Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Eksperci: Polska wciąż ma względnie wysoką wyszczepialność, ale rosną zagrożenia

Eksperci: Polska wciąż ma względnie wysoką wyszczepialność, ale rosną zagrożeniaOceń:
(3.00/5 z 2 ocen)
08.11.2018
Małgorzata Solecka
Kurier MP

– System szczepień ochronnych w Polsce generalnie dobrze chroni nasze społeczeństwo przed chorobami zakaźnymi. Są w nim jednak poważne luki. Jedną z nich jest opieszałość organów państwa w egzekwowaniu obowiązku szczepień – mówił w miniony wtorek podczas konferencji poświęconej m.in. problematyce szczepień ochronnych prezes Najwyższej Izby Kontroli (NIK) Krzysztof Kwiatkowski.


Fot. iStock.com

Szef NIK przypomniał, że w ostatnich dwóch latach Izba dwukrotnie publikowała raporty poświęcone szczepieniom: w 2017 roku był to raport dotyczący wyłącznie szczepień, a w tym roku ukazał się zbiorczy raport na temat ochrony zdrowia dzieci i młodzieży, którego znaczącą część zajęły właśnie szczepienia. Co wynika z raportu? Po pierwsze, w Polsce generalnie cały czas wyszczepialność dzieci i młodzieży utrzymuje się na bardzo dobrym, plasującym nas w czołówce krajów rozwiniętych, poziomie. Nie brakuje jednak sygnałów ostrzegawczych: wyraźnie zwiększa się liczba odmów szczepień, których w ubiegłym roku było ponad 30 tysięcy. W tym roku, jak spodziewają się eksperci, ta liczba zostanie wyraźnie przekroczona, choć niewykluczone, że między innymi z powodu bardziej realnego zagrożenia wirusem odry uda się wyhamować tempo, w jakim w ostatnich latach zwiększał się wskaźnik rezygnacji z obowiązkowych szczepień. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że ostatnie dane NIZP-PZH mówią już o ponad 34 000 odmów, jednak trudno przesądzać, o ile ta liczba zwiększy się do końca roku. Do poradni podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) zgłasza się w ostatnich dniach wielu rodziców, by wykonać zaległe szczepienia dzieci. Już w tej chwili w niektórych miejscowościach na wizytę połączoną ze szczepieniem trzeba czekać aż do połowy grudnia.

Prezes NIK największy nacisk położył na fakt, że choć państwo polskie dysponuje narzędziami egzekwowania ustawowego obowiązku szczepień, odpowiedzialne instytucje nie wykorzystują ich w pełni. – W ubiegłym roku tylko w przypadku co dziesiątej odmowy szczepień toczyło się postępowanie – podkreślał Krzysztof Kwiatkowski. Można powiedzieć, że instytucje państwa reagowały na umacnianie się trendu przeciwnego szczepieniom nieadekwatnie słabo. Część odpowiedzialności ponoszą za ten stan rzeczy świadczeniodawcy, którzy nie przekazują – wcale, albo w terminie – do służb sanitarnych informacji o rodzicach i opiekunach, którzy odmawiają szczepień ochronnych swoich dzieci.

Dr n. med. Paweł Grzesiowski ze Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP w Warszawie przypominał tymczasem, że choć w Europie rzeczywiście obok siebie funkcjonują różne rozwiązania w zakresie szczepień ochronnych – w większości krajów europejskich szczepienia nie są obowiązkowe – jednak ta różnorodność odpowiada różnorodności kulturowej samych społeczeństw. – Inaczej kwestię dobrowolności szczepień stawiają kraje, w których zarówno poczucie obowiązku obywatelskiego, jak i kapitał zaufania społecznego są wysoko rozwinięte – mówił. Dlatego nie można porównywać Polski choćby do krajów skandynawskich, bo w Polsce poziom społecznego zaufania, a także gotowość do wykazywania się postawą obywatelską są jednymi z najsłabszych w Europie. Ekspert zwracał też uwagę, że kraje, w których szczepienia są dobrowolne, stosują różne rozwiązania, które w sposób „miękki” nakłaniają rodziców do decyzji o szczepieniu. Polska na zmianę systemu z obowiązkowego na dobrowolny nie jest jeszcze, zdaniem dr. Grzesiowskiego, gotowa.

Podobną opinię wyraził dr Michał Sutkowski, Prezes warszawskiego oddziału Kolegium Lekarzy Rodzinnych (KLR) w Polsce, apelując w imieniu swoim i KLR o intensywne działania na rzecz utrzymania obowiązku szczepień. – Trudno uwierzyć, że w drugiej dekadzie XXI wieku trzeba przekonywać do spraw tak oczywistych, jak szczepienia – mówił. Jednak, jak przyznał dr Paweł Grzesiowski, trzeba. A ogromna część odpowiedzialności za ten stan rzeczy spoczywa na środowisku medycznym. – To przecież z kręgu medycyny, z kręgu nauki wyszedł w 1998 roku potężny atak bioterrorystyczny – mówił, nawiązując do publikacji w miesięczniku „Lancet” artykułu o rzekomym związku szczepionki MMR z autyzmem. To właśnie te sfałszowane dane, opublikowane przez jedno z najbardziej prestiżowych czasopism medycznych, załamały powszechne wcześniej przekonanie o bezpieczeństwie szczepień ochronnych. Co może się wydarzyć, jeśli tego zaufania nie odbudujemy? Dr Grzesiowski podkreślał, że w tej chwili mówi się przede wszystkim o niebezpieczeństwie, na jakie narażone są niemowlęta czy osoby, które z powodów medycznych (przeciwwskazań) nie mogły być zaszczepione, albo takie, które straciły odporność np. w wyniku choroby nowotworowej. – Nikt nie wie, jak przebiegałaby odra w przypadku zarażenia osoby w podeszłym wieku. Nie ma nawet informacji, czy osoby te, które z dużym prawdopodobieństwem nabyły odporność w wyniku przechorowania odry, jeszcze ją mają – zwracał uwagę.

- Nie mamy epidemii odry, ale sytuacja musi niepokoić – podkreślała z kolei dr n. med. Iwona Paradowska-Stankiewicz, konsultant krajowy ds. epidemiologii. Odra występuje w ogniskach epidemicznych, w każdym z nich choruje od kilku do kilkunastu osób. Wirus odry występował w Polsce również w poprzednich latach, ale wtedy – jak przyznała dr Paradowska-Stankiewicz, był problemem przede wszystkim zamkniętych grup społeczności romskiej, które nie poddawały się szczepieniom. Tym razem chodzi w większości o imigrantów z Ukrainy, ale oni – w przeciwieństwie do Romów – nie żyją w mocno izolowanych grupach, na co dzień spotykają się z Polakami – w firmach, sklepach, szkołach. Dlatego przenoszenie się wirusa odry jest bardzo łatwe.

- Pamiętajmy, że kilka lat temu w Kaliforni jedno dziecko chore na odrę zaraziło w Disneylandzie 160 kolejnych osób. Kalifornia po tej epidemii wprowadziła obowiązkowe szczepienie przeciwko odrze – podsumował dr Grzesiowski.

Eksperci: Polska wciąż ma względnie wysoką wyszczepialność, ale rosną zagrożeniaOceń:
(3.00/5 z 2 ocen)
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?