Od 4 lat „ratują” po godzinach

Od 4 lat „ratują” po godzinachOceń:
(3.00/5 z 2 ocen)
Renata Kołton
Kurier MP

W tym zawodzie jest coś uzależniającego – element ryzyka, nieprzewidywalność, adrenalina. Zespoły ratownicze działają w różnych okolicznościach. Widzimy, jak ludzie żyją, mieszkają, chorują, kłócą się, spędzają wolny czas – opowiadają Grzegorz Nowak i Jerzy Jaskuła – inicjatorzy spotkań „Ratownictwo po godzinach”, które organizowane są w Polsce już od 4 lat.

Renata Kołton: W marcu ”Ratownictwo po godzinach" po raz pierwszy odbyło się w Lublinie. Jak się udało spotkanie?

Grzegorz Nowak: Frekwencja była całkiem dobra, przyszło kilkadziesiąt osób. Myślę, że uczestnicy byli zadowoleni.

Ratownicy medyczni na ogół nie mają wiele wolnego czasu. Skąd pomysł, żeby poświęcać go na rozmowy o pracy?

Grzegorz Nowak: Istotnie, chociaż niektórzy z nas pracują ponad dwieście czy trzysta godzin w miesiącu, nasze rozmowy w wolnym czasie zawsze zbaczają na tematy dotyczące ratownictwa. W gronie najbliższych znajomych dostrzegłem potrzebę głębszej dyskusji nad pewnymi problemami, z którymi się stykamy podczas dyżurów. Od lat odbywają się konferencje i seminaria poświęcone ratownictwu, pomyślałem jednak, że warto zorganizować coś mniej formalnego, ale znaczącego więcej niż zwykłe wyjście na piwo.

O czym rozmawialiście w Lublinie?

Grzegorz Nowak: Dwa wykłady dotyczyły bezpośrednio medycyny ratunkowej: chorób neurologicznych w praktyce ratowniczej oraz pacjentów w ostrych zatruciach. Trzeci panel poświęciliśmy wizerunkowi ratownika medycznego w naszym kraju i zastanawialiśmy się wspólnie, co możemy zrobić, aby go poprawiać.

Według raportu GfK w rankingu "Zaufanie do zawodów 2016" ratownicy medyczni zajmują w Polsce jedno z wyższych miejsc. Znajdują się w jednej grupie ze strażakami, pielęgniarkami, farmaceutami i żołnierzami.

Grzegorz Nowak: Biorąc pod uwagę codzienne doświadczenia ratowników medycznych, czasami ciężko w to uwierzyć. W naszej pracy zdarzają się liczne przykre sytuacje, czasami opisywane w mediach. Budowanie pozytywnego wizerunku jest długotrwałym i trudnym procesem, którego efekty bardzo łatwo zniszczyć. System Państwowego Ratownictwa Medycznego istnieje w obecnej formie w Polsce od 10 lat, ale oficjalnie wciąż nie ma swojego rzecznika prasowego. Brakuje osób, które mogłyby udzielać dziennikarzom informacji o działaniach podjętych przez ratowników na miejscu zdarzenia. Nadal bywamy myleni z sanitariuszami, a przecież oni od lat nie pracują w pogotowiu.

Jerzy Jaskuła: Powstało już kilka stowarzyszeń i organizacji zawodowych zajmujących się problemami ratownictwa medycznego, ale skupiają się one głównie na projektach legislacyjnych i organizowaniu konferencji. Wizerunkiem ratownictwa profesjonalnie nie zajmuje się żadna centralna jednostka. A kwestia ta dotyczy w sumie 4 grup zawodowych: ratowników, pielęgniarek i lekarzy systemu oraz dyspozytorów medycznych.

Media coraz częściej informują o przypadkach agresji pacjentów w stosunku do zespołów ratownictwa medycznego. Czy takie przypadki rzeczywiście są coraz częstsze?

Często mamy do czynienia z osobami, które przeżywają duży stres, napięcie emocjonalne związane z bólem. Musimy to rozumieć, przewidywać możliwe zachowania. My spędzimy z pacjentem piętnaście minut, ale on może taki incydent pamiętać przez najbliższe 30 lat.

