Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Z dziejów otyłości

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
specjalnie dla MP.PL

Stoimy u progu pandemii otyłości – ostrzega WHO. Termin ukuto w 2001 roku, ale sam problem jest o wiele starszy. Podobnie jak body shaming, metody odchudzania rodem z koszmarów czy wegetarianizm, które bynajmniej nie są wynalazkami współczesności.

Konsultacja lekarska. Rycina z 1827 r. Fot. Wellcome Collection, lic. CC BY

W szczupłym ciele – zdrowy duch

W starożytnej Grecji otyłość jako problem zdrowotny pojawiła się w tekstach Hipokratesa (V/IV p.n.e.). Uważano, że otyłe kobiety nie mogą zostać matkami, gdyż tłuszcz naciska na macicę i uniemożliwia poczęcie. Z kolei cierpiących na „nadmiar ciała” (polisarkia) mężczyzn uważano za narażających się na przedwczesną śmierć, a co za tym idzie – porzucenie rodzin i funkcji pełnionych w społeczeństwie. Powinni wobec tego przejść na dietę, która poza jedzeniem odpowiednich produktów zakładała ćwiczenia, jedzenie raz dziennie i to po treningu, rezygnację z picia przed posiłkami (z wyjątkiem chłodnego, rozcieńczonego wina), rezygnację z gorących kąpieli oraz spanie na twardym łóżku. Pomóc miało również chodzenie nago, w miarę możliwości jak najczęściej.

Termin polisarkii przeszedł do medycyny rzymskiej dzięki Caeliusowi Aurelianowi, który napisał o nim w swoim dziele „De morbis acutis et chronicis”. Z kolei Aulus Cornelius Celsus (ok. 25-50 n.e.) w swojej „De Medicina” używał terminu obesitas (termin ten pojawił się również u Swetoniusza), a w ramach terapii zalecał kąpiele morskie, wyczerpujące ćwiczenia, dietę i niewiele snu. Tak było do czasów Galena (129-ok. 216 r.n.e.), który w pracy De Alimentorum Facultatibus jedzenie zalecał dopiero po wyczerpujących ćwiczeniach. Podzielił produkty na sprzyjające i niesprzyjające zdrowiu, a także opisał, jak należy je przygotowywać. Wszystkie były dla niego wartościowe, jedynie ich niewłaściwe stosowanie lub przygotowanie może zaszkodzić. Jeden z kontynuatorów tradycji galenicznej, bizantyjski lekarz i chirurg Paweł z Eginy (VII w.) pisał, że otyłość można zwalczyć dzięki zmianie stylu życia na taki, który sprzyja ciepłemu i suchemu temperamentowi, bo tylko on umożliwi schudnięcie.

Piękny jak wół sycylijski


Leczenie otyłości pijawkami, druk nowożytny. Fot. Wellcome Collection, lic. CC BY

We wczesnym średniowieczu otyłość uznawano za efekt obżarstwa, a otłuszczone ciało postrzegano jako dowód na to, że dana osoba nie oparła się pokusie lub nie dotrzymywała postów. Grzech ten był jednym z siedmiu grzechów głównych, w dodatku z wielu przyczyn niezwykle trudnym do zwalczenia. Św. Augustyn (354-430) postrzegał jedzenie jako lekarstwo, ale dostrzegał granicę między zaspokajaniem życiowej potrzeby, a czerpaniem przyjemności z przesiadywania za stołem. Posiłkował się słowami św. Pawła: „A przecież pokarm nie przybliży nas do Boga. Ani nie będziemy ubożsi, gdy przestaniemy jeść, ani też jedząc nie wzrośniemy w znaczenie” (1 Kor 8, 8). Obżarstwo łączono z innym grzechem, mianowicie lenistwem, a stąd prowadziła prosta droga do moralnego zepsucia i intelektualnego niedostatku. Św. Tomasz z Akwinu (1225-74), który sam był tak gruby, że pracował przy specjalnie dociętym do rozmiarów brzucha stole, radził, by nie oddawać się przyjemnościom zmysłowym, bo to droga do upadku. Obżarstwo szło w parze z szeregiem innych wad, począwszy od słabego charakteru, lenistwa, ospałości, po moralne zepsucie, głupotę czy nawet upośledzenie umysłowe. A że leczono wciąż w oparciu o teorie Galena, toteż, jak podkreślał choćby Michał Szkot, żyjący na przełomie XII i XIII wieku autor traktatu fizjonomicznego, otyłość postrzegano jako skutek nieprawidłowego funkcjonowania w ciele humorów. W rezultacie produkowało ono nadmiar płynów i „rozdymało się”.

Podobny pogląd wyznawała słynna medyczka, wizjonerka, święta i doktor Kościoła, Hildegarda z Bingen, która dopatrywała się u żarłoków pokładów „groźnej i trującej flegmy”, która miała powodować „ociężałość i powolność” ciała, „ciężkie i ospałe spojrzenie”. Niedaleko już do moralnego upadku wskutek utraty kontroli nad własnym ciałem, co najtrafniej chyba opisała żyjąca u schyłku epoki Christine de Pisan, porównując „spasione ciało” do narowistego konia, którego pan nie jest już w stanie poskromić.

