×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Czy ktoś wie, że się boisz?

Ewa Stanek-Misiąg

Znaleźliśmy się w sytuacji, w której możemy być pewni siebie, nie wychodzić na głupka, nie dawać się temu rządowi, ignorować wirusa i cieszyć się tym, jacy to jesteśmy mądrzy albo możemy w imię czegoś ważnego myć ręce, dystansować się społecznie, zwracać uwagę tym, którzy nie przestrzegają zasad epidemicznych i jeszcze dzięki maseczce nierówno się opalić – mówi Bartosz Kleszcz, psycholog, psychoterapeuta.


Fot. Pixabay

Ewa Stanek-Misiąg: Kiedy patrzymy na zachowania Polek i Polaków w czasie pandemii, to wydaje się, że po jednej stronie jest lęk, a po drugiej lekceważenie. Ale może lęk i lekceważenie wcale tak daleko od siebie nie leżą?

Bartosz Kleszcz: Burrhus Frederic Skinner, jeden z najważniejszych przedstawicieli behawioryzmu wprowadził pojęcie „funkcjonalnej klasy zachowania”. Oznacza to, że różne, nawet skrajnie różne zachowania mogą odgrywać tę samą rolę. Z tej perspektywy lęk i lekceważenie mogą prowadzić do tego samego, dawać poczucie bezpieczeństwa. Ktoś, kto się boi może zabezpieczać się na wszystkie sposoby, ograniczając swoje życie, albo prowokować sytuacje, w których istnieje ryzyko zakażenia. Pierwszemu poczucie bezpieczeństwa zapewnia odcięcie się od świata, drugiemu pokazywanie światu: „Jestem zdrowy. Nic mi nie jest. Epidemia nie istnieje”.

Kiedy popatrzymy na te zachowania poprzez życiowe schematy, jakie realizują dane osoby to możemy zobaczyć np. kogoś o tendencjach narcystycznych. Taki ktoś kompensuje sobie charakterystyczne dla narcyzmu wewnętrzne zranienie, poczucie, że „coś ze mną jest nie tak” manifestowaniem mocy. Nie nosi maseczki, chodzi na dyskotekę. Ostentacyjne lekceważenie zagrożeń może być dla niego szczególnie atrakcyjne, bo pozwala mu pokazać: „O, patrzcie jaki jestem!”. Inne osoby z kolei mogą pochodzić ze środowisk, z rodzin, w których nie było tradycji troszczenia się o siebie. One mogą nie traktować swojego zdrowia jako priorytetu. Ponieważ są przyzwyczajone do tego, że są zaniedbane, ważne będzie dla nich coś innego, np. walka o to, żeby nie utracić swoich sieci społecznych, dzięki którym utrzymują się psychicznie na powierzchni.

Jest jeszcze inny przykład: bycie mężczyzną. Jako mężczyźni jesteśmy uczeni bycia silnymi, jedyną „legalną” emocją dla mężczyzny jest gniew. Tak wychowany człowiek powie: „Ja mam się bać?!” Nie może przecież okazać żadnych obaw przed partnerką, żoną, dziećmi.

Pracując z klientem w gabinecie, trzeba odkryć jakie jest źródło jego zachowania, co tak naprawdę oznacza celowe prowokowanie przez niego groźnych zdrowotnie sytuacji.

Bo ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że np. kwestionują pandemię dlatego, że się boją, a nie dlatego, że są tacy odważni?

U bardzo wielu osób głębsze schematy ich zachowania są niewidoczne. Porównałbym to do skype`a, przez którego teraz rozmawiamy. Skype ma swój kod źródłowy, którego nie widzimy. Widzimy tylko to, co jest na zewnątrz. Wszyscy mamy swoje „kody źródłowe”, wynikające z osobistej historii przekonania, nawyki, schematy, ale pozostają one w ukryciu, widzimy tylko samo zachowanie. Dopiero pogłębienie świadomości – to może być praca własna, niekoniecznie terapia – może pomóc lepiej zrozumieć siebie i podjąć pracę nad zmianą swojego zachowania.

Wyobrażam sobie kogoś, kto ma już dość napięcia związanego z lękiem i myśli sobie: „Odpuszczam. Zarażę się i będę to już miał za sobą”. Lęk może być złym doradcą?

Jednym z zachowań redukujących lęk może być nadmierna konfrontacja, wskakiwanie na główkę. Osoba, która się boi może wyglądać, jak ktoś bardzo odważny, bo dzięki tej odwadze uzyska rozstrzygnięcie niepewnej sytuacji, wreszcie wypadnie orzeł lub reszka.

To pokazuje jak złożonym zjawiskiem jest akt zachowań prozdrowotnych czy antyzdrowotnych.

Ale przecież nie jesteśmy sami na świecie. Justyna Bargielska, poetka, pisarka wyznała niedawno na facebooku: „Wydaje mi się, że ta pandemia jest wielokierunkowym eksperymentem społecznym, ja np. biorę udział w tej części na solidarność”. Lęk nie pozwala na solidarność?

