Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Dlaczego tak ostro protestujemy

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Tylko w atmosferze nieustającego nacisku można z politykami, wypracowywać rozwiązania dla ochrony zdrowia - mówi Jarosław Biliński, wiceprzewodniczący PR OZZL, członek NRL.

Jarosław Biliński. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Małgorzata Solecka: Cofnijmy się w czasie kilka miesięcy. Rezydenci od listopada wypowiadają klauzule opt-out. Grupa liderów prowadzi rozmowy z przedstawicielami rządu. Deklarujecie, i to wiele razy, że nie ustąpicie w kluczowych kwestiach, przede wszystkim w sprawie postulatu „6,8 proc. na zdrowie w trzy lata”. 8 lutego ustępujecie. Żałuje Pan?

Jarosław Biliński: Negocjacje to nie zabawa typu „idź na całość”. Zwłaszcza, jeśli skutki przeciągającego się protestu uderzają lub mogą uderzyć w pacjentów. Negocjując, mieliśmy świadomość, że trzeba będzie ustąpić. Podczas rozmów uprzedzaliśmy jednak drugą stronę, że idąc na naprawdę dalekie ustępstwa, będziemy bardzo pilnować, by wszystkie zapisy porozumienia zostały spełnione, by przełożyły się na odpowiednie akty prawne.

Uprzedzaliśmy też, że porozumienie jest pewnym etapem. Że ma doprowadzić do celu, którym jest realna, a nie tylko deklarowana, oparta na dowodach empirycznych – a więc również doświadczeniach innych krajów – reforma systemu ochrony zdrowia. My mamy po trzydzieści lat. Przed nami trzydzieści, czterdzieści lat pracy zawodowej. Chcemy pracować w systemie, który działa. Który broni się wskaźnikami, miernikami, z którego pacjenci są bardziej zadowoleni niż niezadowoleni. Wiemy, że nie ma systemu idealnego, ale może być – wierzymy w to głęboko – system najlepszy dla Polski.

Przywołała pani postulat 6,8 proc. PKB na zdrowie w ciągu trzech lat. A ja przypomnę, że podczas głodówki postawiliśmy postulat jeszcze bardziej ambitny – 9 proc. PKB na zdrowie w ciągu dekady. 6,8 proc. PKB to „minimum minimorum”, które powinniśmy osiągnąć jak najszybciej. Dopiero 9 proc. PKB jest taką wartością, która przy dobrej organizacji systemu zabezpiecza wystarczająco dużo świadczeń zdrowotnych i pozwala na racjonalne wydatki, na przykład w profilaktykę, nowoczesne terapie itd.

My, wbrew temu co czasem można było usłyszeć, wcale nie żądamy dosypywania pieniędzy do źle działającego systemu. Przeciwnie – chcemy jego szybkiej, ale dobrej i prawdziwej zmiany. Chcemy systemu, w którym pacjent jest współodpowiedzialny za swoje zdrowie, również w wymiarze finansowym. Systemu, który stawia na profilaktykę i wczesne wykrywanie chorób, czego nota bene nie da się zrobić bez rozwijania społecznej świadomości. System powinien być prosty, przejrzysty i zrozumiały. Obecny taki nie jest.

Mówiliście o 9 proc. Żądaliście 6,8 proc. w ciągu trzech lat. Zgodziliście się na 6 proc. w ciągu siedmiu lat. Poszliście na liczne kompromisy, a teraz mówicie, że rząd nawet tego porozumienia nie realizuje. Nie brakuje głosów, że daliście się nabrać, że zgubiła Was naiwność.

Nie uważam, żebyśmy byli naiwni. Podpisaliśmy porozumienie, wierząc w nowe otwarcie. Zakończyliśmy protest bojąc się, że w końcu zacznie się on odbijać na pacjentach. I choć odpowiedzialność za to ponosiłby rząd, jako lekarzom trudno nam było zaakceptować takie ryzyko.

Jednocześnie proszę pamiętać, że to od dziesięciu lat był pierwszy tak duży protest środowiska lekarskiego. Obliczony na uzyskanie efektu, czyli spełnienie naszych postulatów, ale też na edukację opinii publicznej. Uważam, że w tym drugim wymiarze odnieśliśmy sporo sukcesów, na pewno więcej niż w wymiarze realnym. Bo z naszych postulatów realnie zostało 6 proc. w 2024 roku – rząd zgodził się na skrócenie okresu dochodzenia do ustawowego poziomu wydatków na zdrowie tylko o rok. I skromne, mniejsze niż oczekiwaliśmy, podwyżki płac dla lekarzy.

W porozumieniu są też inne zapisy, ale problem jest z samym porozumieniem. Wy macie pretensje do ministra zdrowia, że go nie dotrzymuje. Ministerstwo Finansów, i nie tylko ono, w uwagach kierowanych do projektu ustawy kilkakrotnie podkreślało, że resort zdrowia nie może się powoływać na fakt, że „minister tak się umówił z rezydentami”, bo porozumienie nie jest źródłem prawa i nie stanowi podstawy prawnej dla ustawowych rozwiązań.

8 lutego minister zdrowia zaprosił kamery i dziennikarzy i w świetle reflektorów podpisał z nami umowę. Dokument. Nie jako prof. Łukasz Szumowski z grupą młodych lekarzy, tylko konstytucyjny minister, występujący w imieniu rządu. My ten dokument traktujemy z najwyższą powagą. Szkoda, że tylko my. Nawet taki „drobiazg”. Część porozumienia, zapisana – odłóżmy na razie na bok, w jaki sposób – w ustawie, nad którą pracuje w tej chwili parlament, miała być zrealizowana do 1 lipca. 1 lipca miały wejść w życie konkretne rozwiązania. Rozmawiamy w drugim tygodniu lipca, ustawy ciągle nie ma.

Dlatego chcecie protestować?

Wcale nie chcemy, ale widzimy smutną rzeczywistość. Tylko w atmosferze nieustającego nacisku można z rządem, z politykami, wypracowywać jakieś rozwiązania dla ochrony zdrowia. Politycy nie są zainteresowani „pokojową” transformacją systemu ochrony zdrowia, bo to nie jest atrakcyjny cel wydatków publicznych. Potrzeba dużo pieniędzy, a politycy obawiają się, że wyborcy i tak tego nie docenią. Społeczeństwo nie zna się na meandrach systemu, i muszę z bólem przyznać, że w naszej ocenie – przyzwyczaiło się do marazmu, do systemowej bylejakości.

My się na nią nie godzimy. I rozpoczęliśmy, już jakiś czas temu, pracę u podstaw. My, czyli grupa młodych lekarzy, którzy zdecydowali, że oprócz pracy zawodowej poświęcą się działalności publicznej – w ramach związku zawodowego i samorządu, by wspólnie dążyć do naprawy systemu. Dlatego część z nas zaangażowała się mocno w struktury izb lekarskich – ja zostałem wiceprezesem Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej, jestem też wiceprzewodniczącym Porozumienia Rezydentów OZZL. Tylko w taki sposób, jednocząc siły różnych struktur i organizacji, możemy wywierać nacisk na władze, na polityków i jednocześnie prowadzić akcję uświadamiania opinii publicznej jak powinien i jak może funkcjonować system ochrony zdrowia. I co dzięki temu zyskamy. Dobrze działający system ochrony zdrowia może być prawdziwym kołem zamachowym gospodarki i rozwoju naszego kraju – w nim tkwią rezerwy, pod warunkiem, że będzie sprawny i dofinansowany.

Chcemy też, nie ukrywam, zawalczyć o dobre imię lekarzy. Przywrócić szacunek do zawodu lekarza i do tych, którzy go wykonują.

Chcecie walczyć o dobre imię lekarzy, a tymczasem ustawa, która lada dzień zostanie uchwalona, może przynieść pacjentom kolejne problemy. Jeśli za miesiąc lub dwa pojawią się problemy z obsadą dyżurów, bo specjaliści skorzystają z gwarantowanych podwyżek, łatwo będzie zrzucić odpowiedzialność na rezydentów, którzy najpierw podpisali porozumienie, przewidujące ograniczenie możliwości pracy lekarzy w wielu miejscach, potem – zaprotestowali i zaczęli wypowiadać klauzule opt-out. Nie boi się Pan takiego scenariusza, że stracicie sympatię społeczeństwa, że opinia publiczna będzie przeciw Wam?

Obawiam się, że ktoś z rządu obwini lekarzy za to, że system nie funkcjonuje. Ta ustawa nie uzdrowi ochrony zdrowia, to pewne. To raczej szansa, pęknięcie w grubym murze, które może doprowadzić do jego runięcia. Dzięki temu odsłoni się przestrzeń, którą będzie można racjonalnie zagospodarować.

