×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

„Doktor od inkubatorów”, który ocalił tysiące wcześniaków

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
specjalnie dla mp.pl

Sto lat temu rodzice amerykańskich wcześniaków musieli zmierzyć się z faktem, że ich dzieci nie mają szans na przeżycie, a lekarze nawet nie będą próbowali ich ratować. Mogli modlić się i czekać na cud albo zwrócić się o pomoc do człowieka, który nawet nie praktykował w szpitalu. Mimo że trudno znaleźć jakiekolwiek wzmianki o jego działalności w książkach poświęconych historii medycyny, ocalił tysiące dzieci.

Martin i Hildegarda Couney. Fot. The New York Public Library / domena publiczna, 1935-1945.

Na przełomie XIX i XX wieku medycyna stała na stanowisku, że wcześniaki są istotami genetycznie słabszymi, toteż ich los składano w ręce Boga. Niewiele placówek miało oddziały przystosowane do opieki nad wcześniakami, szpitale nie mogły sobie również pozwolić na to, by oddelegować pielęgniarki do siedzenia dzień i noc przy dziecku zbyt słabym, by jeść. Do nielicznych wyjątków należały Infant Asylum and Babies Hospital w Nowym Jorku, otwarty w 1887 roku, późniejszy Morgan Stanley Children’s Hospital, dziś jedna z wiodących placówek neonatologicznych na świecie.

Lawrence Mitchell Gartner (ur. 1933 r.), założyciel Academy of Breastfeeding Medicine, który w latach 50. studiował medycynę na uniwersytecie Johna Hopkinsa, pisał, że w przypadku przedwczesnych narodzin położnicy nawet nie wzywali pediatry. W najlepszym razie noworodki umieszczano w ogrzewanych basenikach, by tam powoli konały, z trudem łapiąc oddech. – To było coś potwornego – wspominał Gartner, ojciec dwójki dzieci, niezwykle zasłużony na polu badań nad żółtaczką poporodową i karmieniem piersią. Zdesperowani rodzice, którzy nie mieli możliwości uzyskania pomocy w szpitalach, wkładali wcześniaki do słoików wypchanych piórami, smarowali oliwą i owijali w tkaninę lub skóry baranie, kładli w ciepłym miejscu i liczyli nad cud. Tymczasem na Coney Island było miejsce, w którym cuda zdarzały się każdego dnia.

Lekarz z powołaniem… i żyłką do interesów

Martin Couney przyszedł na świat pod koniec grudnia 1869 lub 1870 roku w należącym wówczas do Prus, a dziś położonym w woj. wielkopolskim Krotoszynie jako czwarte dziecko państwa Cohn. Jego rodzice, Fredericke i Hermann, pochodzili z Alzacji. Martin Couney (takie nazwisko miał przyjąć po wyemigrowaniu do USA) najpierw studiował medycynę w Berlinie i Lipsku, w Paryżu zaś uczył się pod kierunkiem jednego z ojców neonatologii, profesora Pierre’a Budina (1846-1907). W roku 1896 Budin wysłał swojego młodego protegowanego na wystawę przemysłową w Berlinie, gdzie miał prezentować nowy wynalazek. Był nim inkubator opracowany przez Budina i używany przez niego z powodzeniem w paryskim szpitalu Maternité. Młody Couney miał jednak nieco inną wizję – zamiast po prostu pokazywać urządzenie, pragnął zademonstrować jego działanie w praktyce, więc „pożyczono” mu niechciane i porzucone dzieci z miejscowego szpitala. Pokaz okazał się sukcesem, więc zaproszono Couneya z inkubatorem na wystawę z okazji diamentowego jubileuszu królowej Wiktorii, a w 1898 wziął udział w światowych targach w Omaha w stanie Nebraska. Potem w 1900 roku prezentował urządzenie na Wystawie Światowej w Paryżu, by już na zawsze pożegnać się ze Starym Kontynentem – i z pracą w szpitalu. Osiedlił się w USA i otworzył bardzo wyjątkową działalność na Coney Island.

Profesorowie na paryskim Wydziale Lekarskim (1904), Pierre Budin pierwszy z prawej. Fot. Adrien Barrere, Public domain, via Wikimedia Commons.

Na początku XX wieku Coney Island była centrum ówczesnej rozrywki. Można było tam na przykład oglądać plemię pochodzące z Filipin, rekonstrukcję wojen burskich przeprowadzaną przez tysiąc żołnierzy, w tym weteranów z obydwu stron konfliktu, czy też wybrać się na przejażdżkę kolejką górską. Można było też zapłacić 25 centów, by wejść na wystawę opatrzoną dziwnym sloganem. Była jedną z najpopularniejszych atrakcji, która dla odwiedzających mogła być jedynie formą zabicia czasu, lecz to właśnie tam rozgrywała się walka o życie tych, którym medycyna nie dawała wówczas żadnych szans.

All the World Loves a Baby było hasłem reklamowym, ale także główną ideą, jaka przyświecała działalności „doktora od inkubatorów”. Dosłownie można ją przełożyć jako „Cały świat kocha dzieci”, choć nam bliższe byłoby bardziej metaforyczne: „Wszystkie dzieci nasze są”. Faktycznie, Martin Couney wszystkie dzieci uznawał za godne, by o nie walczyć – nawet te najmniejsze, spisane na straty, z najbiedniejszych rodzin imigranckich, które nikogo nie obchodziły. Pielęgniarki ubierały maluchy w urocze beciki z kokardami i wstążkami, by wzbudzały jeszcze większy zachwyt, zachęcając do kolejnych wizyt. Do ulubieńców odwiedzających należeli „Mały Willie” z Buffalo, ważący ledwie ponad kilogram, a także urocze siostry bliźniaczki czy słynne nowojorskie trojaczki.


Martin Couney. Fot. The New York Public Library / domena publiczna, 1935-1945.

Propaganda dla wcześniaków

Ludzie chętnie płacili, by móc oglądać noworodki tak maleńkie, że na ich wątłe ramionka można było wsunąć damski pierścionek, a główki były wielkości filiżanki. Całe przedsięwzięcie dziś byłoby etycznie i biznesowo naganne, ale cały obraz zmienia się, jeśli weźmiemy pod uwagę, że utrzymanie jednego wcześniaka kosztowało w roku 1903 około 15 dolarów dziennie, co współcześnie równa się ponad 400 dolarom lub prawie 300 funtom. W 1939 roku dziennikarz A.J. Liebling tak opisywał tę trudną sytuację: „Wciąż brakuje lekarzy i pielęgniarek doświadczonych na tym polu. Opieka prywatna nad wcześniakami jest koszmarnie droga. Sześć dolarów dziennie za matczyne mleko, do tego wypożyczenie inkubatora i wynajem sali w szpitalu, wizyty lekarskie, kolejne 15 dolarów dziennie za trzyzmianową pracę pielęgniarek”.

Tymczasem w lunaparku na Coney Island chętnych do oglądania maluszków było tak wielu, że Couney pokrywał koszty czynszu, opieki nad dziećmi i funkcjonowania placówki oraz godziwie opłacał personel. Zaawansowane urządzenia podtrzymywały maleńkie życia, a wykwalifikowany personel w postaci pielęgniarek oraz dwóch lokalnych lekarzy dbał o najlepszą opiekę dla wcześniaków. Po przybyciu do placówki dzieci były kąpane w czystej, odkażonej wodzie z musztardą. Jeśli mogły przełykać, otrzymywały dwie krople brandy, następnie nacierano je alkoholem, ciasno spowijano, ozdabiano taki „pakunek” różową lub niebieską kokardą, zależnie od płci oraz umieszczano w inkubatorze. Same inkubatory były najnowszymi modelami importowanymi z Francji – każdy miał wysokość ok. 1,5 metra, wykonany był ze szkła i stali. Zewnętrzny podgrzewacz dostarczał gorącą wodę do rury przebiegającej pod cienkim posłaniem, gdzie spało dziecko, a termostat regulował temperaturę wewnątrz urządzenia (ok. 35-36°C). Inną rurą świeże powietrze z zewnątrz (spoza budynku), dodatkowo oczyszczone przez specjalny układ filtrów zamontowany w urządzeniu, było dostarczane do inkubatora. Na szczycie urządzenia znajdował się rodzaj komina, który odprowadzał wydychane powietrze na zewnątrz.

