×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Nie myśleć, że będzie źle

Ewa Stanek-Misiąg

Zawsze brałam ze sobą ciężarki, żeby nie leżeć bez ruchu, tylko ćwiczyć ręce i nogi. Miałam nadzieję, że inni pacjenci wezmą ze mnie przykład. Ale tylko jeden dziadek zapytał: „Pani, gdzie to możno kupić?” – opowiada Krystyna Murdzek, współzałożycielka Polskiego Stowarzyszenia Sportu po Transplantacji.


Krystyna Murdzek. Złoty medal w skoku w dal na Igrzyskach w Kanadzie w 2005 r.

Ewa Stanek-Misiąg: Mój telefon zastał panią w Warszawie, na badaniach. Jak często musi pani na nie jeździć? Jak się pani czuje?

Krystyna Murdzek: Od 22 lat jestem pod opieką prof. Magdaleny Durlik. Na badania jeżdżę co 3 miesiące. Oba przeszczepy – bo dwa razy dostałam nerkę, w 2001 i w 2018 – miałam w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus w Warszawie, obu dokonał prof. Andrzej Chmura. To są bardzo ważne dla mnie osoby, niezwykle życzliwe. Dziękuję losowi, że postawił je na mojej drodze. W nieuleczalnej chorobie dobrze jest mieć jakiegoś anioła stróża, który doradzi, pomoże.
Jak do tej pory wyniki badań mam prawidłowe. Czasami przytrafiała mi się jakaś infekcja i musiałam poleżeć w szpitalu. Ostatnio złapałam chyba RSV i po dwóch tygodniach kaszlu, temperatury i braku apetytu jestem trochę osłabiona, ale to minie. Złe samopoczucie nigdy nie trwa u mnie długo. Prowadzę aktywny styl życia. W kwietniu lecimy – 20-osobową grupą - na igrzyska światowe do Perth.
Federacja organizuje je w różnych krajach całego świata, promując świadome dawstwo. Już raz byliśmy w Australii, 12 lat temu. Od początku działalności Polskiego Stowarzyszenia Sportu po Transplantacji zdobyliśmy w sumie ponad pół tysiąca medali. Obecnie mamy zrzeszonych 110 pacjentów i 30 osób popierających transplantacje. Środowisko jest dużo większe, ale ze sportem niepełnosprawnych jest podobnie, jak z rekreacyjnym, czy wyczynowym w naszym kraju – nie ma zbyt wielu chętnych. Ludzie chorzy często uważają, że nie wolno im nic robić, tylko żyć pod kloszem i jeść tabletki.

Dlaczego potrzebowała pani przeszczepienia nerki?

Z powodu wielotorbielowatości nerek. To jest choroba uwarunkowana genetycznie. Chorował na nią mój dziadek, chorowała moja mama – oboje umarli w wieku 50 lat, choruje moje rodzeństwo. Najmłodszy z braci zmarł po 8 latach dializowania, pozostali dwaj są po transplantacjach. Tylko, że oni po jednej, a ja po dwóch. Pierwsze przeszczepienie miałam po czterdziestce.

Po ilu latach choroby?

Wielotorbielowatość nerek zdiagnozowano u mnie, kiedy miałam 30 lat. Przez kolejne lata miałam coraz gorsze wyniki. Ale nie zrezygnowałam z zawodu – byłam nauczycielką wychowania fizycznego, trenerką narciarstwa biegowego. Cały czas w ruchu. Nawet, gdy choroba się zaostrzała. Bardzo pilnowałam tego, żeby nie myśleć, że będzie źle. W trakcie skrajnej niewydolności nerek prowadziłam reprezentację Polski w biegach narciarskich osób z lekką niepełnosprawnością intelektualną. Na paraolimpiadzie w Nagano w 1998 roku jedna z moich podopiecznych zdobyła 2 brązowe medale.
W 2001 roku musiałam się zgodzić na dializę. Nie jest łatwo podjąć taką decyzję. Dializa burzy życie, wpływa na wygląd, na funkcjonowanie innych narządów. Ale ten strach trzeba zwalczyć. Najpierw zrobiono mi przetokę żylno-tętniczą. Były komplikacje. Ból. Dializowałam się przez 11 miesięcy. Nie poszłam na zwolnienie. Dyrektor tak ułożył mi lekcje, że w dniu dializy pracowałam rano, a następnego dnia zaczynałam koło południa. 3 dializy w tygodniu. Zawsze brałam ze sobą ciężarki, żeby nie leżeć bez ruchu, tylko ćwiczyć ręce i nogi. Miałam nadzieję, że inni pacjenci wezmą ze mnie przykład. Ale tylko jeden dziadek zapytał: „Pani, gdzie to możno kupić?” Odpowiedziałam, że w Lidlu. To były takie ciężarki z rzepami, bardzo bezpieczne.
Przy chorobie nerek człowiek szybko łapie zadyszkę, więc lekcje i treningi prowadziłam tak, żeby mieć trochę wytchnienia. Dziewczyny biegły, a ja szłam za nimi, kroczek za kroczkiem.

