Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Świeże spojrzenie na serce

Renata Kołton
Kurier MP

Nauka jest niestety zakładniczką finansowania. Jeśli masz pomysł, ale nie stoi za tobą jakaś większa organizacja czy osoba, która ma pieniądze statutowe czy grant, nie zrobisz nic – mówi dr Mateusz Hołda, 26-letni naukowiec i lekarz, który w 2017 roku, jako pierwszy polski student, zdobył stopień doktora nauk przed uzyskaniem dyplomu studiów wyższych.

Dr Mateusz Hołda. Fot. arch. pryw.

Renata Kołton: W kwietniu 2017 będąc studentem VI roku kierunku lekarskiego został Pan doktorem nauk medycznych. A kiedy uzyskał Pan tytuł lekarza?

Dr n. med. Mateusz Hołda: Studia skończyłem w lipcu 2017 roku, a Lekarski Egzamin Końcowy zdałem w lutym 2018 roku. Staż podyplomowy realizowałem w Szpitalu Specjalistycznym im. J. Dietla w Krakowie, a od miesiąca jestem rezydentem kardiologii na Oddziale Szybkiej Diagnostyki w Szpitalu Jana Pawła II w Krakowie.

W momencie, kiedy rozpoczynał Pan specjalizację (w lutym tego roku), magazyn „Forbes” uznał, że wyrasta Pan na lidera w swojej branży i umieścił Pana na liście „30 under 30 Europe” w kategorii „Science & Healthcare”. Czuje się Pan dziś bardziej naukowcem czy lekarzem?

Pracą naukową zajmuję się już od 5 lat, jako lekarz dopiero zaczynam swoją przygodę. Póki co na pewno odczuwam większy związek z Uniwersytetem, ale myślę, że to będzie się przechylało na tę drugą stronę i praca kliniczna z czasem stanie mi się bliższa.

Jak się Panu podoba praca w szpitalu?

Jeszcze niewiele mogę na ten temat powiedzieć, ale czuję się tutaj bardzo dobrze. Wybrałem chyba najlepszy oddział kardiologiczny w Krakowie, gdzie diagnozowane są choroby układu sercowo-naczyniowego. Podczas studiów mamy dużo kontaktu z pacjentami, przeprowadza się setki wywiadów, wykonuje badanie fizykalne, ale w większości przypadków bez próby wchodzenia w proces diagnostyczno-terapeutyczny. Teraz się tego uczę pod nadzorem Kierownik Oddziału, pani dr n. med. Małgorzaty Konieczyńskiej, którą szczerze podziwiam za ogrom wiedzy klinicznej, jaką posiada i mam nadzieję wiele się od niej nauczyć.

Pracownicy oddziału mogą się też nauczyć czegoś od Pana.

Sądzę, że tak. Dla przykładu za kilka dni zespół HEART (Heart Embryology and Anatomy Research Team), którym kieruję, zorganizuje warsztaty z anatomii dla lekarzy pracujących na moim oddziale. Myślę, że mamy dosyć dużo do zaoferowania.

Specjaliści chętnie słuchają o anatomii serca?

Z anatomią styczność jest tylko na pierwszym roku studiów lekarskich, później nie ma zajęć, na których ta wiedza byłaby gruntownie powtarzana. Podczas naszych wykładów i warsztatów kardiolodzy mogą spojrzeć na to serce jeszcze raz, z pełną świadomością i całym swoim doświadczeniem. Pamiętam sesję demonstracyjną dla elektrokardiologów, którą prowadziliśmy jeszcze wspólnie dr hab. Wiesławą Klimek-Piotrowską – sala konferencyjna była pełna, brakowało miejsc siedzących.

Dziś do prowadzenia warsztatów zapraszają nas organizatorzy różnych wydarzeń. Teraz, z końcem marca, będę miał przyjemność kolejny już raz prowadzić warsztaty z anatomii dla elektrofizjologów podczas Sympozjum Arytmica, które towarzyszy XXV Łódzkiej Konferencji Kardiologicznej, a w maju czysto anatomiczny wykład na Wiosennej Konferencji Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK) oraz w ramach Konferencji Sekcji Rytmu Serca PTK POLSTIM. Prace zespołu są też cytowane, co jest dla nas wymiernym wskaźnikiem, że nasze badania cieszą się zainteresowaniem specjalistów.