Nietrudno było się w taki stan wpędzić, bo podejście do jedzenia było w tej epoce paradoksalnie sprzeczne. „W świecie głodu, uciążliwych wyrzeczeń, powtarzających się przynajmniej co pięć lat klęsk nieurodzaju, wyjałowienia ziemi, braku możliwości magazynowania, powolnego i utrudnionego transportu, braku ochrony przed anomaliami klimatycznymi – około 1300 roku, w pełni średniowiecza, do rangi ideału urasta obfitość pożywienia, a symbolem cudowności stają się wszelkie ‘krainy mlekiem i miodem płynące’” - pisze G. Vitarello w „Historii otyłości”. I dodaje: „Zdrowie wymaga pełnego brzucha. Siły żywotne zapewnia krzepkie ciało”.


Otyła kobieta, rycina z 1829 r. z książki Williama Wadda "Comments on corpulency". Fot. Wellcome Collection, lic. CC BY

Wspomnianego Tomasza z Akwinu chłopi podziwiali jako niezwykle urodziwego człowieka o imponującej posturze, porównując go do „wołu sycylijskiego”. W średniowieczu myśli, rządzi i zwycięża ten, kto je obficie i często. O wystawnych ucztach rycerskich i królewskich pisano w kronikach, nad Wisłą ubolewał nad „nałogiem ucztowania” Wincenty Kadłubek. O Bolesławie Chrobrym Gall Anonim pisał: „Stół utrzymywał on tak porządnie i z tak uczciwym pozorem, iż w każdy dzień, nieuroczysty nawet, zastawiono ich głównych w liczbie 40, oprócz pomniejszych wielu przy zdarzeniu”. Trudno się dziwić, że król wyhodował pokaźne brzuszysko, zresztą podobnie jak równie rozmiłowany w obżarstwie Kazimierz Wielki. Z kolei Bolesław III zwany Rozrzutnym zmarł 21 kwietnia 1352 r. po uczcie wydanej z okazji Wielkiego Postu, na której zjadł 13 kurcząt, zapijając je znaczną ilością alkoholu, jak czytamy w „Kronice książąt polskich”. Nie był ani pierwszym, ani ostatnim średniowiecznym władcą, który obżarstwem wpędził się do grobu.

Opasły książę renesansu

Renesans wraz z głębokimi przemianami w sferze nauki, przyniósł zmiany również w zakresie medycznego i społecznego postrzegania otyłości. Strach przed grzechem ustąpił nieco miejsca zdrowemu rozsądkowi. Wenecjanin Alvise Luigi Cornaro (ok. 1467-1566) w bestsellerowym dziele „Rozprawy o życiu wstrzemięźliwym”, napisanym pod koniec życia (autor miał ponad 80 lat, gdy zostało wydane po raz pierwszy) opowiedział, jak cztery dekady nieumiarkowania wpędziły go w chorobę. Autor zwrócił się o pomoc do medyków, od których usłyszał, że powinien zachować umiar – i potraktował to zalecenie poważnie. Narzucił sobie surowy reżim dietetyczny (początkowo jadł ok. 30 dkg pokarmu na dobę i pił niecałe pół litra wina), który nie tylko pozwolił mu schudnąć i wrócić do zdrowia, ale również pozyskać niezwykłe przymioty duchowe i intelektualne, jakie płyną wraz z długim życiem.

Tekst Cornaro to podręcznik dobrego życia i dobrej śmierci. Napisany jest w stylu przywodzącym na myśl „Wyznania” św. Augustyna – szczerze, od serca, bez koloryzowania. Autor opisuje szczegółowo wszystkie objawy chorobowe, jakie miał jeszcze za młodu, z perspektywy starego, lecz zdrowego i szczupłego człowieka. „Miałem bóle brzucha, ostre kłucia w boku, objawy podagry, a także gorączkę, która trwała niemal ciągle, lecz cierpiałem przede wszystkim na problemy żołądkowe i niezaspokojone pragnienie” – pisał. Podkreślił, że stracił zdolność odrzucania pokus i uległ niemal całkowicie nałogowi jedzenia i picia. Zaznaczył również, że jego przypadłości były typowe dla ludzi jego stanu i epoki, nawykłych do wystawności, nieumiarkowania i obfitości w każdej sferze życia. A że była to epoka odkryć geograficznych, to do kuchni wkroczył triumfalnie cukier oraz wymyślne słodkości, przetwory i likiery.

