Wiedza o tym, że o efektach terapii o udowodnionej naukowo skuteczności nie decydują wyłącznie ich składniki aktywne, ale także te mechanizmy, które odpowiadają za działanie placebo, powinna być kluczowa – zaznacza prof. Przemysław Bąbel, dyrektor Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Prof. Przemysław Bąbel. Fot. arch. wł.
Katarzyna Pelc: Co to jest placebo/nocebo?
Prof. Przemysław Bąbel: Placebo to nieaktywna interwencja, która nie ma w sobie żadnych składników bądź czynników, które mogłyby wpłynąć na zdrowie, a pomimo to na zdrowie wpływa. Najprostszym przykładem placebo jest tabletka z cukru, zastrzyk z soli fzjologicznej, ale też placebo mogą stanowić różnego rodzaju oddziaływania (np. akupunktura) czy procedury (np. pozorowane zabiegi chirurgiczne). Placebo to może być również oddziaływanie, które jest aktywne, ale nie ma wpływu na daną chorobę – np. antybiotyk stosowany w leczeniu zakażeń wirusowych czy witamina C przyjmowana jako lek na przeziębienie.
Jeżeli placebo zadziała i poprawi stan zdrowia, to mówimy o efekcie placebo, a jeżeli pogorszy, mówimy o efekcie nocebo, tj. negatywnym efekcie działania placebo, którego przykładem mogą być działania niepożądane leków – zarówno aktywnych, jak i placebo. Na przykład placebo podawane pod pozorem leku przeciwbólowego może złagodzić ból, ale jednocześnie spowodować nudności, podobnie jak aktywny lek przeciwbólowy może spowodować nudności, które nie są rezultatem działania substancji czynnej w nim zawartej, a właśnie efektem nocebo.
Czy to zjawisko dotyczy badań klinicznych, czy codziennej praktyki?
Jednego i drugiego. Tak naprawdę zaczęło się od badań klinicznych, podczas których zorientowano się, że na efekt działania aktywnego leku wpływają nie tylko składniki tego leku, ale też inne czynniki, jak np. oczekiwania pacjenta, informacje, które uzyskuje od terapeuty, lekarza czy osoby przeprowadzającej badanie, samoistna remisja itp. Jest wiele czynników, które wpływają na to, że po zażyciu tabletki, także aktywnej, stan zdrowia pacjenta poprawia się. W związku z tym postanowiono kontrolować te czynniki w badaniach klinicznych. Uczestników badań losowano do grup, z których jedna otrzymywała aktywny środek, a druga placebo wraz z informacją, że to aktywny środek. Jeżeli grupa, która otrzymywała aktywny środek rzeczywiście osiągała większy efekt leczniczy niż grupa otrzymująca placebo, to stwierdzano, że lek działa, a za skutki, które wywołuje, odpowiada aktywny składnik leku. Natomiast gdy nie było różnicy między porównywanymi grupami, to wiadome było, że nawet jeśli lek wywołuje jakieś skutki, to nie wynikają one z działania aktywnego składnika leku, tylko zależą od tych innych czynników towarzyszących leczeniu. Jednak porównanie takich dwóch grup nie wystarcza do stwierdzenia istnienia efektu placebo. Do tego potrzebna jest trzecia grupa, której nic się nie podaje, ponieważ efekt placebo to jest różnica pomiędzy grupą, która otrzymuje placebo, a grupą, która nie otrzymuje żadnego leczenia. A zatem, żeby stwierdzić, czy aktywny lek działa, wystarczy grupę otrzymującą lek porównać z grupą placebo. Ale żeby stwierdzić, czy wystąpił efekt placebo, musimy grupę otrzymującą placebo porównać z grupą, która nie otrzymuje żadnego leczenia.
To w badaniach klinicznych, a w codziennej praktyce?
