×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Bajka o milionie, biednej Polsce i pazernym Zachodzie

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Dawno, dawno temu była sobie biedna Polska, wychodząca z komunizmu. Miała ona jedno bogactwo – lekarzy. Wykształcenie każdego lekarza kosztowało biedną Polskę pół miliona złotych. Albo milion. Był sobie też zły, bogaty Zachód, który postanowił ograbić Polskę z jej bogactwa i zabrał jej tysiące lekarzy. Dwadzieścia pięć tysięcy. Albo trzydzieści.


Małgorzata Solecka. Fot. arch. wł.

Premier Mateusz Morawiecki z okazji rozpoczęcia roku akademickiego 2018/2019 postanowił studentom medycyny opowiedzieć bajkę. A w każdym razie coś, co bajkę bardzo przypomina. I to z wielu, bardzo wielu powodów.

Po pierwsze, koszt wykształcenia lekarza odbiega w sposób znaczący od tego, o czy mówi szef rządu. Milion złotych można włożyć między… bajki, jednak. Pół miliona również jest kwotą mocno przesadzoną. Oczywiście – koszty wykształcenia lekarzy są ogromne. Rząd wycenia je co roku na niecałe 40 tys. zł, tyle samo mniej więcej kosztują płatne studia na kierunkach lekarskich – zarówno na publicznych, jak i prywatnych uczelniach. Sześć lat studiów, 240 tys. zł. Plus rok stażu – niech będzie, że 60 tys. zł (choć to raczej kwota przesadzona, ale prezentacje w Power Poincie i bajki mają jeden wspólny mianownik – lubią okrągłe kwoty). Czyli 300 tys. zł – tyle kosztuje wykształcenie lekarza do momentu przystąpienia przez niego do LEK. Ale przecież lekarze kształcą się dalej – powie bajkopisarz. Prawda, ale wykonują też wtedy pracę, i pieniądze im wypłacane trudno uznać za koszt kształcenia (nota bene, koszty kształcenia, typu podręczniki, dodatkowe kursy, szkolenia, lekarz pokrywa najczęściej…. Dokładnie, z własnej kieszeni).

No więc 300 tysięcy. Brzmi gorzej niż pół miliona, o milionie nie wspominając…

I ta liczba lekarzy. Skąd wzięło się w bajce 30 tysięcy? Izby lekarskie informowały do tej pory o kilkunastu tysiącach zaświadczeń pobranych przez tych, którzy chcą pracować w Unii Europejskiej. Nie wszyscy wyjechali. Część wróciła. Część lekarzy – na przykład pracujących w Niemczech, ale też Czechach, Austrii czy nawet w Wielkiej Brytanii – łączy pracę za granicą z pracą w Polsce. Są też lekarze, którzy wyjechali i pracują np. w krajach Zatoki Perskiej. Tylko że to najczęściej kontrakty kilku, góra dziesięcioletnie. Summa summarum, 30 tysięcy lekarzy nie tylko wydaje się, ale jest szacunkiem grubo przesadzonym.

A co ze złym charakterem? Z pazernym Zachodem, który podkradł nasze dobro narodowe? Na marginesie – szef rządu nie potępia lekarzy, tłumacząc że każdy ma prawo do indywidualnych decyzji, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że ich skrajnie w swojej opowieści uprzedmiotawia.

Cofam się o dwanaście lat. Jest lato 2006 roku a ja siedzę w gabinecie ministra zdrowia rządu Prawa i Sprawiedliwości, profesora Zbigniewa Religi. Przeprowadzamy duży wywiad dla „Rzeczpospolitej”. Musi paść pytanie o wyjazdy lekarzy – zauważalna fala wyjazdów trwa już od dwóch lat, firmy rekrutacyjne prześcigają się w ofertach. Pytam Profesora, jak ocenia niebezpieczeństwa związane z exodusem lekarzy. I dostaję mocną ripostę, Zbigniew Religa się wręcz unosi. Bo on widzi w wyjazdach lekarzy nie zagrożenie, a szansę. Mówi dużo o zgrzebności polskiej ochrony zdrowia. O brakach sprzętu, ale przede wszystkim – braku kultury pracy. O tym, ile on sam nauczył się, pracując w USA i ile nauczyli się jego współpracownicy na stażach, praktykach w szpitalach Zachodniej Europy.

Może zresztą warto ten fragment przytoczyć, skoro Prawo i Sprawiedliwość tak często (choć gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że coraz rzadziej) powołuje się na autorytet profesora Zbigniewa Religi.

Rzeczpospolita: W 1997 i 1998 roku, gdy szpitale paraliżowały strajki anestezjologów, liderzy protestów mówili: jest nas mało, nie mamy satysfakcji z pracy, zarabiamy grosze, jeśli nie poprawicie nam radykalnie warunków pracy, wyjedziemy. I dotrzymali słowa. Wyjechali. Kiedy dziś samorząd lekarski ostrzega: zróbcie coś, bo inaczej lekarze wyjadą, może też nie rzuca słów na wiatr? Trudno nie zauważyć, że studenci medycyny kształcą się zmyślą o wyjeździe... 

Zbigniew Religa: ...A to dobrze, czy źle?        

Nie oceniamy tego. Ale jeśli za kilkanaście lat co trzeci albo co drugi lekarz praktykujący w Polsce nie będzie Polakiem, to chyba będzie problem? I kto nas będzie leczyć? Wietnamczycy? Kazachowie?

Dlaczego lekarz z Wietnamu czy Kazachstanu ma być gorszy? Musi być głupszy? Skąd to zmartwienie? 

Bo nie mamy żadnej kontroli nad standardami kształcenia medycznego w tamtych krajach. 

Zróbmy więc tak, jak Amerykanie. Wprowadźmy twarde reguły sprawdzania umiejętności. Upewnijmy się, że chętni do pracy w Polsce umieją to samo, co nasi lekarze. 

Czy to znaczy, że wyjazdy lekarzy nie są albo nie będą problemem? Że nie trzeba ich zachęcać, żeby jednak pracowali tutaj? 

Niczego takiego nie powiedziałem, i nie powiem. Ale powiem coś innego: możliwość podejmowania pracy w krajach Unii przez naszych lekarzy uważam za wielką szansę. Musimy się jeszcze wiele nauczyć od krajów zachodnich. Rozmawiacie państwo z człowiekiem, który dobrze zna światową medycynę. W krajach Zachodu jest stosowanych wiele technologii, których w Polsce się nie używa. Nawet jeśli je znamy, nie mamy możliwości ich stosować. Nie mamy pieniędzy. A to właśnie jest nowoczesna medycyna! Wyjazdy są błogosławieństwem, bo dają możliwość nauczenia się tego, co za lat kilka, może kilkanaście stanie się standardem leczenia. Wielu obecnych wybitnych profesorów polskiej medycyny też, przed 20, 30 laty, wyjeżdżało. I nie byliby dziś pewnie wybitnymi profesorami, gdyby wówczas nie wyjechali. 

A co zrobić, żeby lekarze chcieli w Polsce pracować? Żeby, nawet jeśli wyjadą, chcieli wrócić? 

Lepsza płaca, i lepsze warunki zawodowego rozwoju. Tu nie ma wielkiej filozofii. Ale na to, żeby lekarzom to zapewnić, trzeba czasu I to nie roku, nie dwóch lat! 

Minęło dwanaście lat. A problemem, który powinien spędzać sen z powiek szefowi rządu, ministrowi zdrowia i wszystkim, którzy odpowiadają za politykę zdrowotną, nie są wcale ci lekarze, którzy kiedyś wyjechali. Spora ich część wróciła do kraju. Zagrożenie dotyczy tych, których coraz bardziej zamożna Polska, która w wielu obszarach zdążyła już nadrobić zapóźnienia cywilizacyjne, o których mówił mi prof. Zbigniew Religa, wcale nie zachęca do pozostania i pracy w kraju. Nadal.

01.10.2018

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.