Podkomisja do rozpatrzenia projektu ustawy nowelizującej przepisy o Państwowym Ratownictwie Medycznym w czwartek rozpoczęła i zakończyła pracę. Posłowie wprowadzili do projektu tylko kilka niewielkich zmian. Utrzymali natomiast, mimo wątpliwości, zapis o 15-minutowym czasie przyjęcia pacjenta na SOR od przyjazdu karetki.
Fot. Maciej Kulczyński / PAP
Do projektu ustawy zgłoszono wiele poprawek. Posłowie przyjęli kilka z nich, m.in. te, które dotyczyły nadania możliwości finansowania lub dofinansowania zakupu środków ochrony indywidualnej (np. kamizelek nożoodpornych) przez: ministra zdrowia i innych właściwych ministrów, wojewodów, jednostki samorządu terytorialnego. Posłowie zgodzili się również na finansowanie lub dofinansowanie tego sprzętu ze środków europejskich.
Posłowie przegłosowali także zmiany we wprowadzaniu niektórych przepisów zawartych w nowelizacji ustawy. Wobec tego wojewodowie i dysponenci zespołów ratownictwa medycznego będą mieć więcej czasu na zapewnienie integracji systemów łączności radiowej. Termin miał upłynąć 31 grudnia 2027 roku i został przesunięty na 31 grudnia 2028 roku.
Do grudnia 2029 roku (pierwotnie do grudnia 2028 roku) lekarze systemu i pielęgniarki systemu zatrudnieni w jednostkach systemu będą zobowiązani ukończyć kurs w zakresie postępowania z osobami w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego (kurs stanów nagłych, nie dotyczy wybranych specjalizacji lekarskich i pielęgniarskich). Pierwotnie termin na zrealizowanie tych kursów miał upłynąć z końcem 2027 roku.
Podczas pierwszego czytania projektu na wtorkowym posiedzeniu Komisji Zdrowia i podczas czwartkowego posiedzenia podkomisji jednym z głównych tematów był przepis określający maksymalny czas na przyjęcie pacjenta przez personel SOR na 15 minut od czasu przyjazdu karetki. Wielu posłów wskazywało, że ten czas będzie trudny, a może się wręcz okazać niemożliwy, do osiągnięcia.
– Niestety ludzie w karetkach czekają dłużej niż 15 minut pod szpitalami, a to nie zła wola SOR-u czy zespołu, tylko SOR-y są zatkane, oddziały nie przyjmują pacjentów. System jest niewydolny i nie ma gdzie tego pacjenta położyć czy nawet gdzie przyjąć. Bardzo często takie sytuacje mamy szczególnie w okresach wzmożonej chorobowości lub w weekendy, czy w okresach świątecznych. Według mnie realizacja 15-minutowa to tylko życzeniówka i to jest po prostu nierealne. Ten przepis będzie martwy, a jeśli przepis jest niewykonalny, to tak naprawdę jest przepisem nieobowiązującym – mówił na podkomisji Patryk Wicher (PiS), dodając równocześnie, że problemy pojawią się w przypadku zdarzeń masowych, gdy na jeden SOR w podobnym czasie dociera kilka karetek.
Ministerstwo Zdrowia postawiło jednak na swoim. Jak tłumaczył na posiedzeniu podkomisji wiceminister zdrowia Marek Kos, obecny zapis o „niezwłocznym przyjęciu pacjenta na SOR” jest niewystarczający, a ustawowe określenie maksymalnego czasu do 15 minut ma „zdyscyplinować Szpitalne Oddziały Ratunkowe i szpitale”.
To, co zwraca (a na pewno powinno zwrócić) uwagę posłów, to brak we wprowadzanym przepisie sankcji. Ministerstwo Zdrowia nie zaproponowało żadnej ścieżki postępowania w przypadku, gdy SOR każe zespołowi karetki oczekiwać kolejne kilkanaście (lub więcej) minut. Nie ma mowy o medianie czasu przyjęć – jest sztywny limit czasowy „bez dalszego ciągu”. To z jednej strony może sugerować, jak mówił Patryk Wicher, że przepis będzie martwy. Ale nie musi. Bezpośrednio pod artykułem 45a, mówiącym o kwadransie na przejęcie pacjenta, pojawiają się nowe artykuły, w tym artykuł 45b. „Odmowa przyjęcia przez szpital osoby w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, pacjenta urazowego lub pacjenta urazowego dziecięcego od jednostek systemu (…) skutkuje zastosowaniem kary umownej określonej w umowie o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej lub niezwłocznym rozwiązaniem tej umowy”.
Co prawda można zakładać – o tym również była mowa podczas posiedzenia Komisji Zdrowia – że nie wszyscy pacjenci przywożeni karetką na SOR są w stanie „nagłego zagrożenia zdrowotnego”, ale warto zadać pytanie, czy zwłoka w przejęciu pacjenta nie będzie mogła zostać potraktowana jako „odmowa”. Gdyby bowiem odpowiedź była twierdząca, otwierałoby to drogę do nakładania na szpitale kar finansowych, a przepis nie byłby tak martwy, jak może się w tej chwili wydawać. Jeśli natomiast te przepisy mają być czytane rozłącznie, wtedy przepis regulujący maksymalny czas oczekiwania karetki z pacjentem na podjeździe pozostanie martwy.