Doświadczenia lekarzy z kolejnymi ministrami zdrowia i rządami są raczej kiepskie. Politycy wielokrotnie rzucali oskarżenia przeciw naszej grupie zawodowej, obwiniając lekarzy o wszystkie bolączki systemu. Między innymi to jest powodem, dla którego w Polsce poziom zaufania do lekarzy jest wręcz tragicznie niski. My, teraz także jako członkowie samorządu lekarskiego, mówimy temu stanowcze „nie!”.

Jeśli czegoś się boję, to tego, że ustawa zostanie źle zinterpretowana, lub ktoś wykorzysta efekty, jakie ona przyniesie, do rzucenia kolejnych oskarżeń w naszą stronę.

Minister zdrowia w piątek zapewniał, że ustawa w pełni realizuje porozumienie. Wy mówicie: Realizuje, ale nie w pełni, a w niektórych sprawach jest sprzeczna z duchem porozumienia. Zróbmy protokół rozbieżności.

Porozumienie rzeczywiście zawierało pewne ogólne postanowienia. Nie mogły być bardziej szczegółowe, bo wtedy rozmowy trwałyby rok, a na to nikt sobie nie mógł pozwolić. Ale był punkt, który zapisaliśmy bardzo szczegółowo. Opatrzyliśmy go cudzysłowem, by w całości został przeniesiony do ustawy. To punkt dotyczący wzrostu nakładów na ochronę zdrowia, gwarantujący pieniądze na leczenie pacjentów. Już w lutym baliśmy się, że rząd dopisze do tego punktu różne inne pozycje, co pozwoli „na papierze” wykazać, że już osiągamy albo przekraczamy przewidziane ustawą poziomy finansowania, a pieniędzy na leczenie nie przybędzie. Baliśmy się tej kreatywnej księgowości, stąd dosłowne zapisy, stąd cudzysłów.

I po części spełnił się pesymistyczny, a może realistyczny, scenariusz – do projektu ustawy dopisano, że do nakładów na ochronę zdrowia wlicza się odpis na Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz plan finansowy Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych. I tutaj protestujemy, gdyż dopisano do ustawy coś, cokolwiek, a miało tak nie być. I mimo, że te dwie pozycje de facto są w zakładce „zdrowie” budżetu państwa, to po prostu złamano zasadę, że nic w tym punkcie nie zostanie dodane. Nasz sprzeciw jest więc ideowy – umówiliśmy się, że nic dodane nie zostanie i tej umowy także należy dochować.

A inne punkty?

Nie eksponujemy ich aż tak bardzo, bo dotyczą kwestii wynagrodzeń, czyli nas samych i nie chcemy narazić się na zarzuty, że walczymy tylko o siebie. A realnie uwag do ustawy jest co najmniej sześć i dotyczą oprócz wyżej omówionego punktu także specjalistów, rezydentów czy kwestii formalnych i interpretacyjnych. Widzimy na przykład, że w ustawie – wbrew intencjom porozumienia – rząd wprowadził szereg obostrzeń, które mają zniechęcić specjalistów do korzystania z podwyżek i pobierania gwarantowanej pensji 6750 zł brutto. Na takie wynagrodzenie zasadnicze zgodnie z ustawą może liczyć lekarz, który zdecyduje się dyżurować tylko w jednym szpitalu i który tak naprawdę pracuje tylko w szpitalu. Nie to mieliśmy na myśli, negocjując zapis o „świadczeniach tożsamych”, których miał nie podejmować się lekarz.

Mniej korzystne są też rozwiązania dotyczące rezydentów. Dodatek lojalnościowy miał dostawać lekarz, który zadeklaruje, że po specjalizacji przepracuje pewien określony czas w Polsce. Ministerstwo dopisało wymiar czasu odpowiadający jednemu etatowi, a przede wszystkim to, że odpracowywać bon będzie można tylko w placówkach posiadających kontrakt z NFZ. Tymczasem minister Łukasz Szumowski mówił w lutym, że gabinety prywatne także skracają kolejki. Ale nam chodzi przede wszystkim o specjalistów, którzy na etat w placówce finansowanej przez NFZ nie mają szans. Oni z góry są wykluczani z otrzymania dodatkowego wsparcia, choćby nawet nie myśleli o wyjeździe za granicę.

Kolejna kwestia – ustawa miała wejść w życie 1 lipca. Od 1 lipca miały też wzrosnąć nasze wynagrodzenia. Minister zapewnia, że dostaniemy wyrównanie. Ale dlaczego nie można było przygotować ustawy tak, by weszła w życie w uzgodnionym terminie? Dla nas to oznaka lekceważenia.

