Dane sprzed 10 i 20 lat pokazują wyraźny wzrost występowania krótkowzroczności. Na szczęście w Europie nie musimy bić na alarm, ale trzeba obserwować ten trend – mówi prof. Andrzej Grzybowski z Katedry Okulistyki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz pomysłodawca European Myopia Network.
- Jak dotąd nie mamy powodu do większych zmartwień, ponieważ wzór rozwoju krótkowzroczności w Europie jest jednak inny niż w Azji
- Ulegamy pewnemu błędowi poznawczemu, bo 95% wszystkich wyników badań poświęconych krótkowzroczności pochodzi z Azji
- Wpływ światła słonecznego na hamowanie rozwoju krótkowzroczności potwierdziły badania i nie ma co do tego żadnych wątpliwości
- Przeraża mnie bezkrytyczne podejście rodziców do dawania dzieciom telefonów komórkowych i de facto uzależniania ich
- Staramy się zebrać wiedzę na temat tego, jak w różnych krajach Europy wygląda diagnostyka, sposób oceny progresji, stosowane leczenie, zmiany w leczeniu i rozmowy z rodzicami
Prof. Andrzej Grzybowski. Fot. arch. wł.
Jerzy Dziekoński: Po raz kolejny czasopismo „The Ophthalmologist” umieściło Pana na liście Power obejmującej dziesięciu najbardziej wpływowych okulistów na świecie. Gratuluję!
Prof. Andrzej Grzybowski: Dziękuję. To wielki zaszczyt i uznanie dla mojej aktywności zawodowej. Tym bardziej że – jeśli dobrze pamiętam – trafiam na tę listę od 2022 roku. Należy przy tym podkreślić, że w ostatnich pięciu latach nabrała tempa moja praca o charakterze międzynarodowym. Myślę, że wyróżnienie wiąże się właśnie z tą wzmożoną aktywnością w projektach europejskich i ogólnoświatowych.
Wynika to zapewne również z otwarcia na nowe zagadnienia i terapie w okulistyce, do których część okulistów podchodzi w zachowawczy sposób. Mówię choćby o krótkowzroczności i stworzeniu European Myopia Network.
European Myopia Network to efekt europejskiej współpracy właśnie w zakresie krótkowzroczności. W 2025 roku powołaliśmy radę naukową sieci, w której zasiada 27 naukowców z całej Europy, ekspertów koordynujących działania w swoich krajach. Zapewne za kilka dni jej skład poszerzy się o kilka osób, bo sieć ma charakter otwarty i bardzo dynamicznie się rozwija. Przy okazji chciałbym zaprosić do włączenia się w naszą działalność lekarzy zajmujących się krótkowzrocznością.
Epidemiologia oraz systemowe podejście do problemu wyglądają bardzo różnie w poszczególnych krajach. Czy w ramach sieci ma zostać wypracowany konsensus dotyczący miopii?
Obecnie prowadzimy dwa projekty badawcze, które po części mają odpowiedzieć na to pytanie. W zeszłym roku w „The Lancet” ukazała się nasza metaanaliza na temat występowania krótkowzroczności w Europie, która przyniosła dość nieoczekiwane wyniki. Wykazała ona nie do końca dla nas zrozumiałe duże różnice pomiędzy krajami europejskimi. Na przykład oszacowano, że krótkowzroczność dotyczy 12% mieszkańców Finlandii, tymczasem w Niemczech czy w Szwecji nawet 40%. Średnia europejska wynosi 23%, co oznacza, że na naszym kontynencie to wciąż znacznie mniejszy problem okulistyczny niż w Azji, zwłaszcza w Chinach. Pierwszy wniosek, który wynika z naszej metaanalizy: jak dotąd nie mamy powodu do większych zmartwień, ponieważ wzór rozwoju krótkowzroczności w Europie jest jednak inny niż w Azji.
