Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Lekcje Zięby

Katarzyna Kubisiowska

Świetnie pamiętam, jak moja chrzestna ze swoim synem jechali z Rzeszowa do Krakowa na spotkanie z Clivem Harrisem.

Marcin urodził się w połowie lat 70. z dziecięcym porażeniem mózgowym. To była epoka, kiedy niepełnosprawnych chowało się „do szafy”, państwo dokładało wszelkich starań, by o nich zapomnieć. A Harris miał uczynić cud i z wózka inwalidzkiego postawić Marcina na nogi gotowe do biegu, jazdy na rowerze, wędrowania po górach. Był stan wojenny, przed kościołem, w którym bioenergoterapeutyczne energie miał przez chrome ciała przepuszczać uzdrowiciel z Anglii, zebrał się dziki tłum ludzi.

Minęło ponad 30 lat, Harris od dawna nie żyje, mój kuzyn nadal nie porusza się samodzielnie, a każda kolejna dekada rodzi swojego „magika”, który przyciąga zdesperowanych do świątyń, na stadiony i gabinetów medycyny alternatywnej.

W kraju nad Wisłą AD 2017 w triumfalnym pochodzie popularności maszeruje nie żaden już „magik”, lecz Jerzy Zięba, absolwent AGH, człowiek wielu umiejętności, jak wymienia Wikipedia na pierwszym miejscu: biznesmen i znachor, potem naturoterapeuta i hipnoterapeuta, dalej publicysta i działacz społeczny, w końcu youtuber (ważne dla ducha czasu). Na Facebooku jego oficjalny profil obserwują dziesiątki tysięcy osób, a wykłady z nim w roli głównej są organizowane w uniwersyteckich aulach, pomimo sprzeciwów środowiska akademickiego.

Zięba jest pierwszorzędnym retorem, przekonująco mówiącym o sprawach krytykowanych przez medycynę tradycyjną, m.in. uznaje dobroczynne działanie suplementów w czasie terapii przeciwnowotworowej. Jego znak firmowy to „wysokie dawki witaminy C” (WDWC) – największy bodziec dla samoleczenia się organizmu. Lwią część drugiej części bestsellerowych „Ukrytych terapii” Zięba poświęca właśnie WDWC. Pod marką Visanto Zięba sprzedaje też nie tylko witaminę C, ale również „strukturyzator wody”, który „przywraca wodzie utraconą pamięć magnetyczną, porządkując jej dipole” (cena 2500 zł) itp., itd.

Zięba oprócz fenomenalnej głowy do interesów, porusza też sprawy ważkie dla ratowania ludzkiego zdrowia – choćby to, że nawołuje rodzimych decydentów do legalizacji marihuany medycznej. W każdym razie można się w jego poglądach pogubić, z sensem oddzielając to, co wartościowe, od tego, co podbite melodią populizmu.

Onkolodzy biją na alarm: „...nie słuchajcie Zięby, on was okłamuje, odwodzi sprzed naszych gabinetów, naciąga na potężne wydatki, obiecuje cuda niewidy, jest przeciwnikiem chemii – łgarz i hochsztapler”. Zięba przechodzi do defensywy, twierdzi, że niczego takiego nie propaguje, że suplementy mają wyłącznie wspomagać leczenie tradycyjne, a nie je zastępować. A na fakt, że ludzie jego słowa reinterpretują, nie ma żadnego, ale to żadnego wpływu.

Wojna między medycyną tradycyjną a alternatywną, znachorami a utytułowanymi lekarzami, trwa i trwać będzie jak świat stary. Trzeba się jednak zastanowić, jakiej lekcji udziela Zięba, bo bez wątpienia to robi.

Po pierwsze, rozmawia z chorymi przyjaźnie i na pewno dłużej niż onkolog, który na skołowanego pacjenta przeznacza przysłowiową minutę. Po drugie, wlewa w ludzkie serca nadzieję, że uczyni ich odpornymi na działanie czasu, słowem, zbiera plon obfitości kultury wiecznie młodych, niestarzejących się, ślicznych, uśmiechniętych, witalnych. Po trzecie, w leczeniu tradycyjnym rosną piramidy porażek, mimo że lekarze stwarzali szansę na wyleczenie – historia medycyny pokazuje, że to zawiła ścieżka wzlotów i upadków, wymagająca pokory wobec mocy płynącej z ludzkiego rozumu. Po czwarte i ostatnie, jak się jest chorym, niełatwo zachować przytomność umysłu. Wówczas każdą możliwość – tę tradycyjną i alternatywną – wykorzystuje się byle tylko wyzdrowieć. I nie cierpieć.

Katarzyna Kubisiowska - dziennikarka związana z redakcją Tygodnika Powszechnego.
Autorka książek m.in. "Rak po polsku: i „Pilch w sensie ścisłym”.

Data utworzenia: 06.06.2017
Lekcje Zięby Oceń:
(3.83/5 z 6 ocen)

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?