Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Fałszywe opinie i przesądy o szczepieniach

Data utworzenia: 13.07.2010
Aktualizacja: 04.10.2018
prof. dr hab. med. Jacek Wysocki
Katedra i Zakład Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu
Opracowano na podstawie poradnika dla rodziców "Pierwsze dwa lata życia dziecka" wydanego przez Medycynę Praktyczną
Fałszywe opinie i przesądy o szczepieniach

Szczepienia ochronne wzbudzają duże zainteresowanie w okresach, kiedy choroby zakaźne są widocznym zagrożeniem, a ludzie słyszą o ciężkich powikłaniach, a nawet przypadkach śmierci spowodowanych przez choroby zakaźne w swoim otoczeniu. Kilka przykładów potwierdzających tę zasadę można łatwo wskazać także w naszym kraju:

  • każde nagłośnione w środkach masowego przekazu zachorowanie na sepsę meningokokową zwiększa sprzedaż szczepionek przeciwko tym bakteriom,
  • często poruszane w mediach zagrożenie wirusem grypy ptasiej wpłynęło na zwiększenie liczby osób szczepiących się przeciwko „zwykłej” grypie, chociaż eksperci wyjaśniali, że nie zapobiega ono zachorowaniom na grypę ptasią.

Z kolei zmniejszenie liczby zachorowań, które jest między innymi wynikiem powszechnych szczepień, zmniejsza zainteresowanie chorobami zakaźnymi i wykonywaniem szczepień. Może się wówczas pojawić szereg nieuzasadnionych i niebezpiecznych opinii, które podważają bezpieczeństwo, skuteczność lub celowość szczepień. Poniżej podano kilka przykładów.

Czy powinnam zaszczepić dziecko przeciwko chorobom, które nie występują już w Polsce?

Tak. Przed zaniechaniem szczepień przeciwko jakiejś chorobie eksperci szczegółowo analizują, czy wywołujący ją drobnoustrój jest nadal obecny w środowisku (u ludzi nosicieli, u zwierząt, w wodzie, glebie, ściekach itp.). Zagrożenie utrzymuje się tak długo, jak długo stwierdza się jego obecność. Zachorowań nie obserwuje się dlatego, że zaszczepiono bardzo duży odsetek ludzi.

Złamanie tej zasady często prowadzi do nawrotu zachorowań, co obserwowano w przypadku błonicy (25 przypadków zawleczonych do Polski po 1991 r. z terenów byłego ZSRR, gdzie po zaprzestaniu szczepień wybuchła epidemia i zanotowano 4500 zgonów!), krztuśca czy odry (ponad 20 000 zachorowań w Europie Zachodniej w 2011 r. i 9 zgonów).

Czy to prawda, że pokolenie obecnych rodziców i dziadków otrzymywało znacznie mniej szczepień i było zdrowsze?

Nie. Pokolenie obecnych rodziców i dziadków otrzymywało faktycznie mniej szczepień lub nie otrzymywało ich w ogóle, ale w tych czasach wiele niemowląt i małych dzieci umierało z powodu chorób zakaźnych, co obecnie jest prawie niespotykane. Warto przypomnieć, że w latach 50. XX wieku w Polsce w pierwszym roku życia umierało około 100 na 1000 dzieci, przede wszystkim z powodu chorób zakaźnych! Obecnie (dane z lat 2008–2009) liczba ta zmniejszyła się do mniej niż 6 zgonów na 1000.

To właśnie wprowadzenie szczepień na masową skalę spowodowało, że zgon z powodu choroby zakaźnej zdarza się obecnie w naszym kraju rzadko.

Czy duża liczba szczepień „przeciąża” układ odpornościowy dzieci i wywołuje poważne choroby oraz alergię?

Nie. Nowoczesne szczepionki, także skojarzone, które chronią przed 3 lub nawet 6 chorobami naraz, zawierają znacznie mniej składników niż starsze preparaty. W wielu z nich zastąpiono bowiem całe zabite wirusy lub bakterie samymi antygenami, czyli ich małymi, oczyszczonymi fragmentami (białkami, cukrami).

W prowadzonych na szeroką skalę badaniach nie wykazano, aby szczepienia były przyczyną częstszych zachorowań na choroby alergiczne, autoimmunizacyjne, choroby układu nerwowego (np. padaczkę) lub częstszego występowania ciężkich zakażeń.

W naturalnych warunkach dziecko ma kontakt z ogromną liczbą wirusów i bakterii (zwłaszcza podczas zakażenia). Szczepienie jest niewątpliwie bezpieczniejsze.

Czy szczepienie przeciwko odrze, śwince i różyczce może powodować autyzm?