Jednak predykcje budzą pewien niepokój, bo w ciągu kolejnych 25 lat problem ma dotyczyć nawet połowy populacji.
Tak, ale te predykcje odnoszą się głównie do Azji. Praca Briana Holdena powstała przed blisko 10 laty i pozwalała tworzyć prognozy na podstawie przede wszystkim danych azjatyckich. Dlatego nasza metaanaliza ma tak istotne znaczenie. Ulegamy pewnemu błędowi poznawczemu, bo 95% wszystkich wyników badań poświęconych krótkowzroczności pochodzi z Azji. Dotyczy to epidemiologii, prognoz czy nowych technik leczenia. Siłą rzeczy niektóre problemy mają charakter uniwersalny, ale nie możemy bezkrytycznie przenosić wszystkich danych z Azji na Europę. Wyraźnie widzimy, że model progresji występowania miopii w Europie kompletnie odbiega od tego w Azji. To samo dotyczy rozmaitych form terapii, których skuteczność okazuje się inna u rasy żółtej i rasy kaukaskiej, co łączy się z pewną podatnością etniczną. Trzeba zatem podkreślić, że estymacje wynikające ze wspomnianej pracy Holdena nie znajdują dziś potwierdzenia w kontekście Europy.
Czyli nie spełnił się czarny scenariusz sprzed dekady?
Czas weryfikuje pewne założenia, bo ukazują się coraz to nowe badania, które przynoszą rozstrzygnięcia: potwierdzają jakieś założenie albo je negują. Dzisiaj wiemy więcej niż 10 lat temu, a zgodnie z tą wiedzą krótkowzroczność występuje rzadziej, niż przewidywano.
Pozostaje drugie pytanie: czy wzrasta odsetek osób krótkowzrocznych?
Owszem. Dane sprzed 10 i 20 lat pokazują wyraźny wzrost. W Europie nie musimy bić na alarm, ale trzeba obserwować ten trend. Niestety wiele wcześniejszych badań epidemiologicznych przeprowadzono ze słabą metodologią, a to oznacza, że wyniki obarczone były błędami. Przyjęliśmy zatem, że jednym z celów naszej sieci jest pokazywanie, w jaki sposób zaprojektować i przeprowadzić badanie, tak by dostarczało solidnych dowodów. Moim zdaniem przyniesie to większy pożytek niż straszenie ludzi dramatyczną perspektywą niepohamowanego rozwoju krótkowzroczności.
Czy mamy jakiś wpływ na spowolnienie tego wzrostu?
Dysponujemy tanimi metodami interwencyjnymi o sprawdzonej skuteczności. Jedną z nich jest spędzanie przez dzieci więcej czasu na dworze. Wpływ światła słonecznego na hamowanie rozwoju krótkowzroczności potwierdziły badania i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. To metoda tania, nieinwazyjna, całkowicie naturalna i bez efektów ubocznych. Oczywiście światło słoneczne niesie ze sobą pewne ryzyka, ale przecież dziecko nie musi spędzać czasu na zewnątrz bez żadnej ochrony. Latem, przy dużej ekspozycji na słońce, niezbędne są czapka i filtry chroniące skórę.
Czy istnieją potencjalne wyjaśnienia dla różnic epidemiologii krótkowzroczności między np. Niemcami a Finlandią?
Słuszne pytanie. Próbie znalezienia odpowiedzi na to pytanie poświęciliśmy jedno z naszych dwóch dużych badań. Zastanawialiśmy się, czy na występowanie krótkowzroczności mają wpływ modele edukacyjne w poszczególnych krajach. Istotny czynnik stanowi np. wiek rozpoczęcia nauki oraz intensywność edukacji szkolnej. Wiemy, że systemy edukacji w poszczególnych krajach Europy znacznie się różnią. Zebraliśmy dane ze wszystkich krajów reprezentowanych w naszej grupie i obecnie trwa ich analiza. Nie chcę przeceniać znaczenia naszego badania, ale należy zweryfikować tę kwestię. Jeśli uzyskamy negatywną odpowiedź, czyli że edukacja nie ma wpływu na epidemiologię krótkowzroczności, będziemy musieli poszukać innych przyczyn. Od czegoś musimy jednak zacząć, najlepiej wykorzystując potencjał naszej grupy i tropy już istniejące.
Wspomniał Pan o dwóch dużych badaniach – czego dotyczy drugie?
Chodzi o podejście lekarzy i optometrystów do krótkowzroczności. Staramy się zebrać wiedzę na temat tego, jak w różnych krajach Europy wygląda diagnostyka, sposób oceny progresji, stosowane leczenie, zmiany w leczeniu i rozmowy z rodzicami. Chcemy ustalić różnice i wspólne elementy w poszczególnych systemach. Na tej podstawie zamierzamy stworzyć europejskie zalecenia dotyczące postępowania z krótkowzrocznością.
Ciekawi mnie, jaka byłaby reakcja decydentów, gdyby się okazało, że wczesna i intensywna edukacja wpływa na wzrost występowania krótkowzroczności.
To nie jest wydumany temat, bo na pewno dotyczy on Chin, Singapuru, Korei Południowej czy Japonii. We wszystkich tych krajach udowodniono, że znaczenie mają wiek rozpoczęcia edukacji, liczba lat spędzonych w szkole, a także intensywność nauki. W Chinach dzieci zaczynają naukę pisania i czytania już w przedszkolu. Uczniowie mają ogrom zajęć i są przeciążeni obowiązkami. W Europie mówimy o wyścigu szczurów, w Azji mówi się o presji edukacyjnej. Chiny stały się krajem, w którym panuje ogromna konkurencja społeczna; wybór szkoły i dodatkowe zajęcia determinują przyszłość dziecka już na starcie. Bo od wyników uzyskanych w szkole podstawowej zależy przyjęcie do szkoły średniej, a później wybór uczelni. Na każdym etapie dzieci odczuwają ogromną presję i pozostaje im bardzo niewiele czasu wolnego. Tymczasem w Europie coraz wyraźniej obserwuje się odwrotny trend – odchodzenia od obciążania dzieci. Przecież nadmierna presja edukacyjna nie tylko oznacza problemy ze wzrokiem, ale także może wyzwalać duże napięcia psychiczne.
Edukacja wymusza pracę do bliży przez wiele godzin, tym bardziej że i w szkole uczniowie coraz częściej pracują z ekranami.
Drugi czynnik, poza edukacją, którego nie potrafimy tak łatwo zbadać, to ilość czasu spędzanego przez dzieci przed ekranami. To bardzo ciekawe zagadnienie. Muszę powiedzieć, że przeraża mnie bezkrytyczne podejście rodziców do dawania dzieciom telefonów komórkowych i de facto uzależniania ich. O ile zdecydowana większość dzieci w wieku przedszkolnym wciąż nie posiada telefonu, o tyle w szkole mają je już wszystkie. Nie znaczy to jednak, że małe dzieci nie używają telefonów. Chcąc zyskać wolny czas dla siebie, dorośli „przekupują” dzieci telefonami. Musimy zastanowić się, jak z tym walczyć.
Australijczycy próbują tego, ograniczając dostęp do mediów społecznościowych do osiągnięcia 16. roku życia, a bez dostępu do social mediów telefon traci dla dziecka na atrakcyjności.
Myślę, że obrano dobry kierunek. Obawiam się, że to ostatni dzwonek na wprowadzenie zmian. Uzależnienie młodych ludzi od telefonów przybrało już takie rozmiary, że śmiem powątpiewać, czy uda się takie ograniczenia skutecznie wdrożyć. Rodzice są bezkrytyczni, a zarazem bezbronni i nie do końca zdają sobie sprawę z konsekwencji nadużywania telefonów. W związku z tym mam drugą radę: jako lekarze powinniśmy uświadamiać rodzicom, jaki wpływ ma korzystanie z mediów społecznościowych na zdrowie dzieci. Zatem oprócz spędzania czasu na świeżym powietrzu możemy zalecić zdecydowane ograniczenie korzystania z telefonu, a do czwartego, piątego roku życia kompletnego wyeliminowania telefonów komórkowych z życia dziecka.
