Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

E-hulajnogą na urazówkę

Ewa Stanek-Misiąg

Hulajnogi elektryczne zadebiutowały w Polsce pod koniec zeszłego roku. W samej Warszawie jest ich obecnie ok. 4 tysięcy. Operatorzy inwestują nie tylko w duże miasta. Od niedawna e-hulajnogi wypożyczać można w Wieliczce, Myślenicach czy Skawinie. Im więcej hulajnóg elektrycznych, tym więcej doniesień o urazach, często ciężkich, jakie odnoszą ich użytkownicy.

hulajnogaelektryczna
Fot. iStock.com

Prawo klasyfikuje e-hulajnogi jak pieszych. To ma się zmienić. Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje przepisy, które nałożą na e-hulajnogi obowiązek poruszania się po ścieżkach rowerowych, a w przypadku braku ścieżki po jezdni, ale tylko takiej, na której obowiązuje ograniczenie do 30 km/h. Na chodnik będą mogły wjechać tylko wtedy, gdy nie będzie ani ścieżki rowerowej, ani odpowiedniej jezdni, musi to być jednak chodnik o szerokości co najmniej 2 metrów. W projekcie nie określono limitu prędkości poruszania się po chodniku. Jeździć na e-hulajnogach będą mogły osoby powyżej 10. roku życia. Hulajnogiści do 18. roku życia będą musieli mieć kartę rowerową.

Ewa Stanek-Misiąg: Najszybsza hulajnoga na świecie – model dualtron ultra – osiąga prędkość 90 km/h. Czy prędkość jest pierwszym powodem wypadków na hulajnogach?

dr Krzesimir Sieczych: Wypadki na hulajnogach zdarzają się przede wszystkim na skutek niedostosowanie prędkości do nawierzchni, do stanu technicznego drogi czy chodnika, po którym się hulajnogi poruszają. Istotna jest także obecność innych użytkowników, czyli pieszych i rowerzystów. Nie trzeba mieć żadnych uprawnień, żeby jeździć na hulajnodze.

I wydaje się, że każdy potrafi to robić. Hulajnoga to nie rower, na którym trzeba się nauczyć utrzymywać równowagę.

No tak, wystarczy stanąć i ona sama jedzie. Ale podejrzewam, że większość użytkowników hulajnóg ma opanowaną jazdę na rowerze.

Dużo się mówi, od jakiegoś czasu, o wypadkach, którym ulegają użytkownicy elektrycznych hulajnóg. Jeden z warszawskich lekarzy apelował nawet na fb, by w ogóle na takich hulajnogach nie jeździć. Jak pisał „niemal każdego dnia ktoś łamie sobie kości twarzoczaszki”. Czy w katalogu „hulajnogowych” urazów to jest miejsce pierwsze?

Nie. Najwięcej jest złamań kończyn. Przede wszystkim rąk. Zawsze jak upadamy, to staramy się podeprzeć i wyciągamy ręce. Przy upadkach z hulajnóg jest tak samo, tylko przy większej prędkości niż gdybyśmy szli czy biegli. To jest zwykle około 20–30 km/h. Złamania kończyn, a także stłuczenia i skręcenia stanowią około 70% urazów. Pozostała część to urazy głowy i twarzoczaszki: złamania kości twarzy, żuchwy, powybijane czy połamane zęby. Koledzy niemal codziennie przeprowadzają kilkugodzinne operacje, próbując uratować taką twarz po wypadku. Ale ona już raczej nigdy nie będzie wyglądała tak samo, jak przed wypadkiem. O ile kości udaje się odtworzyć dość dobrze, to pozostaje kwestia blizn. Czasem przy urazie dochodzi do uszkodzenia nerwów, wtedy wiadomo, że mimika będzie zaburzona. Z tym, że ja jestem ortopedą, moją specjalnością jest składanie połamanych kości i naprawa zerwanych więzadeł. Staramy się jak najbardziej skracać pobyt pacjenta w szpitalu, ale to nie zmienia faktu, że czas niezdolności do pracy może trwać kilka miesięcy, a potem trzeba jeszcze ponosić koszty rehabilitacji.