Dlaczego wybrał Pan kardiologię?

Zawsze mnie to ciekawiło. Początkowo chciałem zostać kardiochirurgiem, ale po uczestnictwie w kilku zabiegach kardiochirurgicznych stwierdziłem, że stanie przy stole operacyjnym po kilka, czasami kilkanaście godzin, to dla mnie zbyt ciężka praca. I trudniej byłoby ją łączyć z uprawianiem nauki.

Anatomia serca to podstawa dla każdej specjalności kardiologicznej, więc teoretycznie zgłębiam je wszystkie. Badania naszego zespołu skupiają się na klinicznej morfologii układu sercowo-naczyniowego i koncentrują na zrozumieniu architektury mięśnia sercowego na wszystkich jego poziomach. Nie zajmujemy się więc tylko na anatomią, wariantami budowy i wymiarami serca. Dochodzą do tego badania na modelach zwierzęcych dotyczących m.in wpływu nadciśnienia płucnego na komory serca, w szczególności na zanik lewej komory. Wykorzystujemy też najnowsze zdobycze techniki w celu trójwymiarowych wizualizacji serc konkretnych pacjentów. Obszar działania zespołu jest więc bardzo szeroki.

Wydawało się, że do dziedziny anatomii serca niewiele można już dodać, a Pana zespół ma ręce pełne roboty.

Medycyna cały czas idzie do przodu i rozwój jednej gałęzi pociąga za sobą inne. Kardiologia inwazyjna czy metody obrazowania medycznego opierają się na zrozumieniu struktury morfologicznej serca. Część wiedzy na ten temat jest jednak wciąż czerpana z badań prowadzonych kilka dekad, czy nawet stulecia temu. Dziś potrzebujemy bardziej szczegółowych opisów tych struktur, chociażby z tego względu, że mamy znacznie większe możliwości ingerencji, a świeże spojrzenie na anatomię pozwala odkryć wiele nowych rzeczy. Jedną z nich jest chociażby septal pouch – opisana zaledwie 10 lat temu mała kieszonka w sercu powstająca w wyniku niepełnego zrośnięcia się ścian. Struktura, która może się okazać bardzo poważnym czynnikiem ryzyka udaru niedokrwiennego mózgu.

Nasz zespół stara się też uporządkować nazewnictwo, którym różne gałęzie medycyny posługują się przy opisie serca. Inną terminologię stosują kardiolodzy, kardiochirurdzy czy echokardiograf iści, a jeszcze inną anatomowie i radiolodzy. Niekiedy powstaje duża bariera w komunikacji i wzajemnym zrozumieniu. Wyniki naszych badań anatomicznych publikowane są w czasopismach klinicznych, których redakcje chcą, abyśmy nazewnictwo dostosowali do ich nomenklatury, a my staramy się ich przekonywać, że nie jest to prawidłowe.

Serce, właściwie jako jedyny organ w ciele człowieka, było wcześniej opisywane niezgodnie z pozycją anatomiczną człowieka, czyli postawą stojącą, w oparciu o którą określa się położenie i kierunki. Kiedy człowiek stoi, serce oparte jest o przeponę. Jego opisów dokonywano zaś po wyciągnięciu z klatki piersiowej w ułożeniu w pozycji tzw. walentynkowej. Elementy serca, które w ciele są na dole, po wyciągnięciu znajdowały się z tyłu, to co było u góry, z przodu. I stąd wszystkie rozbieżności w określaniu kierunków.

Zespół HEART został założony w czerwcu 2013 roku, kiedy był Pan studentem II roku medycyny. Wyniki waszych badań szybko zaczęły być publikowane w czasopismach z listy filadelfijskiej, a zespół stał się rozpoznawalny na świecie. Jako młodzi naukowcy musieliście jednak zmierzyć się z licznymi barierami, chociażby zdobyć środki na badania?