Różne życiowe schematy, czy emocje, czy problematyczne myśli potrafią zawężać nasze doświadczanie do bardzo wąskich perspektyw. Bardzo często oznacza to branie pod uwagę tylko swojego „ja”, albo przeciwnie, zupełne ignorowanie swojego „ja”. Tak się dzieje na przykład wtedy, gdy ktoś czuje silny lęk, którego nie umie dobrze obsłużyć, albo gdy ktoś wyniósł z domu różne niepomocne rzeczy. Takie osoby skupione są tylko na tym, co się dzieje centralnie przed ich własnym nosem, w ich własnym ciele. A jeśli myślą o przyszłości, to w kategoriach katastrofy, bo po to jest lęk, żeby nas ostrzegać.

Podkreśla pani wagę społecznych komunikatów, które mówią, że ta epidemia jest okazją do zadania sobie pytań: „Kim ja właściwie jestem?”, „Kim jestem w obliczu zagrożenia?”, „Kim jestem w obliczu innych ludzi?” Badanie, które przeprowadziliśmy właśnie w kilkudziesięciu krajach na grupie ponad 9,5 tys. osób pokazało, że jednym z najsilniejszych czynników, które decydują o dobrym radzeniu sobie w sytuacji kwarantanny, czy innych ograniczeń związanych z pandemią, jest wsparcie społeczne. Chodzi o wymianę, wsparcie dla mnie i moje wspieranie innych, o silne więzi, autentyczną relację, w której możemy się dzielić swoimi lękami. O jakiś rodzaj solidarności, empatii, troski.

Pandemia jest okazją do tego, by w pewnym sensie przekroczyć samego siebie i zobaczyć, czy w sytuacji cierpienia może się narodzić jakaś wartość.

Cierpienia?

Solidarność społeczna, której przejawem może być np. szczególne zatroszczenie się o kogoś może być bardzo przyjemna, jeśli pomagamy komuś, kto jest za to wdzięczny, ale może się też wiązać z tym, że wyjdziemy na głupka. Na przykład: staramy się być solidarni, troszczyć się o innych, więc w tłumie zakładamy maseczkę. Ale większość osób w tym tłumie nie ma maseczki albo ma ją zawieszoną na uchu. Co to oznacza? Że w chęć do okazania troski wpisana jest konieczność zrobienia miejsca na różne niewygodne myśli i emocje, trzeba być gotowym na trudności, na ból psychiczny.

Znaleźliśmy się w sytuacji, w której możemy być pewni siebie, nie wychodzić na głupka, nie dawać się temu rządowi, ignorować wirusa i cieszyć się tym, jacy to jesteśmy mądrzy albo możemy w imię czegoś ważnego myć ręce, dystansować się społecznie, zwracać uwagę tym, którzy nie przestrzegają zasad epidemicznych i jeszcze dzięki maseczce nierówno się opalić.

To jest ważna kwestia. Jako ludzie potrzebujemy sensu, ale te sensy mogą być różne. Dla jednych jest to solidarność, dla innych własna wygoda.

Im gorzej radzimy sobie z emocjami, im mniej jest w nas zgody na to, żeby czasem trochę nie pasować, żeby odważnie stawić czoła temu, że ktoś inny może się na nas dziwnie patrzeć, innymi słowy – im mniejsza jest nasza pojemność psychiczna, tym mniej szans na to, że to my będziemy mogli sami wybrać, jacy będziemy (w psychoterapii nazywamy to elastycznością psychologiczną). Bez rozwiniętej elastyczności psychologicznej, nasze emocje, nasze myśli, nasze schematy wybiorą za nas.

Czy jest jakaś w miarę prosta instrukcja, jak radzić sobie z lękiem?

Mamy w Polsce problem z dobrym dbaniem o siebie. Częścią troszczenia się o siebie jest dbanie o bliskie, autentyczne, wspierające relacje społeczne.

Przychodzi do mnie wiele osób, które cierpią na różne postacie lęku (postaci lęku jest bardzo dużo). Zawsze pytam: „Czy ktoś jeszcze wie, że masz ataki paniki?” albo natrętne myśli, albo że się martwisz, albo, że przypominają ci się ciągle jakieś sceny z przeszłości? Bardzo często odpowiedź brzmi: „Nie”. Nie tylko cierpimy, ale też cierpimy samotnie.

