Odpolitycznić zdrowie

Jerzy Dziekoński
MP - Pediatria

O zdrowiu należy mówić w sposób pozytywny, ale żeby to zrobić, musimy zacząć traktować je w kategoriach wartości – przekonuje prof. Zbigniew Izdebski, specjalista w zakresie zdrowia publicznego, seksuolog, pedagog, doradca rodzinny, badacz i przewodniczący międzyresortowego zespołu przygotowującego założenia i podstawę programową przedmiotu edukacja zdrowotna.


Prof. Zbigniew Izdebski. Fot. Radosław Polak

  • Fragmentaryczne treści dotyczące zdrowia możemy znaleźć w programach różnych przedmiotów, ale tak dobrze skomponowanego i usystematyzowanego przedmiotu jak edukacja zdrowotna jeszcze nie było w historii polskiej szkoły
  • Zdrowie, w sensie działań profilaktycznych, w dużej mierze zależy od nas. I to jest podstawa naszego myślenia
  • Jesteśmy nastawieni na medycynę naprawczą, a nie prewencyjną. (...) Naszą odpowiedzialnością jest przedstawianie młodym ludziom zdrowia w kategoriach profilaktyki i zdrowego stylu życia
  • Zdrowie seksualne stanowi około 10% całego programu edukacji zdrowotnej. Opowiadanie, że ten przedmiot seksualizuje dzieci, jest kłamstwem i manipulacją
  • Edukacja zdrowotna może przyczynić się do wydłużania życia poprzez działania profilaktyczne i nabycie umiejętności dbania o własne zdrowie
  • Celem edukacji zdrowotnej nie jest podważanie wartości rodziny, lecz przygotowanie młodych ludzi do budowania dojrzałych, odpowiedzialnych relacji i ochrona ich przed zagrożeniami, w tym przemocą

Jerzy Dziekoński: Czy dotychczas w polskiej szkole były jakieś przedmioty, których program odpowiadał edukacji zdrowotnej?

Prof. Zbigniew Izdebski: Fragmentaryczne treści dotyczące zdrowia możemy znaleźć w programach różnych przedmiotów, ale tak dobrze skomponowanego i usystematyzowanego przedmiotu jak edukacja zdrowotna jeszcze nie było w historii polskiej szkoły. Tym bardziej, że ten przedmiot to nie tylko przekazywanie treści teoretycznych, ale również zdobywanie umiejętności praktycznych. Niemal 30 lat pracuję w Katedrze Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii Wydziału Pedagogicznego UW i od czasów prof. Andrzeja Jaczewskiego, później prof. Barbary Woynarowskiej, aż do czasu mojego kierownictwa opowiadaliśmy się za tym, żeby wprowadzić do szkół osobny przedmiot dotyczący zdrowia. Wszyscy mówimy o zdrowiu jako wartości, składamy bliskim życzenia zdrowia, ale problem zaczyna się, gdy prozdrowotnych zachowań chcemy uczyć nasze dzieci.

Istotna jest świadomość, że na zdrowie mamy również wpływ.

To jest podstawa naszego myślenia – zdrowie, w sensie działań profilaktycznych, w dużej mierze zależy od nas. I to jest oczywiste. Pamiętam, jak przekonywaliśmy do stworzenia przedmiotu „edukacja zdrowotna” kolejnych ministrów zdrowia i edukacji. Każdy przytakiwał, kiwał głową, mówił, że jest ważna, ale nikt jej nie wprowadzał. Prof. Woynarowska zaczęła szukać porozumienia z nauczycielami wychowania fizycznego, żeby do ich lekcji włączyć moduł z zakresu edukacji zdrowotnej. Zrobiono to już wiele lat temu, problem polegał jednak na tym, że większość nauczycieli tego modułu nie realizowała. Stąd moja determinacja, żeby wprowadzić osobny przedmiot. Tym bardziej, że nie jest to żadna nowość. Jeśli popatrzymy na systemy kształcenia w różnych krajach, to okaże się, że edukacja zdrowotna jest nauczana nie od dziś.

Możemy przywołać wychowanie do życia w rodzinie, które zawierało pewne treści, o których mówimy również w edukacji zdrowotnej, ale na pewno nie były one tak szeroko potraktowane.

Słyszymy nieustający alarm, że stan zdrowia dzieci i młodzieży jest w Polsce bardzo zły. Wszystkie raporty wskazują na problem nadwagi i otyłości wśród dzieci. Ostatnie lata pokazują natomiast na duże problemy dotyczące zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. To nie są zjawiska nowe, wcześniej nie były jednak tak bardzo nasilone. Zmiany cywilizacyjne, styl życia, kwestie dotyczące mediów, internetu, chaosu informacyjnego, w którym się poruszamy, to wszystko sprawiło, że wprowadzenie do procesu kształcenia osobnego przedmiotu dotyczącego zdrowia stało się nieodzowne. Edukacja zdrowotna trwa od IV do VIII klasy szkoły podstawowej oraz w I i II klasie szkoły ponadpodstawowej (po jednej godzinie tygodniowo). W ramach tej edukacji zdrowie jest programowo przedstawiane jako wartość. Mam takie poczucie, że nie nauczyliśmy się traktować zdrowia w ten sposób. Dużo o nim mówimy, ale częściej w kontekście choroby. Oznacza to, że jesteśmy nastawieni na medycynę naprawczą, a nie prewencyjną. Polityka zdrowotna w Polsce przez lata była zdominowana przez model medycyny naprawczej, co świadczy o niedostatecznym zrozumieniu roli zdrowia publicznego jako inwestycji w kapitał społeczny. I na tym polega nasza odpowiedzialność, żeby młodym ludziom zdrowie przedstawiać inaczej – w kategoriach profilaktyki i zdrowego stylu życia.

Biorąc pod uwagę dobrostan psychiczny i fizyczny, co nie zawsze jest ze sobą łączone.

Zespół przygotowujący treści dla edukacji zdrowotnej opracował różne działy, m.in. dotyczące zdrowia fizycznego i psychicznego, zdrowego odżywiania się, zdrowia społecznego, środowiskowego, odpowiedzialnego korzystania z internetu, dotyczące uzależnień, ale także problemów dojrzewania psychoseksualnego, zdrowia seksualnego i funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Mam poczucie, że przygotowaliśmy model holistycznego spojrzenia na zdrowie. Ten przedmiot dzisiaj ma charakter nieobowiązkowy, ale nie ze względów merytorycznych, tylko ze względów politycznych, co jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Skoro wszyscy mówimy, że zdrowie jest najważniejsze, warto byłoby, żebyśmy potraktowali to poważnie i uznali, że zdrowie dzieci i młodzieży jest kluczowe i powinno być poza rozważaniami politycznymi. Mówię to z pełną odpowiedzialnością – zajmuję się tematyką edukacji zdrowotnej prawie 40 lat i jeszcze nigdy ten przedmiot nie był tak potrzebny jak teraz.

Czy pediatrom i lekarzom rodzinnym powinno zależeć na tym, żeby jak najwięcej uczniów uczestniczyło w zajęciach z edukacji zdrowotnej? Jakie korzyści może to przynieść lekarzom rodzinnym i pediatrom?

Medyczne towarzystwa naukowe poparły zarówno inicjatywę wprowadzenia edukacji zdrowotnej do szkół, jak i treści, które w tym przedmiocie są zawarte. Powszechna wiedza na temat zdrowia w okresie rozwojowym jest niewielka. Nie możemy w tym zakresie przerzucać odpowiedzialności tylko na rodziców, bo poziom ich wiedzy jest nierówny, a program naszych zajęć jest tak skonstruowany, że dostarcza wiedzy w sposób przekrojowy. Skorzystamy na tym wszyscy.

Jacy specjaliści brali udział w tworzeniu programu edukacji zdrowotnej?

Nasz zespół miał interdyscyplinarny, międzyresortowy charakter. Pracowali z nami eksperci rekomendowani przez Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz oczywiście Ministerstwo Edukacji Narodowej. Pracowali z nami lekarze, krajowe konsultantki ds. psychiatrii dzieci i młodzieży oraz medycyny rodzinnej, przedstawiciele Akademii Wychowania Fizycznego, seksuolog, doradca rodzinny, psycholog, nauczycielka przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, specjalista w zakresie zdrowia publicznego oraz ksiądz, który zajmuje się problematyką uzależnień i praw pacjenta. Naturalnie, opracowując program, braliśmy pod uwagę różne raporty i ekspertyzy. Sięgaliśmy również po opinie ekspertów z różnych dziedzin. Ostateczny kształt edukacji zdrowotnej jest efektem współpracy wielu ludzi. Program uzupełniliśmy także uwagami zgłoszonymi w ramach konsultacji społecznych.

