Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Z obu stron mikroskopu

Justyna Wojteczek
Kurier MP

– Byłem spokojny, pani anestezjolog była zaskoczona, że nawet ciśnienie czy tętno nie za bardzo poszło mi w górę – wybitny okulista prof. Zbigniew Zagórski opowiada w rozmowie z mp.pl o tym, jak sam poddał się operacji usunięcia zaćmy.

Prof. Zbigniew Zagórski. Fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta

Justyna Wojteczek: Zastanawiałam się, czy przyjdzie Pan w okularach. Przyszedł Pan bez nich, ale do przeczytania menu musiał je Pan włożyć...

Prof. Zbigniew Zagórski*: Okulary zakładam do czytania drobnego druku, poza tym nie są mi potrzebne.

Mam nadzieje, że nie zdradzę tajemnicy zawodowej, kiedy powiem, że Pan, który na co dzień zajmuje się operacjami zaćmy, niedawno sam poddał się zabiegowi usunięcia zaćmy w obu oczach. I jak jest?

Inaczej niż było! Co prawda miałem nadwzroczność i niewielką zaćmę, nosiłem okulary i w okularach miałem praktycznie pełne widzenie. Komfort był więc niezły. Rano zakładałem okulary progresywne, do wieczora w nich chodziłem. Miałem jednak trochę inny kłopot: oprócz początkowej zaćmy mam też zespół pseudoeksfoliacji wiążący się z dużym ryzykiem rozwoju jaskry. W prawym oku było rzeczywiście wysokie ciśnienie. Operacja zaćmy w takim przypadku skutecznie je obniża. Od czasu do czasu poddawałem się badaniom, czy nie dochodzi do uszkodzeń w związku z wysokim ciśnieniem. Kiedy się okazało, że tak, zdecydowałem się na operację.

Trudno było podjąć tę decyzję?

Nie tak trudno, bo jak się okazało, że to ciśnienie jednak szkodzi, to wolałem poddać się operacji, która wcześniej czy później i tak musiałaby być przeprowadzona. I rzeczywiście operacja zaćmy bardzo dobrze wpłynęła na ciśnienie wewnątrzgałkowe: spadło o połowę.

Spędził Pan spokojnie noc przed zabiegiem?

W miarę spokojnie, nawet się wszyscy dziwili. Mało tego, przez cały dzień wspólnie operowaliśmy, a ja byłem operowany tego dnia jako ostatni. Drugiego dnia po operacji już wprawdzie ja sam nie operowałem, ale byłem w zespole i pomagałem. Pacjenci nie wiedzieli, że poprzedniego dnia przeszedłem operację.

Przyznaje im się Pan do tego teraz?

Teraz już tak.

Nie wiem czy Pan czytał książkę Oliviera Sacksa, neurologa, który trafił do szpitala jako pacjent i potem opisał swoje doświadczenia jako pacjenta. Były to dla niego bardzo cenne doświadczenia, czasem wstrząsające.

Na pewno to cenne doświadczenie. Operując pacjentów z zaćmą parę dni temu uświadomiłem sobie, że byłem już z obu stron mikroskopu. Kilkudziesięcioletnie doświadczenie i zaufanie do chirurga sprawiły, że byłem spokojny. Zdaję sobie sprawę, że moi pacjenci obdarzają mnie podobnym zaufaniem, którego staram się nie zawieść.

Duże zaufanie ma Pan do kolegów.

Mam. Zarówno do naszych ośrodków jak i do kolegów. Przy czym mnie operował jeden z najlepszych chirurgów zaćmy na świecie, prof. Yury Takhtaev z Sankt Petersburga, który od ponad roku z nami współpracuje.

Pan też operuje jego metodami, prawda? Na czym polega innowacyjność tych metod?

Wdrożyłem już niektóre jego elementy do swojej techniki, bo zmniejszają ryzyko powikłań i dają szybszą rehabilitację, mimo że są to często zaawansowane i trudne zaćmy. Unikalne zabiegi prof. Takhtaeva dotyczą zapobiegania zaćmie wtórnej.

Jak rozumiem, chodzi tu o kapsuloreksję tylną w trakcie operowania zaćmy. U kogo warto takie zabiegi przeprowadzać?