W naszym ciele są obwody, które włączają się, kiedy jesteśmy w bezpiecznym środowisku, wśród ludzi, którzy są gotowi okazać nam wsparcie i zrozumienie. Nerw błędny przewodzi do mózgu informacje stymulujące kojenie i hamujące ośrodki odpowiedzialne za reakcje związane z poczuciem zagrożenia. Są także inne biologiczne aspekty bezpiecznego środowiska. Osoby, które śpią w towarzystwie osób, które im dobrze życzą albo w ogóle z kimś bliskim lepiej się wysypiają. W trakcie snu mają mniej mikrowybudzeń charakterystycznych dla osób śpiących samotnie lub w niesprzyjających warunkach. To pomagało naszym przodkom chronić się w razie ataku, ale skutkuje płytszym snem. Bardziej regenerujący sen umożliwia lepsze radzenie sobie z lękiem za dnia. Tak bym odpowiedział na pytanie, jak się regenerować, jak sobie robić psychiczne spa. Stworzenie bliskiej relacji, w której możemy bezpiecznie dzielić się swoimi najbardziej autentycznymi własnymi przeżyciami jest bardzo pomocne, ponieważ jako zwierzęta społeczne, jesteśmy tak zbudowani, aby dobrze reagować na zażyłe i bezpieczne więzi.

A jeżeli widzimy, że wszystko nam leci z rąk, to cenne może się okazać skorzystanie z pomocy specjalisty od zdrowia psychicznego, czyli kogoś, kto podchodzi do kwestii radzenia sobie z lękiem jak do jazdy na rowerze. Bo to jest coś, czego można się nauczyć. W trakcie terapii zdobywa się umiejętności, które pomagają przekroczyć różne schematy życiowe i dzięki którym można sobie lepiej radzić z silnymi emocjami tak, abyśmy to my mogli wybierać postawę, którą przyjmiemy wobec tego, czego nie wybraliśmy, czyli pandemii, a nie, żebyśmy byli na łasce żywiołów wewnętrznych i zewnętrznych.

Czy radą na natrętne myśli, które przedstawiają przyszłość w czarnych barwach może być próba zastąpienia ich myślami pozytywnymi?

Badania pokazują, że w kontekście silnego lęku, czy silnego unikania kreowanie własnych myśli po to, żeby zastąpiły one inne może prowadzić do nasilenia tych myśli, których mieć nie chcemy. Może wręcz dojść do efektu odbicia. Osoby, które dręczą natrętne myśli doświadczają często tego, że ich umysł „skanuje” otoczenie: „Nie chcę myśleć o tym, że mogę się zarazić. O czym mógłbym myśleć zamiast tego? Jaka jest inna najbliższa myśl? To myśl o… epidemii”. Tak się można kręcić w kółko na jeden temat.

Więc wydawać by się mogło, że zastąpienie jednej myśli przez drugą to najlepsze rozwiązanie, ale tak nie jest. Dużo bezpieczniej jest pozwolić myślom płynąć bez reagowania na nie, bez tworzenia jakichś nowych myśli, bo to daje stabilną podstawę do tego by spróbować poszerzyć swoją perspektywę. Możemy wtedy spojrzeć na sytuację pod różnymi kątami. Jedna, wąska perspektywa, zwłaszcza jeszcze kiedy ma ona katastroficzny charakter i wiąże się z wieloma zmartwieniami i tworzeniem wielu złych scenariuszy, nasz organizm traktuje jako komunikat: „Przed nami katastrofa, więc będę się bardzo bał, żebyś nie zapomniał, że żyjesz w zagrażającym Ci środowisku”. To może zamienić lęk ostry w lęk przewlekły. Poszerzenie perspektywy, zadanie sobie pytań o to kim chcę być, czego potrzebuję, czego potrzebują inni, czy akceptuję to, że będę się czuł dziwnie, często myjąc ręce i nosząc maseczkę wśród ludzi, którzy tego nie robią sprawia, że mamy większe psychiczne menu. W ramach takiego szerszego menu łatwiej jest zachować stabilność, pewien rodzaj spokoju, który nie jest ignorowaniem zagrożenia, ale który mówi: „Mogę polegać na sobie. Mogę polegać na innych. Dbam o to, nad czym mam kontrolę. W obecności moich myśli, emocji i wrażeń z ciała mogę dokonywać wyborów zgodnych ze sobą, moim sensem, wartościami.”

Na pytanie o zdrowe podejście, odpowiadam więc: nie ignoruj niepokojących myśli, pomartw się troszeczkę, a potem skup na tym, na co możesz mieć wpływ i pozwól dziać się rzeczom, które są poza Twoją kontrolą.

Rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg


Bartosz Kleszcz. Fot. Arch. własne

Bartosz Kleszcz – psycholog, psychoterapeuta. Prowadzi terapię akceptacji i zaangażowania, ACT (Acceptance and Commitment Therapy).
http://uczesieact.pl/

31.08.2020

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Jak pojechać do sanatorium?
    Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można skorzystać z sanatorium bez zakwaterowania?
  • Jak długo ważna jest recepta w 2020?
    Pacjent, który otrzymał receptę od lekarza, musi pamiętać, że nie jest ważna bezterminowo. Każda recepta ma ściśle określony czas, w którym można ją zrealizować. Dotyczy to zarówno recepty w formie „papierowej”, jak i tzw. e-recepty.