Porozumienie zaogni sytuację?

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Podpisane w poniedziałek porozumienie ministra zdrowia z samorządem i związkiem zawodowym pielęgniarek i położnych może mieć nieoczekiwany skutek w postaci sojuszu organizacji pracodawców i central związków zawodowych. Z naszych informacji wynika, że partnerzy społeczni będą żądać wyjaśnień w tej sprawie. „Problemy systemu trzeba rozwiązywać całościowo, a nie w drodze dogadywania się z konkretną grupą zawodową” – mówią eksperci.


Minister Łukasz Szumowski oraz przedstawicielki pielęgniarek i położnych podczas wspólnej konferencji po podpisaniu porozumienia 10 lipca. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Miałyby one zostać udzielone przez ministra zdrowia oraz prezesa NFZ podczas spotkania Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia.

Po tym, jak w kilku szpitalach południowo-wschodniej Polski pielęgniarki masowo udały się na L-4, resort zdrowia wyraźnie przyspieszył negocjacje z Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych oraz ich największym związkiem zawodowym. W poniedziałek, w zamian za zapewnienie, że OZZPiP przez najbliższe trzy lata nie zorganizuje protestu, ministerstwo obiecało pielęgniarkom i położnym m.in. włączenie „zembalowego” do podstawy wynagrodzenia zasadniczego, sześć dni płatnego urlopu szkoleniowego oraz stworzenie przez NFZ nowego produktu, czyli porady pielęgniarskiej w POZ. Najważniejszą z punktu widzenia systemu obietnicą jest wprowadzenie norm zatrudnienia pielęgniarek na oddziałach szpitalnych.

Podpisanie porozumienia najwyraźniej zaskoczyło partnerów – pracodawców i centrale związkowe – z Rady Dialogu Społecznego. Tym bardziej, że dosłownie kilka dni temu odbyło się specjalne posiedzenie Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, w całości poświęcone problemom pielęgniarek i położnych, podczas którego strona rządowa nie wspominała o tak daleko idących planach.

- To, że sytuacja pielęgniarek i położnych jest zła, wiemy wszyscy. Ale wielokrotnie zwracaliśmy uwagę ministrowi zdrowia, że problemy systemu trzeba rozwiązywać całościowo, a nie w drodze dogadywania się z konkretną grupą zawodową, tym razem pielęgniarkami – ocenia dr Maciej Piróg, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i dyrektor Kliniki Budzik.

Podpisywaniu „cząstkowych” umów – a to z rezydentami, a to ratownikami, a to pielęgniarkami – był i jest przeciwny NSZZ „Solidarność” ochrony zdrowia. Szefowa sekcji, Maria Ochman, wielokrotnie apelowała do kolejnych ministrów zdrowia, by powstrzymywali się od takich działań, przypominając że postanowienia dotyczące pracowników powinny zapadać z udziałem reprezentatywnych organizacji związkowych.

Organizacjom pracodawców zależy nie tylko na uczestniczeniu w podejmowaniu decyzji (czy przynajmniej w konsultowaniu ich), ale przede wszystkim – na tym, by idące za decyzjami koszty były precyzyjnie policzone i przede wszystkim – zrefundowane. Tymczasem tak nie jest. Nikt na razie nie próbuje nawet oszacować, jakie będą koszty ewentualnego wprowadzenia norm zatrudnienia pielęgniarek na oddziałach szpitalnych (liczba pacjentów przypadających na jedną pielęgniarkę może się zmniejszyć nawet o 75-80 proc.!), pracodawcy liczą na razie skutki włączenia „zembalowego” do podstawy wynagrodzenia (NFZ przekaże pieniądze wyłącznie na wynagrodzenia oraz składki ZUS), natomiast pracodawców obciąży wzrost kosztów wszystkich pochodnych (np. godzin nadliczbowych). W całości będą musieli pokryć koszty urlopu szkoleniowego pielęgniarek i położnych i zapewnić (a także sfinansować) zastępstwo na ten czas.

Jednak to nie koszty bezpośrednie, a pośrednie mogą się okazać najwyższe. Pracodawcy i eksperci nie mają wątpliwości (wyrażali je także przy okazji porozumienia z rezydentami), że każda taka umowa, zawierana przez ministra z określoną grupą zawodową, natychmiast uruchamia – a w tym wypadku nasila – presję płacową ze strony pracowników. Tym razem sytuacja będzie o tyle kuriozalna, że po włączeniu „zembalowego” do wynagrodzenia zasadniczego duża część pielęgniarek i położnych będzie mieć „podstawę” wyższą niż rezydenci, a nawet niektórzy lekarze specjaliści. Powstaną też niezrozumiałe – i nieakceptowalne – różnice w zarobkach pielęgniarek i przedstawicieli zawodów, którzy mają porównywalne wykształcenie, kompetencje i zakres obowiązków. Największa obawa pracodawców jest więc związana z zaburzeniem siatek płac w placówkach medycznych.

Z kolei centrale związków zawodowych, jak można się spodziewać, będą chciały uzyskać od ministra zdrowia informację, w jaki sposób skutki porozumienia z pielęgniarkami wpłyną na prace nad projektem ustawy o wynagrodzeniach minimalnych pracowników wykonujących zawody medyczne, skoro od września tego roku pensje pielęgniarek i położnych wzrosną o 1,1 tys. zł., przekraczając tym samym wskaźniki przewidziane dla okresu przejściowego.

Pracodawcy wiedzą, że podwyżka wynagrodzeń pielęgniarek (wcześniej lekarzy i ratowników) pociągnie za sobą żądania innych grup zawodowych. I będą zwracać uwagę, że jakkolwiek słuszne by te żądania nie były, w ślad za zawieranymi porozumieniami nie idą żadne większe pieniądze na ochronę zdrowia (dodatkowe pieniądze z NFZ są już rozdysponowane na konkretne cele). To zaś musi oznaczać, w przypadku pracodawców prywatnych zmniejszenie rentowności, w przypadku publicznych – najczęściej dalsze zadłużanie szpitali.

Data utworzenia: 12.07.2018
Porozumienie zaogni sytuację?Oceń:
Zobacz także
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • "Wszystko to odbędzie się kosztem pacjentów"
    Ktoś wymyślił sobie ideę dotyczącą tworzenia Centrów Zdrowia Psychicznego, poszły odgórne dyspozycje, a efekty oceniać będzie się po fakcie. Nikt niestety nie wziął pod uwagę, że może się to skończyć tym, że znacznie więcej pacjentów nagle trafi do szpitali, bo ich stan się znacząco pogorszy. Wszystko to odbędzie się kosztem pacjentów - ostrzega Sławomir Makowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów.
  • Polacy skazani na kolejki
    Aby dostać się do specjalisty, Polacy muszą poczekać w kolejce średnio ok. 3,4 miesiąca, a na pojedyncze świadczenie gwarantowane - 3,7 miesiąca. To 2 tygodnie, czyli ok. pół miesiąca więcej niż w ubiegłym roku.
  • Bolesna prawda o leczeniu bólu
    Sieć Watchdog Polska wzięła pod lupę problematykę leczenia bólu w polskich szpitalach. Wnioski nie napawają optymizmem – brakuje opracowanych schematów postępowania, personel nie jest szkolony w tym zakresie, a stosowane metody odstają od światowych standardów.
  • O co walczą rodzice niepełnosprawnych?
    Trwający od kilku dni protest rodziców dorosłych niepełnosprawnych w Sejmie to kolejna w ostatnich latach odsłona dramatu wynikającego z braku systemowych rozwiązań dla tej grupy społecznej.