Grzegorz Nowak: W Polsce nie ma oficjalnego rejestru takich zdarzeń, więc trudno powiedzieć, czy ich liczba rośnie. Ale wydaje się, że poziom agresji w stosunku do pracowników medycznych wzrasta. To nam utrudnia wykonywanie obowiązków. Ostatnio w Gorzowie Wielkopolskim osoba, która wezwała karetkę, groziła zespołowi ratownictwa bronią. Oczekiwanie na przyjazd policji bądź innych służb zawsze wydłuża czas przystąpienia do udzielania pomocy. W pierwszej kolejności staramy się zapewnić sobie i pacjentowi bezpieczne środowisko. Jeśli pojawi się coś, co nam zagraża, możemy się wycofać. Efektem niektórych ataków są obrażenia personelu medycznego, ale z takimi zachowaniami trudno sobie poradzić także na poziomie emocji. Trzeba podkreślić, że agresywna napaść na członków zespołów ratownictwa medycznego to przestępstwo. Przez ponad rok pracowałem jako dyspozytor medyczny. Część gróźb, które padały w rozmowach telefonicznych, spokojnie mógłbym zgłosić do prokuratury.

Jerzy Jaskuła: Agresja w stosunku do personelu medycznego trochę wymyka się spod kontroli. Coraz częściej dochodzi do pobić, obrzucania wyzwiskami. Dlatego musimy się nauczyć dobrze komunikować, skutecznie rozładowywać napięcie. Często mamy do czynienia z osobami, które przeżywają duży stres, napięcie emocjonalne związane z bólem. Musimy to rozumieć, przewidywać możliwe zachowania. My spędzimy z pacjentem piętnaście minut, ale on może taki incydent pamiętać przez najbliższe 30 lat. Należy też pomyśleć o rozwiązaniach organizacyjno-technicznych, które poprawią bezpieczeństwo personelu medycznego. Trzeba również edukować społeczeństwo. Ludzie powinni wiedzieć, jakie są zadania zespołów ratownictwa medycznego, czego można od nas wymagać, a w jakich sytuacjach zespół nie powinien być wzywany.

Obecnie ministerstwo zdrowia pracuje na zmianami w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego.

Jerzy Jaskuła: Ratownik medyczny to jeden z młodszych zawodów medycznych. Do uregulowania pozostaje wiele kwestii organizacyjno-prawnych związanych z jego funkcjonowaniem. Odnośnie do nowelizacji Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym wciąż pojawiają się nowe pomysły, dostępnych jest ponad 50 opinii różnych środowisk, zarówno lekarskich, jak i ratowniczych. Trudno jednak powiedzieć, jaki będzie finalny kształt tego projektu.

Można odnieść wrażenie, że w Polsce ratownictwo medyczne jest przedmiotem eksperymentu. Wprowadza się pojedyncze, ale dosyć diametralne zmiany, które wpływają na funkcjonowanie całego systemu. Brakuje apolitycznej koncepcji modelu systemu ratownictwa na najbliższą dekadę czy dwie. Powinniśmy określić, w którym miejscu jesteśmy, wskazać, gdzie chcemy być, i opracować wskaźniki, za pomocą których będziemy mierzyć postępy. W obecnym projekcie zmian proponowane są działania bardzo kosztochłonne, na które nie gwarantuje sie środków z budżetu państwa. Realizacja części pomysłów wydaje się więc wątpliwa.

Data utworzenia: 31.05.2017
strona 1 z 2
Udostępnij:
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Leki

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Czy resort leczy się prywatnie?
    Politycy nie mają pojęcia, jak funkcjonuje system ochrony zdrowia, bo żyją w kokonie stworzonym przez sieć znajomości i kontaktów oraz system nie do końca przejrzystych przywilejów. Teza to o tyleż prawdziwa, co nienowa. Jednak ostatnie publikacje medialne na ten temat trudno uznać za przykład obiektywnego, jakościowego dziennikarstwa.
  • Jak walczyć o zmianę
    O rosnącej emigracji lekarzy mówi się już od dawna. Jak dotąd nie wywarło to wrażenia na rządzących. Tymczasem jeżeli trend się utrzyma, może dojść do załamania niewydolnego już dzisiaj systemu – przekonuje w rozmowie z mp.pl Damian Patecki, przewodniczący PR OZZL.
  • Rezydent: Czas wyjeżdżać
    - Jeden z wiceministrów nieoficjalnie nas poinformował, że przed 2019 rokiem rezydenci nie mają szans na podwyżki. Zdałem sobie sprawę, że jedyną ewentualnością dla lekarza na normalne życie jest emigracja. Podjąłem kroki w tym kierunku, ucząc się kolejnego języka - przyznał Damian Patecki, Przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
  • NIK: Kolejki do lekarzy nie maleją
    Zwiększanie nakładów na świadczenia zdrowotne i tworzenie kolejnych programów nie przynosi oczekiwanych efektów: kolejki pacjentów do lekarzy nie maleją, nie skraca się też czas oczekiwania na większość zabiegów - stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli.

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies