Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Z astmą można myśleć o igrzyskach

Z Robertem Korzeniowskim rozmawia Andrzej Kaczmarczyk
Z astmą można myśleć o igrzyskach

Z Robertem Korzeniowskim rozmawia Andrzej Kaczmarczyk


Kiedy u pana zdiagnozowano astmę?
Pierwsze objawy pojawiły się, gdy byłem małym dzieckiem. W wieku trzech, czterech lat. Brałem wtedy leki przeciwastmatyczne. Z czasem wszelkie objawy ustąpiły i powróciły dopiero, gdy byłem już dojrzałym zawodnikiem i miałem 29 lat. Zacząłem wówczas kojarzyć moją chorobę z dzieciństwa z faktem, że moje samopoczucie związane jest raczej z okresami pylenia roślin, a nie z intensywnością treningu.

A wracając do początków kariery sportowej: wtedy pan nie myślał o astmie?
Nie. Nie zastanawiałem się nawet nad tym, że – jak potem określono – miałem powysiłkowy skurcz oskrzelików. Kaszel po wysiłku wydawał mi się normalny, zresztą wówczas nie było takich możliwości diagnozowania, jak teraz.

A kiedy już się pan dowiedział o chorobie, nie uznał pan tego za dramat? 29 lat, kariera sportowa w rozkwicie, a tu diagnoza – astma. Co dalej? Może trzeba się wycofać?
Aż tak dramatycznie nie było. Pojawił się problem innego typu: co zrobić, żeby nie zostać posądzonym o wymyślenie sobie choroby po to, by zażywać leki, które są na liście leków dopingowych. Poza tym, musiałem się nauczyć dopasowywać treningi do kalendarza pylenia, do miejsca, w którym przebywałem. Bardziej komfortowo trenowało mi się w wysokich górach albo w ośrodkach nadmorskich. Najlepiej w zimie. To zdecydowało nawet o rocznych planach moich treningów.
Przełom ostatnich dwóch lat, 2003–2004, był dość dramatyczny, bo miałem bardzo poważne problemy podczas majowych zawodów . Zwykłe leki przeciwalergiczne nie pomagały i musiałem przejść na leki wziewne. Natomiast na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach nie miałem potrzeby zażywania leków, bo tam o tej porze roku (w sierpniu) stężenia alergenów nie były tak silne o tej porze roku i mogłem sobie pozwolić na start bez „wspomagania”, chociaż cały czas byłem na nie przygotowany.
To, że czynnik pozasportowy może wpłynąć na wynik, jest dla sportowca pewnym dyskomfortem psychicznym. Z drugiej strony, wiedziałem, że 30–40% zawodników ma podobny problem.

Czy musiał pan kiedyś zrezygnować z udziału w jakichś poważnych zawodach, bo odbywały się w takim miejscu i o takiej porze roku, że czynniki alergiczne uniemożliwiły to panu?
Nie. Nigdy nie zrezygnowałem z zawodów, ale w takich przypadkach moje wyniki były słabsze. Na przykład w Mediolanie stoczyłem ciężką walkę i wprawdzie stanąłem na podium, ale już wieczorem miałem kłopoty z oddychaniem i straciłem głos, a następnego dnia wiedziałem, że mam kolejny atak.

A czy astma miała wpływ na zakończenie pańskiej kariery sportowej?
Nie, nie, w żaden sposób. Po prostu uznałem, że mam tyle lat, ile mam, mam też swoje osiągnięcia i po prostu nadszedł „ten czas”. Potem rozpocząłem leczenie na szerszą skalę. Brałem specjalne szczepionki i choroba znalazła się pod pełną kontrolą. Zresztą, z astmą da się żyć, tylko trzeba dobrze kontrolować to, co się robi, jakie leki się bierze i w jakiej sytuacji się jest.

Czy tej kontroli nauczył się pan sam, czy też stale korzystał pan z opieki lekarzy sportowych?
Oczywiście otrzymałem trochę instrukcji od lekarza, ale lekarz nie mógł przecież być ze mną na co dzień, więc musiałem sobie radzić samodzielnie. Czysto „klimatyczną” wiedzę na temat pylenia roślin – które miejsce jest dla mnie dobre, a które nie – zdobywałem sam.

A czy astma ma wpływ na pana obecną pracę menadżera telewizyjnego?
Na pracę nie ma wpływu, ale na komfort życia codziennego – oczywiście tak. Muszę brać pod uwagę ten defekt, że potrzebuję leków. Raz mniej, raz więcej. Poza tym muszę uważać, gdy uprawiam, teraz już amatorsko, sport, bo czasami po treningu miewam duszności. Jednak są to przypadki ekstremalne i jakoś sobie z tym radzę.

To na koniec proszę o dobrą radę dla młodych ludzi chorych na astmę, którzy myślą o sporcie wyczynowym
Pierwsze objawy astmy to nie wyrok. Choroba nie wyklucza ze sportu. Z tym problemem boryka się dzisiaj blisko połowa sportowców. Poza tym, istnieją dobre leki i kompetentni lekarze. Oczywiście, trzeba być stale pod opieką specjalisty, by leki, które przyjmujemy nie obniżały wyników sportowych , jak również nie działały, jak środki dopingujące. Na takie leki trzeba mieć stosowne zezwolenia. I to wystarczy, by móc spokojnie myśleć o igrzyskach.

Dziękuję bardzo za rozmowę.
I ja dziękuję.
26.10.2012

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?