Nie. Związek tego szczepienia ze szczególną chorobą neurologiczną – autyzmem – zaczęto podejrzewać w 1998 roku w Anglii. Doniesienie to, szeroko komentowane w mediach, było przyczyną dramatycznego zmniejszenia liczby dzieci zaszczepionych tą szczepionką. W konsekwencji w Anglii gwałtownie zwiększyła się liczba zachorowań na odrę i jej poważnych powikłań. W 2011 roku okazało się, że doniesienie było fałszerstwem naukowym (patrz Artykuł Wakefielda wiążący szczepionkę MMR z autyzmem był oszustwem)

Szeroko zakrojone badania prowadzone w wielu krajach potwierdziły, że szczepienie nie wywoływało autyzmu. Po prostu autyzm zwykle ujawnia się w 18.–24. miesiącu życia (zarówno u osób szczepionych, jak i nieszczepionych), czyli w okresie, gdy większość dzieci otrzymuje tę szczepionkę.

Czy szczepionki zawierają toksyczną rtęć i wywołują autyzm lub uszkodzenie mózgu?

Nie. Tylko w 1 szczepionce dla małych dzieci w Polsce (skojarzonej przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi całokomórkowej – DTPw, ew. jej pojedynczych składowych stosowanych wyjątkowo zamiast niej) jest obecny środek konserwujący – tiomersal (zawiera ok. 50% etylortęci) – w niewielkim stężeniu dopuszczalnym przez urzędy rejestracyjne. W takim stężeniu jest on bezpieczny i nie działa toksycznie, a po szczepieniu jest w ciągu kilku dni wydalany z organizmu nawet najmłodszych niemowląt. Tiomersal ma silne działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, dlatego dodaje się go do szczepionek, które w opakowaniu zawierają kilka dawek, aby zapobiec skażeniu szczepionki przez te zarazki po otwarciu opakowania.

Wiele prawidłowo zaplanowanych badań, przeprowadzonych niezależnie przez wiele zespołów naukowych w różnych krajach na świecie potwierdziło bezpieczeństwo tiomersalu w szczepionkach i – wbrew plotkom – nie wykazało związku takich szczepień z zachorowaniem na autyzm lub inne choroby mózgu u dzieci. Wiele instytucji czuwających nad bezpieczeństwem szczepień, w tym Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Europejskie Centrum Kontroli Chorób Zakaźnych (ECDC), Europejski Urząd Rejestracji Leków (EMEA) oraz pediatryczne towarzystwa naukowe, uznały szczepionki z dodatkiem tiomersalu za bezpieczne.

Doniesienia o toksycznym działaniu dotyczą innych związków rtęci, głównie występującej w środowisku metylortęci. Jej podstawowym źródłem dla człowieka jest pożywienie (zwłaszcza niektóre drapieżne ryby morskie, jak tuńczyk czy miecznik).

Czy naturalne zachorowania wzmacniają układ odpornościowy, a szczepienia go osłabiają?

Odporność przeciwko chorobom zakaźnym można uzyskać w wyniku naturalnego zakażenia i przebycia choroby lub w następstwie szczepienia. W obu przypadkach odporność jest wynikiem działania naturalnych mechanizmów. W przypadku szczepienia „sztuczny” jest tylko kontrolowany sposób kontaktu z drobnoustrojem chorobotwórczym.

Z zachorowaniem wiąże się ryzyko ciężkiego przebiegu zakażenia i poważnych powikłań. Poważne objawy niepożądane po szczepieniach występują natomiast bardzo rzadko i wyjątkowo zagrażają życiu lub zdrowiu dziecka. Uzyskanie odporności w wyniku szczepienia jest więc znacznie bezpieczniejsze niż w następstwie zachorowania.

Badania nie wykazały, że szczepienia zmniejszają odporność na inne choroby zakaźne.

Dlaczego od kiedy zaczęłam się szczepić przeciwko grypie, ciężej ją przechodzę?

Szczepionka przeciwko grypie chroni przed zachorowaniem tylko na te choroby, które wywołują wirusy podobne do wirusów zawartych w szczepionce.

Możliwe jest zakażenie innymi typami wirusa grypy, ale zazwyczaj za objawy choroby po szczepieniu, które wykonuje się w okresie częstszych zachorowań na infekcje dróg oddechowych (jesień i zima), odpowiadają inne wirusy układu oddechowego, a nie wirus grypy (tzw. choroby grypopodobne).

Czy współczesne szczepionki są niebezpieczne?

Bezpieczeństwo współczesnych szczepionek jest niezbędnym warunkiem ich dopuszczenia do użytku. Czuwają nad tym specjalne instytucje międzynarodowe i krajowe.

Dlaczego homeopaci i niektórzy inni lekarze odradzają szczepienie dziecka?

Odradzanie szczepienia dzieci – z wyjątkiem szczególnych wskazań medycznych – najczęściej wynika z niewiedzy lub nieuzasadnionych obaw albo ze złego zbilansowania wymiernych korzyści i potencjalnego ryzyka reakcji niepożądanych.

Jeżeli lekarz odradza szczepienie Twojego dziecka, zawsze zapytaj, czym ryzykujesz, jeśli go nie zaszczepisz, i jakie są konsekwencje zachorowania.

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?