Zalecamy je szczególnie u młodszych pacjentów, u których często znacznie wcześniej dochodzi do tzw. zaćmy wtórnej. Szczególnie narażeni są ci, którzy mają wszczepione soczewki wieloogniskowe. Te soczewki są bardziej wrażliwe nawet na początkowe stadium zaćmy wtórnej. Każdy, kto nie chce mieć problemów z zaćmą wtórną i wolałby unikać później zabiegów laserowych, może się takiemu zabiegowi poddać. Jest on jednak przeciwwskazany przy zespole pseudoeksfoliacji. U mnie, w związku z tym, nie był wykonywany.

Wrócę do doświadczenia Pana jako pacjenta. Czy zadawał Pan wiele pytań dotyczących zabiegu?

Ja akurat wiedziałem, co będzie się ze mną działo, wiem, jakie metody stosuje profesor, bo obserwowałem kilkaset jego operacji. Nie poświęciliśmy więc dużo uwagi na dyskusję o metodach. Skoro się zdecydowałem, to wszystko było dla mnie jasne.

Prof. Yury Takhtaev i prof. Zbigniew Zagórski pół godziny po operacji. Fot. arch. wł.

Prof. Religa mówił mi, że kiedy był leczony przez lekarzy na Płockiej (Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc) to przyjął strategię, że nie będzie pytał, bo ufa tym lekarzom i wie, że lepiej się na tym znają niż on... Z kolei uważa się, że lekarze są trudniejszymi pacjentami.

Ja wszystkie etapy operacji znam i jak leżałem pod mikroskopem, to czułem i wiedziałem, na jakim jestem etapie.

Jakieś myśli, lęk o powikłania?

Byłem spokojny, pani anestezjolog była zaskoczona, że nawet ciśnienie czy tętno nie za bardzo poszło mi w górę.

Może był to stres większy dla kolegów niż dla Pana...

Dla nich z pewnością tak. Widziałem choćby, że nasza instrumentariuszka bardziej to przeżywała niż ja. To nie znaczy, że gdyby nie przyjechał profesor, to bym się nie operował. Uważam, że mamy szereg bardzo dobrych chirurgów. Również wśród moich uczniów czy wychowanków jest wielu doskonałych lekarzy, którzy operują w naszych ośrodkach. Jednak nie sądzę, by dla nich operowanie mnie było atrakcją, na dodatek obojga oczu na raz. Profesor był najbardziej neutralny. Ta operacja była dla mnie ciekawym doświadczeniem, bo teraz wiem, co pacjent czuje, leżąc pod mikroskopem.

I co czuje?

Nie czułem bólu, jedynie dotyk. Z tym, że ja wiedziałem, z którym etapem to jest związane, natomiast pacjenci raczej nie. Niektórzy bardzo reagują na sam dotyk. Bólu z pewnością nie ma. Mnie natomiast raziło ostre światło – to był dyskomfort.

Czy zmienił teraz Pan sposób rozmowy z pacjentami przed i w trakcie operacji?

W trakcie zabiegu staramy się nie rozmawiać za wiele z pacjentem, ale podczas przygotowywania tak, wszystko tłumaczymy. Teraz mogę się podpierać własnym doświadczeniem i to pewnie spora wartość. W każdym razie rozumiem, co pacjenci czują.

Widzi Pan poprawę w relacjach z pacjentami?

Jak się dowiadują, że ja sam miałem operację i wybrałem nasz ośrodek, gdzie staramy się zapewnić maksymalny komfort i bezpieczeństwo, to na pewno ma to wpływ na ich zaufanie.

Chciałabym zapytać o kwestię zapobiegania zakażeniom. Czy warto przed zabiegiem podawać antybiotyk?

Zalecenia są różne. My dość ostrożnie postępujemy z antybiotykami i przed operacją raczej ich nie podajemy. Pamiętamy jednak, że jednym z głównych źródeł zakażeń są powieki. Jeżeli występuje stan zapalny gruczołów tarczkowych w powiekach, czemu często towarzyszy zespół suchego oka, to wtedy lepiej nie operować, dopóki się tego nie poprawi. Jeżeli jest zapalenie brzegów powiek, staramy się odsunąć w czasie operację i doprowadzić oko do lepszego stanu. Ryzyko infekcji zwiększa się, jeśli się tego nie zrobi.

