×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Połączyć dwie pasje

Maria Zimny
Kurier MP

Muzyka i medycyna to dwie dziedziny, które w moim życiu są tak dalece rozwinięte, że już tego nie cofnę. To moje zawody, oba kontynuuję – mówi dr Hanna Maria Zajączkiewicz, otolaryngolog z Kliniki Otolaryngologii, Chorób Głowy i Szyi Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie oraz sopranistka i wykładowczyni Instytutu Muzyki na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, gdzie w 2020 r. otrzymała tytuł profesora.


Dr Hanna Maria Zajączkiewicz. Fot. arch. wł.

Maria Zimny: Lekarzy z wszelakimi pasjami nie brakuje, jednak lekarzy, którzy swoją pasją zajmują się także zawodowo, co więcej – na poziomie naukowym, jest już chyba niewielu.

Dr Hanna Maria Zajączkiewicz: To prawda, choć muszę wspomnieć, że jest w Polsce kilku lekarzy, którzy ukończyli również Akademie Muzyczne na Wydziałach Wokalno-Aktorskich, np. moja koleżanka, otolaryngolog Marta Gamrot-Wrzoł, lek. Paweł Pecuszok, dr Anna Kutkowska-Kass czy wspaniała lekarz foniatra dr hab. Ewelina Sielska Badurek, mezzosopranistka i fantastyczny naukowiec. Nie jestem zatem jedyna.

Łączenie sztuki i medycyny wymaga zapewne dużej determinacji.

Zgadza się. Zaczęłam łączyć te dwie dziedziny już na studiach. Wybrałam medycynę i brałam czynny udział w próbach Chóru Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku pod dyrekcją prof. Bożenny Sawickiej. Przez sześć lat studiów byłam nierozerwalnie związana z medycyną i z muzyką. Na szóstym roku natomiast zdawałam egzamin na Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina, do klasy śpiewu solowego.

Już podczas pierwszych lat studiów często radzono mi, żebym na coś się zdecydowała, coś wybrała, ponieważ nie da się na profesjonalnym poziomie wykonywać tych dwóch zawodów. Rzecz w tym, że zazwyczaj doradzały mi tak osoby, które nie miały doświadczeń łączenia dwóch pasji. A może nie traktowały muzyki jako profesji?

Jednak posłuchałam siebie, swojej intuicji i kontynuowałam podwójną drogę. Miałam też sporo szczęścia, ponieważ spotykałam na niej wspaniałych ludzi. Do takich osób zalicza się Jerzy Woy-Wojciechowski, profesor medycyny, ale też kompozytor i pianista, a także prof. Krzysztof Bielecki, który wprawdzie nie jest muzykiem, ale pasjonatem muzyki i chirurgii, człowiekiem, który mnie ogromnie wspierał dobrą radą i autorytetem. Poza tym muszę wspomnieć prof. Elżbietę Hassman Poznańską, promotora mojego doktoratu i prof. Marię Małgorzatę Winnicką z zakładu patofizjologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Te dwie panie bardzo wpłynęły na mój rozwój naukowy, ale też wspierały mnie, bym mogła kontynuować i studia, i rozwój muzyczny. To między innymi dzięki takim wspaniałym osobom doszłam do miejsca, w którym jestem teraz.

Z pewnością otoczenie to jeden z czynników, obok pasji i własnej pracy, który ma wpływ na to, co robimy. Pani udało się spotkać odpowiednich ludzi po obu stronach, medycznej i muzycznej, którzy wspierali, ale też po prostu akceptowali pani wybór i drogę.

Zdecydowanie tak. Jeśli dostaje się od kogoś informacje zwrotne, że to, co robimy nie bardzo mu się podoba, to trzeba albo ufać sobie i zmienić miejsce, albo swoim uporem i konsekwencją pokazywać, że wiemy co robimy, że to wychodzi. Trzeba wierzyć w siebie i dążyć do postawionych sobie celów.

Przy czym, nigdy nie wyznaczałam sobie wielkich celów. Owszem, miałam marzenia, ale nigdy nie myślałam, że będę np. wybitną śpiewaczką czy chirurgiem, nie wiedziałam, co przyniesie przyszłość. Jeśli wyznaczałam sobie jakieś zadania, to małe, dotyczące kolejnych dni, tygodni. Cieszę się z małych kroczków i drobnych rzeczy, które udaje mi się zrealizować. Cieszę się, kiedy uda mi się komuś pomóc, wyleczyć, jak też wtedy, gdy zaśpiewam koncert. Nie przeżywam też i nie wpadam w rozpacz, kiedy coś mi się nie udaje. Owszem, jestem osobą ambitną, ale nie jest to chora ambicja. Jeżeli życie układa się tak, że mamy możliwość wykonywania pewnych rzeczy w danym czasie i miejscu, to trzeba z tego korzystać. I jeśli robi się to z pasją, to jest to największe szczęście. Na to szczęście składają się także ludzie dookoła, którzy rozumieją i wspierają.

Muzyka i medycyna to dwie dziedziny, które w moim życiu są tak dalece rozwinięte, że już tego nie cofnę. To moje zawody, które kontynuuję. Na etapie, na którym obecnie jestem, najbardziej potrzebuję spokoju, zaufania i akceptacji otoczenia, w którym przebywam na co dzień. Myślę, że na tę chwilę wszystkie te rzeczy mam.

W Olsztynie, w którym pracuje Pani w dwóch różnych miejscach, zdobyła Pani zaufanie, czego dowodem jest nowa funkcja – w 2021 r. została Pani kierownikiem Katedry Otolaryngologii Chirurgii Głowy i Szyi. To kolejny poważny obowiązek.

To ogromna odpowiedzialność. Dodatkowo od marca zostałam też powołana do pełnienia roli Koordynatora Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi. Wraz z prof. Andrzejem Kukwą, z którym współpracowałam od samego początku, staram się kontynuować wyznaczoną przez niego drogę.

Olsztyn jest wyjątkowy. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym, w którym pracuję, spotkałam się z ogromną życzliwością i akceptacją. Nie jest to duży szpital, dzięki czemu mam możliwość nawiązania bliskich relacji, które sprawiają, że czuję się tam na swoim miejscu. Pamiętam, jak cztery lata temu w pierwszych dniach pobytu w Olsztynie miałam możliwość uczestniczenia w wyjątkowym wydarzeniu – w poświeceniu „drogi krzyżowej” w kaplicy szpitalnej, namalowanej przez prof. Wojciecha Maksymowicza, wybitnego neurochirurga, naukowca. Pomyślałam wówczas, że musi to być miejsce dla mnie, skoro jest tu obecna sztuka i nauka.

Tuż obok Szpitala USK znajduje się Wydział Sztuki i Instytut Muzyki, w którym pracuję jako pedagog i śpiewaczka. Ze strony dziekana Wydziału Sztuki, prof. Benedykta Błońskiego oraz prof. Leszka Gromadzińskiego, dziekana Wydziału Lekarskiego, spotkałam się z akceptacją i życzliwością.

W kontekście naukowym i interdyscyplinarnym, interesuję się i zajmuję zagadnieniami z zakresu anatomii czynnościowej głosu. Współpracuję z prof. Zdzisławem Madejem, Kierownikiem Katedry Wokalistyki Akademii Muzycznej w Krakowie, który jest śpiewakiem operowym, pasjonatem fizjologii i anatomii głosu. Tak głębokie połączenie medycyny i muzyki otwiera możliwości tworzenia wspólnych, ciekawych projektów.

Dla Pani studentów w Instytucie Muzyki, zarówno w klasie śpiewu, jak i emisji głosu, to ogromne szczęście mieć prowadzącą, która jest lekarzem i od podszewki zna wszystkie zagadnienia, które łączą się z głosem, a więc narzędziem ich przyszłej pracy. Co więcej, chyba niewielu jest specjalistów, którzy tak doskonale rozumieją osoby pracujące głosem.

Dla mnie ogromnie ważne jest, by każdy student dostający się pod moją opiekę był odpowiednio zaopiekowany, tzn. jeśli w jego głosie jest jakakolwiek nieprawidłowość od strony organicznej, czynnościowej, jestem w stanie to usłyszeć.

Bardzo lubię kontakt i zajęcia ze studentami, mam wrażenie, że łączy nas obopólna nić porozumienia. Możliwość przekazywania wiedzy jest tym większa, że zajęcia zarówno w klasie śpiewu, jak i emisji głosu są indywidualne, a więc jest szansa stworzenia partnerskich, dobrych relacji. To ważne zwłaszcza teraz, w okresie izolacji. W dobie zajęć online jest to bardzo trudno, studentów trzeba jeszcze bardziej wspierać, podtrzymywać na duchu, ponieważ przeżywają zdecydowanie więcej chwil zwątpienia.

Czy na uczelniach, gdzie nie ma takich specjalistów jak Pani, studenci mają konsultacje lekarskie?

Tak, oczywiście – są lekarze foniatrzy, którzy zajmują się śpiewakami, z tym że bardzo różnie to wygląda na różnych uczelniach artystycznych w Polsce.

Wspominała Pani, że studenci różnie radzą sobie w tym trudnym czasie. A jak Pani radzi sobie, zajmując się dziedzinami, które mają tyle ograniczeń. Zwłaszcza sztuka – brak koncertów, chyba że online, brak spotkań z publicznością, brak wyjazdów...

Obecnie oswajam się z nowymi obowiązkami na gruncie medycznym. Jeżeli chodzi o rozwój muzyczny, musi być zachowana ciągłość, a więc regularne ćwiczenia. Staram się ćwiczyć trzy, cztery razy w tygodniu. Pozwala mi to zachować balans po tym, co wynoszę ze szpitala. Oczywiście jest trudniej, jest wiele niedogodności związanych z pracą w dobie pandemii, ale po to są wyzwania, aby starać się im sprostać.

Podobno stara się Pani pracować nad poszerzeniem repertuaru, który i tak jest dosyć szeroki. Pracuje Pani z orkiestrami, chórami, wykonuje repertuar sakralny, pieśni, nie tylko polskich kompozytorów, arie operowe czy operetkowe.

Z racji tego, że nie ma koncertów i jest troszkę więcej czasu, rzeczywiście staram się nieco poszerzać repertuar i zająć się tym, co jest dobre dla głosu. Obecnie np. pracuję nad „Czterema ostatnimi pieśniami” Richarda Straussa na sopran i orkiestrę, mając nadzieję, że kiedyś wykonam to na żywo z orkiestrą.

Jak to wszystko się zaczęło? Studia wybierała Pani świadomie, marząc o otolaryngologii, ale też szukając uczelni, w której działa dobry chór?

Tak. Wiedziałam, że chcę śpiewać, natomiast nie planowałam tego, że pójdzie to w taką medyczno-muzyczną i naukowo-artystyczną stronę. Jest to konsekwencja realizowania małych celów, rozwijania pasji, a więc koncertowania i działań naukowych. Starałam się i staram ciągle rozwijać, podtrzymywać to, co już mam i pracować, by było to na jeszcze wyższym poziomie.

W Pani rodzinie są tradycje muzyczne?

Oczywiście muzyka była obecna w domu, ale rodzice się nią nie zajmują. Moja mama jest lekarzem stomatologiem a tata oficerem pożarnictwa.

Zaczęło się od śpiewu czy wcześniej była szkoła muzyczna?

Zaczęło się od fortepianu w ognisku muzycznym w szkole podstawowej. Myślę, że osoby z którymi miałam wtedy do czynienia miały na mnie niemały wpływ. Szybko zaczęło być widoczne to, że bardziej niż fortepianem, interesuję się śpiewem. W szkole średniej zaczęłam się intensywnie rozwijać dzięki uczęszczaniu na zajęcia chóru, fortepian kontynuowałam ponieważ musiałam, ale wiedziałam, że to nie moja droga. Nawet wtedy, kiedy intensywnie przygotowywałam się do matury i studiów medycznych, nie odpuszczałam kształcenia głosu, choć nie myślałam wtedy o śpiewaniu w kontekście zawodowym.

Najpierw była pasja, dopiero potem została obarczona obowiązkami zawodowymi.

To prawda, mimo tego staram się myśleć o muzyce jako o pasji. Gdybym wychodziła z założenia, że idę do pracy, to pewnie trudno byłoby mi funkcjonować tyle godzin w jednej, a potem w drugiej pracy. Jest to kwestia nastawienia, ponieważ w praktyce żyję 24h na dobę w takiej muzyczno-medycznej przestrzeni zawodowej. Staram się jednak znaleźć też czas dla siebie, czas, który spędzam inaczej, np. grając w tenisa. W tej chwili jest to już chyba moja trzecia pasja, która na chwilę oddziela dwa zawodowe światy. Cały czas żyję medycyną i muzyką. Dopóki mam siłę, dobrą atmosferę w pracy, to robię to, co kocham.

Żeby móc to łączyć tyle aktywności niezbędny jest kalendarz, systematyczność i dokładne planowanie, ale nie daleko do przodu, tylko na najbliższy dzień czy kilka dni. Jeżeli to wyjdzie, planuję kolejne dni. Oczywiście trzeba wybierać priorytety, wszystkiego nie da się zrobić, a przy tym wszystkim nie można też zapomnieć o sobie, musi być czas na sen i odpoczynek. W moim przypadku plusem jest to, że odpoczywam np. słuchając muzyki, często zdarza mi się słuchać tego, czego aktualnie się uczę.

W środowisku medycznym jest naprawdę dużo osób, które np. śpiewają w fantastycznych chórach lekarskich, grają na instrumentach, uprawiają różne sporty i też muszą pogodzić pracę, dyżury, z byciem z rodziną i zajmowaniem się swoją pasją. Myślę, że dzięki tym wszystkim pasjom jesteśmy w stanie nadal być empatyczni i dawać z siebie to, co najlepsze.

Od początku, kiedy zaczęła się pani zajmować śpiewem, była to miłość do śpiewu klasycznego?

Tak, od początku postawiłam na klasykę, zresztą, nawet kiedy próbowałam śpiewać estradowo, jeszcze będąc nastolatką, miałam z tym trudności. Znajomi wtedy żartowali, że na pewno w przyszłości będę śpiewać w chórze lub zostanę śpiewaczką operową. Miałam predyspozycje do śpiewu klasycznego, szybko zrozumiałam, że to mi wychodzi i że warto pójść w tym kierunku.

Czy bywa tak, że świadomość w dziedzinie muzycznej i medycznej w pewnym momencie może przeszkadzać w wykonywaniu którejś z tych profesji?

Taką rzeczą jest stres związany z pracą lekarza. Zawsze pojawiają się obawy, jaki będzie efekt operacji czy leczenia, analizowanie, czy wszystko dobrze się zrobiło. Poza tym jest też sporo stresujących sytuacji na izbie przyjęć, nagłe przypadki, które wymagają opanowanej postawy. Te wszystkie emocje i napięcia nie znikają, nosimy je w sobie i kiedyś trzeba je jakoś rozładować. W momencie, kiedy wychodzi się na scenę podczas koncertu i nie ma się przepracowanych tych rzeczy, mogą się one przenieść na głos. To jest taki aspekt, nad którym na pewno będę jeszcze długo pracować. Myślę jednak, że w tym momencie jestem już na tyle ukształtowanym lekarzem, jestem na tyle pewna tego, co robię, że przyjęłabym nawet takie wyzwanie, jak zaśpiewanie w operze.

Nie ukrywam, że to jest moje marzenie – wystąpić na deskach opery jako solistka, otrzymać rolę. Na pewno byłoby to duże wyzwanie, rzecz niełatwa do połączenia zawodowo, ale myślę, że jestem na to gotowa.

Na swoim koncie ma Pani jedną płytę. Czy będzie coś nowego?

Jestem w trakcie wydawania płyty. Będzie to muzyka sakralna kompozytorów z okresu romantyzmu, zrealizowana z udziałem fisharmonii, a więc muzyka na sopran i fisharmonię. Repertuarowo będą to głównie utwory Stanisława Moniuszki. Wszystko jest nagrane, a wydawnictwo niedługo będzie gotowe.

Pół żartem, pół serio: czy zdarza się Pani śpiewać w szpitalu?

Nie, tutaj staram się zachować twarz lekarza, skupiam się na obowiązkach lekarskich.

A zdarza się, że pacjenci pytają o tę artystyczną stronę?

Od jakiegoś czasu zaczęłam zauważać, że pacjenci coraz częściej mnie rozpoznają i wiedzą, że śpiewam. Jest to bardzo miłe, ale w szpitalu skupiam się na tych merytorycznych, medycznych stronach.

Rozmawiała Maria Zimny

04.06.2021

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Covid - aktualne dane
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.