Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Niepokojąca statystyka

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Drugi rok z rzędu spadła w Polsce przewidywana długość życia. Choć spadek jest niewielki, warto zauważyć, że w USA – gdzie podobne zjawisko obserwowane jest od trzech lat – mówi się już o budzącej niepokój tendencji.

populacja ludzie
Fot. pixabay.com

Za oceanem zidentyfikowano już zresztą dość dokładnie przyczyny, dla których Amerykanie mają żyć krócej – mimo rekordowo wysokich, najwyższych na świecie, nakładów na zdrowie. Wśród przyczyn są zarówno systemowe (ogromne i pogłębiające się nierówności w dostępie do opieki medycznej między poszczególnymi stanami, skutkujące różnicami w podstawowych wskaźnikach zdrowotnych, na przykład umieralności niemowląt), jak i związane ze stylem życia, w tym otyłością, nadużywaniem alkoholu i środków odurzających – m.in. opioidów, które mają odpowiadać rocznie za niemal 50 tysięcy zgonów z przedawkowania. Temat ten jest tak nośny, że umieścili go w scenariuszu trzeciego sezonu twórcy popularnego serialu political fiction „Designated Survivor”.

Amerykanie problem – przynajmniej w sferze deklaratywnej – traktują poważnie, tym bardziej że po raz ostatni spodziewana długość życia malała przez trzy lata z rzędu dokładnie sto lat temu, w latach 1915-1918, w czasie pierwszej wojny światowej oraz epidemii hiszpanki.

W Polsce temat skracania się średniej przewidywanej długości życia podejmuje głównie opozycja. W domyśle, zarzucając obecnemu rządowi, że jest to bezpośredni skutek złej polityki w zakresie ochrony zdrowia. Gdy rok temu GUS po raz pierwszy wykazał skrócenie się przewidywanej długości życia pojawiły się wręcz tezy, że jest to skutek wprowadzenia nowych rozwiązań (czyli niższych stawek) w zakresie kardiologii inwazyjnej i – szerzej – implementacji sieci szpitali. Opozycja grzmi o długich i wydłużających się kolejkach do specjalistów i braku poprawy w dostępie do nowoczesnych terapii.

Problem jest o wiele bardziej złożony, na co zwracali uwagę m.in. eksperci NIZP-PZH, ale też – nie tak dawno – Narodowy Fundusz Zdrowia. Dokonując pewnej syntezy – i z konieczności uproszczeń – można stwierdzić, że polskie problemy w tym zakresie są analogiczne do amerykańskich. Może poza poziomem finansowania i efektywności systemu, bo z całą pewnością rodzimi politycy nie muszą się zastanawiać, jak to się dzieje, że na ochronę zdrowia wydajemy tak wiele, z tak marnym skutkiem (w postaci wskaźników zdrowotnych). Jest wręcz odwrotnie – polski system w rankingach efektywności plasuje się, głównie dzięki uwłaczająco niskim wydatkom publicznym, bardzo wysoko.

W Polsce, w porównaniu z większością krajów europejskich – występują znaczące różnice w dostępie do świadczeń opieki medycznej, skorelowane z poziomem wykształcenia i zamożnością, w pewnym stopniu również z miejscem zamieszkania (chodzi zarówno o różnice między wsią, małym miastem i dużymi ośrodkami miejskimi, jak i poszczególnymi regionami kraju). Choć slogan o „kodzie adresowym”, który ma w większym stopniu determinować szanse na zdrowie niż kod DNA był przez polityków w ostatnich miesiącach nadużywany, w dużym stopniu odpowiada on prawdzie.

Polska ma też duży i narastający problem z czynnikami ryzyka związanymi ze stylem życia. Podobnie jak w USA jest to otyłość. W mniejszym stopniu, przynajmniej na razie, substancje uzależniające – typu narkotyki, opioidy, ale już jeśli chodzi o palenie tytoniu i alkohol – tendencje są niepokojące. Specjaliści, zwłaszcza pulmonolodzy i onkolodzy już od dłuższego czasu alarmują, że właściwe tendencje odwrotu od tytoniu, notowane w latach 90. i na początku XXI wieku, uległy nie tylko zahamowaniu, ale w niektórych grupach (młode kobiety!) wręcz odwróceniu. Problemem jest też model konsumpcji alkoholu – Polacy, dzięki wszechobecnym w sklepach mniejszym opakowaniom mocniejszych alkoholi wracają do „twardego” picia.

Na to nakładają się inne czynniki środowiskowe, nie do końca uzależnione od indywidualnych decyzji. Po pierwsze – smog, czy też raczej zanieczyszczenie powietrza wzmocnione efektami zmian klimatu. To właśnie – według raportu NFZ – prawdopodobnie stało za większą liczbą zgonów w 2017 roku, skutkującą pierwszym skróceniem przewidywanej długości życia, odnotowanym przez GUS rok temu. Polityka rządu w tym obszarze pozostaje ciągle bardziej w sferze zaklęć niż realnych decyzji (ale nawet, gdyby takie były, na ich efekt też trzeba byłoby poczekać).

Żniwo zbierają też wypadki. Mimo miliardowych inwestycji w infrastrukturę drogową, mimo pewnego spadku wypadków drogowych liczba ich śmiertelnych ofiar rośnie, i to jest ewenement w Europie. Pod koniec lipca policja opublikowała informacje, z których wynika że w pierwszych siedmiu miesiącach roku na polskich drogach doszło do ponad 15 tysięcy wypadków, w których zginęło niemal 1,5 tys. osób. W całym 2018 roku odnotowano 31,7 tys. wypadków i ponad 2,8 tys. ofiar śmiertelnych.

Polska jest też niechlubnym liderem w UE, jeśli chodzi o utonięcia. W tym roku od początku czerwca utonęło już niemal dwieście osób. W całym 2018 – 545, przede wszystkim mężczyzn. W przeliczeniu na sto tysięcy mieszkańców w Polsce w wodzie ginie, proporcjonalnie, dwukrotnie więcej osób niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej. I nie chodzi tylko o to, że Polacy nie potrafią pływać (często pojawiające się w komentarzach „więcej lekcji pływania, mniej religii” to czysty populizm) czy mają skłonności do ryzykownych zachowań, ale również o organizację systemu zapobiegania wypadkom (policja wodna) i ratownictwa, co leży w gestii władz publicznych.

07.08.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?