Często zespół suchego oka nasila się po operacji zaćmy, zwłaszcza, jeśli robimy to obuocznie. W związku z tym u chorych o zwiększonym ryzyku zalecamy teraz zakładanie zatyczek do punktów łzowych, które zatrzymują łzy. To są rozpuszczalne zatyczki, które wchłaniają się po 3 miesiącach. U mnie również zostały one założone. Pierwsze parę miesięcy po operacji to okres najgorszy, nawilżanie oczu jest trochę upośledzone, i na ten element bardzo trzeba zwracać uwagę. Natomiast po operacji podajemy antybiotyk albo w maści ze sterydami przez tydzień do dwóch, albo w kroplach przez tydzień, a same sterydy do dwóch tygodni. Niektórzy uważają, że antybiotykoterapia po operacji nie ma istotnego znaczenia. Długotrwała terapia na pewno nie jest wskazana, bo zaburza naturalną florę bakteryjną i może doprowadzić do niekorzystnych zmian.

A jak jest ze znieczuleniem: preferuje Pan kroplowe czy okołogałkowe?

Prof. Takhtaev operuje wyłącznie w znieczuleniu kroplowym, nawet najtrudniejsze przypadki. To ewenement, ale on rzeczywiście ma technikę dopracowaną do perfekcji. Nawet jeśli pacjent nie współpracuje, to profesor potrafi tak unieruchomić oko, że eliminuje wszelkie zagrożenia. Ja jestem bardziej ostrożny i w trudnych przypadkach robię znieczulenie okołogałkowe. Moja operacja przebiegała w znieczuleniu kroplowym, było to dla mnie normalne.

W leczeniu zaćmy stosuje się wiele rodzajów soczewek. Jakie najlepiej polecać pacjentowi?

Z soczewkami jest tak, że trzeba z każdym indywidualnie to omówić. Każdy ma inne potrzeby, uwarunkowane też wykonywanym zawodem. Soczewki jednoogniskowe są standardowe, dają dobre widzenie albo na odległość albo do bliży, na drugie trzeba założyć okulary. W tej chwili są też soczewki dwu-, a nawet trzyogniskowe i ich różne typy. Są dwuogniskowe w technologii refrakcyjnej i dyfrakcyjnej. Teraz zapanowała moda na te drugie. Jednak one też mają swoje wady: pochłaniają, czyli rozpraszają ok. 20% więcej światła, więc trzeba pracować w lepszym oświetleniu. Towarzyszą im też często niekorzystne zjawiska wzrokowe jak olśnienie, tęczowe koła wokół źródeł światła...

Jeśli na przykład ktoś dużo jeździ samochodem, na dodatek często wieczorami i w nocy, to nie zalecamy mu tych soczewek. Ja jestem w o tyle szczególnej sytuacji, że oprócz tego, że często prowadzę samochód, wieczorem, czy w nocy, to jeszcze operuję przez mikroskop. W związku z tym rozmawiałem z wieloma kolegami, także zza granicy, o tym, jakie soczewki wybrać. Zalecali mi jednoogniskowe i na takie się zdecydowałem, przy czym te, które były wszczepione, mają wydłużoną głębię ostrości, co zmniejsza uzależnienie od okularów. Profesor Spalton, przewodniczący Europejskiego Towarzystwa Chirurgii Zaćmy i Refrakcyjnej (ESCRS) zaznaczył, że ważniejszy od wyboru soczewki jest wybór chirurga. Kiedy mu powiedziałem, kto ma mnie operować, uznał, że to znakomity wybór.

Soczewki toryczne są wskazane, jeżeli ktoś ma astygmatyzm powyżej 1 dioptrii. Jednak jeśli ktoś decyduje się na soczewki wieloogniskowe i ma astygmatyzm, to musi nastąpić jego korekcja, bo inaczej są one bardzo źle tolerowane.

Jak Pan ocenia obecne przepisy dotyczące refundacji soczewek?

Państwo refunduje soczewki jednoogniskowe. Myślę, że to wystarczy – tak jest na całym świecie. W wielu krajach za soczewki droższe można jednak dopłacić, a u nas na razie nie jest to możliwe. To byłoby korzystne, i nikomu nie szkodziło, bo każdy ma prawo rozporządzać własnymi pieniędzmi.

Tymczasem są wielkie kolejki do zabiegów zaćmy, a Polacy tłumnie wyjeżdżają do Czech.

U nas rzeczywiście trzeba czekać. Natomiast jak ktoś pojedzie do Czech, to NFZ jest zobowiązany zrefundować mu ten zabieg. Nie podoba mi się, że to nie Polscy lekarze leczą tych pacjentów na miejscu, bo jeżeli można zapłacić w Czechach, to można by i tu. Ponadto jadąc do Czech, trzeba płacić za podróż, dopłacać do operacji i jeśli wystąpią powikłania, pojawiają się problemy. A jak mówią koledzy z rejonów przygranicznych, nie jest to rzadkością.