Tak, pierwsza przeszkoda to zdobycie finansowania dla badań naukowych. Nauka jest niestety zakładniczką finansowania. Młody człowiek, który ma pomysł, ale nie stoi za nim jakaś większa organizacja czy osoba, która ma np. pieniądze statutowe albo grant, nie zrobi nic. Paradoksalnie grantu nie dostaje się jednak bez dorobku, a o dorobek ciężko bez finansowania. Najtrudniej jest więc zacząć. Gdy zostanie już przyznany pierwszy grant, to o kolejne znacznie łatwiej.

Druga przeszkoda to administracja. Sam wniosek o przyznanie grantu potrafi liczyć kilkadziesiąt stron, które trzeba przygotować często w krótkim czasie. Do tego uczelnia stara się zabezpieczyć na wypadek różnych sytuacji. Procedury zgłaszanie projektów badawczych są rozbudowane. Konieczne są opinie komisji bioetycznych, potem są kontrole, szczegółowa sprawozdawczość, przetargi na każdy najmniejszy wydatek. Myślę, że część tej biurokratycznej pracy jest zbędna, ale wynika chyba trochę z braku wzajemnego zaufania. Każde naruszenie przez kogoś procedur owocuje potem stosem kolejnych papierów.

Szczególnie młodzi naukowcy spotykają wiele barier w swoim rozwoju naukowym, niestety także tych stawianych przez swoich współpracowników, szefów, władze uczelni. Nie mówię tu o mojej jednostce, ale ogólnie o sytuacji w Polsce. Sam staram się identyfikować i przeciwdziałać tym wszystkim przeszkodom, działając w Radzie Młodych Naukowców przy Ministerstwie Nauki.

Do tego dochodzi brak czasu. W Polsce bardzo popularne jest łączenie ról lekarza i naukowca. Myślę, że po części także ze względów czysto finansowych, pensje jednych i drugich są bowiem niskie. Stypendia przyznawane są nielicznym i na krótki czas. Na ogół nie są to też kwoty wystarczające dla młodego człowieka, który chciałby założyć rodzinę, kupić mieszkanie i jeszcze móc wyjeżdżać na zagraniczne konferencje czy staż, co jest potem w środowisku bardzo dobrze postrzegane.

Które spośród Pana licznych nagród i stypendiów, szczególnie przyczyniły się do Pańskich dotychczasowych sukcesów?

W 2016 roku Minister nauki i szkolnictwa wyższego przyznał mi Diamentowy Grant, który pozwolił na tak spektakularne skrócenie mojej ścieżki do doktoratu. Zdobyłem go wspólnie z prof. Grzegorzem Kopciem, który jest opiekunem tego projektu.

Znaczące było dla mnie też stypendium START przyznawane przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, które otrzymałem w 2017 roku, także będąc jeszcze studentem. Stanowi ono wyróżnienie dla wybitnych młodych uczonych. Było potwierdzeniem, że prowadzone przeze mnie badania są innowacyjne i mają sens.

I na pewno dużą satysfakcję daje ostatnie wyróżnienie, czyli znalezienie się na liście „Forbesa”, ma ono bowiem charakter wybitnie międzynarodowy.

Skąd u Pana zainteresowanie medycyną? Kontynuuje Pan tradycje rodzinne?

Nie, moi rodzice nie są lekarzami i rodzina nie miała dotąd z medycyną nic wspólnego. Dopiero moje pokolenie: ja, brat i kuzynostwo postanowiliśmy studiować ten kierunek.

Jak to było być wybitnym studentem i odnoszącym sukcesy naukowcem? Czuje Pan, że inni zazdroszczą sukcesów?