Znacznie większy problem niż bogaci możni, którzy traktowali nieumiarkowanie jako przywilej swojej klasy, mieli z otyłością medycy. Również pochodzący z Wenecji, choć praktykujący w Padwie, Sanctorius Sanctorius (1561-1636) zastanawiał się, jak styl życia wpływa na gabaryty. W tym celu prowadził obserwację swojej wagi przez bite trzy dekady, by w 1614 roku w „De statica medica” stwierdzić, że skoro zjadany pokarm ważył więcej niż wydalany, to oznacza, że różnica została wypocona, co z kolei świadczy o zdrowiu. Zalecał regularne ważenie się, by kontrolować masę ciała, bo za niezdrowe uważał zarówno szybkie przytycie, jak i szybkie chudnięcie.

Mięso i czekolada nie dla ludzi oświeconych

U progu oświecenia otyłość staje się dla medycyny poważnym problemem. Giovanni Battista Morgagni, jeden z ojców nowoczesnej patologii, w 1761 r. wyraźnie podkreślił związek między otyłością a ryzykiem chorób, którym miał sprzyjać przede wszystkim tłuszcz gromadzący się w okolicach brzucha. Lekarz króla Prus i twórca terminu „makrobiotyka”, Christoph Wilhelm Hufeland w swoim popularnym traktacie „Makrobiotyka, to jest sztuka przedłużania życia ludzkiego” (1796) uznał tłuszcz za rzecz szkodliwą moralnie i zdrowotnie, gdyż nieumiarkowanie w jedzeniu powoduje otyłość i staje się przyczyną przedwczesnej śmierci. Przywołując zasadę złotego środka, wskazywał, że jedzenie obfite i wyrafinowane po prostu szkodzi. Zalecał prostą dietę i przekonywał, że pojedyncze produkty, które same w sobie nie szkodzą, zmienione w złożone danie, mogą stać się ciężkostrawne lub tuczące.

Kluczem była wg Hufelanda zbilansowana dieta, oparta raczej na warzywach niż mięsie, bez alkoholu. Lekarz wytykał rodzicom, że „w sposób nieopanowany tuczą dzieci, wciskając im jedzenie, kawę, czekoladę, wino, korzenie”, fundując im w ten sposób choroby i przedwczesną śmierć. Także Benjamin Franklin (1706-90), który lubił zjeść, podkreślał korzyści płynące z prostych posiłków. Stało to w sprzeczności ze zwyczajami bogaczy. W swoim almanachu Franklin pisał, by nie jeść do otępienia ani nie pić na umór, ale również by swoją dietę komponować w oparciu o rodzime produkty, a nie opychać się zamorskimi smakołykami. Co ciekawe, jeszcze w XVII wieku wydano pierwsze specjalistyczne opracowania na temat zdrowych i niezdrowych pokarmów. Należał do nich „Diaeteticon” Johanna Sigismunda Elsholtza (1623-1688), który opracował standard klasyfikacji produktów spożywczych, a także zaznaczył, że dobre zdrowie wymaga nie tylko właściwej diety, ale także pracy lub ćwiczeń fizycznych.

Otyłość uznano za chorobę, co najlepiej potwierdza popularyzacja tego słowa (obesite), chętniej stosowanego niż uważana w wielu kręgach za zdrową korpulentność. Antoine Furetiere umieszcza je w drugim wydaniu swojego Słownika z 1701 r., podkreślając, że jest to termin medyczny. U schyłku oświecenia otyłość zaczęto traktować jak problem medyczny, nie zaś moralny czy społeczny, a od pacjentów oczekiwano, że aktywnie podejdą do kwestii leczenia i poprzez samokontrolę i liczne ograniczenia, z pomocą lekarzy, wyjdą z choroby. W roku 1757 duński lekarz Malcolm Flemyng (1700-1764) przedstawił przed londyńskim Royal College of Physicians argumentację o dziedziczeniu tendencji do otyłości. W swojej pracy zatytułowanej „A Discourse on the Nature, Causes and Cures of Corpulency” (1757) pisał, że otyłość jest problemem natury fizjologicznej, nie moralnej, a ludzie otyli nie są ani leniwsi, ani bardziej grzeszni od szczupłych. Zalecał jak najwcześniejszą aktywność fizyczną pisząc, że „osoby narażone na otyłość rzadko myślą o chudnięciu aż do momentu, gdy wyraźnie utyją, a później rzadko mogą lub chcą ćwiczyć na tyle, by się to okazało skuteczne”.

Tymczasem w Wielkiej Brytanii medyk i dietetyk George Cheyne (1672-1743), prywatnie przyjaciel Isaaka Newtona, napisał „Esej o zdrowiu i długim życiu” (1724). Rodzice tego uznanego lekarza byli zdrowi, ale niektórzy krewni mieli tendencję do tycia. Jako dziecko był szczupły, lecz gdy przeniósł się do Londynu i zaczął obracać wśród ludzi, którzy lubili zjeść i wypić, tendencje dały o sobie znać. Ledwie kilka lat później Cheyne stał się człowiekiem bardzo otyłym, ospałym i cierpiącym na ciągłe zadyszki. Zaczął podupadać na zdrowiu, więc przestał być dobrym kompanem do kielicha i talerza. Zmuszony do powrotu na wieś, Cheyne postanowił wziąć się za siebie. Gdy tylko ograniczył jedzenie, według własnych słów „stopniał niczym kula śniegowa latem”. Przeszedł na modny wówczas wegetarianizm i stał się jednym z pierwszym w historii „lekarzy od diet”, ale podkreślał, że udało mu się odzyskać szczupłą sylwetkę przede wszystkim dlatego, że odsunął się od zepsutej londyńskiej socjety i uciech nowoczesnego świata.

