Polski system ochrony zdrowia wyklucza ludzi, których uznajemy za niewartych naszej pomocy. Zostawiamy kilkaset tysięcy osób bez pomocy medycznej, co prędzej czy później stanie się problemem milionów Polaków − ostrzega Maria Libura, ekspertka Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia w najnowszym odcinku Kultury Poświęconej.
Systemowe wykluczenie
Jednym z głównych tematów najnowszego odcinka Kultury Poświęconej był pogłębiający się kryzys służby zdrowia w Polsce. Dr Maria Libura, ekspe
rtka Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia, rozpoczęła ten wątek zwróceniem uwagi, że polski system wyklucza osoby, które nie są uznane za warte udzielenia pomocy medycznej.− To się realnie dzieje w Polsce, przykładowo pozbawiono prawa do ochrony zdrowia osoby ze statusem uchodźców z Ukrainy, które nie opłacały składek. One wcześniej miały na mocy specjalnej ustawy prawo do korzystania z polskiego systemu ochrony zdrowia i nagle je straciły. To decyzja nie tylko zideologizowana, nastawiona na poszukiwanie wewnętrznego wroga, ale też niesprawiedliwa.
Uchodźcom pozwolono co prawda wrócić do systemu, lecz pod warunkiem, że zaczną opłacać dobrowolne składki rzędu ok. 18 tysięcy złotych. Potraktowano te osoby tak, jakby celowo oszukiwały NFZ i od dziesięciu lat nie płaciły. Dostały więc zaporową cenę wejścia − komentowała Libura.
Gość Kultury Poświęconej podkreśliła, że ci uchodźcy nie są w stanie zapłacić tych pieniędzy, dlatego muszą polegać na organizowanych w ich imieniu zbiórkach zamiast na pomocy państwa, które pozbawia „obcych” prawa do polskiej ochrony zdrowia. Za przykład niehumanitarnej natury systemu podała głośną historię kobiety, która jest w zaawansowanym stadium choroby nowotworowej i której nagle odwołano wszystkie terminy wizyty:
− Tu widzimy jednostkową tragedię osoby, która nagle zostaje bez opieki i nie ma nawet szans na to, żeby zebrać pieniądze na leczenie, bo nie może pracować. Z drugiej strony to też jest nieracjonalne z punktu widzenia nas jako wspólnoty, ponieważ wytwarzanie takich obszarów katastrofy humanitarnej nigdy nie jest pojedynczym nieszczęściem.
To będzie oddziaływało na dziecko tej kobiety, a później na całe otoczenie społeczne. Zostawiamy kilkaset tysięcy osób bez pomocy medycznej, co prędzej czy później stanie się problemem milionów Polaków − ostrzegała ekspertka KJ.
Niewidzialne problemy ochrony zdrowia
W dalszej części dyskusji prowadzący odcinek Konstanty Pilawa nawiązał do wywiadu Libury na łamach Kanału Zero, w którym stwierdziła, że politycy nie zauważają problemów polskiej ochrony zdrowia. Zapytana o wymienienie konkretnych spraw odpowiedziała, że mowa o rzeczach bardzo prostych:
− Na przykład o tym, że co czwarte sołectwo w Polsce nie ma transportu publicznego, który pozwoliłby osobom tam mieszkającym dojechać do lekarza rodzinnego.
Jak zauważa ekspertka KJ, politycy zgodnie podkreślają, że zbyt dużo wydajemy na opiekę szpitalną, a za mało na podstawową opiekę zdrowotną i trzeba ową piramidę świadczeń odwrócić. Zapominają jednak przy tym o fundamentalnej kwestii, jaką jest zapewnienie tejże opieki osobom z niej wykluczonym:
− Nikt nie mówi o tym, że w Polsce istnieją całe obszary wykluczenia, szczególnie wsie, które mają twarz starszej kobiety; bo kobiety żyją dłużej, ale w gorszym zdrowiu i zostają same w małych miejscowościach. One nie mają realnej możliwości dojazdu nie tylko do szpitala, ale nawet do lekarza rodzinnego czy apteki, żeby wykupić leki.
I to jest właśnie przykład oderwania wielkiej debaty od rzeczywistości. Odwracajmy tę piramidę świadczeń, ale najpierw skupmy się na zapewnieniu tej piramidzie podstawy: podstawowej opieki zdrowotnej dla tych, którzy są najbardziej wykluczeni, żeby mieli do niej w ogóle dostęp − apelowała gościni Kultury Poświęconej.
W odpowiedzi na sugestię Pilawy, że przytoczony przykład społeczności pozbawionych dostępu do ochrony zdrowia jest pochodną złego zarządzania i „menedżerskiej indolencji” obecnej władzy, Libura zaznaczyła, że problem ten dotyczy także innych rządów III RP:
− Można byłoby powiedzieć, że od samego początku polskiej transformacji zdecydowano (i to akurat było świadome), że system publicznej ochrony zdrowia będzie niedofinansowany, czyli że nie da ludziom tego, co powinien im dać.
To nie był tylko jeden rząd. Mamy tu cały szereg decyzji: zarówno tych, które próbowały umieścić system ochrony zdrowia w pewnym prospołecznym korycie, ale przede wszystkim tych w logice: „Po co my to robimy? Przecież rynek zdrowia to zwykły rynek, pacjent jest tylko jednym z interesariuszy” − wyjaśniała ekspertka KJ.
Pozostając przy wątku ekonomicznym Libura podkreśliła, że niedofinansowanie publicznych szpitali powoduje, że same placówki chcą wejść w logikę komercyjną, są w nią wręcz wpychane.
− Pojawia się argument: „Jesteśmy dyskryminowani, bo szpital prywatny może wziąć kontrakt z NFZ i wykonywać te same świadczenia odpłatnie, więc my też tak chcemy”. Dyrektorzy szpitali mówią wprost, że chcą rozszerzać działalność o świadczenia komercyjne.
To zostało zauważone choćby w Czechach na początku transformacji ustrojowej, ale tam nie dopuszczono do tego. Dlatego Czechy mają system ochrony zdrowia nie tylko lepiej dofinansowany, ale też cieszący się dużym zaufaniem i renomą wśród pacjentów − tłumaczyła rozmówczyni Kultury Poświęconej.
Zauważyć niewidzialne
Na koniec dyskusji Libura zaznaczyła, że problem systemu ochrony zdrowia nie jest problemem samych lekarzy ani jednej grupy zawodowej. Ważniejszą kwestią jest bowiem fakt, że w debacie publicznej zupełnie pomijamy regulacyjną rolę państwa w tym sektorze:
− Pojawianie się różnych patologicznych zjawisk, np. walki szpitali o całe załogi medyczne, nie bierze się znikąd. Kilka miesięcy temu media opisywały sytuację, w której jeden szpital w Warszawie przejął drugiemu cały zespół neurochirurgii, bo był to dobrze wyceniony kawałek świadczeń. I nagle ten drugi szpital został z odnowioną neurochirurgią, w której po prostu nie ma nikogo mogącego wykonywać świadczenia, bo wszyscy przeszli do innej placówki.
Na tym przypadku ekspertka KJ ilustruje, do kogo jako obywatele powinniśmy się zwrócić, aby zakończyć zapaść ochrony zdrowia:
− Tego problemu nie rozwiążemy apelami do lekarzy, pielęgniarek czy dyrektorów szpitali. Zamiast tego musimy zauważyć niewidzialne, czyli państwo, które reguluje ten quasi-rynek ochrony zdrowia w określony sposób − konkludowała Libura.