W czerwcu szpital, w którym pan pracuje – Carolina Medical Center – podawał, że na dyżur urazowo-ortopedyczny trafia 100 osób dziennie, 1/3 pacjentów to użytkownicy hulajnóg, z czego 15% musi przejść operację. Wakacje przyniosły wzrost częstości wypadków na hulajnogach?

Nie. Spadek. To może wynikać z tego, że w wakacje zrobiło się troszkę luźniej w Warszawie. Mniej ludzi na chodnikach, mniej hulajnóg. A być może też nasze apele odniosły skutek. W tej chwili na dyżurach zdarza się nie więcej niż kilkunastu pacjentów w ciągu dnia, w tygodniu najwyżej kilka operacji. Zupełnie inna skala problemu, niż to było w maju czy czerwcu.

Nie prowadzi się odrębnych statystyk dla wypadków z udziałem hulajnóg, ale może z własnego doświadczenia mógłby pan powiedzieć, kto najczęściej ulega wypadkom?

Średnia wieku osoby, która trafia na urazówkę po wypadku na hulajnodze to 35 lat. I to są nie tylko nasze obserwacje. Doniesienia ze Stanów Zjednoczonych i z Nowej Zelandii mówią to samo.

Zdaję sobie sprawę z tego, że tworzenie przepisów nie leży w kompetencjach lekarzy, ale może mógłby pan coś podpowiedzieć? Na przykład kaski?

Byłoby super. Kask rowerowy, czy na deskorolkę to minimum. A jeszcze lepszy byłby kask, który ma zabudowaną szczękę. Takich kasków używa się na przykład do jazdy na rowerach crossowych.
Wprowadzenie ograniczenia prędkości to też byłby dobry pomysł. Może należałoby rozważyć specjalnie ubezpieczenie? Na pewno trzeba apelować o zdrowy rozsądek oraz przestrzeganie zasady ograniczonego zaufania i do siebie, i do sprzętu, i do innych użytkowników drogi. Bo generalnie hulajnoga jako alternatywa dla samochodu jest świetnym rozwiązaniem. Nie emituje spalin, nie tworzy na drogach korków.

Rozmawiamy wyłącznie o tych, co na hulajnogach elektrycznych jeżdżą, a jest przecież jeszcze grupa tych, w których hulajnogi wjeżdżają. Jakoś rowerom zdarza się to rzadziej.

Hulajnogi mają w porównaniu z rowerami gorsze hamulce, gorszą stabilność, trudniej jest uniknąć zderzenia. Myślę też, że rowerzyści jeżdżą po chodnikach wolniej. Wśród pieszych najbardziej narażone na wypadek są dzieci, przez swoją nieuważność i ruchliwość, także osoby starsze, osoby z zaburzeniami słuchu, no i ze słuchawkami na uszach. Słuchawki na uszach, smartfon w rękach i hulajnoga to nasze obecne plagi.

Rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

dr Krzesimir Sieczych, ortopeda, traumatolog, pracuje w Carolina Medical Center w Warszawie

29.08.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Akcja „Polska to chory kraj”
    Jeśli każdego roku nowotwory są przyczyną śmierci ok. 100 tys. Polaków, a dostęp do leczenia raka jest na jednym z najniższych poziomów w Unii Europejskiej, jeśli średni czas oczekiwania na wizytę u endokrynologa wynosi 24 miesiące, a u kardiologa dziecięcego 12 miesięcy, jeśli na 1000 mieszkańców Polski przypada 2,4 lekarza, jeśli polskie szpitale są zadłużone na 14 mld złotych, to diagnoza musi brzmieć – Polska to chory kraj. Ale lekarze opracowali terapię. I apelują, aby rozpocząć ją jak najszybciej.
  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.