Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Najtrudniejszy wyjazd? Do skrzywdzonego dziecka

07.01.2020
Karolina Krawczyk

– Psychika dziecka jest tak delikatna, że jeśli nawet rodzic rzeczywiście jest oprawcą, nagły jego brak może w dziecku wzbudzić poczucie opuszczenia i braku bezpieczeństwa – mówi Alicja Noworolska, pracownik socjalny i ratownik medyczny.


Fot. istockphoto.com

Jak powinien zareagować zespół ratownictwa medycznego (ZRM) w wypadku podejrzenia maltretowania dziecka i jak taką informację należy przekazać odpowiednim służbom?

Zespół dziecka maltretowanego jednoznacznie można zdiagnozować dopiero w szpitalu. W świetle prawa ratownik medyczny może jedynie podejrzewać, że dziecko jest bite lub jest ofiarą innych, równie patologicznych zachowań. Nie da się ukryć, że tego typu interwencje należą do najtrudniejszych. W takich sytuacjach działanie ratownika medycznego według jakichkolwiek schematów czy procedur nie jest możliwe. Tutaj trzeba wyjść poza kanon. Podstawowa i najważniejsza zasada: ZRM musi się skupić na tym, co jest tu i teraz. Najpierw trzeba opatrzyć urazy i udzielić niezbędnej pomocy. Niezwykle istotne jest również prawidłowe wypełnienie karty medycznych czynności ratunkowych. Na podstawie zawartych w niej informacji zarówno my, jako pracownicy socjalni, jak i diagności szpitalnego oddziału ratunkowego będą wiedzieli, jak dalej reagować.

Jakie urazy u dziecka i jakie zachowania opiekunów prawnych powinny zwrócić szczególną uwagę ZRM?

Przede wszystkim wywiad zebrany od rodziców powinien być spójny, mimo nerwowej atmosfery. Jeśli taki nie jest, musi się zapalić „czerwona lampka”. Ratownik powinien tak poprowadzić rozmowę, żeby te trudne emocje wyciszyć i nie powodować dalszych napięć.

Warto, aby podczas badania ratownik sprawdził, czy na żebrach, wewnętrznej stronie ud lub ramion dziecka nie ma starych lub nowych siniaków. Charakterystyczne dla ofiar przemocy są również ślady oparzeń obrączkowych, blizny po papierosach lub oparzenia równoległe do przyżegania. Ratownik powinien ponadto zwrócić uwagę na reakcję dziecka, na przykład wycofanie zranionej kończyny. Dziecko podświadomie stara się chronić ranną rączkę lub nóżkę. Rodzice pytani o takie obrażenia często odpowiadają, że dziecko upadło, albo że samo włożyło rękę do garnka i się oparzyło. Takie odpowiedzi dla ZRM powinny być jasnym sygnałem, że rodzice prawdopodobnie nie mówią prawdy. Nie zaleca się jednak, aby ratownik starał się pogłębić wywiad. Dociekanie prawdy może doprowadzić do agresywnych odpowiedzi i nerwowych zachowań opiekunów. Zgodnie z profesjonalnym podejściem, ratownik powinien jak najdokładniej opisać w karcie zastaną sytuację, ale bez stawiania „diagnozy”, której nie może potwierdzić na miejscu.

Może Pani podać jakiś przykład?

Jeśli na przykład ratownik nie był świadkiem pobicia, to nie może wpisać w kartę, że dziecko zostało pobite. Lepiej, żeby napisał: „Sytuacja rodzinna napięta, mieszkanie brudne, wyczuwalna woń alkoholu u rodziców, dziecko z widocznymi urazami dawnymi i świeżymi” itd. To ważne, żeby nie przesądzać, co jest przyczyną urazu, ponieważ czasem zespół dziecka maltretowanego bywa mylony np. z zespołem zakrzepicy.

Do czego może doprowadzić błędne opisanie sytuacji?

Przede wszystkim niepotrzebnie zostanie uruchomiona procedura i dziecko będzie odseparowane od rodziców. Ponadto fałszywe oskarżenie może mieć nieprzyjemne konsekwencje prawne, ale to chyba oczywiste. Tak więc, nawet jeśli ratownik jest pewny, że dziecko jest bite, to nie może napisać o tym wprost w karcie, ponieważ automatycznie musiałby wypełnić „Niebieską Kartę”, a to należy do działań policji i lekarzy, a nie ratowników.

Spróbujmy to sobie wyobrazić: w czasie interwencji mamy pijanego ojca, spanikowaną matkę, która prawdopodobnie także jest ofiarą przemocy, a obok płacze przerażone całą sytuacją dziecko, któremu trzeba udzielić pomocy. Ponadto na miejscu jest policja. Czy naprawdę ratownik powinien w takim momencie wypełniać liczący osiem stron formularz? To nierealne.

