Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Kiedy pacjent nie słyszy

09.10.2019
Karolina Krawczyk

– Z powodu trudności w komunikacji wiele osób głuchych zraża się i nie decyduje się na dalsze kontakty z personelem medycznym, a w efekcie rezygnuje z leczenia. To coś na wzór spotęgowanego efektu białego fartucha – mówi Piotr Kimla, autor karty komunikacji z pacjentem głuchym, tłumacz języka migowego, ratownik medyczny, student V roku medycyny Collegium Medicum Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Karolina Krawczyk: Jest Pan autorem karty komunikacji z osobą głuchą. Nie jest to prosty arkusz zawierający kilka pytań. Na pierwszy rzut oka może też wzbudzić zdziwienie i wydawać się niezrozumiały.

Piotr Kimla. Fot. arch. wł.

Piotr Kimla: Karta komunikacji to zbiór piktogramów oraz krótkich komunikatów słownych podzielonych na kilka części. Zbierając wywiad za pomocą karty, dowiemy się, z jakimi dolegliwościami przychodzi do nas chory, jak długo te dolegliwości trwają, czy chory uległ jakiemuś wypadkowi bądź ma uraz. Tak naprawdę w karcie wyszczególnione są najczęstsze jednostki chorobowe, z którymi pacjenci się zgłaszają na szpitalny oddział ratunkowy (SOR) lub trafiają w ręce zespołu ratownictwa medycznego (ZRM). Ponadto dzięki karcie dowiemy się, czy chory ma alergię, czy pacjentka jest w ciąży, umieszczona jest też prosta skala bólu oraz kilka pytań dotyczących przyjmowanych leków, posiłków czy płynów. To coś w rodzaju wywiadu SAMPLE przedstawionego w formie obrazkowej i przystosowanej dla konkretnej grupy chorych.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najdoskonalsza forma komunikacji z pacjentem głuchym, ale to forma zrozumiała i przystępna dla pacjenta, który nie słyszy. Karta ma wystarczyć w stanach nagłego zagrożenia zdrowia i życia do momentu przybycia tłumacza i to jest jej główna rola.

Piktogramy są także podpisane w dwojaki sposób. Jeden z nich nie jest zgodny z zasadami języka polskiego. Dlaczego?

Same piktogramy nie wystarczą do komunikacji. Trzeba podkreślić, że osoby głuche, zwłaszcza starsze, mają problemy z czytaniem i pisaniem. Nie zawsze też potrafią korzystać z języka polskiego, który jest przecież językiem fonicznym, językiem obcym dla głuchych Polaków. Stąd składnia użyta w tej karcie różni się od tej, jaką posługujemy się na co dzień. Zaproponowana wersja jest prostsza – to dosłowne tłumaczenie znaków polskiego języka migowego. Karta jest bardziej intuicyjna i zrozumiała dla osób głuchych.

W pierwszej część karty jest miejsce na uzupełnienie podstawowych danych, takich jak imię i nazwisko czy data urodzenia. W jakim celu umieszczone są tam figury geometryczne i równanie?

Te dwa zadania mają pomóc w ocenie orientacji allopsychicznej i autopsychicznej, co jest niezbędne do oceny stanu świadomości osoby głuchej.

Wspomniał Pan, że karta będzie pomocna dla ZRM. Czy ktoś jeszcze powinien się z nią zaznajomić?

Rzeczywiście karta powstawała głównie z myślą o ZRM oraz o personelu pracującym na SOR-ach. Dlatego też zawiera głównie piktogramy opisujące stany zagrożenia życia. Niemniej lekarze POZ także mogą z niej korzystać w nagłych sytuacjach, które przecież czasem zdarzają się także w gabinecie lekarza rodzinnego. Zdradzę, że w przygotowaniu jest karta dla lekarzy POZ – będzie rozbudowana o piktogramy przedstawiające sytuacje i stany, o które lekarz najczęściej pyta w gabinecie. Chcę jednak podkreślić, że karta jest doraźną pomocą, a właściwym sposobem komunikacji z pacjentem głuchym jest zawsze tłumacz języka migowego, z którego pomocy i usług nie wolno rezygnować.

Czy karta była konsultowana z osobami głuchymi?

Tak. Oprócz konsultacji z głuchymi, rozmawiałem także ze słyszącymi dziećmi niesłyszących rodziców (CODA) oraz tłumaczami języka migowego. Każdego z przedstawicieli tych grup prosiłem o uwagi. Z reguły ten pomysł spotykał się z aprobatą środowiska osób niesłyszących. Owszem, nie wszyscy będą chcieli jej używać, ale dla tych, którzy zdecydują się, aby z niej skorzystać, może być pomocna.

W stanie nagłego zagrożenia życia cenna jest każda sekunda. W jakim czasie za pomocą tej karty może zostać zebrany wywiad?

Niestety nie miałem okazji osobiście wykorzystać tej karty w kontakcie z osobą niesłyszącą będącą w stanie zagrożenia życia, niemniej pozwoliłem sobie na testowanie jej użyteczności wśród słyszących pacjentów. Pierwsze testy wypadły bardzo dobrze, a zebranie wywiadu zajęło około 2 minut. Niemniej zdaję sobie sprawę, że karta może mieć wiele niedoskonałości. Stąd moja prośba do każdego, kto będzie z niej korzystał i miał merytoryczne uwagi, o przekazanie ich.

W jaki sposób osoby głuche najczęściej komunikują się z pracownikami ochrony zdrowia?

Tutaj nie mam zbyt dobrych informacji. Owszem, w 2011 roku weszła w życie Ustawa o języku migowym i sposobach komunikowania się, ale w moim odczuciu ona nie działa. Według stanowiska rzecznika praw obywatelskich podmiot leczniczy nie ma obowiązku opłacania tłumacza języka migowego. To oznacza, że chory za usługę tłumacza musi zapłacić z własnej kieszeni. Z tego powodu osoby głuche przychodzą do gabinetu same lub z kimś ze swojej rodziny. Nie zawsze jest to dobre rozwiązanie.

Dlaczego? Wydaje się, że najbliżsi precyzyjnie opiszą to, co dolega pacjentowi.

Należy podkreślić, że tłumaczem nie może być osoba poniżej 16. roku życia, nawet jeśli jest członkiem rodziny pacjenta, w tym jego dzieckiem. Często diagnoza jest obciążająca dla pacjenta. Dodatkowym niepotrzebnym kosztem byłoby obciążenie dziecka tłumacza obowiązkiem przekazania diagnozy, np. o chorobie nowotworowej.

Z drugiej strony wśród personelu medycznego wciąż bardzo żywe jest przekonanie, że świetnie sobie radzą w komunikacji z głuchymi. W czasie wizyty zachęcają chorych m.in. do czytania z ruchu warg bądź pisania na kartce. Członkowie personelu uważają, że to wystarcza do dobrej komunikacji z pacjentem. Tymczasem zaledwie 5% osób głuchych deklaruje, że potrafi czytać z ruchu warg! Z kolei 30–45% z tych, którzy przez lata ćwiczą tę umiejętność, deklarują, że posiadają ją w stopniu zadowalającym.

Drugim błędem, również często powielanym, jest próba komunikacji za pomocą pisania. Nie wszyscy wiedzą, że znaczna część osób głuchych ma problem z czytaniem, nie używa języka polskiego, który jest przecież językiem fonicznym, a co za tym idzie – językiem obcym dla głuchych Polaków. Polski język migowy (PJM) jest językiem autonomicznym, zawierającym inną gramatykę niż język polski. To język wizualno-przestrzenny, na który składają się: mimika, gesty, emocje. Stąd przekazywanie informacji pisemnej bardzo często jest niezrozumiałe dla osoby głuchej.

W gabinetach lekarskich dochodzi też do sytuacji, gdy tłumacz jest wypraszany np. podczas badania, często mimo protestów osoby głuchej. To straszny błąd. Dodajmy, że podczas badania w gabinecie dodatkowym czynnikiem osłabiającym skupienie jest stres, często ból… Łącząc te fakty, możemy się domyślić, jakie są efekty komunikacji.

To może mieć ogromne konsekwencje dla stanu zdrowia takiego pacjenta.

Niestety tak. Bardzo często dochodzi do sytuacji, gdy głuchy, pytany o zalecenia, jakie otrzymał przed chwilą od lekarza mówi, że nie wie i nie rozumie, co lekarz komunikował. To sprawia, że nie będzie w odpowiedni sposób korzystał z leków bądź nie zdecyduje się na dalszą diagnostykę.

Z powodu trudności w komunikacji wielu głuchych zraża się i nie decyduje się na dalsze kontakty z personelem medycznym, a w efekcie bardzo niechętnie podejmuje leczenie lub z niego całkowicie rezygnuje… To coś na wzór spotęgowanego efektu białego fartucha. Trudno im się dziwić – nie mogą normalnie porozmawiać, przedstawić swoich problemów, często bardzo trudnych i wstydliwych. Z drugiej strony również personel medyczny (i tu nie ma znaczenia, czy jest to lekarz, pielęgniarka czy ratownik) boi się kontaktu z osobą głuchą. Wszyscy wiemy, że nieodpowiednie dobranie terapii może mieć konsekwencje prawne i moralne. W związku z tym pacjent głuchy nie jest mile widziany w gabinecie, nie jest pacjentem komfortowym.

Są też sytuacje, np. przed operacją, gdzie chory musi podpisać formularz, zawierający istotne informacje dotyczące stanu zdrowia, które mają wpływ na proces dalszego leczenia. Ponieważ głuchy ich nie rozumie, może podać błędne dane, a to z kolei może doprowadzić do opłakanych skutków.

Jest Pan tłumaczem języka migowego. Jak Pan ocenia jakość kształcenia oraz wiedzę personelu medycznego z zakresu PJM?