To na wsi, gdzie życie upływa w sposób bliższy naturze, można powrócić do równowagi, gdy tymczasem miasto jest ogniskiem zepsucia – także w sensie zdrowotnym. Cheyne wiedział, że tylko konsekwentne przestrzeganie diety (trzymał się jej przez kolejne 20 lat) pozwoli mu żyć w dobrym zdrowiu, a że zdarzały mu się okresy „oszustwa”, znowu tył. Pod koniec życia napisał, że osoby otyłe można wyleczyć tylko poprzez surowy, trwały reżim dietetyczny, więc najlepiej byłoby, gdyby ludzie żyli na tyle umiarkowanie, by nie doprowadzać się do takiego stanu. Dziś uważany jest za prekursora diety wegetariańskiej.

Wizyta lekarza rodzinnego, akwaforta z XIX w. Fot. Wellcome Collection, lic. CC BY

W raju nie było cukru

Epoka wiktoriańska przyniosła powrót do moralności diety, lecz psychologia skierowała tę kwestię na inne tory: to od aktów woli zależało (żeby się posłużyć słowami psychologa Thomasa Reida), czy człowiek doprowadzi swoje plany i cele do końca, czy może ich zaniecha. Szeroko o tym pisali tacy uznani ówcześnie psychiatrzy, jak J. E. D. Esquirol (1772– 1840), Théodule Ribot (1839–1916) czy Henry Maudsley (1835–1918) w swojej pracy „Body and Mind: An Inquiry Into Their Connection and Mutual Influence” (1870). Wiara w to, że słabość woli wywołuje otyłość, pojawiła się także w tekstach słynnego francuskiego pisarza i gastronoma, Jean Anthelme Brillat-Savarina (1755–1826), który w „Fizjologii smaku” (1825), stwierdził, że otyłość właściwie nie powinna być nazywana chorobą, gdyż jest to stan, w który „niemal zawsze popadamy z własnej winy”.

Stereotypowy wizerunek grubasa jako zakały wiktoriańskiego społeczeństwa, najlepiej chyba oddany przez Charlesa Dickensa w powieści „Klub Pickwicka” (1836), pokutował w świadomości najbardziej radykalnych myślicieli i uczonych. Najwymowniej ten pogląd ujął główny chirurg księcia regenta William Wadd, który powiedział, że „jeśli bogini mądrości by utyła, nawet ona stałaby się głupia”.

Społeczna stygmatyzacja nadwagi nie jest wymysłem współczesności. Doświadczył jej pierwszy z nowoczesnych propagatorów „naukowej” diety, celebryta i guru odchudzających się, angielski grabarz William Banting (1796-1878). W swoich autobiograficznych „Listach o korpulencji skierowanych do ogółu” opisywał, jak człowiek wywodzący się z klasy średniej, prowadzący doskonale prosperujący biznes (z jego usług korzystała także arystokracja), wygrał z otyłością. Mając 66 lat i niespełna 170 cm wzrostu, dobił niemalże do 100 kg, co odbiło się poważnie na jego zdrowiu. Podkreślał, że spotykał się z nieprzyjemnymi uwagami, bywał wytykany palcami czy wyśmiewany – zresztą podobnie jak inni obywatele borykający się z otyłością.

Banting bezskutecznie walczył z nadwagą pod kierunkiem lekarzy. Jeden z nich doradził mu ćwiczenia, a konkretnie wiosłowanie, ale wysiłek fizyczny wzmagał tylko apetyt pacjenta. Kolejny medyk stwierdził, że tycie jest naturalnym skutkiem starzenia, więc powinien się pogodzić ze swoim wyglądem. Doradzano mu lecznicze wody, więc jeździł do Leamington. Cheltenham i Harrogate, bywał w łaźni tureckiej nawet trzy razy na tydzień, ale stracił ledwie kilka kilogramów. Żadne rady nie pomagały, żadna terapia nie skutkowała, Banting miał coraz mniej energii, pogarszał mu się słuch. Udał się więc do Williama Harveya, specjalisty z zakresu chorób ucha, nosa i gardła, zrzeszonego w Royal College of Surgeons, który akurat wysłuchał paryskiego wykładu Claude’a Bernarda na temat roli wątroby w cukrzycy. Harvey wydedukował, że poza wydzielaniem żółci wątroba musi wydzielać jeszcze coś, co pomaga w metabolizmie cukrów. Nakazał Bantingowi ograniczenie cukrów i to był strzał w dziesiątkę. W niedługim czasie pacjent stracił ponad 15 kg, odzyskał energię i zaczął normalnie funkcjonować. Poprawił się również słuch i wzrok. Banting przeżył ponad 80 lat w dobrym zdrowiu i ze szczupłą sylwetką.

