Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Drogi zakażenia HBV

Pytanie nadesłane do redakcji

Mam pytanie trochę podszyte lękiem. Jak to jest z żółtaczką wszczepienną? Chodzi o jej zaraźliwość. Wiadomo, że wirus żółtaczki jest 100 razy bardziej zaraźliwy niż wirus HIV. Według wielu źródeł wystarczy transfer zaledwie 0,00004 ml skażonej krwi, aby doszło do zakażenia! Czy rzeczywiście realnie jest tak strasznie? Interesują mnie dwie konkretne przypadkowe możliwości nieświadomej ekspozycji, z życia wzięte. Pierwsza to spontaniczne, jakże często spotykane, wyciąganie drzazgi spod skóry igłą do szycia. Druga to wyciąganie kleszcza pincetą.
Nieraz już mogłem zaobserwować, jak ktoś z mojego otoczenia używał takich "instrumentów" bez wcześniejszej dezynfekcji. Uważano, że jeśli nie widać krwi, to igła/pinceta jest czysta. Moje uwagi czy przestrogi były kwitowane śmiechem. Nawet przez moją dziewczynę. Moje pytanie można skonkretyzować tak: czy gdyby na takiej nieszczęsnej, np. igle była śladowa, niewidoczna ilość krwi (np. po uprzednim powyżej opisanym użyciu przez kogoś innego), to czy wyżej wymienione dwie potencjalnie realne ekspozycje są realnie groźne, czy ryzyko zakażenia mieści się raczej w sferze teorii? Bardzo proszę o fachową odpowiedź, bo nie ukrywam, że trochę się boję. Jestem osobą trochę przeczuloną w sprawach dezynfekcji. Uczulam już nawet moją dziewczynę, aby dezynfekowała igłę czy pincetę oraz ranki powstałe przy takich "operacjach". Z góry dziękuję za odpowiedź.
Adrian

Odpowiedział

dr n. med. Ernest Kuchar
Klinika Pediatrii i Chorób Zakaźnych
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

Ma Pan rację co do powszechnego braku świadomości niebezpieczeństwa związanego z ekspozycjami na zakażenia krwiopochodne. Jedyną okolicznością łagodzącą jest to, że najbardziej zaraźliwe wirusowe zapalenie wątroby typu B, o którym Pan pisze (WZW B, żółtaczka wszczepienna typu B) jest chorobą, której można skutecznie zapobiegać za pomocą szczepień ochronnych. W naszym kraju przed prawie dwudziestu laty (w 1994 r.) wprowadzono powszechne szczepienia noworodków i niemowląt, początkowo w wybranych 13 z istniejących wówczas 49 województw. W dalszych 14 województwach szczepienia rozpoczęto w 1995 roku. W pozostałych 22 województwach szczepienia wprowadzono w 1996 roku. Efektem masowych szczepień był spektakularny, siedmiokrotny spadek zapadalności z blisko 35 na 100 000 mieszkańców do około 5 na 100 000. W 2000 roku wprowadzono powszechne szczepienia gimnazjalistów w wieku 13–14 lat. Jeżeli był Pan szczepiony, został Pan uodporniony i może się nie obawiać zakażenia WZW typu B.

Nie zmienia to faktu, że wszystkie narzędzia medyczne, które wprowadzamy do jałowych miejsc organizmu, jak np. igły do zastrzyków, narzędzia chirurgiczne, czy wspomniana przez Pana igła do szycia używana do wyciągania drzazgi, muszą być całkowicie sterylne. Z kolei przedmioty stykające się ze zdrową skórą, np. mankiety aparatów do pomiaru ciśnienia krwi w ogóle nie wymagają dezynfekcji. Na ryzyko zakażenia poza rodzajem ekspozycji wpływa też epidemiologia. W Polsce ok. 3% populacji (co trzydziesty Polak) jest zakażone HBV i może być źródłem zakażenia dla innych. Oznacza to, że pozostałe 97% populacji nie stanowi źródła zakażenia.

W opisanej przez Pana sytuacji usuwania drzazgi hipotetycznie mogło dojść do zakażenia wirusem zapalenia wątroby typu B (HBV). Wirus ten jest stosunkowo odporny na warunki środowiska zewnętrznego i w temperaturze pokojowej przeżywa na skażonych powierzchniach ponad 7 dni. Piszę, że do zakażenia mogło dojść hipotetycznie, gdyż igła do szycia rzadko ma styczność z krwią. Jak wspomniałem, jeżeli był Pan uprzednio szczepiony przeciwko WZW typu B, to jest Pan bezpieczny. Jeżeli nie, można wykonać badania (antygen HBs, przeciwciała anty-HBs, próby wątrobowe). Ponieważ WZW B ma długi okres wylęgania, pierwsze badania pozwolą ustalić wyjściowy stan sprzed ekspozycji (to jest czy nie był Pan już wcześniej zakażony HBV). Kolejne badania należy wykonać za 6 tygodni oraz po 6 miesiącach od narażenia (zakażenie HBV może wylęgać się do pół roku). Dopiero prawidłowe wyniki po 6 miesiącach pozwalają na wykluczenie zakażenia w następstwie opisanej ekspozycji. Przy usuwaniu kleszcza nie powinno dojść do kontaktu pęsety z tkankami, zatem ryzyko jest znikome.

Jeżeli obawia się Pan podobnych sytuacji w przyszłości, sugeruję uodpornienie się za pomocą szczepień przeciwko WZW typu B, które są bardzo skuteczne. Przy standardowym schemacie 0, 1 i 6 miesięcy, odporność pojawia się ok. 2 tygodni po drugiej dawce szczepionki. Drobne zabiegi typu usuwanie drzazgi najlepiej wykonywać jałową igłą do zastrzyków jednorazowego użytku dostępną w każdej aptece za kilka groszy. W sytuacji przymusowej domowe „narzędzie” można opalić nad płomieniem, co zapewnia jałowość sprzętu.


18.11.2013

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?