Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Na pewno nie na główkę

Ewa Stanek-Misiąg

Nie ma dnia w tym miesiącu, żeby nie utonęła przynajmniej jedna osoba. Są dni, kiedy utonęło ich 8. Od początku czerwca do dziś (19.06.2019) woda pochłonęła 61 ofiar.
Z prowadzonych przez policję statystyk wynika, że większość topielców to mężczyźni mający ponad 50 lat. Do utonięć dochodzi najczęściej w rzekach i jeziorach.
W tej dekadzie najwięcej osób utonęło w 2013 roku – 709. Najmniej w 2011 – 396. W zeszłym roku 545 osób.



Zbigniew Kurowicki: „Topią się inni, nie my. Nam się to nie przydarzy”. Takie panuje przeświadczenie. Wielu pływaków utonęło, bo za mocno wierzyli w swoje umiejętności. Albo przez bezmyślność. Jeżeli ktoś skacze z rozgrzanego pokładu do wody, woda ma 22°°C, a na pokładzie w słońcu może być 50°C, to przecież szok termiczny gotowy. Tak samo z ludźmi, którzy smażą się na słońcu na brzegu, często popijają przy tym alkohol, a potem bez namysłu wbiegają do wody. Widzimy od jakiegoś czasu, że młodzież nie potrafi się bawić bez piwa, co najmniej piwa. Zawsze też znajdzie się ktoś, kto postanowi popłynąć na środek jeziora. Jakby się nie dało pływać wzdłuż trzcin. A na środku są żaglówki, skutery, houseboaty. Taka łódź motorowa ciągnie za sobą 1,5-metrową falę, nie ma szans, żeby zobaczyć kogoś płynącego wpław.
Kiedy idziemy do wody, to najlepiej z kimś albo przynajmniej komuś o tym powiedzieć, żeby mógł nas obserwować. I zawsze sprawdzajmy dno. Nie można skakać do wody, jeśli nie wiadomo, jakie jest dno. Także płynąc na łódce.

Wody nie można ocenić „na oko”?

Absolutnie nie. Przez lustro wody możemy zobaczyć, czy nie ma w niej jakiegoś kamienia, czy ktoś czegoś nie wrzucił, ale nie określimy, czy jest głęboko na 2, czy 5 metrów. W wodzie czyhają różne niebezpieczeństwa. Trzeba przewidywać. Podstawowa zasada: nie wskakujemy do nieznanej wody, a już na pewno nie na główkę. Jeśli jesteśmy na jachcie, jacht ma być na kotwicy.

Ktoś się topi. Zakładam, że każdy ma odruch niesienia pomocy. Ale zanim ruszymy pomagać, o czym powinniśmy pomyśleć, co zrobić?

Powiadomić drugą osobę. Zadzwonić po pomoc: „jestem nad jeziorem takim a takim i właśnie widzę, że tonie osoba” albo poprosić kogoś, żeby zadzwonił. Jeśli tego nie zrobimy, a coś się nie uda, to straż pożarna będzie miała nie jedno, a dwa ciała do poszukiwania.
Tonący naprawdę brzytwy się chwyta, łapie się wszystkiego, co się da.

Czyli ratownika.

Raz mi się zdarzyło coś takiego. Tonęła kobieta. Ledwo się wyswobodziłem. Nie można się dać topiącemu złapać. Trzeba mu coś podać. Najlepiej mieć bojkę, pamelkę, ale to może być patyk, koszula, pasek, cokolwiek, żeby tylko nie chwycił się nas. To działa jak zastrzyk uspokajający. Człowiek ma coś w garści i przestaje się szarpać.
Jest też stary harcerski sposób, jeśli nie czujemy się na siłach działać samodzielnie, to należy zrobić łańcuch i tak dotrzeć do tonącego.

A po wyciągnięciu na brzeg, co należy zrobić w pierwszej kolejności? Wypompować wodę?

Z osobą przytomną trzeba porozmawiać, u nieprzytomnej sprawdzić, czy nie ma czegoś w ustach. To mogą być jakieś wodorosty albo sztuczna szczęka. I rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową.
Jeżeli nie ma oddechu, to resuscytację trzeba zacząć jak najszybciej. Pamięta pani, że pogotowie już wezwano, prawda? Zanim weszła pani do wody. Zaczynamy od 5 wdechów, a następnie 30 uciśnięć i 2 wdechy powtarzane w kółko albo tylko uciśnięcia, jeśli ktoś nie jest w stanie zrobić wdechów. Tak działamy aż do przyjazdu zespołu ratunkowego.
Opowiadam to pani, patrząc na plażę w Giżycku. Ludzie wylegują się na kocach, a potem wbiegają do jeziora i płyną w głąb, kto dalej. Możemy mówić, apelować...

Zbigniew Kurowicki, ratownik (odznaka MOPR nr 001), płetwonurek, kapitan żeglugi śródlądowej, prezes Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego

19.06.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta