Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Mój ból to nie ja

Renata Kołton
Kurier MP

Zamiast od razu stresować się bólem, staram się najpierw pomyśleć, dlaczego go odczuwam i czy mogę temu zaradzić, np. przez oddech czy ćwiczenia. To nie spowoduje, że ból zniknie, ale jego intensywność może być mniejsza. Gdy jesteśmy mniej zestresowani, mniej nas boli – opowiada dr Anna Bożena Kowalewska, pacjentka z łuszczycowym zapaleniem stawów.

Renata Kołton: Choruje Pani na łuszczycowe zapalenie stawów (ŁZS). Czy jako osoba przewlekle chora korzystała Pani z pomocy psychologicznej?


Anna Bożena Kowalewska – 38-letnia doktor nauk fizycznych oraz magister nauk prawnych, a przede wszystkim człowiek kochający życie, które uważa za cud, oraz mały kawałek Ziemi zwany Polską.

Dr Anna Bożena Kowalewska: Doświadczyłam w swoim życiu okresu silnego stresu. Trwało to z przerwami około 3,5 roku. Skończyło się z jednej strony nasileniem objawów ŁZS, z drugiej – otarciem o depresję. W tym czasie rozmawiałam kilka razy z psychoterapeutą. Jednak odzyskać równowagę pomógł mi głównie program Mindfulness-based stress reduction (MBSR).

Narzędzie pomagające redukować stres.

Tak. To 8-tygodniowy program redukcji stresu opracowany pod koniec lat 70. przez Johna Kabata-Zinna, profesora medycyny na wydziale medycznym Uniwersytetu w Massachusetts. Powstawał z myślą o pacjentach chorych na raka i został szczęśliwie rozszerzony na inne choroby przewlekłe. Jest obecnie szeroko wykorzystywany w klinikach redukcji stresu oraz w części szpitali amerykańskich, gdzie proponowany jest pacjentom jako leczenie uzupełniające, którego celem jest obniżenie napięcia psychicznego towarzyszącego chorobie. Opiera się na nauce medytacji odartej z filozofii, jogi, technik oddychania, skanowania całego ciała i koncentracji na miejscach, które bolą.

Ja przerobiłam ten program sama, z książką i nagraniami mp3: „Życie, piękna katastrofa. Mądrością ciała i umysłu możesz pokonać stres, choroby i ból”. Dzięki niemu wiem, że mój ból to nie ja – jest symptomem. Chcę zrozumieć, skąd pochodzi, aby móc sobie pomóc. Medytacja uczy uważnego życia w teraźniejszości. Być może gdybym wcześniej nie rozwinęła tej umiejętności, to nie rozumiałabym co miał na myśli lekarz, gdy mówił do mnie – proszę się dokładnie obserwować. Uważam, że taka praca nad sobą wykształca w nas zdolność uważnego słuchania własnego organizmu.

I pozwala lepiej kontrolować emocje?

Tak. Ucząc się prawidłowego oddechu wpływamy na nasz umysł. Medytacja pomaga osiągnąć wewnętrzny spokój, akceptację siebie i swoich emocji, którymi uczymy się konstruktywniej zarządzać, tak aby nie podejmowały za nas decyzji. Zawsze można się zatrzymać i zrobić głęboki oddech. Dzięki temu powstrzymać, np. krzyk czy inną emocjonalną reakcję.

Stres jest czynnikiem chorobotwórczym, m.in. aktywującym nasze geny. Człowiek współczesny jako gatunek wyewoluował w stosunkowo niedalekiej przeszłości, ale w świecie, który zdecydowanie różnił się od naszej rzeczywistości. Jeszcze niedawno musieliśmy uciekać na sawannie przed tygrysem szablozębnym. Teraz nie musimy, ale jesteśmy dostosowani do tego, żeby szybko reagować na zagrożenie. W momentach stresu uaktywnia się nasz pierwotny, gadzi mózg, uwalnia się adrenalina, cały organizm mobilizuje się do działania, a tygrysa nie ma, on jest tylko w naszej głowie. Dlatego ważne jest, abyśmy potrafili wyciszać niepotrzebne reakcje, które mogą przyczyniać się do powstawania stanów zapalnych.