Couney wielokrotnie podkreślał, że nie ogranicza się do opieki medycznej nad wcześniakami, ale także prowadzi działalność na ich rzecz, nazywaną przez siebie „propagandą dla wcześniaków”. Mawiał, że przed czasem narodziło się wiele znanych osób, jak Napoleon, Karol Darwin, Sir Izaak Newton, Wolter, Victor Hugo czy Mark Twain. Także jego córka, urodzona w 1907 roku Hildegarda, która miała w przyszłości pomagać ojcu jako wykwalifikowana pielęgniarka, przyszła na świat 6 tygodni przed terminem z wagą 1,3 kg i trafiła do jednego z inkubatorów.

Martin Couney z pielęgniarką i karetką pogotowia. Fot. The New York Public Library / domena publiczna, 1935-1945.

Couney zawsze podkreślał, że prowadzona przez niego działalność była profesjonalną placówką medyczną, a nie widowiskiem dla gawiedzi czy byle atrakcją lunaparku. Pielęgniarki nosiły białe uniformy, a lekarze garnitury z kitlami. Metody opieki nad wcześniakami, które wdrażał Couney, były zaawansowane jak na jego czasy. Podkreślał on na przykład wagę higieny i niemal sterylnej czystości, a także konieczność karmienia dzieci mlekiem kobiecym. Najsłabsze noworodki, które nie były w stanie ssać, karmiono kropla po kropli przez nos. Couney zatrudniał kucharza, który przygotowywał odżywcze posiłki dla mieszkających w placówce mamek, a jeśli którąś przyłapano na paleniu, piciu alkoholu albo jedzeniu hot doga – była natychmiast zwalniana. Wbrew ówczesnym zaleceniom zachęcał również personel do wyjmowania dzieci z inkubatorów, by je przytulać i całować, uważając, że okazywanie uczuć i bliskości pomaga maluchom zdrowo się rozwijać.

Maleńkie wcześniaki szybko rosły, a po kilku miesiącach rodzice mogli zabrać je do domu, poinstruowani, by „karmić je co dwie godziny i kochać bez ograniczeń”. Wielu z nich, traktując pomoc ze strony Couneya w kategoriach cudu, pragnęło utrzymywać kontakty. Przywozili do niego swoje dzieci po roku czy dwóch, by mógł zobaczyć zdrowe maluchy, nie odbiegające od urodzonych w terminie rówieśników. Przyprowadzali dzieci w wieku szkolnym, by mogły poznać swojego wybawcę i pochwalić się pierwszymi sukcesami edukacyjnymi czy sportowymi. Aż wreszcie, po latach, sami pacjenci zapraszali doktora Couneya na rozdania dyplomów maturalnych czy śluby. Zwracali się do niego „wujku”, zaś pielęgniarki były dla nich „ciociami”.

Hildegarda Couney z pielęgniarkami trzymają trzy pary bliźniąt. Fot. The New York Public Library / domena publiczna, 1935-1945.

Zaginiony w mrokach historii

Szacowne grono medyczne kręciło nosem na poczynania Couneya, określając działalność mianem „jarmarcznego widowiska”, podważając kompetencje jako lekarza i przypisując mu niskie pobudki. Według nich dorobił się na wcześniakach, choć ani razu nie wyciągnął po pieniądze ręki do szukających u niego pomocy rodziców. Próbowano jego placówkę zamknąć, uznając działalność za groźną dla dzieci, a jego samego uciszyć. Jednak on nadal robił swoje, a z biegiem czasu środowisko medyczne zaczęło się przekonywać do niepokornego „doktora od inkubatorów”.

W 1914 roku na wystawie w Chicago Couney poznał Juliusa Hessa, przyszłego ojca amerykańskiej neonatologii, który do końca życia (zmarł w roku 1955) wspierał działalność przyjaciela. Niektórzy lekarze zaczęli przekazywać małych pacjentów Couneyowi, jeśli nie byli w stanie otoczyć ich opieką we własnych szpitalach. W 1940 roku w czasopiśmie „American Medical Association”, pod datą 9 listopada, ukazał się krótki paragraf poświęcony inkubatorom Couneya – pierwszy i ostatni raz doczekał się on jakiejkolwiek wzmianki na łamach tego tytułu. Gdy w 1943 roku w Cornell New York Hospital otworzył się pierwszy oddział dla wcześniaków w mieście, Couney zdecydował o zamknięciu działalności. Stwierdził, że wykonał swoje zadanie. Przez cztery dekady prowadził swoją placówkę na Coney Island, a podobną otworzył w Atlantic City w 1905 roku, również działającą do 1943 roku. Bywał w parkach rozrywki i na różnego rodzaju targach i wystawach, prezentując urządzenia i dzieci, którym ratowano w ten sposób życie.

