×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

E-biurokracja, czyli tysiąc godzin pracy

Jerzy Dziekoński
Kurier MP

Jeżeli przyjmiemy, że świadczeniodawców POZ jest w Polsce ok. 6,5 tys. i każdy z nas poświęci na wypełnianie SZOI co najmniej 10 minut, to razem przyniesie to grubo ponad tysiąc godzin pracy lekarzy. Czy możemy sobie pozwolić na to, żeby lekarze, zamiast leczyć pacjentów, spędzili tysiąc godzin wpisując dane, które są już w systemie – pyta w rozmowie z MP.PL Tomasz Zieliński, wiceprezes Polskiej Izby Informatyki Medycznej, wiceprezes LZLR-P i ekspert Porozumienia Zielonogórskiego.

Fot. pixabay.com

Jerzy Dziekoński: Lekarz otoczony jest różnego rodzaju systemami informatycznymi, które – w założeniu – mają poprawić przepływ informacji na poszczególnych poziomach systemu. Ostatnio skrytykował Pan na Twitterze System Zarządzania Obiegiem Informacji (SZOI) i wymóg ręcznego wpisywania danych, które są już w systemie. NFZ uzależnił wypłatę środków dla pielęgniarek poszczególnych przychodni POZ (wynikającą ze zmiany rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej) właśnie od wypełnienia kolejnych okienek. I zagroził karą.

Tomasz Zieliński: System Zarządzania Obiegiem Informacji – mimo że funkcjonuje już od kilkunastu lat – wciąż pozostaje nieprzyjazny dla użytkownika. Każda czynność, każde wpisywanie danych wymaga dużo niepotrzebnego klikania.

Druga kwestia dotyczy podejścia samego NFZ do zbierania informacji. Rozporządzenie ministra zdrowia, z którego bezpośrednio wynika potrzeba wypełnienia tych danych, mówi wyraźnie o ilości, a nie o wykazie osobowym. NFZ natomiast wymaga od nas wpisania numeru prawa wykonywania zawodu każdej zatrudnionej pielęgniarki. Jednocześnie w SZOI mamy już zgromadzone dane całego mojego personelu.

Gdybym wyobrażał sobie system informatyczny, który ma pomóc mi w pracy, bo do tego powinien służyć, to pobrałby on zgromadzone przez NFZ dane, na ich podstawie przygotował wypełnioną tabelkę i przedstawił mi do zatwierdzenia. Tabelkę zatwierdziłbym albo uzupełniłbym o personel, o którym NFZ nie wie, ewentualnie poprawił błędy w przedstawionych danych – i na tym koniec.

Taka byłaby sytuacja idealna. A jak przedstawia się rzeczywistość?

Muszę wpisać numer wykonywania zawodu każdej pielęgniarki. Imiona i nazwiska znam na pamięć i mógłbym je wpisać z marszu. Numery wykonywania zawodu muszę sprawdzić, czyli w SZOI wejść do zakładki, gdzie podawałem te dane i je stamtąd skopiować bądź przepisać do innej zakładki – dane, które są już przecież wprowadzone. Całe życie pracuję z komputerem i nie trawię takich rozwiązań, bo wiem, że niewielkim nakładem pracy programistów mogłoby to być zrobione o wiele lepiej.

Jeżeli przyjmiemy, że świadczeniodawców POZ jest w Polsce ok. 6,5 tys. i każdy z nas poświęci na wypełnianie SZOI co najmniej 10 minut, to razem przyniesie to grubo ponad tysiąc godzin pracy lekarzy. Czy możemy sobie pozwolić na to, żeby lekarze – zamiast leczyć pacjentów – spędzili tysiąc godzin wpisując dane, które są już w systemie?

A przecież dwóch informatyków mogłoby poświęcić trzy czy pięć godzin i przygotować algorytm, który pozwoliłby na wygenerowanie na poziomie oddziałów wojewódzkich NFZ wspomnianych danych. Tak wyobrażam sobie pożytek z informatyzacji, że upraszczamy, a nie dorzucamy dodatkową robotę. Niestety w Polsce dzieję się na ogół odwrotnie.

Nie tylko NFZ uszczęśliwia lekarzy nowymi e-rozwiązaniami, ale również np. ZUS. Jak ocenia Pan na przestrzeni czasu funkcjonowanie systemu do wystawiania e-ZLA?

Odkąd wprowadzono możliwość używania aplikacji gabinetowych do wysyłania zwolnień, odkąd ZUS wydał bezpłatnie certyfikaty użytkownika, nastąpiła zdecydowana poprawa funkcjonowania systemu.

Jeżeli jednak popatrzymy na e-zwolnienia pod tym kątem, że wielu lekarzy nie pracuje z komputerem, że wielu nie pisało zwolnień od lat, bo robiły to pielęgniarki, to szybko okaże się, że obowiązek wystawienia zwolnienia elektronicznego będzie wiązał się z wydłużeniem czasu porady.

Stąd pojawił się pomysł, aby zajmowały się tym osoby dodatkowe, czyli asystenci. Projekt ustawy regulującej tę kwestię powstał, ale niestety ugrzązł w Sejmie. Na razie nie ma podstaw prawnych ku temu, aby wykorzystać asystentów, którzy pomogliby lekarzom np. w wystawianiu zwolnień.

Należy poruszyć jeszcze jeden problem – wprowadzane nowe rozwiązania informatyczne wymagają poniesienia kosztów, ale do świadczeniodawców nie trafiła z tego tytułu ani złotówka.

Bierze Pan też udział w pilotażu e-recepty. Jakie są Pana spostrzeżenia?

To doskonały przykład na to, że informatyzacja wymaga nakładów, które jak na razie świadczeniodawcy muszą pokrywać z własnej kieszeni. Wymogi technologiczne komunikacji przy wysyłaniu e-recept są jeszcze bardziej rygorystyczne niż w przypadku systemu ZUS. O ile do obsługi e-zwolnień wszystkie komputery w naszej przychodni spełniają wymogi, o tyle w przypadku e-recept już nie. Mój serwer do wszystkiego innego się nadaje, ale do e-recepty nie. Wymiana na nowoczesny sprzęt to koszt kilku tysięcy złotych. Tymczasem e-recepta realizowana jest w przychodni na kilku komputerach, które są nowsze.

Podejrzewam, że skoro w mojej przychodni na kilku komputerach e-recepta nie może działać, to podobnie jest w innych przychodniach, które nie mogą pozwolić sobie na to, aby co chwilę wymieniać sprzęt elektroniczny. Wiem też, że w wielu aptekach jest ten sam problem, ponieważ na niektórych komputerach e-recepty nie da się odebrać.

Musimy mieć świadomość, że informatyzacja wiąże się z nakładami. Jeżeli chcemy zaoszczędzić, to najpierw musimy zainwestować. Skoro rząd widzi potrzebę i możliwość oszczędzenia, to musi najpierw przygotować pieniądze na inwestycje. Świadczeniodawców na to nie stać. Zwłaszcza niewielkich przychodni. Szpitale mają szanse na dofinansowanie z dużych unijnych projektów. Poradnie POZ nie mają możliwości pozyskiwania funduszy z takich źródeł, a pieniędzy nie starcza nam choćby na zatrudnianie nowego personelu. Wiadomo, że priorytetem będzie zatrudnienie lekarza, a nie zapewnienie sprzętu na potrzeby e-recepty.

Kiedy w połowie wakacji byłem na wspólnej konferencji prasowej ministra zdrowia oraz ministra cyfryzacji, padło zdanie, że e-recepta to oszczędność co najmniej 30 minut każdego dnia z czasu lekarza. Czy, opierając się na własnych doświadczeniach, zgodzi się Pan z tym założeniem?

Jeśli minister użył czasu przyszłego, to być może ma rację. Na dzisiaj mogę powiedzieć, że e-recepta zajmuje więcej czasu niż papierowa, ponieważ czas wysyłki do systemu jest nieakceptowalnie długi.

