Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Rafy ministra Radziwiłła

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Dla większości ministrów zdrowia najcięższym czasem była zwykle końcówka roku. Konstanty Radziwiłł przez ostatnie tygodnie 2016 roku, zwłaszcza w porównaniu z poprzednikami, przeszedł suchą stopą... Ale wszystko wskazuje, że właśnie wpadł w trzęsawisko, z którego może o własnych siłach nie wyjść.

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Najpierw – porażka z powszechnym dostępem do POZ, który okazał się ministerialno-medialnym humbugiem. Sytuacja nieubezpieczonych pacjentów nie zmieniła się ani o jotę, szczególnie tych, którzy brzydzą się kłamstwem. Sam fakt, że przepisy skonstruowano tak, by korzyści odnosili ci, co kłamią, wystarczyłby do zdymisjonowania ministra, bo co to za prawo, które ośmiela do oszustw i z góry rozgrzesza posługiwanie się nimi?

Następnie – dwa kluczowe dla ministra Radziwiłła projekty ustaw, czyli o płacy minimalnej pracowników medycznych oraz o sieci szpitali, mają ogromne szanse rozbić się o zdecydowane weto ministra finansów. Wicepremiera i człowieka, z którego zdaniem liczy się prezes Jarosław Kaczyński i musi się liczyć premier Beata Szydło. Sprzeciw Mateusza Morawieckiego na etapie uzgodnień międzyresortowych skutkuje tym, że obydwa projekty muszą przejść dodatkową procedurę uzgodnień w ramach komitetów rady ministrów.

Ustawa o płacach trafi do Komitetu Stałego RM z rozbieżnościami, projekt ustawy o sieci szpitali został zdjęty z posiedzenia Komitetu Stałego i skierowany na posiedzenie Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów – do dodatkowych uzgodnień. Doświadczenie uczy, że projekty zdrowotne, które tam trafiają, rzadko przechodzą na etap prac w rządzie w niezmienionej formie, czego życzyłby sobie resort zdrowia.

Jest faktem, że resort finansów rzadko wspierał ministrów zdrowia. Czasami było to przekleństwem (jak wtedy, gdy wicepremier Leszek Balcerowicz forsował skutecznie zaniżoną wysokość składki zdrowotnej), czasami wręcz przeciwnie – gdy Ministerstwo Finansów skutecznie powściągało „reformatorski” zapał Mariusza Łapińskiego. Jednak w przypadku rządu Beaty Szydło mamy do czynienia z inną okolicznością: partia obiecała realizację programu zmian w ochronie zdrowia, ale wiele wskazuje, że w ciągu ostatniego roku warunki i priorytety tak się zmieniły, że najlepszą zmianą byłoby wycofanie się z niemal wszystkich zapowiedzi. Jak to jednak zrobić, by nie stracić twarzy? Ministerstwo Zdrowia pracuje więc pełną parą... I niemal na ostatniej prostej napotyka weto ministra finansów. Choćby wyrażone w postaci niekończących się zastrzeżeń, zgłaszanych w postaci uwag.

Mateusz Morawiecki i jego najbliżsi współpracownicy z ministerstw finansów oraz rozwoju powtarzają od pewnego czasu, że resort zdrowia – myśląc o systemie - musi brać pod uwagę szerszą perspektywę, niż tylko sama służba zdrowia. Dochodzi więc do dwugłosu w samym rządzie: gdy w exposé premier Beata Szydło mówiła o docelowym kształcie systemu, akcentowała rolę publicznych świadczeniodawców. Mateusz Morawiecki twierdzi, że wprowadzane zmiany nie mogą pogarszać warunków prowadzenia działalności gospodarczej przez prywatnych inwestorów, którzy są potrzebni polskiej gospodarce w każdej dziedzinie. Konstanty Radziwiłł próbuje się dopasować do tego dwugłosu – z nienajlepszym jednak rezultatem. – Wicepremier nie akceptuje pomysłu wypchnięcia prywatnych placówek z sieci szpitali i nic nie wskazuje, by zmienił zdanie pod wpływem perswazji Radziwiłła – usłyszeliśmy od osób z otoczenia Morawieckiego.

Konstanty Radziwiłł przekonuje się też na własnej skórze o szkodliwości smogu. A konkretnie – o szkodliwości koniunkturalnego podejścia do ważnych problemów społecznych. – Nawet bez smogowego alarmu, spowodowanego przez mróz i brak wiatru, wypowiedź ministra zdrowia o smogu jako zagrożeniu „bardziej teoretycznym” wprawiła ludzi w osłupienie. Również w rządzie – nie ukrywa jeden z polityków partii rządzącej. – Jest trzech ministrów, którym zjawiska smogu lekceważyć nie wolno: minister nauki, środowiska i szczególnie: zdrowia – mówi nam.

Politycy PiS sądzą, że Radziwiłła zgubiła chęć „partyjnej poprawności”. Jako lekarz raczej nie może mieć wątpliwości, że smog w Polsce jest nie tylko realnym, ale niezwykle dużym zagrożeniem dla zdrowia populacji. Jednak wrażliwość smogowa prawej strony sceny politycznej (i pozostałych również) była do tej pory umiarkowana. – Często słychać, zwłaszcza u publicystów prawicowych, szyderstwa z postaw ekologicznych. Poza tym, gdy mówimy „smog”, myślimy „węgiel”. A „węgiel” dla Prawa i Sprawiedliwości to tabu – słyszymy.

Radziwiłł chciał być bardziej papieski od papieża – po kilku dniach premier Beata Szydło zapowiedziała, że problemowi smogu będzie poświęcone całe posiedzenie rządu, zaś koordynacją działań antysmogowych ma się zająć wicepremier Morawiecki. Zaś minister zdrowia brak wniosku o wotum nieufności, a co najmniej – dużej dyskusji na forum Sejmu na temat swojej wypowiedzi – zawdzięcza klinczowi paraliżującemu w tej chwili parlament.

W najbliższych dniach sytuacja wokół ministra zdrowia raczej się nie uspokoi. – Mam żal, że kierownictwo PiS oddało zdrowie w obce ręce – stwierdziła w „Tygodniku Solidarność” Maria Ochman, szefowa NSZZ „S” ochrony zdrowia. To nie pierwsze twarde słowa szefowej związku o Radziwille. Gdy latem „S” przez kilkadziesiąt godzin okupowała budynek resortu zdrowia, po rozmowach z premier Maria Ochman wprost stwierdziła, że związek ministrowi zdrowia nie ufa i będzie mu patrzył na ręce.

Tymczasem 19 stycznia przed ministrem kolejna rafa – posiedzenie Rady Dialogu Społecznego poświęcone problemom ochrony zdrowia. Nic nie wskazuje, by minister miał szansę uzyskać na tym spotkaniu stanowisko korzystne, lub nawet tylko neutralne, dla swojej strategii.

13.01.2017

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?