O wykorzystaniu sztucznej inteligencji (SI) w dermatologii podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. profilaktyki nowotworowej mówiła dr Kamila Padlewska.
Posiedzenie parlamentarnego zespołu ds. profilaktyki nowotworowej, 24 marca 2025 r. Fot. Sejm
Dr Kamila Padlewska zaznaczyła, że dermatologia jest bardzo „wizualną” specjalizacją, dzięki czemu zastosowanie SI przekłada się na polepszenie wykrywalności m.in. nowotworów skóry. Dodała, że czerniak daje konkretne objawy skórne, które dawniej lekarze wykrywali gołym okiem, a następnie przy użyciu dermatoskopu.
– Obecnie do tych dermatoskopów, a w zasadzie wideodermatoskopów, zaczęto dołączać SI – wskazała. – Wysyłamy obraz podejrzanej zmiany, np. podejrzanego znamienia, które uważamy, że być może jest czerniakiem, ale nie mamy co do tego pewności, a SI pomaga nam, jeżeli nie do końca jesteśmy doświadczonymi specjalistami. SI uczy się tego, co wie bardzo dobry specjalista, który wykonywał badania wielokrotnie – zaznaczyła specjalistka.
Dodała, że powstało wiele aplikacji, m.in. na telefon, przy pomocy których można samodzielnie diagnozować nowotwory skóry – czerniaka, raka podstawnokomórkowego czy raka kolczystokomórkowego. – Niestety na rynku jest wiele „gadżetów”, których skuteczność wykrywania zmian skórnych jest niewielka. Istnieją jednak aplikacje certyfikowane – wskazała dr Padlewska. Poinformowała, że w użyciu są także urządzenia dopuszczone przez FDA, które po wielokrotnym przyłożeniu do skóry analizują, czy z obserwowaną zmianą należy udać się do lekarza.
Istnieją również aplikacje, które „diagnozują” choroby skóry – np. programy, które analizują przesłane zdjęcie i przesyłają informacje o „rozpoznanej” chorobie z Wikipedii. – Dużo wątpliwości dotyczy takiej „domowej diagnostyki”. Urządzenia muszą być certyfikowane. Jest jedna aplikacja, która od 2018 roku cały czas się uczy. Zaczynała od znamion, a teraz jest narzędziem dla profesjonalistów i pacjentów. Jest coraz mądrzejsza, ale nadal nie jest perfekcyjna. Ciągle jest jeszcze w fazie uczenia i popełnia dużą liczbę błędów – podkreśliła ekspertka. Dodała, że SI jest również wdrażana do pomocy w analizach biopsji skóry i jest pomocna dla histopatologów.
SI znajduje także zastosowanie w nauce. Powstaje np. fantom, symulator medyczny, za pomocą którego możemy się uczyć, jak wykonywać zabiegi, jak zbierać wywiad, włącznie z tym – w zależności od zebranego wywiadu, koloru skóry czy nasilenia na przykład koloru naczyniaka – jakie parametry powinniśmy dobrać w laserze, aby przeprowadzić zabieg – poinformowała specjalistka. W trakcie projektowania jest również wirtualna strzykawka. SI wspiera także diagnostykę chorób włosów i służy do nauki ich wykrywania. Specjalistka dodała, że tak jak w innych dziedzinach, SI na pewno przyda się do analizy danych, m.in. będzie pomocna w rozpoznawaniu chorób rzadkich, z którymi lekarze na co dzień się nie spotykają.
Dr Padlewska mówiła również o zastosowaniu SI do wczesnego wykrywania raka piersi. Zaznaczyła, że w raku piersi czas ma ogromne znaczenie, w związku z tym profilaktyka w przypadku tego nowotworu jest szczególnie ważna. Poinformowała, że trwają prace nad wykorzystaniem SI w mammografii, USG piersi, termografii kontaktowej oraz płynnej biopsji. – Wprowadzenie kombinacji różnych metod wykrywania raka piersi i dołączenie do tego SI spowoduje poprawę wykrywalności – zaznaczyła specjalistka.
SI nie zastąpi lekarza
O aplikacjach wykorzystujących sztuczną inteligencję (SI), które są przydatne w obszarze ochrony zdrowia, mówił Mateusz Flis. Podał m.in. przykład aplikacji, która na podstawie podanych przez pacjenta objawów kieruje go do odpowiedniego specjalisty, skracając proces diagnostyczny i ustawiając chorego „we właściwej kolejce”. Mówił również o programach interpretujących wyniki badań laboratoryjnych, chatbotach, które m.in. ułatwiają umówienie i odwołanie wizyty w placówce, czy aplikacji przyspieszającej wykrywanie udarów mózgu.
Flis zaznaczył, że w związku z wykorzystaniem SI w medycynie pojawiają się różne dylematy prawne. Przypomniał w związku z tym art. 12 znowelizowanego Kodeksu Etyki Lekarskiej, zgodnie z którym „lekarz może w postępowaniu diagnostycznym, leczniczym lub zapobiegawczym korzystać z algorytmów sztucznej inteligencji przy spełnieniu następujących warunków:
- poinformowania pacjenta, że przy stawianiu diagnozy lub w procesie terapeutycznym będzie wykorzystana SI;
- uzyskania świadomej zgody pacjenta na zastosowanie SI w procesie diagnostycznym lub terapeutycznym;
- zastosowania algorytmów SI, które są dopuszczone do użytku medycznego i posiadają odpowiednie certyfikaty;
- ostateczną decyzję diagnostyczną i terapeutyczną zawsze podejmuje lekarz”.
– Wszystkie rozwiązania, które ochrona zdrowia powinna traktować poważnie, powinny być zgłoszone jako wyrób medyczny. Aby tak się stało, muszą spełnić szereg wymagań, m.in. muszą być certyfikowane przez jednostkę notyfikującą. Taki proces jest naprawdę złożony i wymaga bardzo szerokiej dokumentacji – poinformował.
Flis zwrócił uwagę, że zgodnie z pkt. 4 art. 12 KEL zastosowanie SI nie zdejmuje odpowiedzialności z lekarza. – Obecnie nie ma algorytmów, które stawiałyby pacjentowi diagnozę bez nadzoru lekarskiego. (…) To lekarz jest ostatnią instancją, która leczy pacjenta, lekarz nie jest zastępowany przez SI, natomiast lekarz ma wsparcie w postaci technologii, która sprawia, że jego praca jest efektywniejsza – zaznaczył. Dodał, że w związku z tym zarówno lekarze nie muszą martwić się o utratę miejsc pracy, jak i pacjenci o bezpieczeństwo stosowanych rozwiązań.