Niestety niektórzy chyba zazdroszczą, spotykam się z nieprzychylnymi komentarzami – oczywiście nie skierowanymi wprost do mnie – że posiadam zbyt mało doświadczenia w pracy naukowej, że jestem za młody, nie posiadam klinicznego zaplecza. Ale myślę, że większość kibicuje. Szczęśliwie mam świetnych szefów. W Katedrze Anatomii prof. Jerzego Walochę, na oddziale dr Małgorzatę Konieczyńską, którzy bardzo mocno mnie wspierają, kierują moją karierą, ale też pozostawiają dużo swobody, co jest niezwykle istotne przy uprawianiu dwóch wolnych zawodów – naukowca i lekarza.

Jak wygląda Pana dzień?

Od 7:30 do 15 jestem w szpitalu, potem jadę na uczelnię i pracuję na Katedrze. Teraz jest trochę luźniej, w tym semestrze prowadzę już tylko pojedyncze zajęcia ze studentami, które notabene bardzo lubię. Weekendy miewam dla siebie, ale jest to też czas na pisanie prac naukowych, wyjazd na konferencję czy inną działalność organizacyjną. Pracy biurowo-organizacyjnej jest bardzo dużo. HEART to zespół ośmioosobowy, ale współpracujemy też z kilkudziesięcioma osobami z zewnątrz. Mamy otwartych kilkanaście projektów, kilka złożonych wniosków grantowych, kilkanaście artykułów do doszlifowania.

Nad czym aktualnie pracujecie?

Nasze prace cały czas skupiają się wokół badania morfologii układu sercowo-naczyniowego. Mamy w laboratorium około 400 preparatów ludzkich serc. W tym momencie to największa kolekcja na świecie. Do tego dochodzą jeszcze serca innych gatunków zwierząt. Porównujemy, które modele zwierzęce najlepiej nadają się do testowania różnego rodzaju interwencji czy urządzeń wszczepialnych.

Aktualnie realizujemy także projekty związane z wizualizacją trójwymiarową i drukiem 3D modeli serca. Chcemy też stworzyć aplikację z zaimplementowanymi trójwymiarowymi modelami kilkudziesięciu serc, które będzie można dowolnie rotować, swobodnie wybierać przekroje, struktury. Ma pomagać kardiologom i radiologom szkolić się w zakresie anatomii serca.

Czy zespół nadal pracuje na strychu Katedry Anatomii UJCM?

Nie, dziś mamy już bardzo dobre warunki lokalowe. Chociaż strych był bardzo ciekawym miejscem. Było wprawdzie trochę kurzu, ale miło się tam pracowało.

Był Pan na stażu w Japonii i w Stanach Zjednoczonych, uczestniczył też w licznych konferencjach na całym świecie. Widzi Pan swoją przyszłość w Polsce?

Po ogłoszeniu listy „Forbesa” miałem wiele propozycji z zagranicy, ale na razie nigdzie się nie wybieram. Zbyt dużo rzeczy mnie tutaj trzyma. Program specjalizacji nie pozwala na dłuższy wyjazd. Jestem też odpowiedzialny za prace zespołu HEART i kilka grantów.

Rozmawiała Renata Kołton

Dr n. med. Mateusz Hołda – 26-letni naukowiec i lekarz. Kierownik założonego w 2013 roku, wspólnie z dr hab. Wiesławą Klimek-Piotrowską, zespołu naukowego HEART przy Katedrze Anatomii UJCM. Laureat licznych nagród, m. in. Studenckiego Nobla, Lauru Medycznego Polskiej Akademii Nauk, Nagrody Prezesa Rady Ministrów. W 2017 roku stał się pierwszym polskim studentem, który zdobył stopień doktora nauk przed uzyskaniem dyplomu studiów wyższych. Członek Rady Młodych Naukowców VI i VII kadencji. Jego prace publikowane są w wiodących czasopismach medycznych, m. in. w „International Journal of Cardiology”, “Europace”, „Journal of Anatomy”, „JACC: Cardiovascular Interventions” oraz „Stroke”. W lutym tego roku trafił na prestiżową listę „30 Under 30 Europe” przygotowaną przez magazyn „Forbes”.

25.03.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?