Na standardowej recepcie mogliśmy zapisać jednorazowo do pięciu leków. Konstrukcja e-recepty jest inna. Tutaj każdy lek stanowi oddzielną receptę. Recepty łączone są w pakiety, również maksymalnie po pięć. Pakiety wysyłamy do systemu P1.

Wcześniej, kiedy przygotowałem receptę, klikałem drukuj i miałem dwie karteczki wydrukowane w ciągu kilku sekund. Przy e-recepcie pojawia się dodatkowa czynność złożenia elektronicznego podpisu. Przedtem muszę jeszcze e-receptę sprawdzić. Formatka, którą widzę na ekranie, to nie jest prosta recepta, lecz masa tekstu, dużo zbędnych – moim zdaniem – danych o mnie i moim podmiocie, a najmniej o leku i pacjencie. Wszystko to muszę przejrzeć. Jak już zatwierdzę e-receptę, wówczas następuje transmisja, która trwa – robiłem nawet pomiary – do 15 sekund na jeden lek. Zatem jeśli zaordynuję osiem leków, to muszę odczekać dwie minuty, aż wszystkie dane zostaną przesłane.

Mam nadzieję, że podobnie jak w przypadku systemu ZUS-u, gdzie udało się to poprawić, transmisja danych przyspieszy. Ministerstwo Zdrowia oraz CSiOZ ma w tym względzie jeszcze wiele do zrobienia. Zgłosiłem ten problem, zajmuje się nim również firma informatyczna, która obsługuje moją przychodnię oraz sprawę monitoruje CSiOZ.

Na wspomnianej konferencji minister Łukasz Szumowski wspomniał również, że do końca roku będzie możliwe zintegrowanie z węzłem krajowym Internetowego Konta Pacjenta. Czy Pańskim zdaniem uruchomienie IKP przyniesie pacjentom i lekarzom wymierne korzyści?

Jeśli chodzi o uruchomienie IKP, to jestem umiarkowanym optymistą. Obawiam się jednak, że pacjenci nie będą z niego korzystać z prostego powodu. Większość pacjentów korzystających z naszej pomocy to osoby starsze, które nie używają kont internetowych i nie mają założonego profilu zaufanego. Biorąc udział w pilotażu e-recepty widzę, jak reagują pacjenci, którym o tym opowiadam. Kiedy mówię o koncie, o profilu zaufanym, to równie dobrze mógłbym opowiadać o odległych planetach. Pacjentów to w ogóle nie interesuje.

Podam przykład e-recepty. Pacjent lepiej się czuje, jak ma papier w garści. Nawet jeśli jest to tylko wydruk potwierdzający wysłanie e-recepty, to jednak pacjent widzi, że coś ma. Nie wierzę w to, że pacjenci gremialnie przejdą do korzystania z SMS-ów zamiast z wydruków. Po latach zapewne to nastąpi, na razie jednak będziemy funkcjonować między rzeczywistością papierową i cyfrową.

Poza tym w przypadku SMS-ów zauważyłem pewien problem. Jeżeli wystawiam e-recepty, to łączą się one w pakiety i do każdego pakietu jest osobny SMS. Przy kilku pakietach pacjent otrzyma równocześnie kilka SMS-ów. Wszystkie są jednakowej treści, różnią się jedynie podanym kodem. Jeżeli wystawiam pacjentowi recepty na cały rok z kolejnymi datami realizacji, a pacjent przyjmuje jedenaście leków, to wówczas dostanie ode mnie np. 27 pakietów recept. Dodam, że jest to konkretny przykład realnego pacjenta. W sytuacji, kiedy dostanie wydruki, to będzie miał 27 kartek. Według daty będzie mógł wybrać konkretną kartkę i udać się z nią w odpowiednim czasie do apteki. Jeżeli dostanie 27 SMS-ów różniących się jedynie kodem, to w aptece będzie musiał podać wszystkie kody, do tego za każdym razem swój nr PESEL, żeby farmaceuta mógł sprawdzić, co zostało zapisane na danej recepcie. Trudno potwierdzić, że usprawni to pracę.

Rozmawiał Jerzy Dziekoński

27.09.2018

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.