Pomijając popularność tekstu Bantinga i dyskusję, jaka rozgorzała w środowisku naukowym na temat otyłości, on i Harvey przedefiniowali otyłość. Ciało ludzkie zaczęto traktować jako zbiór procesów chemicznych, wobec których moralność, siła woli lub brak powyższych niewiele miały do powiedzenia. I w tym momencie na scenę wkracza John Henry Kellogg (1852-1943) – lekarz i wynalazca, znany dziś głównie jako twórca płatków śniadaniowych, a w swoich czasach jako reformator i terapeuta, który w swoim ośrodku Battle Creek wprowadził wiele nowoczesnych metod leczenia. Kellogg wychował się w rodzinie adwentystów dnia siódmego, a założycielka wspólnoty Ellen G. White uważała, że powinniśmy w naszych wyborach żywieniowych naśladować Adama i Ewę: „Bóg podarował naszym prarodzicom takie pokarmy, jakie pragnął, by ludzkość spożywała. Odbieranie życia jest sprzeczne z Bożym planem” – pisała w 1864 r. Kellogg poszedł dalej i za wszystkie choroby trapiące współczesne społeczeństwo amerykańskie, od dyspepsji po neurastenię, obwinił niewłaściwą dietę. Battle Creek pod jego kierunkiem stało się najpopularniejszą ówczesną placówką dietetyczną, w której leczyli się m.in. Henry Ford, John D. Rockefeller czy J. C. Penney. Mięso było zakazane, podobnie jak tytoń, alkohol czy kawa, za to należało jeść mnóstwo warzyw i zbóż, pić dużo wody, codziennie poddawać się lewatywom i regularnie ćwiczyć oraz przebywać na świeżym powietrzu.

Wraz z bratem, Williamem Keithem, John Henry prowadził także badania nad nowymi produktami zbożowymi, substytutami mięsa, kawy i mlekiem sojowym. W 1895 r. zupełnie przypadkiem wynaleźli płatki śniadaniowe, które natychmiast stały się hitem. Bracia założyli firmę, która z czasem odeszła daleko od swoich zdrowych korzeni, paradoksalnie przyczyniając się do dalszego rozwoju epidemii otyłości. Co ciekawe, w 1906 r. W.K. Kellog, który w roku 1895 opatentował swój produkt, został ekskomunikowany przez kościół adwentystów dnia siódmego za... dodawanie cukru do płatków.

Nauka sobie...

Epoka wiktoriańska przyniosła wiele odkryć w dziedzinie medycyny. W 1855 r. paryski psycholog Claude Bernard (1813-73) wykazał w jednym ze swoich eksperymentów istnienie „wydzielin wewnętrznych” (hormonów) z gruczołów regulujących pracę układu trawiennego i metabolizmu. Z kolei Wilbur Olin Atwater (1844-1907), chemik rolnictwa, przeprowadził szereg badań nad procesami oddechowymi i metabolicznymi, które przyczyniły się do rozwoju nauki o odżywianiu i wiedzy na temat otyłości. Atwater w 1869 obronił doktorat na temat chemicznego składu kukurydzy, po czym wyjechał do Niemiec i tam rzucił się w wir badań wraz z naukowcami takimi jak Nathan Zuntz (1847-1920), który wymyślił pierwsze przenośne urządzenie do mierzenia metabolizmu, Carl von Voit (1831-1908), który położył podwaliny pod badania fizjologii metabolizmu ssaków oraz Max Rubner (1854-1932), który dowiódł, że energia uwalniana z pokarmów równała się energii pozyskanej wskutek trawienia i spalania.

Inni badacze, jak chemik Francis Gano Benedict (1870-1957), który ukończył studia w Niemczech i wrócił do Stanów, by tam pracować z Atwaterem nad badaniami ludzkiego metabolizmu z użyciem opracowanego przez siebie kalorymetru oddechowego, uzyskując szczegółowe dane na temat produkcji i utraty ciepła u zwierząt i ludzi. W 1907 roku został dyrektorem nowo utworzonego Carnegie Nutrition Laboratory w Bostonie, gdzie opracowywał kolejne przyrządy pomiarowe i pracował ze swoim zespołem nad pomiarami ciepłoty ciała przy zmiennych warunkach – pracy, ćwiczeń, jedzenia lub postu. Owocem jego wieloletnich badań była monumentalna praca napisana wspólnie z Jamesem Arthurem Harrisem (1880-1930), uznawana do dziś za klasyczną pozycję w swojej dziedzinie: „A Biometric Study of Basal Metabolism in Man” (1919).

