Rok 2018. Co nas czeka?

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Co nowy rok przyniesie ochronie zdrowia, pracownikom systemu i pacjentom? Czy po – jak wszystko wskazuje – trudnym początku sytuacja się poprawi, czy też po dwunastu miesiącach po raz kolejny trzeba będzie stwierdzić: „Lepiej już było”?

Sylwester na Rynku Głównym w Krakowie, 31 grudnia 2017 r. Fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta

Nie ma raczej wątpliwości, że przewodnim motywem 2018 roku w ochronie zdrowia będzie „konflikt”. Co prawda premier Mateusz Morawiecki w noworocznym wywiadzie dla telewizji publicznej apelował do lekarzy, zwłaszcza rezydentów, o dialog, ale w tym samym wywiadzie kilka razy dał do zrozumienia, że duża część odpowiedzialności za źle funkcjonujący system (zwłaszcza jego nieszczelność, marnotrawienie środków) spoczywa właśnie na lekarzach. Może nie tych młodych, ale jednak. Tajemniczo – i niepokojąco – zabrzmiały zwłaszcza słowa o prywatnych zyskach czerpanych z pracy na państwowym sprzęcie w szpitalach. Do tej pory mówiło się raczej o „wybieraniu rodzynek z ciasta” przez kontraktowanie świadczeń w prywatnych podmiotach (z własnym, prywatnym sprzętem). Czyżby premier miał jakieś nowe informacje o nieprawidłowościach w systemie, na trop których wpadły służby i prokuratura?

Szanse na dialog – sensowny, konstruktywny – są niewielkie. Do dialogu potrzebna jest dobra wola każdej ze stron i odrobina pokory, albo przynajmniej realizmu. Tych stronie rządowej brakuje, czego dowodem jest choćby apoteoza ustawy o minimalnych wynagrodzeniach pracowników wykonujących zawody medyczne, która w ustach premiera Mateusza Morawieckiego „awansowała” do miana ustawy o wzroście wynagrodzeń pracowników służby zdrowia. Ktoś (minister zdrowia?, sami pracownicy?) powinien premiera wyprowadzić z błędu, bo szef rządu rzeczywiście może wierzy, że PiS zagwarantowało pracownikom ochrony zdrowia podwyżki. Trudno mu więc zrozumieć narastanie frustracji kilkusettysięcznej grupy społecznej.

Frustracja będzie tym większa, im więcej będzie podejmowanych prób przerzucania na pracowników ochrony zdrowia odpowiedzialności za ujawniające się mankamenty systemu. Te dotychczas znane i te nowe, spowodowane zmianami wprowadzanymi przez obecną ekipę. Nawet, jeśli część tych zmian jest potrzebna i mogłaby przynieść systemowi i jego podmiotom korzyści, sposób ich wprowadzania (rozwiązania siłowe, ignorowanie uwag partnerów społecznych) z dużym prawdopodobieństwem nasili w 2018 roku negatywne zjawiska w systemie. Przykładem może być próba przesunięcia znaczącej części pacjentów z AOS do POZ i ambulatoryjnej części lecznictwa szpitalnego. Rozwiązanie teoretycznie racjonalne, w warunkach konfliktu i wprowadzanej odgórnie zmiany będzie – o czym głośno mówią eksperci – skutkować przede wszystkim dalszym ograniczeniem dostępu do specjalistów w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej, co dla pacjentów będzie oznaczać konieczność odpłatnego leczenia w prywatnych placówkach.

Pacjenci. Organizacje reprezentujące pacjentów, ale przede wszystkim opinia publiczna, będą musiały odpowiedzieć na pytanie dotyczące odpowiedzialności za pogarszający się dostęp do świadczeń zdrowotnych. Czy przyjmą retorykę ministerstwa, wskazującego konsekwentnie na odpowiedzialność lekarzy i pozostałych pracowników ochrony zdrowia, czy dostrzegą odpowiedzialność po stronie polityków i zaczną rozliczać ich z niespełnianych obietnic? Będzie to jedno z najważniejszych pytań rozpoczynającego się roku. Od odpowiedzi zależy również tempo i kierunek zmian systemowych w tej i kolejnych kadencjach.

Prywatny sektor ochrony zdrowia czekają duże wyzwania. Mniejszy dostęp do publicznych środków jest w zasadzie przesądzony, ale nie jest to żadną niespodzianką. Prywatne placówki wiedziały o tej perspektywie już co najmniej od kilkunastu miesięcy i duża część z nich zdążyła się przygotować do planu „B” – czyli większego zapotrzebowania na świadczenia z zakresu AOS. Proces prywatyzacji tego segmentu – wielokrotnie sygnalizowany przez ekspertów (zmniejszająca się liczba gabinetów specjalistów zainteresowanych kontraktowaniem świadczeń w NFZ) – teraz będzie nabierał przyspieszenia. Katalizatorem zmian będzie niejednoznaczna pozycja AOS w projektowanym przez ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła systemie opartym z jednej strony na POZ, z drugiej – na sieci szpitali.

