jest adwokatem z warszawskiej kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy. Specjalizuje się w sprawach karnych, prawie konstytucyjnym i sprawach z zakresu ochrony praw człowieka. Jest członkinią Komisji Praw Człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej.

27.01.2016

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?