W codziennej praktyce lekarze przepisują placebo, choć jest to kontrowersyjne z etycznego punktu widzenia. Z naszych badań wynika, że nawet aż 95% polskich lekarzy opieki podstawowej przepisuje placebo. Jednym z najczęściej stosowanych placebo w Polsce są witaminy, przepisywane przy braku niedoborów, np. „na zmęczenie”. Jak wiadomo, witaminy na zmęczenie nie działają, ale są przepisywane, w związku z tym można traktować je w tym przypadku jak placebo.
We wspomnianych badaniach, które przeprowadziliśmy kilkanaście lat temu, brali udział lekarze pracujący w opiece podstawowej (interniści, pediatrzy i lekarze rodzinni). Jedna grupa losowo wybranych lekarzy dostała ankietę, w której zapisana była definicja placebo i pytania o to, jak często i jakiego rodzaju placebo stosują w swojej praktyce. Druga badana grupa dostała ankietę z identyczną definicją oraz pytaniami, z tą różnicą, że słowo placebo zastąpione zostało określeniem – „niespecyficzne czynniki leczące”. Badania wykazały, że placebo rzeczywiście jest stosowane. Najczęściej zalecano witaminy przy braku niedoborów i homeopatię. Zaskakujące było to, że lekarze mniej chętnie przyznawali się do stosowania placebo, zaś istotnie częściej do stosowania „niespecyficznych czynników leczących”. To wydaje się zrozumiałe, bo samo słowo placebo ma negatywne konotacje.
Należy jednak zauważyć, że stosowanie placebo może być niezamierzone. Medycyna rozwija się i dzisiaj wiemy, że pewne metody leczenia, które były stosowane przed laty, były w istocie placebo (np. zabieg chirurgiczny u pacjentów chorych na dusznicę bolesną). Jestem przekonany, że stosowane dziś metody o dowiedzionej naukowo skuteczności nie muszą być uznawane za takie za np. 10 lat. Może się okazać, że działają z innego powodu, niż pierwotnie sądzono, a jednym z tych powodów może być właśnie efekt placebo. Zresztą, gdy przyjrzymy się historii medycyny, to do początku XX wieku skutecznych aktywnych metod leczenia było bardzo niewiele. Dlatego mawia się, że historia medycyny to jest historia efektu placebo.
Czy lekarze robią to świadomie?
Tego nie badaliśmy, ale z badań światowych wynika, że jednym z podstawowych powodów przepisywania placebo przez lekarzy jest sprawienie, żeby pacjent nie poczuł się zignorowany. W tym sensie zatem działanie lekarzy może być świadome. Ale w Polsce i w Niemczech, co jest niepokojące, często zalecana jest homeopatia, która jest czystym placebo. W przypadku środków homeopatycznych nie ma niczego, co mogłoby zadziałać, a mimo to są często zalecane przez lekarzy. Nie wyobrażam sobie, żeby lekarze przepisujący środki homeopatyczne nie wiedzieli, że jest to placebo. Z drugiej strony – badania wykazały, że tylko około 30% środków dostępnych w aptekach to środki o dowiedzionej naukowo skuteczności.
Czy pacjenci domyślają się, że lekarze wykorzystują efekt placebo?
Myślę, że w nieznacznym stopniu. Pacjenci, którzy wiedzą o efekcie placebo, być może domyślają się, ale wiedza o nim nie jest szeroka i raczej placebo kojarzone jest z badaniami klinicznymi nowych leków, a nie z metodą leczenia.
A co mówią badania o skuteczności placebo? Jakich obszarów dotyczy i jakiego stopnia to skuteczność, co na nią wpływa?
Mamy bardzo dużo danych dotyczących skuteczności placebo w różnych obszarach. Najwięcej badań dotyczy bólu. Istnieją dane pokazujące, że skuteczność placebo i paracetamolu w leczeniu bólu dolnego odcinka kręgosłupa jest taka sama. Mamy mnóstwo metaanaliz, które ukazują się od 1997 roku, porównujących działanie placebo z działaniem leków przeciwdepresyjnych. Ich wyniki pokazują, że leki przeciwdepresyjne są nieco skuteczniejsze niż placebo, ale ta różnica nie ma znaczenia klinicznego. W tych badaniach do określenia nasilenia objawów depresji najczęściej używa się skali depresji Hamiltona, w której można uzyskać wynik od 0 do 51. Różnica pomiędzy grupą, która otrzymuje leki przeciwdepresyjne, a grupą, która otrzymuje placebo, wynosi średnio 3, więc z perspektywy klinicznej nie ona ma żadnego znaczenia.