Które moduły programu edukacji zdrowotnej mógłby Pan uznać za wiodące?

Moduł dotyczący wartości, moduły omawiające zdrowie fizyczne i psychiczne, zdrowie środowiskowe, zdrowie społeczne, zagadnienia dotyczące internetu i uzależnień, dojrzewania i zdrowia seksualnego oraz systemu ochrony zdrowia. Takie działy wiedzy zawarliśmy w tym programie. I jeszcze odżywianie jako osobny moduł. Co ważne, to nie jest tylko sucha wiedza. Wskazaliśmy, jakie umiejętności powinien nabyć uczeń w poszczególnych działach. I to jest kluczowe. Oczywiście pewne elementy związane ze zdrowiem są wprowadzane już w przedszkolu i w okresie wczesnoszkolnym. I o to chodzi, aby rozbijać tę wiedzę, dostosowując ją do faz rozwojowych dzieci i młodzieży. Dlatego program edukacji zdrowotnej podzielono na poszczególne klasy, bo nie da się mówić o zdrowiu tak samo do dziecka ze szkoły podstawowej i do nastolatka z klas ponadpodstawowych. Treści muszą dojrzewać razem z uczniem.

W dyskusji na temat edukacji zdrowotnej, jaka się toczy w przestrzeni publicznej, pojawiły się głosy, że edukacja zdrowotna ratuje życie. Gdzie ten efekt może być najbardziej widoczny?

Po pierwsze, w działaniach profilaktycznych. Po drugie, w wydłużaniu życia poprzez wspomniane działania profilaktyczne i nabycie umiejętności dbania o swoje zdrowie. A także – co równie istotne – w realnej poprawie jakości życia. To ważne, żeby już na etapie szkolnym wyposażyć człowieka w pewne umiejętności funkcjonowania w zgodzie z zaleceniami prozdrowotnymi.

Edukację zdrowotną wprowadzamy od klasy IV, ale resort edukacji już od I klasy wprowadza treści związane z problemami emocjonalnymi. To jest ogromnie ważna umiejętność, aby w zdrowy sposób radzić sobie w kryzysowych sytuacjach. Czy człowiekowi mogą przydarzać się w życiu kryzysy? Naturalnie! Kryzysy przydarzają się nagminnie. Możemy pokazać uczniom, w jaki sposób unikać pewnych sytuacji, gdzie szukać pomocy i z kim w danym zakresie współdziałać. Żyjemy w społeczeństwie, które jest różnorodne. Warto pokazać, że w społeczeństwie mamy także osoby neuroróżnorodne, które funkcjonują nieco odmiennie. Dzięki temu możemy nauczyć młodych ludzi rozumienia drugiego człowieka. Myślę, że jest to bardzo ważne. Stajemy się także społeczeństwem wielokulturowym, co wywołuje różne emocje, często o charakterze politycznym. Na tę sytuację nakłada się kryzys demograficzny. To są ważne wyzwania także z punktu widzenia zdrowia publicznego. I to nie tylko z perspektywy polskiej, ale i międzynarodowej. Pokazywanie dzieciom tych aspektów, wyjaśnianie, że w pewnych kwestiach różnimy się, a w pewnych jesteśmy tacy sami, wyjaśnianie korzyści płynących z określonych postaw i zachowań pozwala w ogóle zrozumieć istotę zdrowia publicznego. Także w kontekście zagrożeń wynikających ze współczesnej cywilizacji. My mówimy uczniom o zdrowiu środowiskowym, mówimy o klimacie. Nawet jeżeli politycy na świecie nie chcą już rozmawiać o wyzwaniach wynikających z emisji zanieczyszczeń i ze względów politycznych łamią wszelkie konwencje dotyczące ochrony środowiska, nie oznacza to, że my o tym mamy nie mówić. To wspólne dobro, o które powinniśmy dbać.

Myślę, że w sytuacji, kiedy także politycy sięgają po kontrowersyjne treści, stojące w sprzeczności z wiedzą naukową, edukowanie tym bardziej staje się palącą potrzebą.

To obrzydliwe, że w imię korzyści politycznych można promować ruchy antyszczepionkowe, fake newsy i różnego typu niedorzeczne informacje powielane przez pseudoekspertów. Ignorowanie medycyny opartej na wiarygodnych danych naukowych na poziomie przedstawicieli władzy jest niedopuszczalne. Wymagamy od dzieci i młodzieży, żeby zachowywali się odpowiedzialnie, także w odniesieniu do własnego zdrowia. Ale to przede wszystkim my, dorośli, w tym politycy i rodzice, musimy zacząć postępować odpowiedzialnie. To nie jest tak, że raptem zmienili się nam politycy – w sensie intelektualnym zawsze były deficyty w tym środowisku, tyle że dzisiaj nikomu nie wadzi, że są prezentowane z taką pewnością siebie. Nie wnoszę o to, żeby sprawdzać kompetencje intelektualne posłów, oczekuję jednak zmian w kategoriach etycznych. Politycy, którzy zdecydowali się kreować politykę państwa, muszą się uczyć, także o zdrowiu publicznym, a nie powtarzać populistyczne bzdury. Permanentna, całożyciowa edukacja nawet dla polityków nie jest czymś złym. Ona dobrze świadczy o człowieku, jego rozwoju i profesjonalizmie.

No i bez odpowiedniej edukacji łatwiej doszukać się kontrowersji tam, gdzie tak naprawdę ich nie ma. Czy edukacja zdrowotna to rzeczywiście przede wszystkim edukacja seksualna?

Nie mogę odpowiadać za fantazje seksualne osób, które w ten sposób wypowiadają się o edukacji zdrowotnej. Zdrowie seksualne stanowi około 10% całego programu edukacji zdrowotnej. Opowiadanie o tym, że ten przedmiot związany jest z seksualizacją albo głównie opiera się na kwestiach dotyczących seksualności człowieka, jest kłamstwem i manipulacją. Edukacja zdrowotna jest przeciwko seksualizacji. Trudno mówić o zdrowiu fizycznym i psychicznym, nie podejmując aspektów dojrzewania psychoseksualnego czy w ogóle zdrowia seksualnego człowieka. To jest, myślę, nasz generalny polski problem – nie nauczyliśmy się traktować seksualności człowieka w kategorii zdrowia. Czy tego chcemy, czy nie, seksualność jest elementem zdrowia. Każdy z nas jest istotą seksualną. I kwestia seksualności u każdego z nas na różnych etapach życia może odgrywać różną rolę. I to wcale nie znaczy, że mamy eliminować te treści z programów nauczania, wręcz przeciwnie, tylko muszą one być przystosowane do wieku uczniów, do ich fazy rozwoju. I to zrobiliśmy w programie edukacji zdrowotnej.

Rodzice dzisiejszych uczniów przeszli edukację w zasadzie bez przedmiotów mówiących o zdrowiu i seksualności człowieka. Natomiast takich zagrożeń, na jakie narażone są dzisiaj dzieci, nigdy wcześniej nie było. Ktoś oglądał filmy pornograficzne na kasecie, ktoś oglądał tzw. świerszczyki, ale czy ludzie korzystali z materiałów pornograficznych na taką skalę jak dzisiaj? Program edukacji zdrowotnej opiera się na standardach medycyny opartej na wiarygodnych danych naukowych i zasadzie adekwatności rozwojowej, co stanowi zasadniczą różnicę wobec niespójnych, często wulgaryzowanych treści dostępnych w przestrzeni cyfrowej. W związku z tym mówienie o edukacji zdrowotnej jako o przedmiocie seksualizującym dzieci jest głęboko nieuczciwe i nieetyczne.

Nawet ze strony prezydenta RP usłyszeliśmy, że edukacja zdrowotna promuje określoną ideologię.