Dlaczego potrzebowała pani drugiej transplantacji?

Bo przeszczepiony narząd się zużywa. Za pierwszym razem byłam biorczynią wysokoimmunizowaną. Miałam za dużo przeciwciał. Tacy pacjenci zwykle długo czekają na nerkę, ale u mnie akurat tak się złożyło, że dawca znalazł się szybko. I za drugim razem także. Jako osoba wierząca uważam, że Pan Bóg ma wobec każdego człowieka jakiś plan. Skoro sprawił, że nie musiałam długo czekać, to widocznie czegoś ode mnie chce.
W zeszłym roku bardzo dużo czasu spędziłam pomagając – z ramienia stowarzyszenia – pacjentom dializowanym i po przeszczepieniu z Ukrainy. Przewinęło się 60 osób. Pierwszy chory przyjechał 4 marca. Jechali z Mikołowa, Kijowa, Charkowa. Komunikowaliśmy się na WhatsAppie. Ktoś nie mógł się dogadać na granicy, ktoś potrzebował natychmiast interwencji lekarskiej, ktoś inny dokumentów. Dzwoniłam, załatwiałam. Najczęściej byli wiezieni prosto do szpitala, na dializę. Potem trzeba było znaleźć im jakieś lokum. Najlepiej nie w wielkim skupisku ludzkim, ze względu na obniżoną odporność. Znajdowałam głównie w klasztorach. Zakonnice były bardzo zaangażowane w pomoc i nie chciały żadnych pieniędzy. Chyba niewiele się o tym mówiło. W tej chwili opiekuję się czterema osobami, jedna z nich czeka na przeszczep. We wszystkich centrach kryzysowych – trzeba to podkreślić – pracowali bardzo życzliwi ludzie. Szukali rozwiązań, pomagali.

Myśli Pani czasem o swoich dawcach?

Tak. Rocznice przeszczepień to są szczególne dni. Co roku daję na mszę świętą za te osoby. Pierwszy to był 27-letni mężczyzna.

Skąd Pani wie?

Zapytałam lekarza. A drugą osobą była 56-letnia kobieta.
Oba przeszczepy nerki dały mi nową jakość życia, pozwoliły realizować się zawodowo, sportowo oraz poznawać nowych, wspaniałych ludzi, których nigdy bym nie poznała, gdyby nie choroba. Cenię swoje życie i jestem szczęśliwa.

Rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

Krystyna Murdzek ma 69 lat. Jest emerytowaną nauczycielką wychowania fizycznego i trenerką narciarstwa biegowego. Prowadzi Polskie Stowarzyszenie Sportu po Transplantacji, które założyła przy wsparciu prof. Andrzeja Chmury po pierwszym przeszczepieniu nerki. Swoje przeżycia opisała w książce „Moje drugie narodzenie”. Jest też współautorką – razem z prof. Andrzejem Chmurą – biuletynów „Sport osób po transplantacji narządów i dializowanych" i „Rehabilitacja osób w okresie przed- i potransplantacyjnym”.

W zeznaniu rocznym PIT za 2022 można przekazać 1,5% podatku na Organizację Pożytku Publicznego.
POLSKIE STOWARZYSZENIE SPORTU PO TRANSPLANTACJI
KRS: 0000248401

ulotka POLSKIE STOWARZYSZENIE SPORTU PO TRANSPLANTACJI - Organizacja Pożytku Publicznego

25.01.2023
Zobacz także
  • Wszystko, żeby żyć
  • Dobrze robisz
  • Transplantologia w kryzysie
  • Transplantologia wiąże się z życiem, nie ze śmiercią
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Zbiórka dla szpitali w Ukrainie!
Poradnik świadomego pacjenta