A w jakich obszarach efekt placebo ma największe znaczenie?
Poza tymi danymi, o których wspomniałem, mamy też dużo dowodów wskazujących na skuteczność placebo w przypadku choroby Parkinsona. Oczywiście placebo nie leczy tej choroby, ale może np. poprawiać sprawność motoryczną chorych. Co ważne, skuteczność placebo jest ograniczona skutecznością oddziaływań medycznych stosowanych dla danej choroby – w przypadku pacjenta z zaawansowanym stadium glejaka, podobnie jak aktywne leczenie, tak i placebo będzie nieefektywne. Placebo może zniwelować czy zmniejszyć dany objaw (np. ból), natomiast nie powstrzyma postępu choroby.
Jak wyjaśnia się działanie placebo?
Sporo badań wskazuje, że tym, co wywołuje efekty placebo, jest informacja. Jeśli dowiadujemy się, że dany środek działa w określony sposób, to doświadczymy takiego działania. Mamy dane z badań klinicznych, które pokazują, jak działają informacje przekazywane pacjentom. Na przykład: różnica między placebo a aktywnym lekiem jest mniejsza wówczas, gdy grupa otrzymująca placebo zostaje poinformowana, że to silny lek. Natomiast kiedy uczestnicy badań są informowani, że otrzymają albo placebo, albo aktywny lek, to próbują zgadnąć, co otrzymali. Jeśli zauważają u siebie jakieś zmiany, to zakładają, że otrzymali aktywny lek i wtedy doświadczają silnego efektu terapeutycznego. Z kolei u osób przekonanych, że otrzymały placebo, efekt terapeutyczny maleje.
Informacje podawane pacjentom mogą także wpływać na skutki wywoływane przez substancje aktywne. Przykładowo: jeśli podamy ludziom morfinę i powiemy, że jest to morfina, to efekt jej działania będzie silniejszy niż wtedy, gdy powiemy, że jest to placebo. Podobnie: gdy podamy opioid, mówiąc, że jest to lek zwiększający ból, pacjent może odczuć zwiększenie bólu. Słowa są kluczowe – to, co mówimy pacjentom, to, co przeczytają w ulotce albo usłyszą w reklamie, ma bardzo duży wpływ nie tylko na działanie placebo, ale też na działanie aktywnych środków.
Drugim źródłem działania placebo jest własne doświadczenie. Uczymy się reagować na placebo w wyniku wcześniejszych doświadczeń z różnymi procedurami leczniczymi. Na przykład: przyjmujemy leki przeciwbólowe, które mają formę białej, podłużnej tabletki i skutecznie zmniejszają nasz ból. Gdy później zażyjemy białą podłużną tabletkę niezawierającą aktywnego leku, ona również może wywołać efekt przeciwbólowy, bo tak nauczyliśmy się reagować na białe podłużne tabletki. Ten przykład pokazuje, w jaki sposób warunkowanie klasyczne prowadzi do powstania reakcji na placebo. W wyniku naszych wcześniejszych doświadczeń mogą rozwijać się pewne oczekiwania związane z działaniem różnych leków lub procedur leczniczych. Jednak wyniki uzyskane w naszym laboratorium pokazują, że te oczekiwania nie są konieczne dla powstania efektu placebo – jeśli mieliśmy wcześniejsze doświadczenia z jakąś terapią, to jesteśmy w stanie „automatycznie” i bez udziału świadomych oczekiwań zareagować w określony sposób na leczenie, które ją przypomina.