Z kolei William Bradford Cannon (1871-1945), który skończył medycynę na Harvardzie, prowadził badania nad przełykaniem i motoryką żołądka, używając nowo odkrytych promieni Roentgena. W 1897 roku Cannonowi udało się w ten sposób prześledzić ruch guzika z masy perłowej przez przewód pokarmowy psa. Prowadząc badania nad pacjentami, Cannon odkrył korelację między uczuciem sytości a reakcjami fizjologicznymi, w tym związek między głodem a skurczami żołądka. Dopiero pół wieku później dowiedziono, że to spadek poziomu glukozy wywołuje zarówno głód, jak i skurcze żołądka. Cannon opublikował w pierwszym numerze „American Journal of Physiology” w 1898 r. wyniki swoich badań nad połykaniem i motoryką żołądka, a także szereg prac naukowych, w tym „Bodily Changes in Pain, Hunger, Fear and Rage” (1915) oraz „The Wisdom of the Body” (1932). W trakcie pierwszej wojny światowej prowadził badania nad wstrząsem wśród żołnierzy i dokumentował zmiany, jakim podlegały ich ciała. Był zwolennikiem teorii homeostazy autorstwa Claude’a Bernarda, którą zastosował w swoich badaniach nad głodem i trawieniem.


Otyły mężczyzna i szczupła kobieta, akwaforta z 1806 r. Fot. Wellcome Collection, lic. CC BY

...a pacjenci sobie

Niemiecki endokrynolog Carl von Noorden (1858-1944), który opracowywał plany dietetyczne dla pacjentów cierpiących na cukrzycę i otyłość, był jednym z celebrytów branży medycznej na przełomie stuleci. Otworzył prywatną klinikę dla diabetyków i osób potrzebujących kuracji dietetycznych. W 1906 r. kierował wydziałem chorób wewnętrznych w cesarskim Wiedniu, przed wojną objął kierowanie kliniką chorób metabolicznych. Dzięki temu, że rozumiał wpływ diety na leczenie cukrzycy, mógł zrozumieć i leczyć otyłość, wyróżniając jej dwa typy: egzogenną, wywołaną przejadaniem się i zbyt małą ilością ruchu, oraz endogenną, wywołaną przez zaburzenia funkcjonowania organizmu, w tym te związane z hormonami (kastracja, niedoczynność tarczycy).

Odróżnił także tych pacjentów, którzy poprzez zmianę nawyków mogli pomóc sobie sami, od tych, którzy potrzebowali profesjonalnej pomocy. Pisał, że młode dziewczęta i kobiety najchętniej walczą z wagą same, ale zalecał dużą ostrożność w traktowaniu pań, które po ciąży pragnęły jak najszybciej pozbyć się „oponki”. Twierdził, że radykalne metody mogą prowadzić do komplikacji, nawet gdy osiągnie się pożądaną zmianę, a z drugiej strony, „jeśli charakter i moralność pacjenta wskazują, że wcale nie zamierzają przestrzegać zaleceń i więcej się ruszać”, trzeba ich nakłonić do przejścia na dietę pod kontrolą lekarza i wysłać do placówki, bo tylko tam jest szansa na prawdziwą zmianę. Stało to w sprzeczności z poglądami innych medyków, którzy lubili pacjentom przepisywać „wody”, a więc kuracje w ośrodkach uznawanych raczej za wypoczynkowe niż medyczne.

Lubowano się także w stosowaniu terapii alternatywnych, niekoniecznie skutecznych. Wstrzykiwano na przykład pacjentom „tyroidynę” – wyciągi z tarczycy owiec lub cieląt, szybko jednak zorientowano się, że to niebezpieczna droga. W 1909 roku radiolog Jean-Alban Bergonie (1857-1925) zalecał zastąpienie ćwiczeń elektrycznym pobudzaniem mięśni. Sadzał pacjentów na specjalnym krzeście z elektrodami przymocowywanymi do ud, łydek, brzucha i ramion. Pacjenta obciążano dodatkowo workami piasku. Jedna „sesja” trwała od 40 minut do godziny. Taka terapia była uważana nie tylko za skuteczną, ale także nowoczesną – na tyle, by John Harvey Kellog, o którym była mowa wcześniej, zainstalował owe krzesła do elektroterapii w swoim ośrodku w Battle Creek.

Neurolog i późniejszy ojciec psychoterapii, Zygmunt Freud (1856-1939) pisał, że jest to metoda zawodna, a jej powodzenie w przypadku pacjentów cierpiących na zaburzenia nerwowe jest wyłącznie kwestią sugestii. W latach 90. XIX wieku Freud zaliczał się do rosnącego grona lekarzy krytykujących elektroterapię, ale i tak utrzymała się ona aż do wybuchu II wojny światowej.