Popatrzmy zatem na badania i na to, co dzieje się w Polsce. Kontakt z materiałami pornograficznymi mają dzieci już w wieku 7–9 lat. Zakładamy blokady rodzicielskie w domu i uważamy, że temat jest załatwiony. Jeżeli w domu dzieci nie mają dostępu do pornografii, to będą miały dostęp w szkole na komórce kolegi. Albo u niego w domu. I to jest bardzo niebezpieczne, bo materiały pornograficzne wynaturzają naszą seksualność, szczególnie w kontekście rozwoju dzieci. Są sensacyjne, wulgarne, a na ten temat nikt z dziećmi nie rozmawia. Nie wystarczy powiedzieć, że nie wolno tego oglądać, bo natychmiast pojawi się pytanie „dlaczego?”. Na nas dorosłych, rodzicach, nauczycielach, na politykach, spoczywa odpowiedzialność, jak dzisiejsze dzieci będą podchodziły do swojej seksualności, jak będą ją rozumiały, czy będą dobrze się z nią czuły. Ja nie mam nic do materiałów pornograficznych w odniesieniu do osobistych wyborów ludzi dorosłych. Ale nawet dorosły człowiek powinien posiadać pewną wiedzę, aby podchodzić do pornografii z dystansem. Niestety tego nam jako społeczeństwu brakuje, co odzwierciedlają nasze lęki. Bo okazuje się, że bardzo często lęk przed tym, że nie sprawdzę się jako mężczyzna w seksie wiąże się z częstym korzystaniem z materiałów porno. Z badań wynika, że Polska jest jednym z największych konsumentów treści pornograficznych w sieci – pokazują to moje badania oraz raporty stron z materiałami erotycznymi. W związku z tym nie udawajmy, że czegoś nie ma. Rozumiem, że komuś może to nie odpowiadać ze względów światopoglądowych, natomiast fakty mówią same za siebie.

Opracowując program edukacji zdrowotnej, myśleliśmy także o problemach dotyczących zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, o coraz większej liczbie pacjentów z myślami samobójczymi oraz o hejcie. Proszę zwrócić uwagę na to, jak wiele problemów związanych ze zdrowiem psychicznym wynika właśnie z dojrzewania psychoseksualnego, z kwestii dotyczących wyglądu, relacji czy orientacji seksualnej. To naprawdę bardzo złożone zagadnienia, których większość rodziców nie porusza, bo najczęściej nie jest do tego przygotowana.

Świat się tak szybko zmienia, że nie nadążamy z naszą wiedzą i zmianą naszych postaw. Straszenie ludzi seksualizacją na lekcjach edukacji zdrowotnej jest nieodpowiedzialne, ale odpowiada tym, którzy chcę manipulować rzeczywistością. Mówienie o seksualizacji, erotyzacji, o przebieraniu chłopców w dziewczynki i na odwrót jest niczym innym jak daleką od rzeczywistości manipulacją.

Tylko że często manipulacja jest narzędziem rozgrywek politycznych, a tych na naszym rodzimym podwórku nie brakuje.

Manipulacja ma to do siebie, że może być wykorzystywana w sytuacji, kiedy społeczeństwo ma bardzo ograniczoną wiedzę na dany temat. Tylko wówczas można działać poprzez zastraszanie. To nic nowego w mechanizmach propagandy.

Czy edukowanie na temat seksualności może godzić w rodzinę? Albo stanowić furtkę do molestowania dzieci? Bo takie zarzuty również się pojawiają.

Celem edukacji zdrowotnej nie jest podważanie wartości rodziny, lecz przygotowanie młodych ludzi do budowania dojrzałych, odpowiedzialnych relacji w przyszłości. Miłość jest ogromną wartością w życiu człowieka, do której młodzież także chciałaby dążyć. Możemy im to ułatwiać ucząc ich komunikacji, odpowiedzialności i rozumienia własnych emocji. My mało o tym mówimy, a na dodatek niepotrzebnie idealizujemy, że miłość zawsze znajdzie drogę i zbudujemy udany związek.

Jeśli chodzi o przemoc seksualną wobec dzieci, to przedmiot edukacja zdrowotna ma je przed tym chronić. Kiedy mamy mówić dzieciom o profilaktyce przemocy? Jak będą już dorosłymi, którzy doznali tej przemocy? Czy naprawdę powinniśmy unikać rozmów z dziećmi o tym, że istnieją sytuacje, w których dorośli mogą przekraczać ich granice i że mają prawo szukać pomocy? Naszym zadaniem, czyli osób zajmujących się problematyką zdrowia, jest pokazanie w pierwszej kolejności pozytywnego obrazu ludzkiej seksualności, mówienie o tym, że dojrzewanie seksualne jest ważnym etapem w życiu człowieka, ale też uwrażliwienie na możliwe problemy. Dopiero potem możemy zacząć mówić o tym, że niektórzy dorośli mogą mieć złe intencje wobec dzieci i jak dzieci mogą się przed pewnymi zachowaniami bronić. W Polsce bardzo mało mówimy również o seksualnej agresji rówieśniczej. O tym także z młodzieżą powinniśmy rozmawiać. Moim zdaniem unikanie takich rozmów, udawanie, że tych tematów nie ma, jest nieuczciwe i niemoralne.

Jak ocenia Pan dosyć niskie zainteresowanie uczniów i ich rodziców edukacją zdrowotną jako przedmiotem nieobowiązkowym? Frekwencja w bieżącym roku szkolnym wynosi średnio 30%, a w niektórych regionach zaledwie 12%.

Nam, ekspertom pracującym nad założeniami programowymi edukacji zdrowotnej, zależało na tym, żeby był to przedmiot obowiązkowy. I takie było pierwotne założenie. Ale wiele środowisk zaczęło ten przedmiot kontestować, atakować, jeszcze zanim było wiadomo, jakie treści znajdą się w programie kształcenia. Negatywnego podejścia do edukacji zdrowotnej mocno doświadczyliśmy w trakcie kampanii prezydenckiej. Nie byliśmy zainteresowani tak mocnym upolitycznieniem naszej pracy, chociaż rzeczą oczywistą jest to, że decyzje, czy przedmiot jest obowiązkowy, czy nie, mają charakter polityczny. Z drugiej strony uważam, że wprowadzenie edukacji zdrowotnej do szkół jest ogromnym sukcesem. Pozostaje minister Barbarze Nowackiej podziękować za determinację, bo mimo kłopotów w resorcie i małego wsparcia ze strony rządu, mimo ewidentnych ataków, miała odwagę polityczną do podjęcia tego tematu. W związku z tym traktuję wprowadzenie edukacji zdrowotnej, nawet w wymiarze fakultatywnym, w kategoriach dużego sukcesu.

Czy według Pana jest szansa na to, że będzie to jednak przedmiot obowiązkowy, czy raczej jest to niemożliwe?

Oczekuję, że będzie to przedmiot obowiązkowy. Od razu chcę podkreślić, że dyskusje, które pojawiają się w przekazach medialnych na temat okrojenia programu z tzw. treści kontrowersyjnych, z mojego punktu widzenia są nieuzasadnione, nielogiczne i nie mają nic wspólnego ze zdrowiem. Ostatnio w przekazie medialnym pojawiły się głosy, że w programie edukacji zdrowotnej zdrowie seksualne jest kontrowersyjne i trzeba ten moduł wyłączyć. Dyskutując na temat rzekomo kontrowersyjnych treści zawartych w tym przedmiocie, warto zauważyć, że do naszego zespołu trafiały również uwagi kwestionujące zagadnienia związane ze szczepieniami, cholesterolem, z uznaniem otyłości za chorobę, traktowaniem depresji jako realnego problemu zdrowotnego, ochroną środowiska, ociepleniem klimatu i wielu innych. Podobnie w obszarze żywienia pojawiały się głosy, że szkoła nie powinna uczyć dzieci zasad zdrowego odżywiania, ponieważ to wyłącznie rodzice decydują, co ich dzieci jedzą.

Wszyscy jesteśmy istotami biologicznymi. Wszyscy mamy seksualność, która w naszym życiu, na różnych jego etapach, odgrywa różne role. Nie możemy udawać, że tak ważny obszar naszego zdrowia nie istnieje i zostawić ten temat przed drzwiami szkoły. Jeżeli mamy mówić o zdrowiu psychicznym, o zdrowiu fizycznym, to nie możemy tego zrobić w oderwaniu od zdrowia seksualnego. Proces dojrzewania psychoseksualnego u dzieci i nastolatków w tym samym wieku jest bardzo zróżnicowany. Jeden chłopiec czy dziewczynka dojrzewa szybciej, inni dojrzewają wolniej. Dla dzieci jest to ważna informacja, że tak po prostu jest. A my mamy nie poruszać tego tematu, bo jest związany z seksualnością? Tak samo mamy nie rozmawiać o kwestiach dotyczących relacji i miłości? Wyrzucenie tematów dotyczących zdrowia seksualnego i dojrzewania z programu edukacji zdrowotnej nie jest rozwiązaniem. I tak wprowadziliśmy do podstaw programowych pewne treści, które mają charakter fakultatywny. Nauczyciel może je uwzględnić, ale nie musi. To są nasze kompromisy, na które czasami trzeba pójść. Nie możemy jednak pozbywać się całych działów z procesu kształcenia tylko dlatego, że coś komuś się wydaje, bo patrzy na słupki popularności albo interesy poszczególnych środowisk. Tym bardziej że takie działania są niezgodne z medycyną opartą na wiarygodnych danych naukowych. Bardzo współczuję ludziom, którzy rygorystycznie myślą o seksualności człowieka i prowadzą często dwa życia – jedno na pokaz dla społeczeństwa, a drugie za zamkniętymi drzwiami. Podwójne standardy moralne to nie są dobre wzorce dla młodych ludzi.

Odnoszę wrażenie, że państwo polskie nie odrobiło zadania i nie przekonało Polaków, że wprowadzenie edukacji zdrowotnej jest słuszne. Co Pańskim zdaniem należałoby zrobić, aby to zmienić?

Odpolitycznić kwestie dotyczące edukacji zdrowotnej. W ogóle problematyki zdrowia. Zdjąć z części ciała poniżej pasa odium tabu. Proszę zwrócić uwagę na to, jak mało w Polsce wykonujemy badań profilaktycznych, a po części nie wykonujemy ich dlatego, że wstydzimy się pójść do lekarza. O zdrowiu należy mówić pozytywnie, ale żeby to robić, musimy zacząć je traktować w kategoriach wartości. Tymczasem mówiąc o zdrowiu, tak naprawdę najczęściej mówimy o chorobie. Czy powinniśmy mieć Ministerstwo Choroby zamiast Ministerstwa Zdrowia? Jest rzeczą oczywistą, że w systemie ochrony zdrowia medycyna kliniczna jest bardzo istotna, ale konieczne jest wzmocnienie profilaktyki, medycyny prewencyjnej i poczucie odpowiedzialności za własne zdrowie.

Czy Pańskim zdaniem pediatrzy mogą pomóc w promocji tego przedmiotu? Jak mieliby to robić?

Na zlecenie Ministerstwa Edukacji w 11 ośrodkach w Polsce uruchomiono studia podyplomowe z zakresu edukacji zdrowotnej dla nauczycieli. Większość z nich odbywa się w uczelniach medycznych lub uczelniach, które prowadzą kierunki medyczne. Wśród wykładowców są pediatrzy. Dla nas jest to grupa bardzo ważnych, merytorycznych partnerów. I to oczywiste, że oczekujemy pomocy merytorycznej przede wszystkim w kształceniu nauczycieli. Poza tym myślę, że konferencje, które przygotuje Ministerstwo Edukacji, będą mocno powiązane ze środowiskiem pediatrów. Ponieważ jest to nasz wspólny interes. Wiele rodziców, którzy są pediatrami, deklaruje chęć wsparcia szkół w prowadzeniu zajęć edukacyjnych z dziećmi i młodzieżą. Dostrzegam ogromną rolę uczestnictwa pediatrów w procesie edukacji dzieci i młodzieży. Dobrze byłoby, gdyby pediatrzy w trakcie wizyt pytali rodziców, czy dziecko uczęszcza na edukację zdrowotną. Pediatrzy także mogą w ramach swoich działań profilaktycznych tłumaczyć, jakie korzyści może przynieść ten przedmiot. To samo dotyczy lekarzy medycyny rodzinnej. To jest bardzo ważne środowisko, które w swoich oddziaływaniach o charakterze profilaktycznym może dla edukacji zdrowotnej zrobić wiele dobrego. W Ministerstwie Zdrowia, Edukacji i Szkolnictwa Wyższego rozmawiałem o możliwości włączenia studentów kierunków medycznych starszych lat, rezydentów i lekarzy w trakcie specjalizacji do wsparcia szkoły w nauczaniu edukacji zdrowotnej. Ale to wymaga uregulowań prawnych i porozumień między poszczególnymi resortami.

Czy w jakiś sposób program edukacji zdrowotnej został już zwalidowany przez środowisko uczniów i nauczycieli? Czy może jest na to jeszcze za wcześnie?