Trzeci proces prowadzący do powstania efektu placebo, to uczenie się przez obserwację, czyli obserwowanie, w jaki sposób na innych ludzi działa lek czy placebo. Na przykład: jeśli widzimy, że cioci lek bardzo pomógł, to spodziewamy się, że nam też pomoże, nawet jeśli w istocie będzie placebo. Z naszych badań wynika, że bardziej skuteczne są informacje o terapii pochodzące od jednej osoby niż od grupy – obserwacja, że leczenie pomogło ośmiu znajomym, wcale nie jest skuteczniejsza niż wiedza, że pomogło jednej, konkretnej osobie.
Czwartym procesem, który odpowiada za efektywność placebo, jest warunkowanie sprawcze (instrumentalne). W tym przypadku konsekwencje, jakie wywołują nasze działania, zwiększają lub zmniejszają prawdopodobieństwo podjęcia tych działań w przyszłości (np. jeśli sięgnięcie po placebo spowodowało u danej osoby ulgę w bólu, zwiększa się prawdopodobieństwo, że w przyszłości sięgnie po placebo ponownie, gdy będzie odczuwała ból).
Czy możemy dodać efekt placebo do „rzeczywistego” działania leku o udokumentowanej skuteczności, tzn. zwiększyć jego skuteczność „netto” dzięki wiedzy o efekcie placebo? I w jaki sposób?
Zdecydowanie tak! Jeśli placebo może być aktywną substancją, a informacje mogą wpływać na skuteczność aktywnego leczenia, to dokładnie te same procesy, które odpowiadają za skuteczność placebo (czyli procesy uczenia się), przyczyniają się do powstawania skutków działania aktywnych leków. Tak naprawdę na skuteczność aktywnego leku składają się efekty wywołane przez aktywne składniki tego leku oraz efekt placebo.
Z perspektywy klinicznej bardzo duże znaczenie ma to, co mówimy pacjentom. Bardzo istotne jest na przykład, żeby powiedzieć pacjentom, którym przepisujemy lek, jak ten lek będzie działał i po czym poznają, że działa. Ważne jest też, by ich poinformować, że po jego zażyciu mogą wystąpić konkretne skutki uboczne, ale że świadczą one o tym, że lek działa. Kolejną istotną sprawą jest podawanie pacjentom przykładów: mojemu pacjentowi to leczenie pomogło, innej konkretnej osobie pomogło. Informacja, że dany lek przeciwbólowy jest „superskuteczny”, jest inną informacją niż ta, że dany lek pomógł innym pacjentom. W przypadku tej drugiej informacji obecny jest (niezwykle ważny, co potwierdzają badania) aspekt społeczny. Tak przedstawiona informacja o efektach leczenia okazuje się bardzo skuteczna. Ważne jest także, by wzmacniać zaangażowanie pacjenta w leczenie, podkreślając, że choroba rozwija się wolniej albo przestała się rozwijać. Trzeba też uczyć pacjentów dostrzegania każdego, nawet najdrobniejszego efektu wywołanego aktywnym leczeniem. I przede wszystkim uwzględniać przeszłe doświadczenia pacjenta. Pytania o nie (tzn.: „Jak do tej pory pan się leczył i jaka była skuteczność tego leczenia”) powinny być podstawowym elementem wywiadu. Jeżeli pacjent próbował wielu różnych form leczenia i one okazywały się nieskuteczne, to szanse na to, że teraz „superskuteczne” leczenie zadziała, są dużo mniejsze, ponieważ doszło do powstania efektu nocebo. Dlatego mówi się wręcz, że paradoksalnie ci lekarze, którzy stosują najbardziej skuteczne metody lecznicze, o dowiedzionej naukowo skuteczności, będą wywoływali u pacjentów silniejszy efekt placebo, ponieważ ich pacjenci nauczyli się reagować pozytywnie na leczenie. Bardzo ważne są również oczekiwania, dlatego powinno się pytać pacjentów o to, jakich skutków oczekują w związku z daną terapią, aby móc ich oczekiwania monitorować i – ewentualnie – korygować.
Czy to działa też w drugą stronę – lek, który powinien działać, może szkodzić przez efekt nocebo? Co na to wpływa?
Tak, może. Wcześniej wspomniałem o analgetykach opioidowych, które zmniejszają ból. Jeśli jednak pacjentom powiemy, że ten lek zwiększa ból, to może on rzeczywiście tak zadziałać i im szkodzić. Kolejnym przykładem jest wystąpienie licznych skutków ubocznych u pacjentów, którzy przeczytali ulotkę dołączoną do leku. Co ciekawe, również sposób pytania pacjentów o działania niepożądane leku ma znaczenie. Jeśli poprosimy, by pacjenci wypisali skutki uboczne leku, których doświadczyli, to okazuje się, że tylko około 30% z nich wskazuje na pojawienie się jakichkolwiek. Jeśli jednak damy pacjentom listę różnych możliwych skutków ubocznych i poprosimy o zaznaczenie, które z nich wystąpiły, to około 70% pacjentów wskazuje na wystąpienie skutków ubocznych. Czasem niuans w wypowiedzi lekarza może mieć istotny wpływ na skuteczność aktywnego leczenia.
W czym może pomóc ta wiedza w praktyce? Czy powinniśmy leczyć za pomocą placebo?
Na pewno nie powinno się leczyć za pomocą placebo. Nie po to idziemy do lekarza, żeby dostać placebo. Natomiast wiedza o tym, że o efektach terapii o udowodnionej naukowo skuteczności nie decydują wyłącznie ich składniki aktywne, ale także te mechanizmy, które odpowiadają za działanie placebo, powinna być kluczowa. Jeśli skorzystamy z tej wiedzy, łatwiej zrozumiemy procesy wpływające na skuteczność leczenia. Na przykład to, jak znaczący wpływ mają czynniki społeczne. Jeśli pacjenci spotykają się w poczekalni i czekają kilka godzin, to oczywiście rozmawiają ze sobą. Aby wyeliminować ryzyko efektu nocebo, wskazane byłoby ograniczanie kontaktu między pacjentami. A jeżeli już do takiego kontaktu dochodzi, to należałoby tak ten kontakt zorganizować, żeby osoby, które są na początku procesu leczenia, spotykały się z osobami, które są w remisji, lub tymi, które dobrze funkcjonują. To oczywiście utopia, dlatego powinniśmy przynajmniej ograniczać kontakt między pacjentami, żeby zapobiec efektowi nocebo.
Czy podawanie placebo nie jest oszukiwaniem pacjenta?
Przepisywanie placebo bez informowania pacjenta, że to jest placebo, jest oszukiwaniem, tym większym, gdy mówi się pacjentowi, że jest to skuteczny lek. Są jednak badania prowadzone z udziałem zarówno zdrowych ochotników, jak i pacjentów, które wykazują, że skuteczność placebo w grupie poinformowanej, że otrzymuje placebo, jest porównywalna ze skutecznością w grupie niepoinformowanej.
Czy przekonania lekarza na temat skuteczności terapii mogą też wywołać efekt placebo?
Zdecydowanie tak. Dlatego m.in. w badaniach klinicznych stosuje się procedurę podwójnie ślepej próby, czyli taki protokół badania, w którym nie tylko pacjenci nie wiedzą, czy otrzymują placebo, czy aktywny lek, ale też nie wie tego ten, kto podaje im dany specyfik. Obecnie stosuje się także procedurę potrójnie ślepej próby, która polega na tym, że osoba, która analizuje wyniki, nie wie, które z nich pochodzą od pacjentów przyjmujących placebo, a które od przyjmujących aktywny lek. A wszystko dlatego, że wiele danych z badań psychologicznych wskazuje na ogromny wpływ oczekiwań badacza – w tym wypadku lekarza – na wyniki uzyskiwane przez badanych lub pacjentów. Podam przykład spoza medycyny: jeżeli nauczycielom powie się, że dany uczeń w najbliższym roku rozkwitnie intelektualnie, to on rozkwitnie, jego iloraz inteligencji wzrośnie nawet o 15 punktów (w skali 100-punktowej), wyłącznie w wyniku oczekiwań nauczyciela. Podobne wyniki zaobserwowano w badaniu, w którym studenci uczyli szczury szukania drogi w labiryncie. Dwie grupy studentów otrzymały do badań genetycznie niczym nieróżniące się zwierzęta. Jedna grupa studentów została poinformowana, że ma głupiego szczura, a druga, że superinteligentnego. Okazało się, że ten superinteligentny nauczył się drogi w labiryncie szybciej. Efekty te wyjaśnia się tym, że nauczyciel wierzy w ucznia, a studenci w szczura – w związku z tym nauczyciele i studenci zachowują się inaczej, komunikując swoje oczekiwania i stwarzając uczniom (i szczurom) możliwości ich realizacji. Podobnie jest z lekarzem: jeśli wierzy w skuteczność leku, to nawet gdy ten lek nie jest aktywny albo jego skuteczność jest znikoma, przekazuje pacjentowi komunikat – wiem, że tym razem się uda, że ten lek pomoże.
Czy obowiązek informacji o leczeniu, w tym działaniach niepożądanych, może generować efekt placebo?
Może. Podam przykład z badań, które przeprowadzaliśmy w czasie pandemii COVID-19. Badaliśmy osoby szczepione przeciwko tej chorobie. Okazało się, że 30% skutków ubocznych tego szczepienia nie była zależna od samej szczepionki, lecz m.in. od oczekiwań osób zaszczepionych (tzn. od tego, co wiedzieli o szczepionce, jakie mieli doświadczenia z wcześniejszego szczepienia, o jakich efektach ubocznych powiedzieli im koledzy czy rodzina). Ale najciekawsze było to, że liczba przeciwciał, które były stwierdzone we krwi zaszczepionych, była wyższa u tych osób, u których odnotowano więcej skutków ubocznych.
Czy efekt placebo zależy od populacji, np. zamożności, stopnia wykształcenia?
Generalnie nie. Co prawda są nowe amerykańskie badania pokazujące pewien wpływ płci, rasy itd., ale to dopiero pierwsze badania. Na razie przyjmuje się, że nie ma żadnych stałych uwarunkowań skuteczności placebo. Placebo może być dziś skuteczne u danej osoby, a jutro już nie. Jego skuteczność jest indywidualnie i sytuacyjne zmienna. Może na mnie zadziałać placebo podawane pod pozorem leku przeciwbólowego, a nie zadziałać, gdy podawane jest pod pozorem leku przeciwdepresyjnego. Nasze wcześniejsze doświadczenie, informacje, wszystkie procesy, o których mówiłem wcześniej, powodują, że placebo raz może zadziałać, a raz nie. Jest sporo danych, które przemawiają za tym, że w przypadku stosowania placebo jako leku przeciwbólowego pewna zależność występuje w powiązaniu z lękiem lub strachem. Jeżeli jesteśmy lękliwi, tzn. częściej reagujemy lękiem, mamy paradoksalnie większe szanse na to, żeby placebo zadziałało u nas przeciwbólowo. A to dlatego, że przyjęcie placebo obniża poziom lęku, a lęk jest powiązany z bólem (im większy lęk, tym większy ból). Ale mamy także dane wskazujące – co chciałbym podkreślić – że u ludzi, którzy są optymistami, występuje silniejszy efekt placebo.
Tak naprawdę każdy z nas może być podatny na działanie placebo. Wszystko zależy od czasu podania, rodzaju placebo itp. Nawet taka cecha, jaką jest podatność na sugestię, nie jest bezpośrednio powiązana z podatnością na placebo. Czyli można powiedzieć, że w pewnym sensie albo podatność na placebo nie istnieje jako zmienna różnicująca ludzi, albo wszyscy jesteśmy podatni na placebo, tylko różne czynniki sytuacyjne decydują o tym, czy w konkretnym przypadku placebo zadziała, czy nie.
Jakie mogą być problemy wynikające ze stosowania placebo u pacjenta?
Efekt placebo jest efektem uczenia się, więc jeśli przyjmujemy samo placebo, czy też jeśli często przyjmujemy placebo, to dojdzie do naturalnego procesu wygaszania efektu placebo, tzn. placebo przestanie działać. W związku z tym paradoksalnie, żeby uzyskać silny efekt placebo, trzeba podawać silne leki albo przynajmniej stosować zamiennie placebo i leki – np. dzisiaj podajemy silny lek (albo podajemy silny lek kilka razy z rzędu), następnie podajemy dwa razy placebo, a potem znowu aktywny lek, który zastępujemy placebo. To wszystko po to, żeby podtrzymywać wyuczony efekt placebo.
Czy jeśli pacjent dowie się, że stosowano u niego placebo, podczas kolejnej próby jego stosowania efekt nie wystąpi?
Niekoniecznie. Są takie badania, w których podawano placebo, mówiono, że to jest aktywny środek, a następnie mówiono, że to jednak nie był aktywny środek, i podawano go ponownie. I wtedy rzeczywiście efekt placebo zmniejszał się albo zanikał. No, ale wspomnieliśmy także o jawnym podawaniu placebo, kiedy pacjenci są informowani, że otrzymują placebo, a ono i tak działa.
Czy prowadzono badania dotyczące placebo na zwierzętach i czy obserwuje się u nich taki efekt?
Tak, są takie badania. Efekt placebo występuje u zwierząt i widzimy, że jest on głównie efektem warunkowania klasycznego (uczenia się w wyniku uprzednich doświadczeń) – tzn. podaje się zwierzętom kilkukrotnie jakiś aktywny środek, obserwuje się efekty, następnie aktywny środek zastępuje się placebo i okazuje się, że efekty są podobne. Pozostając przy wspominanych wcześniej szczurach w labiryncie – znane są badania, które pokazują, że gdy poda się szczurom bromowodorek skopolaminy, to zapominają wyuczonej drogi w labiryncie i wtedy trzeba je uczyć od nowa. Kiedy kilkukrotnie powtórzy się tę procedurę, a następnie poda się zwierzętom zastrzyk soli fizjologicznej zamiast aktywnej substancji, uzyskuje się ten sam efekt – szczur zapomina drogi w labiryncie.
Rozmawiała Katarzyna Pelc
Prof. dr hab. Przemysław Bąbel jest dyrektorem Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczącym Rady Dyscypliny Psychologia UJ oraz kierownikiem Zespołu Badania Bólu. Jest także prezesem Polskiego Towarzystwa Psychologii Behawioralnej, członkiem zarządu Society for Interdisciplinary Placebo Studies i członkiem Komitetu Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Prof. Bąbel prowadzi badania nad uczeniowymi mechanizmami wpływu placebo na ból, pamięcią bólu i czynnikami psychologicznymi modyfikującymi percepcję bólu. Zajmuje się także zastosowaniami analizy zachowania i psychologii pamięci w edukacji i terapii, w tym terapii bólu przewlekłego i terapii osób ze spektrum autyzmu. Kierował i kieruje wieloma projektami badawczymi finansowanymi przez Narodowe Centrum Nauki, w tym najbardziej prestiżowym grantem Maestro, który otrzymał w 2021 r. na realizację projektu „Od(uczenie) się bólu przez konsekwencje. Tworzenie uczeniowej teorii działania placebo”. Jest autorem i współautorem przeszło 100 publikacji naukowych, w tym 8 książek, oraz ponad 100 publikacji popularnonaukowych. Za swoją działalność na rzecz popularyzacji nauki prof. Bąbel otrzymał w 2008 r. Nagrodę Prezesa PAN „Złoty Umysł – Mistrz Popularyzacji Wiedzy”. W 2018 r. został laureatem Nagrody Prezesa Rady Ministrów za wysoko ocenione osiągnięcia będące podstawą nadania stopnia doktora habilitowanego, a w 2019 r. został wybrany członkiem („fellow”) Association for Psychological Science w uznaniu wybitnego wkładu w badania psychologiczne. W 2023 r. prof. Bąbel otrzymał nagrodę Top Reviewer przyznawaną przez „Journal of Pain” oraz znalazł się w rankingu Stanford Elsevier 2% najczęściej cytowanych naukowców na świecie.