Doktor Couney zmarł 1 marca 1950 roku i spoczął obok żony Maye, na brooklyńskim cmentarzu Cypress Hills. Choć nigdy nie odnaleziono jego dziennika, szacunki na temat ocalonych przez niego dzieci oscylują między 6,5 a 8 tys. – aż 85% powierzonych mu wcześniaków przeżywało. Na nagrobku Couneya nie znajduje się żadna informacja, że uczynił za życia cokolwiek wartego odnotowania. I być może dokonania „doktora od inkubatorów” zaginęłyby w mrokach historii, gdyby nie inny lekarz, William Silverman (1917-2004), który miał w zwyczaju każdego ranka czytać nekrologii publikowane w „New York Times”. 2 marca 1950 roku przeczytał o śmierci osiemdziesięcioletniego Martina Couneya, o którym słyszał po raz pierwszy w życiu. Autor nekrologu pisał o „solidnym europejskim wykształceniu medycznym” zmarłego, który przez pół wieku prowadził prezentacje wcześniaków w inkubatorach na terenie kraju. Doktor Silverman zaciekawił się na tyle, że postanowił tę sprawę bliżej zbadać. Przypomniał sobie, że jako nastolatek widział podczas wystawy w Chicago z 1933 roku taki inkubator. Niemal trzy dekady zajęło mu zebranie informacji, na podstawie których napisał artykuł poświęcony „barwnej (i dziwacznej!) karcie w dziejach medycyny” w czasopiśmie „Pediactrics”, opublikowany w sierpniu 1979 roku.

Warto podkreślić, że Silverman sam zasłużył się na polu neonatologii, m.in. rozwiązując zagadkę choroby zwanej pozasoczewkowym rozrostem włóknistym, która powodowała u niemowląt ślepotę wskutek zbyt dużej ilości dostarczanego im tlenu. Zanim lekarze wyjaśnili mechanizm choroby, ucierpiały całe pokolenie malców z retinopatią wcześniaczą, które leżały w inkubatorach. Wśród nich znajduje się słynny muzyk, Stevie Wonder, urodzony w roku 1950 w pokoleniu, które miało już szansę na pomoc po narodzinach. Przekonano się do inkubatorów na tyle, by weszły do stałego wyposażenia oddziałów położniczych. W tym samym roku w Polsce utworzono pierwszy oddział dla przedwcześnie urodzonych dzieci w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, jednak jeszcze w latach 60. i 70. noworodek musiał ważyć przynajmniej kilogram, by polscy lekarze próbowali go ratować. Obecnie szanse na przeżycie mają nawet półkilogramowe maluchy. Każdego roku w Polsce przychodzi na świat ponad 25 tys. wcześniaków.

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut – antropolog kultury, dziennikarka, tłumaczka i autorka związana z krakowskimi wydawnictwami Astra, Znak i Otwarte, autorka książki „Jak przetrwać w średniowiecznym Krakowie” (Astra 2018), a wspólnie z Barbarą Faron książki „Siedem śmierci. Jak umierano w dawnych wiekach” (Astra 2017).

Literatura:

Prentice, C., Miracle at Coney Island: How a Sideshow Doctor Saved Thousands of Babies and Transformed American Medicine (ebook), Amazon 2016.
Raffel, D., The Strange Case of Dr. Couney: How a Mysterious European Showman Saved Thousands of American Babies, New York 2018.
Kasson, J.F., Amusing the Million. Coney Island at the Turn of the Century, New York 1978.
Silverman, W., Incubator-Baby Side Shows, „Pediatrics” 64 (2): 127-141, August 1979.

18.11.2021

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Covid - aktualne dane
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.