Czyli wpisujemy w kartę medycznych czynności dokładnie to, co widzimy, ale nie stawiamy ostatecznej diagnozy?

Tak.

Czy badanie dziecka musi się odbywać w obecności rodziców bądź opiekunów prawnych?

Tak.

Nawet jeśli oni są agresywni lub pod wpływem alkoholu?

Każde badanie nieletniego musi się odbywać w obecności prawnego opiekuna. Jeśli opiekun jest pod wpływem alkoholu i przeszkadza w przeprowadzeniu sprawnego i niezbędnego badania, należy wezwać policję. W takiej sytuacji najlepiej, aby wywiad został zebrany w obecności funkcjonariuszy. Ratownik medyczny, ponieważ nie ma przy sobie alkomatu, nie może wpisać w kartę informacji, że opiekun jest „pod wpływem alkoholu”. Może jedynie zaznaczyć, że „woń alkoholu jest wyczuwalna”. Dla nas, pracowników socjalnych, takie informacje również są miarodajne.

Warto pamiętać, że psychika dziecka jest tak delikatna, że nawet jeśli rodzic rzeczywiście jest oprawcą, nagły jego brak może w nim wzbudzić poczucie opuszczenia i braku bezpieczeństwa. Dziecko nie rozumie, że to, co robi rodzic, jest złe. Dla niego to, że rodzic jest pijany czy agresywny, to (niestety) naturalna sytuacja. W momencie, gdy przyjeżdżają ratownicy, czyli po prostu obce osoby, dziecko się boi. Jeśli zatem ratownicy chcą zbadać dziecko, muszą zadbać o to, by poziom lęku był u niego jak najniższy. Odseparowanie dziecka od rodziców może mieć negatywne skutki: będzie się ono bronić przed badaniem, krzyczeć, że chce do mamy czy taty, że chce do domu, czyli do miejsca, które zna i w którym (mimo wszystko) czuje się bezpiecznie.

Jak wygląda transport dziecka z miejsca zdarzenia na SOR?

Rodzice muszą jechać z dzieckiem w ambulansie. Jeśli oboje są pijani, jadą w samochodzie policji, a dziecko jedzie samo. To są niestety trudne interwencje, które zazwyczaj wymagają obecności służb. Ważne, aby dziecku przekazać informację, że rodzice są blisko, żeby nie odbierać mu poczucia bezpieczeństwa, by nie dopuścić do paniki czy niepotrzebnego strachu. Jednocześnie ratownicy medyczni powinni w karcie uwzględnić informację, że opiekunowie prawni są w rękach policji. To ważny zapis, ponieważ skraca on procedury. Jeśli na przykład ja dostanę kartę z taką informacją, to wiem, że ani ja, ani inni pracownicy szpitala nie musimy zawiadamiać policji, a od razu sąd. Niestety, czasem procedury zabierają o wiele więcej czasu niż samo badanie dziecka.

Jak te procedury przebiegają?

Dziecko jest pod opieką lekarzy i zaopatrywane medycznie zgodnie z potrzebami. Wezwana w tym samym czasie policja odpowiada za zebranie zeznań i rozmowę z rodzicami (opiekunami prawnymi). Następnie te informacje, razem z kartą, są wysyłane do sądu, a sąd podejmuje decyzję, czy dziecko może zostać z rodzicami, czy będzie umieszczone w placówce interwencyjnej bądź rodzinie zastępczej.

Brzmi to jak żmudna batalia o dobro dziecka. Ile czasu może trwać taka procedura?

Jak wszystko – to zależy od sytuacji. Niestety obecny system nie jest doskonały i wiele zależy od tego, w jakim mieście ma miejsce interwencja i kto zasiada w sądzie. Najczęściej decyzje są podejmowane w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie (PCPR). Cały proces nie powinien jednak trwać dłużej niż tydzień, chyba, że dziecko powinno być hospitalizowane i procedury wydłużają się o czas jego pobytu w placówce leczniczej. Jeśli lekarz da „zielone światło” i dziecko może opuścić szpital, orzeczenie PCPR co do tego, gdzie trafia dziecko, powinno być wydane maksymalnie do tygodnia. W tym samym momencie zaczyna się długa i żmudna praca interdyscyplinarnego zespołu. W zakres jego działań wchodzi m.in. praca terapeutyczna z rodzicami i dzieckiem. W efekcie zapada decyzja, gdzie dziecko będzie przebywać – czy wróci do domu rodzinnego, czy trafi do rodziny zastępczej.

Rozmawiała Karolina Krawczyk