Czy szukając dla siebie wsparcia w walce z chorobą, znalazła Pani jeszcze jakieś inne, skuteczne formy pomocy psychologicznej?

Moją wiedzę poszerzyły książki Davida Servana-Schreibera – lekarza psychiatry, neurobiologa, który doktoryzował się pod kierunkiem prof. Herberta Simona, laureata Nagrody Nobla z dziedziny psychologii i Jamesa McClellanda, jednego z twórców teorii sieci neuronowych. Dr Servan-Schreiber, będąc założycielem uniwersyteckiego Centrum Medycyny Komplementarnej w Pittsbourghu i pracując przez wiele lat w renomowanych szpitalach klinicznych w USA sam przeżył 20 lat z rakiem mózgu, w tym dwa nawroty choroby. Polecam „Zdrowie. Pokonaj lęk, stres i depresję bez leków i psychoanalizy” oraz „Antyrak. Nowy styl życia”. Po pierwszym nawrocie choroby Servan-Schreiber także zainteresował się medycyną wschodu, w tym medytacją, jako narzędziem pomagającym redukować stres. W książce „Antyrak...” autor opisuje m.in. sposób żywienia, który wybrał.

Przestudiowałam również – w ramach rocznych studiów podyplomowych – model komunikacji stworzony przez psychologa klinicznego Marshalla Rosenberga – Nonviolent Communication (NVC) – Porozumienie bez Przemocy (PBP). To sposób komunikacji oparty na „języku serca” – otwartości, mediacjach, dialogu, braku gwałtowności. Forma pracy nad sobą. W tym zakresie polecam m.in. publikację Żyrafa i szakal w nas Justine Mol.

Wydaje się, że pewne korzyści psychologiczne, poza fizjologicznymi, przynosi także morsowanie. W Norwegii, gdzie mieszkałam w ciągu ostatniego roku, poznałam osobę, której pomogła praca z Wimem Hofem. To znany na świece „człowiek lodu”, który potrafi kontrolować temperaturę swojego ciała i bije rekordy przebywania w lodzie. Przeprowadzano na nim różne badania medyczne i wydaje się, że on naprawdę potrafi w jakimś stopniu kontrolować swój układ autoimmunologiczny. Ja zaczęłam morsować w zeszłym roku. Obecnie jestem w trakcie 10-tygodniowego kursu adaptacji do zimna według metody Hofa. Tutaj również dużą rolę odgrywają oddech i medytacja.

Czy umiejętność lepszego radzenia sobie ze stresem pomaga w walce z bólem?

Myślę, że to wszystko układa się w całość. Jeśli jesteśmy mniej zestresowani, bardziej rozluźnieni, to mniej nas boli. Z drugiej strony, zamiast od razu zestresować się bólem staram się najpierw pomyśleć, dlaczego odczuwam ból i czy mogę temu zaradzić, chociażby przez oddech czy ćwiczenia. Wiem, że poprawna technika oddychania nie spowoduje, że ból zniknie, ale jego intensywność może być mniejsza. Świadomość siły płynącej z wewnętrznego spokoju, którą buduję m.in. dzięki medytacji i technikom oddychania pozwala mi zaufać, że jestem w stanie złagodzić ból i zaopiekować się jego przyczyną.

Doświadczanie bólu i choroby to przeżycie bardzo indywidualne. Na pewno w codziennym życiu pomaga wybór bycia radosnym człowiekiem. Prof. Jerzy Vetulani radził, aby gdy jest nam smutno, zmuszać się do uśmiechu, a po chwili naprawdę zaczniemy się uśmiechać i lepiej czuć. Wiem, brzmi to banalnie, ale działa.

Odpowiadam za swoje życie na każdej płaszczyźnie. Inni mogą mnie wspierać, lekarze zaproponować leczenie, ale to ja decyduję o wyborze terapii. Chciałabym, aby lekarze potrafili patrzeć na swoich pacjentów holistycznie. Abyśmy otrzymywali od nich nie tylko zalecaną dawkę leku, ale przede wszystkim wiedzę, czy wskazówki, jak wiele można dla siebie zrobić dzięki narzędziom rozwoju osobistego, które wspierają nasz dążący do równowagi organizm w drodze ku zdrowiu.

Rozmawiała Renata Kołton

01.02.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?