Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Spór o SOR, czyli „wynoś się, człowieku”!

11.02.2019
Małgorzata Solecka
Kurier MP

W Bydgoszczy pojawiły się billboardy sygnowane przez OZZL. „Mówimy »nie« poniżaniu lekarzy i pacjentów! Wspieramy Bartka!”. Bartka Fiałka, przewodniczącego kujawsko-pomorskiego OZZL. I przewodniczącego związku zawodowego lekarzy w szpitalu im. Biziela.

Bartosz Fiałek w szpitalu im. Biziela podczas protestu rezydentów w paździeniku 2017 r. Fot. Grażyna Marks / Agencja Gazeta

Sprawa może brzmi tajemniczo, ale nie ma mowy ani o niespodziance, ani o nadzwyczajnych okolicznościach. To nie pierwszy konflikt między rezydentami a przedstawicielem dyrekcji szpitala w sprawie dyżurów na SOR – warto przypomnieć choćby konflikt sprzed kilku lat, gdy nieprawidłowości w sprawie obsady na oddziale ratunkowym nagłośniła rezydentka ze szpitala w Gorzowie Wielkopolskim.

I tym razem u źródła konfliktu leży stały problem szpitali, czyli braki kadrowe, których łatanie niektórzy dyrektorzy szpitali uważają za obowiązek (a nawet przywilej) rezydentów i młodszych lekarzy. Jesienią z SOR zwolniło się dwóch lekarzy, w tym ordynator. Dyrekcja ustaliła, że pacjentami przywożonymi na oddział ratunkowy będą się zajmować lekarze z innych oddziałów i klinik. I to oni będą wykonywać pracę, którą powinien wykonywać lekarz (lekarze) dyżurujący na SOR – wstępnie badać, udzielać podstawowej pomocy.

Do Fiałka, jako przewodniczącego szpitalnego OZZL, zaczęły napływać skargi. Ustne, nieformalne, ale również pisemne. Lekarze skarżyli się, że muszą w tym samym czasie zajmować się pacjentami oddziałowymi i jednocześnie zabezpieczać pacjentów SOR. Rezydenci zwracali uwagę, że specjalizację – w której programie nie ma w ogóle pracy na SOR – realizują tylko w godzinach 7.30-15.05, tymczasem zarządzenie dyrekcji powodowało, że kliniki musiały tak układać dyżury, by zabezpieczyć nie tylko własnych pacjentów, ale również „obszar SOR”.

– Dostałem opinię z kancelarii prawnej, która jednoznacznie przesądzała, że zarządzenie jest wadliwe, niezgodne z przepisami. Wystąpiłem do Bydgoskiej Izby Lekarskiej, zasugerowano mi, bym zgłosił sprawę do odpowiednich instytucji – relacjonuje Fiałek w rozmowie z MP.PL. I podkreśla, że zanim się na to zdecydował, skierował oficjalne pismo do dyrekcji o spotkanie i wyjaśnienie wątpliwości. – Spotkanie się odbyło. Było bardzo krótkie. Usłyszeliśmy, jako przedstawiciele lekarzy, że zarządzenie będzie obowiązywać, bo musi.

W tej sytuacji, podkreśla lekarz, nie miał wyboru. – Ustawa o związkach zawodowych wręcz nakłada na mnie obowiązek działania. Ponieważ dyrekcja ignorowała skargi, zwróciłem się pisemnie do Narodowego Funduszu Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia, Urzędu Wojewódzkiego i Państwowej Inspekcji Pracy.

PIP zawiadomiła szpital o wszczęciu kontroli (z innych instytucji zareagował na razie jedynie urząd wojewódzki, ale bez dalszych konsekwencji) i wtedy Fiałek, według jego własnej relacji, został wezwany do gabinetu jednego z szefów placówki. – Za zamkniętymi drzwiami, w cztery oczy, byłem poniżany i zastraszany.

Fiałek miał usłyszeć m.in.: „Wynoś się człowieku, a ja się zastanowię, jak cię zwolnić”.

Za te i inne słowa lekarz oczekiwał przeprosin, choć – jak podkreśla – nie zostały one wypowiedziane w gniewie. W gabinecie nie doszło do ostrej wymiany zdań, do kłótni, która mogłaby częściowo usprawiedliwić ostrzejsze sformułowania (ze względu na emocje). Ponieważ przeprosin i wycofania się z realnych gróźb (zwolnienie z pracy, problemy ze specjalizacją) nie było, lekarz zawiadomił prokuraturę i izbę lekarską.

W obronie Fiałka stanął OZZL, poparcie wyrazili m.in. studenci medycyny z regionu, a także część lekarzy, którzy zbierają podpisy poparcia dla kolegi. Jak jednak można usłyszeć, nie wszyscy. Część lekarzy, nie kwestionując dobrych intencji rezydenta (a także jego racji) uważa, że takie działania nie przynoszą dobrych skutków. A trudne sytuacje należy rozwiązywać wewnątrz placówki.

Tego samego zdania wydaje się być dyrekcja szpitala, która publicznie już wyraziła nadzieję, że konflikt „o charakterze personalnym” uda się załagodzić i rozwiązać.

Leki

Napisz do nas

Zadaj pytanie ekspertowi, przyślij ciekawy przypadek, zgłoś absurd, zaproponuj temat dziennikarzom.
Pomóż redagować portal.
Pomóż usprawnić system ochrony zdrowia.