Pojawiają się jednak głosy, i to nawet samych lekarzy, że reakcja Porozumienia Rezydentów jest przesadzona. Że przecież prawie wszystko się udało, ustawa jest dobra, choć mogłaby być lepsza...

Dlaczego tak ostro protestujemy? Cały czas, dzień w dzień, byliśmy na łączach z ministerstwem. Kilka razy opiniowaliśmy kolejne wersje projektu tej ustawy – pierwotny był znacznie, znacznie gorszy! Spotkaliśmy się z ministrem, który obiecał wprowadzenie zmian, uwzględnienie naszych poprawek. Przyznał jednocześnie, w trakcie tych rozmów, że kilka kwestii – na przykład sprawa odpracowywania bonu lojalnościowego w prywatnych placówkach – byłaby trudna do przeprowadzenia. Uszanowaliśmy to. Na ostatniej prostej, gdy pojawiły się zapisy o odpisie dla AOTMiT i funduszu hazardowym, informowaliśmy resort, że nie zgadzamy się na te „wrzutki” i jeśli one zostaną w ustawie, uznamy porozumienie za zerwane.

Umowy należy dotrzymywać, nawet jeśli chodziłoby o złotówkę, a przede wszystkim o konkretne zapisy, co do których obie strony się zgodziły. My się nie zgadzamy na takie podejście do sprawy, bo ono źle rokuje na przyszłość, a tu chodzi o zasady. Także dalszej pracy.

Mieliście przez cały czas bardzo dobre relacje z ministrem Łukaszem Szumowskim. Podkreślaliście, podpisując porozumienie, że to nowe otwarcie. Minister dostał od was nawet odznakę Porozumienia Rezydentów. Dlaczego poszedł z wami na konfrontację?

Nie wiem. Może wtedy się pomyliliśmy? Może nowy minister miał tylko załatwić konkretną sprawę i wygasić nasz protest? Mam nadzieję, że nie i chciałbym, żeby tak nie było. Naprawdę marzę o partnerstwie z ministerstwem, z rządem. O tym, żeby tak podzielić zadania, żeby łatwiej osiągnąć cel nadrzędny, czyli zaprojektować i zbudować sprawny system. Marzę o tym, że ktoś „na górze” zrozumie, że my jesteśmy tym pokoleniem, chyba pierwszym, które naprawdę się nie zgadza na taką rzeczywistość, w jaką się nas wtłacza. Że my nie zrezygnujemy nie tylko z marzeń, ale z planów zmian.

I w sumie wierzę, chciałbym wierzyć, że nie chcemy iść do „wielkiej polityki”, ale możemy pomóc politykom i rządowi przeprowadzić te zmiany. Pod warunkiem, że będziemy traktowani poważnie. My nadal wierzymy, że da się dochowywać umów. Bo bez tego będzie ciągła wojna, ciągła walka.

Wierzy Pan, że uda się jeszcze raz zmobilizować lekarzy żeby zawalczyli, gdy cele są znacznie mniej czytelne?

Wierzę, choć naszym celem nie jest ciągła walka. Chcielibyśmy rzetelnie rozmawiać i się dogadywać, mieć z rządem wspólne cele i je po prostu realizować. Ale wierzę, że środowisko jest się w stanie zmobilizować.

Do dużych akcji potrzebna jest duża kampania informacyjna i spotkania w terenie. I na tę chwilę mogę powiedzieć, że mamy takie plany. Środowisko staje się coraz bardziej świadome swoich praw. Być może podniesiemy się z kolan.

Rozmawiała Małgorzata Solecka

Data utworzenia: 10.07.2018
Dlaczego tak ostro protestujemyOceń:

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Skazani na system
    „Agonia” Pawła Kapusty dotarła do mnie z wydawnictwa „Wielka Litera” z receptą: „Jeden raz dziennie. Na czczo”. Tego zalecenia jednak nie sposób przestrzegać. Lekturę przerywałam na godzinę, dwie, trzy – w sumie kilkanaście razy. I to wcale nie z braku czasu – pisze Małgorzata Solecka.
  • "Politycy nie reagują na zapowiedzi protestów"
    Zderzamy się z takim poziomem niekompetencji, że musimy się ciągle zastanawiać, czy to jeszcze niekompetencja, czy już zła wola. Potrzebujemy trochę czasu, żeby przestawić się na tryb walki. Innej drogi nie ma – mówi Damian Patecki z PR OZZL, członek NRL.