Sprostujmy – w moim odczuciu wciąż wiele mi brakuje, aby można nazywać mnie prawdziwym tłumaczem. Ale rzeczywiście, zdarza mi się tłumaczyć w sytuacjach, gdy moi koledzy nie mogą sami tłumaczyć, a sytuacja tego wymaga. Z językiem migowym jest jak z każdym językiem obcym – jeśli się go nie praktykuje, nie rozwija – traci się umiejętność biegłego nim posługiwania. Ja niestety nie mam już możliwości regularnego kontaktu z głuchymi, a tylko w ten sposób można zostać dobrym tłumaczem.

Jeśli chodzi o znajomość podstaw języka migowego wśród personelu medycznego, to najogólniej mówiąc, jest różnie. Niestety, kursy PJM na wielu uczelniach są fakultatywne i przyszły lekarz czy ratownik medyczny nie musi w nich uczestniczyć. Właściwie najczęściej są to zajęcia z tzw. SJM, czyli systemu językowo-migowego, stworzonego na potrzeby edukacyjne głuchych, przez wielu z nich używanego niechętnie.

Trzeba sobie uświadomić, że w czasie jednego semestru trudno poznać nie tylko język migowy, ale także kulturę i obyczaje środowiska głuchych oraz podstawowe zasady współpracy z tłumaczem. Nie wydaje mi się, aby członkowie personelu medycznego, którzy ukończyli kilkudziesięciogodzinny kurs, powinni brać odpowiedzialność i tłumaczyć sprawy medyczne. To zwyczajnie niebezpieczne dla każdej ze stron. W moim odczuciu takie zajęcia fakultatywne są doskonałe do naświetlenia problemu. Oczywiście że należy uwzględnić w nich naukę języka migowego, jednak nie może być ich jedynym elementem. Zdarzają się sytuacje, w których – gdy tylko pojawia się pacjent głuchy – członkowie personelu nagle „ulatniają się” na zaplecze i tam przypominają sobie, czy pamiętają cokolwiek z czasów studiów. To sytuacje, które nie powinny mieć miejsca. Z drugiej strony wcale im się nie dziwię, bo naprawdę nie wiedzą, jak się zachować w takiej sytuacji.

Jak wygląda wzywanie pomocy przez osoby głuche?

Tutaj też wygląda to bardzo różnie. W Polsce nie istnieje numer alarmowy SMS, z którego mogą korzystać osoby głuche, chcąc wezwać pomoc. Wiem, że próby stworzenia takiego projektu są na etapie testów i wszyscy trzymamy kciuki za jak najszybsze ich wprowadzenie.

Niemniej są w Polsce centra powiadamiania ratunkowego czy komendy policji, które udostępniają numer alarmowy niektórym organizacjom zrzeszającym osoby głuche. Wtedy taki potrzebujący może zgłosić się pod ten numer, zgłoszenie jest przekazywane do jednostki dysponującej numerem i to ona wzywa pomoc.

Jednak w praktyce najczęściej osoba głucha prosi kogoś ze słyszących bliskich o wezwanie pomocy. Stąd w dużo lepszej sytuacji są ci, którzy mają słyszących członków rodziny. Zdarza się, że to my, tłumacze, dostajemy telefon z informacją, że ktoś potrzebuje pomocy. Wtedy, choć za taką usługę bardzo często nie dostajemy wynagrodzenia, stawiamy się na wskazane miejsce.

Z raportu, który Pan przygotował wynika, że mniej niż 500 słyszących osób w całej Polsce deklaruje znajomość języka migowego i pełni rolę tłumacza. Tylko 229 z nich opisuje swoją znajomość języka migowego jako zaawansowaną. To kropla w morzu potrzeb.

Zdecydowanie. W Polsce około 100 tys. osób na co dzień „miga” i jest to dla nich podstawowy sposób komunikacji. To właśnie z myślą o nich powstała karta. Co prawda wspomniana już wcześniej ustawa o języku migowym przewiduje rejestr biegłych tłumaczy, ale niestety, nikt nie kontroluje jakości tych tłumaczeń. Nie ma też jednej ścieżki kształcenia. Wiele firm, które oferują kursy PJM, przeprowadza je na niskim poziomie. Z drugiej strony są też miejsca, w których szkolenia przeprowadzane są w sposób profesjonalny. Tu widać ogromny dysonans. Poza tym każdy z tłumaczy sam musi opłacać sobie kolejne szkolenia, nie ma też miejsc, w których moglibyśmy ćwiczyć swoje umiejętności i poprawiać jakość naszych tłumaczeń.

Pobierz kartę komunikacji z osobą głuchą



Leki

Napisz do nas

Zadaj pytanie ekspertowi, przyślij ciekawy przypadek, zgłoś absurd, zaproponuj temat dziennikarzom.
Pomóż redagować portal.
Pomóż usprawnić system ochrony zdrowia.