Cel: uratować życie

Karolina Krawczyk
Kurier MP

– Podeszliśmy do sprawy zadaniowo. Co mielibyśmy powiedzieć pacjentce? Że się nie da zrobić tej operacji, bo sprzęt nie działa? – mówi lek. Michał Kłosiński, wspólnie z dr. Robertem Chrzanowskim oraz dr. Stanisławem Krukiem wyróżniony w tegorocznym plebiscycie „Miłosierny Samarytanin”.

Lek. Michał Kłosiński. Fot. arch. wł.

Karolina Krawczyk: „Kobieta, która z przerwanym rdzeniem kręgowym nie miała szans na przeżycie, dziś normalnie funkcjonuje” – czytamy w uzasadnieniu przyznania Panu i Pana kolegom wyróżnienia. Co takiego wydarzyło się tuż przed Wigilią 2017 roku?

Lek. Michał Kłosiński, ortopeda: Zostaliśmy poinformowani, że do szpitala jest transportowana kobieta, która doznała urazu kręgosłupa szyjnego. Okazało się, że to złamanie jest bardzo skomplikowane, a jego efektem jest także niedowład czterokończynowy. Wcześniej pacjentka była w innym ośrodku, gdzie udzielono jej niezbędnej pomocy medycznej. Niestety, pierwszy zabieg nie przyniósł oczekiwanego rezultatu. Po wstępnym rozpoznaniu konieczna okazała się operacja z zastosowaniem śrub przeznasadowych. Nasz ordynator, dr Robert Chrzanowski, podjął decyzję o zakwalifikowaniu pacjentki do zabiegu operacyjnego z dostępu tylnego. On także był głównym operatorem.

Niestety, w przeddzień zaplanowanego zabiegu okazało się, że rentgen śródoperacyjny (ramię C) odmówił posłuszeństwa i po prostu przestał działać.

Jak w takich sytuacjach wygląda dalsze postępowanie?

Jako lekarze stanęliśmy przed ogromnym dylematem. Była sobota, w dodatku okres okołoświąteczny – wiadomo, wtedy ludzie częściej są na urlopach, czas niejako zwalnia. Nie było szans na to, żeby natychmiast naprawić nasz sprzęt. Musieliśmy rozważyć transport pacjentki do innego ośrodka. Jednak ze względu na jej stan nie było to możliwe. Potrzebowaliśmy jeszcze innego rozwiązania.

Naprawa nie wchodziła w grę?

Wiedzieliśmy, że dalsze czekanie na naprawę tego sprzętu, co zajęłoby przynajmniej kilka dni, oznaczałoby nieodwracalny niedowład u pacjentki i nie dawałoby szans na powrót do normalnej funkcji neurologicznej. Wiedzieliśmy też, że ośrodków wykonujących zabiegi kręgosłupowe jest mało. Ponadto ten konkretny zabieg, który trzeba było przeprowadzić, jest wyjątkowo trudny i rzadko kto podejmuje się takiej operacji.

Wiedzieliśmy też, że wykonanie takiego zabiegu bez rentgena było zwyczajnie niemożliwe. Taka operacja jest obarczona bardzo dużym ryzykiem powikłań. Nawet niewielki błąd może spowodować uszkodzenie tętnicy kręgowej czy rdzenia kręgowego. W najgorszym wypadku może skończyć się śmiercią pacjenta.

Naprawa była niemożliwa, transport pacjentki również. Co dalej?

Zaczęliśmy szukać pomocy gdzie indziej. Dr Robert Chrzanowski skontaktował się z dr. Stanisławem Krukiem ze Szpitala Ortopedycznego Ortopedicum w Krakowie i zapytał, czy nam pożyczy to ramię C. Zgodził się, ale musieliśmy sobie jeszcze zorganizować transport. Nie było to łatwe: przed nami były Święta, trudno było o cokolwiek. Potrzebny też był specjalny podnośnik, który dałby radę udźwignąć ten sprzęt. Po długich poszukiwaniach, z pomocą moich znajomych, w Wigilię o 6 rano, udało się zorganizować transport. Przewieźliśmy to ramię C do naszego szpitala.