Sieć szpitali przysporzy kłopotów, również politycznych. Pierwsze symptomy pojawiły się już w końcówce roku – zamykanie oddziałów, informacje dla pacjentów, że obowiązki NPL z powodu braków kadrowych pełni… szpitalny oddział ratunkowy (NPL, w koncepcji Konstantego Radziwiłła, miały właśnie odciążyć SOR-y). W sytuacji braków kadrowych może się okazać, że sieć szpitali zaprojektowana w resorcie zdrowia samoistnie zacznie się restrukturyzować i gwałtownie zmniejszać. O ile oczywiście NFZ poważnie potraktuje kryteria wejścia do sieci, czyli na przykład funkcjonującą izbę przyjęć, poradnię NPL i kluczowe dla danego poziomu oddziały szpitalne. Ministerstwo Zdrowia może się oczywiście trzymać retoryki z końca 2017 roku, zgodnie z którą resort zdrowia projektuje i wprowadza zmiany systemowe, a odpowiedzialność za funkcjonowanie placówek spoczywa na samorządach terytorialnych i dyrektorach poszczególnych szpitali, jednak szybko może się okazać, że politycznie, w roku wyborczym (wybory samorządowe) jest to strategia trudna do utrzymania. Kto poniesie odpowiedzialność – przed wyborcami – jeśli deklarowana przez ministerstwo przed wprowadzeniem sieci „wspólnototwórcza rola szpitala” nie wystarczy do utrzymania kontraktu z NFZ, bo przeważą realne problemy (brak lekarzy, niemożność utrzymania podstawowych funkcji placówki)?

Braki kadrowe będą się pogłębiać. Niekoniecznie poprzez wyjazdy za granicę, choć i tego nie można wykluczyć. Rezygnacja z pracy ponad wymiar kodeksowy, (jeszcze) większe zainteresowanie pracą w prywatnym sektorze tylko częściowo będą odpowiadać za odpływ kadr, nie tylko lekarskich. Wcześniejszy wiek emerytalny wypchnie z publicznego sektora słabiej wynagradzanych pracowników – m.in. kilkadziesiąt tysięcy pielęgniarek. Dodatkowe miejsca pracy (gabinety szkolne) jeszcze bardziej pogłębią kryzys, ujawniając dramatyczną sytuację braku możliwości minimalnej obsady dyżurów na oddziałach szpitalnych.

Pieniądze. Rok 2018 będzie z pewnością okresem presji płacowej, a ponieważ trudno spodziewać się skokowego wzrostu nakładów (ustawa zakłada wręcz spadek w relacji do PKB, w porównaniu do 2017 roku, choć wzrost nominalny na pewno będzie i w systemie pojawi się więcej pieniędzy, głównie dzięki lepszemu spływowi składki zdrowotnej), można się spodziewać dalszego wzrostu zadłużania się szpitali. Zwłaszcza w świetle sygnalizowanych przez resort zdrowia już w 2017 roku planów ratowania finansów publicznych placówek zdrowotnych, programów restrukturyzacji i być może częściowego oddłużenia.

Opozycja. Największa partia opozycyjna, Platforma Obywatelska, ponosi pełną odpowiedzialność za zaniedbanie zmian w ochronie zdrowia przez dwie kadencje. Jednak w tej chwili o wiele poważniejszym problemem wydaje się brak zdolności – po stronie całej opozycji – do sformułowania pozytywnych propozycji dla systemu ochrony zdrowia. Nic nie wskazuje na to, by rok 2018 mógł przynieść w tej sprawie jakikolwiek przełom.

Data utworzenia: 02.01.2018
Rok 2018. Co nas czeka?Oceń:
(3.00/5 z 2 ocen)
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu
    • yy
      2018-01-05 15:42
      Co Was czeka w 2018? Mniej kombinowania, więcej dialogu z innymi medycznymi zawodami i więcej zapier**, a nie liczenia na ziomków z PO!odpowiedz

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • System czy atrapa
    90 proc. Polaków źle ocenia system ochrony zdrowia, ale ponad połowa nie chce słyszeć o podniesieniu składki zdrowotnej. Polacy są skłonni się zgodzić, że służba zdrowia potrzebuje większych pieniędzy, ale proponują, by szukać ich w budżecie państwa albo w kieszeniach pacjentów, którzy korzystają ze świadczeń.
  • Sztuczne wydłużanie hospitalizacji wiecznie żywe
    Choć powszechnie znaną praktyką jest sztuczne wrzucanie pacjentów do trybu szpitalnego na dłużej, nikt się do tego nie przyzna. Szpitale z umowami z NFZ z oczywistych powodów nie chcą rozmawiać na ten temat – mówi Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.
  • Życie bez opt-out
    Jeszcze kilka miesięcy temu Filip Płużański, rezydent z Łodzi potrafił, biorąc dyżur po dyżurze, przepracować ponad 300 godzin w miesiącu. Dzisiaj, bez klauzuli opt-out, pracuje maksymalnie 48 godzin w tygodniu. Efekty? Znajduje czas na zabawę z dziećmi, na naukę i przede wszystkim znacznie wyżej ocenia swoją pracę z pacjentami.
  • Dlaczego lekarze protestują?
    Do końca listopada lekarze wypowiadają klauzule do umów o pracę, które umożliwiają im prace powyżej 48 godzin tygodniowo. Samorząd lekarski zaapelował w tej sprawie do wszystkich swoich członków, ale w sposób szczególny w akcję zaangażowali się rezydenci. Dla młodych lekarzy to kolejny, po głodówce, etap protestu w sprawie wyższych nakładów na ochronę zdrowia. O co walczą młodzi medycy i dlaczego nie zgadzają się z rządem, który co prawda chce podwyższać publiczne wydatki na zdrowie, ale znacznie wolniej?

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies