×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Zwolnienia z WF. Leczyć przyczyny, nie objawy

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Zapowiedź, że już od września długotrwałe zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego będą mogli wystawiać tylko specjaliści, oburzyła środowisko lekarskie – bo minister sportu „zapomniał”, że lekarze pracujący w POZ to również, najczęściej, specjaliści. Jednak poza ewidentnym brakiem wiedzy i wyczucia, w zapowiedziach ministra sportu jest drugie i trzecie dno, jeszcze istotniejsze niż brak orientacji w podstawowych kwestiach związanych z systemem ochrony zdrowia.

Fot. Marcin Tomalka / Agencja Gazeta

  • Zwolnienie z lekcji wychowania fizycznego dotyczy 30 proc. uczniów – stwierdził szef resortu sportu i turystyki Kamil Bortniczuk
  • Minister sportu sugeruje, że zwalnianie uczniów z lekcji WF to domena lekarzy POZ
  • Powodów, dla których młodzi ludzie uchylają się od ćwiczeń na WF, nie można sprowadzić do tego, że im się nie chce, albo że są gorsi – komentuje Katarzyna Koźluk, psycholog i pedagog szkolnym
  • Konflikty wywołane podczas lekcji WF to jeden z motywów przewodnich wizyt uczniów w gabinecie szkolnego psychologa
  • Lekcje WF muszą się zmienić. Nie można zaczynać tej zmiany od próby przymuszenia uczniów, by weszli w obecny schemat – podkreśla psycholog

Minister sportu we wtorek bronił swoich pomysłów na uzdrowienie sytuacji na lekcjach WF. – Zwolnienie z lekcji wychowania fizycznego dotyczy 30 proc. uczniów w szkołach; to jest normalna lekcja, na którą trzeba uczęszczać, będę absolutnie walczył o to, aby zajęcia WF były traktowane jak najbardziej poważnie – zapowiedział w Studio PAP Kamil Bortniczuk.

Szef resortu sportu i turystyki podkreślał, że „interes publiczny wymaga tego, żeby polskie dzieci były jak najbardziej sprawne i jak najbardziej zdrowe”. Powtórzył tezę, że w Polsce mamy problem z nadmiarem wystawianych zwolnień lekarskich z zajęć wychowania fizycznego. – Zwolnienie takie ma 30 proc. uczniów – powiedział minister, choć dziennikarzom z mediów niezależnych udało się ustalić, że ani resort edukacji, ani resort sportu nie dysponują takimi danymi. Minister opiera się, prawdopodobnie, na wycinkowych danych jeszcze z czasów, gdy funkcjonowały gimnazja i trzyletnie szkoły ponadgimnazjalne, gdzie rzeczywiście zaobserwowano radykalne, na tle sześcioletnich szkół podstawowych, zwiększenie liczby semestralnych i rocznych zwolnień z ćwiczeń na lekcjach WF.

Wypowiedzi Kamila Bortniczuka dowodzą, jak bardzo minister nie ma pojęcia, o czym mówi. – To jest normalna lekcja, na którą należy uczęszczać. Nawet jak ktoś jest nieco gorszy od innych, tak jak z polskiego, matematyki, historii (…), to ma mieć motywację do tego, aby się poprawiać – stwierdził.

Tę motywację minister chce zapewnić dwutorowo. – Interes publiczny wymaga, aby polskie dzieci regularnie ćwiczyły, aby ten wysyłek fizyczny był częścią ich codzienności. Aby pobudzać ich motywacje do tego, aby ten wysiłek fizyczny uprawiały. Z jednej strony jest to upowszechnianie, atrakcyjność lekcji etc. (…), ale z drugiej strony kwestia nieułatwiania uciekania od tych lekcji. Mam wrażenie, że przy 30-procentowym poziomie zwolnień z lekcji WF coś w tym systemie jest nie tak – powiedział, dodając, że lekarze w tej sprawie sami powinni bić na alarm.

Czy ministerstwa (sportu albo edukacji) zbadały skalę zjawiska długotrwałych zwolnień lekarskich? Brak danych skłania ku wnioskowi, że nie. Jeśli nie ma danych na temat tego, ilu uczniów (optymalnie z podziałem na rodzaje szkół i regiony) takie zaświadczenia przedstawia, nie ma – tym bardziej – danych o tym, jacy lekarze (jakiej specjalizacji i w jakich podmiotach pracujący) zwolnienia wystawiają. Minister sportu nieco w ciemno formułuje poważny zarzut o wystawianiu zwolnień „lekką ręką”, sugerując, że zwalnianie uczniów z lekcji WF to domena lekarzy POZ. Przydałyby się, na poparcie tej tezy, twarde informacje.