Instytut Badań Edukacyjnych, który podlega Ministerstwu Edukacji, będzie takie zadanie realizował. Także podczas kursów dla nauczycieli, które są prowadzone w całej Polsce, zbierane są opinie na temat programu. Po zakończeniu pierwszego roku kształcenia Instytut Badań Edukacyjnych będzie musiał się tym zająć. Głos młodzieży jest dla nas niewątpliwie najważniejszy. Być może niektórzy dorośli chwytają się za głowę i nie chcą dopuścić do tego, żeby w szkole mówić o seksualności, ale młodzież chce o tym rozmawiać. To jest trochę tak, jak w tym starym dowcipie – pełen rozterek i oporów ojciec po długiej walce ze sobą decyduje się na rozmowę z synem o seksualności. Mówi: „Synu, najwyższy czas, żebyśmy porozmawiali o seksie”. Na co syn odpowiada: „A czego chciałbyś się dowiedzieć?”.

Co odpowiedziałby Pan rodzicowi, który jest przekonany, że sam najlepiej przekaże wiedzę swojemu dziecku?

Zapytałbym, co wie na ten temat? Co chciałby dziecku przekazać i gdzie się tego dowiedział? Nie mam nic przeciwko temu, żeby rodzice uczestniczyli w procesie edukacji, pod warunkiem, że dysponują wiedzą na ten temat. Właśnie ten przedmiot ma wspierać rodziców. Nie chodzi o ich wyręczanie, ale o wspieranie. To jest przedmiot, który ma inspirować do dyskusji. Przecież dzieci mogą rozmawiać w domu z rodzicami czy dziadkami na tematy poruszane na lekcji edukacji zdrowotnej. Program zawiera treści dotyczące kwestii rodzin wielopokoleniowych, późniejszej fazy życia. Społeczeństwo się starzeje, jest coraz więcej chorób przewlekłych i często widzimy, jak rodziny nie chcą odbierać rodziców czy dziadków z oddziałów szpitalnych, mimo że nie ma wskazań, żeby tam zostawali. Dzieci często widzą zdecydowanie więcej niż chcieliby ich rodzice. Dlatego ten przedmiot także zawiera treści dotyczące godności człowieka na różnych etapach życia.

Myślę, że ze strony dzieci także może wypłynąć inspiracja do zmian w rodzinie, na przykład dotyczących stylu życia. To dziecko może być tym „koniem trojańskim”, który poprzez wiedzę zdobytą w szkole zburzy mury niekorzystnych nawyków w rodzinie, np. żywieniowych.

Ta idea bardzo mocno nam przyświecała podczas prac nad programem edukacji zdrowotnej. Kiedy mówimy o kwestiach dotyczących zdrowego odżywiania, to myślę o zajęciach, podczas których dzieci mogą się uczyć przygotowywania zdrowych, wartościowych posiłków. Oczywiste jest, że dzięki temu mogą mieć także wpływ na rodziców, którzy z różnych względów nie są w stanie o to zadbać. Myślę, że dzieci mogą też mówić o treściach poruszanych na edukacji zdrowotnej w swoich rodzinach. Jako społeczeństwo nie radzimy sobie z tymi tematami, bo brakuje nam wiedzy.

Rozmawiał Jerzy Dziekoński

Prof. dr hab. n. hum. Zbigniew Izdebski – pedagog, seksuolog, doradca rodzinny, specjalista w zakresie zdrowia publicznego. Wieloletni kierownik Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Koordynator Wydziału Medycznego UW, kierownik Katedry Humanizacji Medycyny i Seksuologii, Collegium Medicum Uniwersytetu Zielonogórskiego. Pełnił funkcję koordynatora i przewodniczącego zespołu ds. opracowania programów studiów na kierunku lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz koordynatora zespołu ds. infrastruktury medycznej. W latach 2014-2015 pełnomocnik rektora ds. utworzenia kierunku lekarskiego na UZ. Ekspert WHO ds. pracy z ofiarami przemocy seksualnej. Odznaczony Złotym Medalem Światowej Akademii Medycyny im. Alberta Schweitzera za humanizację medycyny. Odznaczony Medalem Magnusa Hirschfelda za szczególne zasługi w dziedzinie badań nad seksualnością człowieka i edukację seksualną.

27.02.2026
Zobacz także
  • Okiem gastroenterologa dziecięcego
Serwis tematyczny zawiera
publikacje wyspecjalizowane
w tematyce opieki nad dziećmi
kierowane do osób zainteresowanych
tymi zagadnieniami
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.