Romantyczne przewartościowanie tuszy

Nauka nad żywieniem rozwijała się w XIX wieku w przededniu odkryć dotyczących chemicznych procesów w ciele, w tym układu hormonalnego i chorób wywołanych niedoborem witamin. Zaczyna także obowiązywać nowa proporcja: między wagą a wzrostem. W 1832 roku Adolphe Quetelet, belgijski matematyk i astronom, stworzył podstawy naukowej statystyki i demografii, ustalając wskaźnik masy ciała znany powszechnie jako BMI i wprowadzając tym samym pojęcie prawidłowej (przeciętnej) wagi. Z kolei amerykańska lekarka Lulu Hunt Peters (1873-1930) po raz pierwszy zasugerowała metodę liczenia kalorii jako sposób na utratę masy ciała – bądź jej zwiększenie. Jej metoda polegała na opracowaniu porcji jedzenia liczących po 100 kcal i opracowaniu diety tak, by dostosować liczbę porcji do limitu kalorii. Zawarła te zalecenia w swoim wydanym w 1918 roku, pierwszym bestsellerowym podręczniku dietetycznym – „Dieting and Health, With Key to the Calories”, który zadedykowała Herbertowi Hooverowi, szczycącego się tym, że „nakarmił głodującą Belgię”. Książka sprzedała się ponoć w 2 mln egzemplarzy, doczekała się do 1939 roku ponad 55 wydań. Kierowana była głównie do kobiet, napisana językiem prostym, zawierała również historie osób, które odniosły sukces w odchudzaniu.

Warto podkreślić, że głos Peters to pierwszy liczący się kobiecy głos swojej epoki, a także zwiastun zmian – odtąd otyłość przestała być chorobą zamożnych mężczyzn u władzy, a zaczęła być także chorobą kobiet, które leczono wcześniej niemalże wyłącznie z uwagi na zaburzenia płodności. Z końcem wieku, wraz z ruchem o prawa kobiet, panie zaczęły zyskiwać coraz większą kontrolę nad swoim zdrowiem i ciałem, a otyłość zaczęto definiować inaczej, czyniąc ją nie tyle problemem medycznym, co kulturowym i estetycznym. Kontrola nad ciałem i jego wagą stała się elementem kanonu urody i miała już nim pozostać.

Ważną rolę odgrywała tu psychologia - wielu medyków uważało, że wystarczy rozprawić się z brakiem woli lub chorobą umysłu, aby wyleczyć choroby ciała, takie jak otyłość czy też jej przeciwieństwo – anoreksję (anorexia nervosa), termin ukuty w 1874 r. przez sir Williama Gulla (1816-1890). Co więcej psychikę uważano za element organizmu na takiej zasadzie, jak – żeby się posłużyć porównaniem Carla Vogta – umysł jest dla mózgu tym, czym żółć dla wątroby.

Lata 30. XX wieku to złoty okres dla psychoanalizy, a główną orędowniczką psychogenicznego modelu otyłości była Hilde Bruch (1904-1984) – niemiecka Żydówka, która z nazistowskiej Rzeszy uciekła do Anglii, a następnie do Stanów, by tam w Baylor Medical School objąć stanowisko profesora psychiatrii. Spopularyzowała poglądy Gulla na temat anoreksji i zaproponowała pierwszą złożoną psychologiczną teorię otyłości jako chorobę, która powstaje w dzieciństwie wskutek patologii w rodzinie, a nie jest problemem somatycznym dorosłego pacjenta. Prowadziła badania nad „psychosomatycznymi aspektami otyłości” przez wiele lat, by podsumować ich wyniki w wydanej w 1973 roku książce „Eating Disorders”, w której zdefiniowała tę chorobę jako stan rozwijający się wskutek konkretnych uwarunkowań rodzinnych już od momentu narodzin. „Otyłość w dzieciństwie – pisała – odzwierciedla zaburzenia osobowości, w których ciało o nadmiernym rozmiarze staje się organem wyrażającym konflikt”. Tłuszcz był sygnałem problemów psychologicznych, a nie patologii fizjologicznych, czy to nabytych, czy dziedzicznych.

Debata z okresu oświecenia na temat tego, czy to natura czy kultura ma odpowiadać za otyłość, odżyła ponownie, zyskując w połowie XX wieku nowy element dyskusyjny: patologie ciała vs patologie duszy. Co więcej, także ruch kobiecy czasów powojennych postrzegał otyłość nie tyle jako przypadłość z zakresu fizjologii, co socjologii i psychologii. Skoro patriarchalne społeczeństwo nienawidzi grubych kobiet, to wszystkie kobiety nienawidzą swoich ciał. Zgodnie z tą ideą, żadna kobieta nie mogła być dostatecznie szczupła, zawsze było „coś do poprawy”. Amerykańska pisarka urodzona w 1940 r., Kim Chernin, ukuła termin „tyrania smukłości”, doskonale oddający rosnącą w społeczeństwie zachodnim obsesję szczupłości i towarzyszące jej problemy z kobiecymi ciałami. I mimo, że w 1994 Jeffrey Friedman z Uniwersytetu Rockefellera wraz ze swoim zespołem dzięki badaniom nad utuczonymi w laboratorium myszami odkrył hormon otyłości – leptynę, to otyłość pozostała na przełomie wieków problemem społeczno-kulturowym.