Jakich rozmiarów to jest sprzęt?

Ciężko mi oszacować, ale myślę, że waży ze 400 kilogramów, jak nie więcej. Nie ma szans, żeby to jedna czy dwie osoby dały radę udźwignąć. Na szczęście ten sprzęt miał swoje kółka i nie trzeba było angażować jeszcze więcej osób. W szpitalu są windy, więc o tyle było już łatwiej.

Pacjentka powiedziała o Was: „Dzięki ich ponadprzeciętnemu zaangażowaniu w pracę nie stałam się warzywem”.

Na pewno dalsza zwłoka mogłaby doprowadzić do nieodwracalnych zmian neurologicznych i przekreślić szanse na powrót do zdrowia.

Jak dziś czuje się pacjentka?

Dawno nie mieliśmy kontaktu, ale z tego, co mi wiadomo, nastąpiła znaczna poprawa neurologiczna, i porusza się ona miarę samodzielnie.

Zdawał Pan sobie sprawę z tego, że robicie coś wielkiego?

Tak naprawdę to ja wtedy schodziłem z dyżuru. Z dr. Chrzanowskim nie patrzyliśmy na to jak na coś wielkiego, ale jak na kolejne zadanie do wykonania. Podeszliśmy do sprawy zadaniowo. Co mielibyśmy powiedzieć tej pani? Że się nie da zrobić tej operacji, bo sprzęt nie działa? Dopóki jakoś to poszukiwanie sprzętu szło, póki te kolejne opcje rozwiązania problemu się pojawiały, to staraliśmy się robić kolejny krok do przodu. To wszystko.

Jak Pan zareagował na wieść o wyróżnieniu w plebiscycie „Miłosierny samarytanin”?

Na pewno się nie spodziewałem czegoś takiego. Po pierwsze dlatego, że to po prostu moja praca. Myślę, że podobnych historii w Polsce jest dużo, dużo więcej, podobnie jak i osób, które na taką nagrodę zasługują, nawet bardziej niż ja.

Rozmawiała Karolina Krawczyk

Data utworzenia: 04.05.2018
Cel: uratować życieOceń:
(5.00/5 z 4 ocen)
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Gotowi na mobilizację
    Zebrani zgodnie przyznali, że na obietnice i działania ze strony rządu można liczyć tylko pod presją. Jest nacisk, jest niepokój, jest protest – są decyzje – mówi o spotkaniu przedstawicieli organizacji lekarskich dr Jarosław Biliński, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, członek NRL.
  • "Wszystko to odbędzie się kosztem pacjentów"
    Ktoś wymyślił sobie ideę dotyczącą tworzenia Centrów Zdrowia Psychicznego, poszły odgórne dyspozycje, a efekty oceniać będzie się po fakcie. Nikt niestety nie wziął pod uwagę, że może się to skończyć tym, że znacznie więcej pacjentów nagle trafi do szpitali, bo ich stan się znacząco pogorszy. Wszystko to odbędzie się kosztem pacjentów - ostrzega Sławomir Makowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów.
  • Polacy skazani na kolejki
    Aby dostać się do specjalisty, Polacy muszą poczekać w kolejce średnio ok. 3,4 miesiąca, a na pojedyncze świadczenie gwarantowane - 3,7 miesiąca. To 2 tygodnie, czyli ok. pół miesiąca więcej niż w ubiegłym roku.
  • Bolesna prawda o leczeniu bólu
    Sieć Watchdog Polska wzięła pod lupę problematykę leczenia bólu w polskich szpitalach. Wnioski nie napawają optymizmem – brakuje opracowanych schematów postępowania, personel nie jest szkolony w tym zakresie, a stosowane metody odstają od światowych standardów.