Przecież nie taka była intencja dyrektywy transgranicznej. Miała ona ułatwić dostęp do leczenia w sytuacji, kiedy w danym kraju nie ma możliwości wykonania jakiejś operacji, bo np. brakuje specjalistów i trzeba długo czekać w kolejce. Wtedy refundacja byłaby uzasadniona. Natomiast w Polsce nie brakuje chirurgów operujących zaćmy, tylko środków. Mamy też infrastrukturę i gdyby było więcej pieniędzy, to zoperować można by wszystkich.

Może warto powalczyć sądownie? Jest to w końcu dyskryminacja przedsiębiorców polskich kosztem wobec zagranicznych.

Rozmawiamy o tym, ale przeważają opinie, że dyrektywa unijna na to nie pozwala. To znaczy, że pozwala płacić zagranicznym placówkom – ale właśnie wtedy, gdy w kraju nie można danego zabiegu przeprowadzić. Moim zdaniem dyrektywa jest zatem łamana. W Polsce nie chodzi o wielkie pieniądze, o miliardy, wystarczyłoby zwiększyć budżet o kilkaset milionów złotych rocznie na okulistykę i nie byłoby kolejek. Ale jakoś ciągle są inne priorytety. Dobrze by było, żeby zwiększać kontrakty tym placówkom, które mają najdłuższe kolejki. U nas w Lubelskiem większe kontrakty dostały ośrodki, który mają znacznie krótsze kolejki. Nie rozumiem tej strategii Narodowego Funduszu Zdrowia, tym bardziej, że nie mamy do czynienia z kolejkami wygenerowanymi sztucznie. Z badań epidemiologicznych wynika, że w Polsce powinno się rocznie operować od kilkudziesięciu do stu tysięcy zaćm więcej. W Hiszpanii operuje się dwa razy więcej zaćm w stosunku do liczby mieszkańców, w Czechach prawie dwa razy więcej, a przecież występowanie zaćmy w naszym kraju jest podobne.

Czy uważa Pan, że polski pacjent jest dobrze zaopatrzony okulistycznie?

Niektórzy tak, niektórzy nie. Nie zależy to tylko od pieniędzy. Zależy też od tego, na kogo trafi. Moim zdaniem za małą uwagę przywiązuje się do jakości usług: nie jest to badane, nikt nie sprawdza, jaki jest poziom powikłań w poszczególnych szpitalach. U nas operuje dwóch chirurgów z zagranicy, to lekarze ze światowej czołówki i powiedzmy, że raz na tysiąc zdarzy się jakieś powikłanie. Oni jednak potrafią z tego wyjść. Również nasi chirurdzy mają bardzo dobre wyniki. A bywa tak w niektórych placówkach, że jest 10 proc. powikłań i lekarze nie bardzo wiedzą, co z tym zrobić, wypisują takich pacjentów, żeby sobie gdzieś znaleźli pomoc.

A może powinien powstać centralny rejestr zrealizowanych procedur, który zawierałby odsetek powikłań w każdym ośrodku?

Na pewno warto by było. Jest rejestr europejski, ale jakoś polskie kliniki nie bardzo chcą się tam pojawiać.

Rozmawiała Justyna Wojteczek

* Prof. dr hab. Zbigniew Zagórski (ur. 1942) jest okulistą, uczniem wybitnych lekarzy Tadeusza Krwawicza w Lublinie, Julesa François w Gandawie w Belgii i Gottfrieda Naumanna w Erlangen. W latach reprezentował kraje Europy Środkowo-Wschodniej w Międzynarodowej Radzie Okulistyki. Członek Academia Ophthalmologica Internationalis oraz European Academy of Ophthalmology. W latach 1991-2006 kierował Katedrą Okulistyki im. Prof. Krwawicza w Lublinie. Od roku 1998 zaangażowany w działalność niepublicznych Ośrodków Chirurgii Oka w Nałęczowie, a następnie w Rzeszowie i Krakowie. Od roku 2013 jest konsultantem Kliniki Optegra w Warszawie.

Data utworzenia: 12.10.2016
Z obu stron mikroskopuOceń:
(4.50/5 z 6 ocen)
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.