Minister jednak przede wszystkim w niezwykle lekki sposób prześlizguje się nad tematem absolutnie zasadniczym: dlaczego dzieci (rzadziej) i młodzież (dużo częściej) uchylają się od ćwiczeń na lekcjach WF. Dlaczego takich zwolnień przewlekłych jest dużo więcej niż jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu? Dlaczego znacząco częściej niż chłopcy w lekcjach WF nie chcą uczestniczyć dziewczęta? Recepta „uatrakcyjnienie lekcji” i „zmiana systemu oceniania” jest o tyleż ogólna, co bezsensowna – zwłaszcza, że takie hasła powtarzane są od wielu, wielu lat.

O tym, dlaczego uczniowie nie chcą ćwiczyć na WF rozmawiamy z Katarzyną Koźluk, psychologiem i pedagogiem szkolnym w jednej z warszawskich szkół podstawowych, prywatnie matką trojga dzieci w wieku szkolnym.

Małgorzata Solecka: „WF to jest normalna lekcja, na którą należy uczęszczać. Nawet jak ktoś jest nieco gorszy od innych, tak jak z polskiego, matematyki, historii, ma mieć motywację do tego, aby się poprawiać” – mówi minister sportu, sugerując, że części uczniów po prostu na lekcje WF chodzić się nie chce.

Katarzyna Koźluk: Na początek może zastrzeżenie: dla psychologa, podobnie jak dla lekarza, jest oczywiste, że młodemu człowiekowi ruch, aktywność fizyczna, są po prostu niezbędne do życia. Nawet pół godziny, czterdzieści minut intensywnych ćwiczeń jest nie tylko dobrodziejstwem dla organizmu ze względu na zapewnienie deficytu energetycznego, ale również poprawia funkcjonowanie mózgu, zdolność koncentracji, przyswajania wiedzy. W szkole dzieci i młodzież powinny mieć zapewnioną stałą dawkę ruchu.

Minister ma więc rację.

Częściowo ma, jednocześnie nie mając jej wcale. Bo powodów, dla których młodzi ludzie uchylają się od ćwiczeń na WF, absolutnie nie można sprowadzić do tego, że im się nie chce, albo że są gorsi i muszą się poprawiać. To tak nie działa.

Gdy uczeń dostanie „jedynkę” ze sprawdzianu z fizyki czy historii, najczęściej wie o tym on, rodzice i nauczyciel. Może się swoją porażką podzielić z kolegami, ale wcale nie musi. Jeśli na lekcji WF jest sprawdzian – skok w dal, bieg na czas – młody człowiek „kompromituje się” publicznie. Jego porażka jest – być może tylko w jego subiektywnym odczuciu – komentowana i wyśmiewana.

Nawet jeśli byłaby tylko w subiektywnym odczuciu, nie byłoby to absolutnie mniej ważne. Ale nie jest. Tak się po prostu dzieje, młodzi ludzie nie szczędzą sobie złośliwości, nie potrafią powstrzymać się od komentarzy…

… zdarza się, że przenoszą się one do cyberprzestrzeni. Zbierając informacje na ten temat, usłyszałam historię, jak w jednej ze szkół ponadpodstawowych niećwiczący na lekcji uczniowie nagrali dwóch czy trzech „looserów” podczas nieudanych prób skoku wzwyż i zaczęli te filmiki rozsyłać.

Młodzież żyje w sieci 24 godziny na dobę. Już w starszych klasach szkoły podstawowej uczniowie wysyłają sobie niekiedy obraźliwe, albo bardzo przykre, wiadomości nawet w nocy. Dorośli nie powinni zamykać oczu na to, że ważny aspekt szkolnej rzeczywistości może być źródłem jeśli nie hejtu, to na pewno dyskomfortu dla niektórych uczniów.

Tym bardziej, że okazji na lekcji WF nawet bez tego typu sprawdzianów, z których – to warto podkreślić – część nauczycieli już zrezygnowała, nie brakuje. Mówi się, że na WF królują sporty drużynowe, gry zespołowe. Kapitanowie wybierają drużyny…

… i każdy z wybieranych myśli „teraz, teraz”, żeby nie być ostatnim. Ci, którzy są wybierani na początku, albo niechby w środku, nawet sobie nie wyobrażają, jak to jest, gdy na placu zostają trzy, cztery osoby.

I ktoś zawsze dołącza do drużyny jako ostatni. Można powiedzieć, że zawsze tak było, ale to jest podejście niezwykle ryzykowne. Zawsze tak było, ale rzeczywistość, w jakiej funkcjonujemy, jest już zupełnie inna. Młodym ludziom brakuje siły, jaką dawał – kiedyś – dom bardziej uczestniczący w życiu dziecka, bardziej wspierający. Albo krąg przyjaciół, często spoza szkoły. Dziś nastolatkowie są zdecydowanie bardziej osamotnieni i dorastają w poczuciu, że ze wszystkim muszą sobie radzić sami. To również oznacza, że społeczność klasy jest nie tylko najważniejszym, ale często jedynym punktem odniesienia. Że pozycja, jaką się ma w klasie, definiuje młodego człowieka dużo bardziej niż kiedyś.

Dziś mogę powiedzieć, że konflikty wywołane podczas lekcji WF lub wynikające ze zdarzeń mających miejsce na tych lekcjach, to jeden z motywów przewodnich wizyt uczniów w gabinecie szkolnego psychologa.

Krążymy wokół tematu zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. W ostatnich tygodniach w Sejmie kilka ministerstw oraz Rzecznik Praw Dziecka prezentowali liczne raporty – a to o próbach samobójczych, a to o zaburzeniach odżywiania w tych grupach wiekowych. We wszystkich tych dokumentach bardzo mocno była podkreślona konieczność indywidualizacji nauczania, dostosowania go do możliwości ucznia. We wszystkich przedmiotach.

Jeszcze raz powtórzę, bo absolutnie nie można wyciągnąć takiego wniosku, że ponieważ lekcje WF wyglądają jak pole minowe dla psychiki młodego człowieka, lepiej byłoby, gdyby nie ćwiczył. Nigdy czegoś takiego nikt odpowiedzialny nie powie. Natomiast to, co powinno zostać nie tylko powiedziane, ale wręcz wykrzyczane: lekcje WF muszą się zmienić. Nie można zaczynać tej zmiany od próby przymuszenia uczniów, by weszli w obecny schemat, bo patrząc obiektywnie, mają dobre powody, żeby nie ćwiczyć.

W pierwszych klasach podstawówki, tak mniej więcej do piątej, szóstej klasy, problemu praktycznie nie ma. Dominują zwolnienia jednorazowe od rodziców lub zwolnienia lekarskie, ale związane z przebytą cięższą chorobą czy, przede wszystkim, urazem. Problem zaczyna się w siódmej, ósmej klasie, a jednym z powodów jest to, że część szkół nie organizuje osobnych lekcji dla chłopców i dziewczynek. Nie organizuje, bo szkoły są za ciasne, bo nie ma sal, bo jest za dużo uczniów. Ale z punktu widzenia dojrzewającej trzynasto-, czternastolatki, zmuszanie jej do przebierania czy ćwiczeń w towarzystwie kolegów jest doświadczeniem, mówiąc oględnie, bardzo trudnym.

Ale to nie wszystko i w sumie – wcale nie najważniejsze. W szkołach ponadpodstawowych lekcje odbywają się już osobno, a problem uchyleń od ćwiczeń wybucha. Kluczowa sprawa to logistyka. O ile WF na ostatnich lekcjach oznacza, że młody człowiek wydziela intensywną i niemiłą woń jedynie w publicznym transporcie czy też w samochodzie odbierającego go rodzica, lekcje na początku czy w środku dnia to gehenna.

Dla prowadzących zajęcia nauczycieli?

Każdemu, kto wypowiada się na temat lekcji WF, rekomendowałabym, żeby wszedł na 45 minut do sali, w której siedzi trzydziestu spoconych nastolatków po dwóch lekcjach gry w siatkówkę. Optymalnie, w grudniu, gdy trwa już sezon grzewczy a pogoda jest na tyle fatalna, że okno można co najwyżej odrobinę uchylić.

Ale gdy mówię o gehennie, myślę przede wszystkim o tych konkretnych młodych osobach, nie o nauczycielach. Budząca się świadomość swojego ciała, skrępowanie, wstyd, chęć schowania się w mysią dziurę – z tym kojarzy się WF i aktywność fizyczna, o której mówi minister sportu.

W wielu szkołach są prysznice, niestety – od wielu lat nieremontowane i w fatalnym stanie. Bez realnej możliwości umycia się i przywrócenia do stanu, w którym młody człowiek może przez pozostałą część dnia funkcjonować, nie zmienimy podejścia uczniów. Trudno ich za to winić, nie sądzę, by ktokolwiek z dorosłych po godzinie biegów czy jazdy na rowerze bez prysznica po prostu się ubrał i poszedł do pracy.

Anna Lewandowska, która prezentuje na stories swoje ciało po intensywnym treningu, też się poci. Nie wspominam o niej bez powodu – celebryci, wśród nich Lewandowska, angażują się w promocję lekcji WF. Już siedem lat temu sportsmenka zachęcała rodziców, by nie wypisywali zwolnień dzieciom. – Nie szukajmy wymówek – apelowała. Jednocześnie trudno nie zauważyć, że ćwiczy w pięknych okolicznościach domowej sali fitness albo w ogrodzie.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że dorośli mają wybór. Jeśli nabyli świadomość, że aktywność fizyczna powinna mieć miejsce codziennie, a co najmniej kilka razy w tygodniu, że powinna nam towarzyszyć tak samo jak picie wody i odżywianie, decydują sami. Ktoś wykupuje sobie aplikację Anny Lewandowskiej i wykonuje zaplanowane treningi. Ktoś zapisuje się na basen albo do klubu fitness i dobiera sobie godziny tak, by nie ćwiczyć w tłoku, jeśli nie lubi towarzystwa innych osób. Ktoś biega – sam lub z kolegami, albo jeździ na rowerze. Ktoś kupuje sobie rower stacjonarny. I każdy z tych wyborów jest OK.

Zdecydowana większość młodych ludzi nie ma takiego wyboru, więc decyduje się – sama, ale ze wsparciem rodziców – na ten fałszywy, czyli rezygnację z WF, która najczęściej oznacza też, choć nie zawsze, rezygnację ze sportu w ogóle. Tylko część szkół, i to wyłącznie ponadpodstawowych, stwarza przynajmniej ograniczone możliwości wyboru, organizując w miejsce klasycznych lekcji WF, coś w rodzaju sekcji sportowych – młody człowiek może się zapisać w jednym semestrze na siatkówkę, w drugim – piłkę nożną. Nie można ćwiczyć przez cały rok tego samego, a lista jest dłuższa niż gry drużynowe, bo wiem, że niektóre licea, na przykład w Warszawie, mają też zajęcia nordic walking czy tańca.

Jeśli dorośli nabyli świadomość…

… to jest warunek. I to jest też wyzwanie, również dla szkoły. Myślę, że ogromna część młodzieży nie rozumie, po co są lekcje WF. Bo, przede wszystkim, nie mają przykładu w domu. Aktywność fizyczna nie istnieje, ani jako sposób spędzania wolnego czasu wspólnie, ani też jako część codzienności rodzica. Ale też nie dowiadują się tego w szkole. Wiedzą, że kilka razy w tygodniu muszą się przebrać w strój i wykonywać polecenia. Dlaczego to jest ważne? Co im to da? Ani nie ma okazji do postawienia takich pytań, ani do uzyskania odpowiedzi.

Szkoła powinna w tej sprawie lepiej komunikować się również z rodzicami. Nie ogłaszać, że zwolnienia lekarskie nie będą honorowane, tylko uświadamiać, dlaczego powinni inspirować dzieci do stałego, regularnego uprawiania aktywności ruchowej i wręcz gwarantować stałą do niej dostępność.

Rozmawiała Małgorzata Solecka

01.08.2022
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Zbiórka dla szpitali w Ukrainie!
Poradnik świadomego pacjenta
  • Kardiolog - czym się zajmuje i jakie choroby leczy?
    Kardiolog to lekarz specjalizujący się w rozpoznawaniu i leczeniu chorób układu sercowo-naczyniowego (inaczej układu krążenia), które, obok nowotworów, stanowią główną przyczynę zgonów na świecie. W diagnostyce i leczeniu stosuje zarówno metody nieinwazyjne, jak i inwazyjne.
  • Więcej badań w POZ
    Pomogą w diagnostyce niedokrwistości, zakażenia wirusem zapalenia wątroby typu C oraz Helicobacter pylori oraz w rozpoznaniu reumatoidalnego zapalenia stawów. Ułatwią też lekarzowi POZ podjęcie decyzji w sprawie antybiotykoterapii