Naturalnie trzeba jeszcze wymienić zalecenia dotyczące higieny pracy wzrokowej. W dobie AI higiena wydaje się być pojęciem z lamusa, ale pewne proste zasady, znane już w XIX wieku, a zlekceważone w wieku XX, odzyskują swoje znaczenie. W wypadku pracy wzrokowej niezwykle istotne wagę ma oświetlenie, ponieważ od niego zależy odległość czytanego tekstu. Ten związek udowodniono w licznych badaniach: im bliżej oczu dziecko trzyma tekst, tym gorzej. Uważa się, że bezpieczna odległość to minimum 30 cm. Powinni zwracać na to uwagę nauczyciele i edukować rodziców. Jeżeli zapewni się odpowiednie warunki światła sztucznego, to w naturalny sposób możemy czytać z większej odległości, w przeciwnym razie przybliżamy tekst do oczu. W Argentynie, ale też w Chinach, przeprowadzono badania dotyczące dostępu uczniów do światła słonecznego. Uczniowie siedzący bliżej okien pracują przy lepszym oświetleniu, co jest poniekąd niesprawiedliwe. Należy zadbać, by wszystkie dzieci miały w miarę podobny dostęp do światła. Oczywiście nie da się umieścić okien w każdej ścianie klasy, ale warto pomyśleć o odpowiednio zaprojektowanym oświetleniu. W ogóle warto podkreślić, że szkoła odgrywa bardzo ważną rolę w procesie hamowania krótkowzroczności. Od listopada do marca uczniowie nie mogą po powrocie do domu wyjść na zewnątrz, bo wcześnie zapada zmrok. Zajęcia w szkole czy w przedszkolu to jedyna okazja, by skorzystać ze światła dziennego. W Chinach to już standard; wprowadzono obowiązek spędzania w szkole dwóch godzin na dworze. Niektóre lekcje muszą się odbywać na świeżym powietrzu.
Należy też wspomnieć o badaniach przesiewowych wad wzroku w szkołach. Mam nadzieję, że będziemy je przeprowadzać również w Polsce. Na razie nasza fundacja realizuje takie badania, gdzie można. Nasze doświadczenia pokazują, że warto to robić, ponieważ u około 20% dzieci, które nie mają objawów, wychwytujemy zaburzenia stosunkowo łatwe do leczenia czy korygowania.
Na koniec pytanie, które powinienem zadać na początku: skąd wziął się pomysł utworzenia European Myopia Network?
Ja na niego wpadłem i próbowałem wdrożyć w życie przed pandemią. Pierwszą minisieć powołano do życia w 2018 roku, ale niedługo później rozpadła się w związku z COVID-19. Zmieniły się priorytety, ograniczano kontakty i nie było wiadomo, w jakim kierunku potoczą się sprawy. Dzisiaj stwierdzam, że inicjatywa w 2018 roku była przedwczesna, a mówienie o krótkowzroczności w Europie miało charakter pionierski. Nie udało się znaleźć zbyt wielu osób, które dostrzegłyby potencjał naukowy tego tematu. W ciągu ośmiu lat mnóstwo się zmieniło. Dziś wiele osób dostrzega korzyści wynikające z naszej działalności. Prowadzimy wiele projektów edukacyjnych. Założyliśmy, że raz w miesiącu będziemy publikować materiały edukacyjne w „The Ophthalmologist”. Dzięki temu dotrzemy z nowymi informacjami na temat krótkowzroczności do szerokiego grona lekarzy.
Rozmawiał Jerzy Dziekoński