Co gorsza, nie było w tym wszystkim miejsca na akceptację własnego ciała. Badanie przeprowadzone na uniwersytecie Yale dowiodło, że nawet ludzie z nadwagą preferują osoby szczupłe. Oczywiście jest to kwestia indywidualna, jednak wydaje się faktem, że ruch akceptacji nadwagi i otyłości jest niczym więcej, jak – posługując się słowami Sandera Gilmana, autora książki „Fat. A Cultural History” - „romantycznym przewartościowaniem” patologicznych aspektów otyłości w status ofiary walczącej o „prawo” do bycia grubym. Uderzające jest jednak to, że współczesna stygmatyzacja osób z nadwagą jest pokłosiem myślenia z epoki, w której wciąż niewiele wiedziano o ludzkim ciele.

Epidemia otyłości

W XXI wieku otyłość nie jest już jedynie problemem zdrowotnym – staje się zagrożeniem sanitarnym, epidemia otyłości ogarnia cały nowoczesny świat. Otyli więcej chorują, więc i kosztują, aż dwukrotnie więcej. Do walki z chorobą rusza państwo używając swojej najpotężniejszej broni – prawa. Walka ta jest powszechnie aprobowana, bo przecież ma na względzie dobro ogółu. Tłuszcz nie jest już kwestią prywatną, lecz państwową.

Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Zgodnie z danymi Instytutu Żywności i Żywienia leczenie otyłości i jej powikłań rocznie kosztuje ok 21% budżetu przeznaczanego na ochronę zdrowia – ok. 11 mld zł. Co drugi dorosły Polak ma nadwagę lub jest otyły, niestety problem ten dotyczy również rosnącej liczby dzieci. Obecnie odsetek 11-latków z nadwagą w Polsce jest najwyższy na świecie. Tyrania szczupłości nie jest już kwestią wyłącznie mody, norma społecznego wyglądu idzie ramię w ramię ze wskaźnikami zdrowotnymi. A jednak sposób myślenia sprzed epok wciąż pokutuje, choćby we współczesnym żargonie dietetyczno-sportowym, który aż kipi od religijnych metafor, opowieści o konwersji na „właściwy styl życia” czy wyznań i osobistych historii.

Paradoksalnie, nadal piętnuje się otyłych jako ludzi słabych, bezwolnych, oddających się najniższym instynktom, izolowanych ze społeczeństwa mimo rosnącej wrażliwości na ludzkie problemy i cierpienia psychiczne. Z każdej strony słyszymy: jedz organicznie, jedz naturalnie, jedz zdrowo, nie przesadzaj z tłuszczem i węglowodanami, nie zapomnij o błonniku, jedz regularnie, jedz powoli (a najlepiej zgodnie z ideologią slow food), a staniesz się lepszą osobą niż te, które tego nie robią. Jedz jak nasi przodkowie z epoki paleolitu (tzw. dieta paleo), a będziesz zdrowszy, bądź wege, bo to lepsze i dla ciebie, i dla środowiska. Nie jedz mięsa, dbaj o planetę i jej płuca, o uczciwe wynagrodzenie pracowników, o higienę żywienia. Oto współczesny status ludzkiego ciała, które jak nigdy wcześniej stało się fundamentem tożsamości, modelowane i kształtowane wskutek absolutnej kontroli, jaką pragniemy nad nim mieć.

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut – antropolog kultury, dziennikarka, tłumaczka i autorka związana z krakowskimi wydawnictwami Astra, Znak i Otwarte, autorka książki „Jak przetrwać w średniowiecznym Krakowie” (Astra 2018), a wspólnie z Barbarą Faron książki „Siedem śmierci. Jak umierano w dawnych wiekach” (Astra 2017).

1. Civitello, L., Cuisine and Culture. A History of Food and People, New Jersey 2008
2. Gilman, S.L., Fat. A Cultural History of Obesity, Cambridge 2008
3. Historia brzydoty, red. U. Eco, tłum. zbiorowe, Poznań 2007
4. Vigarello, G., Historia otyłości od średniowiecza do XX w., przeł. A. Leyk, Warszawa 2012

27.12.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Jak przebiega szybka ścieżka onkologiczna?
    Do skorzystania z szybkiej ścieżki (terapii) onkologicznej uprawnia karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO), zwana zieloną kartą. Założenie jest takie, że od wpisania pacjenta na listę oczekujących na konsultację specjalisty do postawienia diagnozy nie może minąć więcej niż 7 tygodni.
  • Specjaliści i skierowania
    Mój stan zdrowia się pogorszył, czy mogę się starać o przyjęcie przez specjalistę poza kolejnością? Czy można samodzielnie wybrać miejsce badań, na które skierowanie wydał lekarz specjalista?