Przy stole operacyjnym płeć nie ma znaczenia; kobiety chirurdzy świetnie sobie radzą, podejmują trudne wyzwania i darzą pacjentów dużą empatią – powiedział chirurg ortopeda prof. Paweł Łęgosz, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus UCK WUM, odnosząc się do kontrowersji związanych z programem jesiennego kongresu lekarzy.
Prof. Paweł Łęgosz. Fot. arch. wł.Mira Suchodolska: W październiku odbędzie się 72. Kongres Towarzystwa Chirurgów Polskich. Tytuły dwóch sesji tematycznych: „Kobiety vs. mężczyźni – kto w polskiej chirurgii jest bardziej pracowity, a kto bardziej uprzywilejowany?” oraz „Dyskusja damsko-męska: czy kobiety powinny być chirurgami – za i przeciw?” bardzo zbulwersowały środowisko medyczne, a także opinię publiczną.
Prof. Paweł Łęgosz: Myślę, że nie ma sensu dyskutować na takie tematy, a jeśli już, to może było to zasadne 50 lat temu. Zgadzam się, że w XX wieku, szczególnie w jego pierwszej połowie, rzeczywiście fizyczna siła miała większe znaczenie. To była też kwestia kulturowa, bo kiedyś oczekiwano, że kobieta zajmie się domem, a mężczyzna zarabianiem pieniędzy. A jeśli już którejś przyjdzie na myśl, żeby pójść na medycynę, to niech się zajmie pediatrią.
Uważa Pan, że takie dyskusje to relikt przeszłości?
Zdecydowanie. Współczesna medycyna, w tym chirurgia, nie powinna opierać się na płci, a mimo tego wciąż padają pytania o to, czy kobieta powinna być chirurgiem. Dla mnie to pytanie nie ma sensu. Pamiętam historię Marii Curie-Skłodowskiej, pierwszej kobiety, która dostała Nagrodę Nobla, w dodatku dwa razy, co w tamtych czasach było ogromnym szokiem. Dziś mamy na studiach medycznych więcej kobiet niż mężczyzn i jest to zupełnie naturalne.
Potrafiłby Pan wymienić kobiety wybitnych chirurgów?
Niestety nie. One przez wiele lat nie były traktowane poważnie w tej dziedzinie, dlatego trudno mówić o dużej liczbie wybitnych kobiet chirurgów. Niemniej od kilku lat te proporcje się zmieniają.
Jakie są Pana doświadczenia z kobietami chirurgami?
Kiedy zaczynałem swoją karierę, zetknąłem się z kobietami chirurgami, które były w zdecydowanej mniejszości. Zawsze podziwiałem ich zdolność do podejmowania trudnych decyzji, dyżurów w nocy i wykonywania operacji. Nie były to osoby kruche, ale silne, twarde osobowości. Później miałem okazję wyjechać do Włoch, do szpitala w Padwie, gdzie główną rolę odgrywały właśnie kobiety. Ich praca w ortopedii, w szczególności w onkologii ortopedycznej, była naprawdę imponująca.
Jednak, statystycznie rzecz biorąc, kobiety są słabsze fizycznie od mężczyzn, co w zawodzie chirurga chyba ma jakieś znaczenie.
Oczywiście, że kobieta o niższym wzroście i mniejszej sile fizycznej nie podniesie takich ciężarów jak mężczyzna. Ale to nie oznacza, że nie może być wspaniałym chirurgiem. Zresztą te, które do tego się nie nadają, szybko odpadają, podobnie zresztą jak mężczyźni. I panie, i panowie, muszą przetrwać okres „bycia galernikiem”, kiedy to wszyscy są wykorzystywani do ciężkich prac fizycznych, takich jak np. trzymanie haków czy kończyny w pozycji dogodnej dla operatora.
A co z kobietami pracującymi w chirurgii ortopedycznej?
W moim zespole mam kilka kobiet, które zajmują się zabiegami ortopedycznymi. To osoby, które nie ustępują mężczyznom, a wręcz przeciwnie – są bardzo sumienne, systematyczne, asertywne, świetnie radzą sobie manualnie i podejmują wyzwania z równą odwagą. Ich empatia w stosunku do chorych jest ponadprzeciętna. To pokazuje, że płeć nie ma znaczenia w kwestii jakości pracy.
Czy wprowadzenie technologii, jak robotyka, wpłynęło na postrzeganie kobiet w chirurgii?
Na pewno. Nowoczesne technologie umożliwiają wykonywanie zabiegów, które są mniej fizycznie wymagające, ale bardzo precyzyjne. Robotyka, techniki mało inwazyjne – to obszary, w których kobiety doskonale się odnajdują. I co najważniejsze, kobiety, które pracują w chirurgii, wykazują ogromną pasję do tego, co robią. Często też przewyższają swoich kolegów w kompetencjach dydaktycznych czy organizacyjnych.
W jaki sposób zwraca się Pan do koleżanek: pani doktor czy pani doktorko?
Bardzo się cieszę, że mam kobiety w zespole. Uważam, że ich obecność wzbogaca naszą pracę. Zdecydowanie wolę pracować w zespole, w którym wszyscy są równi i się wspierają. Używanie tytułów pani doktor czy pani doktorko w kontekście pracy zespołowej nie ma dla mnie większego sensu. Wolę bardziej partnerskie podejście, takie, które sprzyja większemu zaufaniu i współpracy. Jak tylko się da, skracam dystans, jesteśmy ze sobą po imieniu. Nie używam feminatywów, sądzę zresztą, że moje koleżanki by sobie tego nie życzyły.
Jak to wygląda w Pana szpitalu? Ile jest ordynatorek?
Dwie, w klinice dermatologii i klinice medycyny transplantacyjnej. Z mojego punktu widzenia jako dyrektora ds. lecznictwa to za mało, na 11 klinik, jakie istnieją w naszym szpitalu. Ale to się powoli zmienia, z czego jestem bardzo zadowolony.
Rozmawiała Mira Suchodolska