Rezydenci: Czas na „Zdrowie plus”

Malgorzata Solecka
Fotografie: Włodzimierz Wasyluk
Kurier MP

To nie jest protest polityczny. To nie jest protest antyrządowy. Zdrowie nie ma barw politycznych, a my walczymy o zdrowie Polaków – tak, w największym skrócie, można streścić przekaz sobotniej pikiety pod Kancelarią Premiera.

Pikieta pod Kancelarią Premiera 14 października 2017 r.

Tuż przed południem odcinek między Agrykolą a Belwederem wyglądał tak: setki młodych lekarzy w białych fartuchach, ze stetoskopami. Lekarskie rodziny z małymi dziećmi, z wózkami. Część lekarzy widoczna była już w miejskich autobusach – w stronę Kancelarii Premiera jechali w fartuchach. Niektórzy w białych kitlach przyjechali rowerami. – Pokaż lekarzu co masz w garażu? Właśnie to mam! – śmiał się jeden z medyków.


Wiele osób miało przygotowane mniejsze i większe transparenty, niektóre wykonane ręcznie, na kawałku tektury: „Chcemy leczyć w Polsce”, „Przepracowany personel naraża życie pacjenta”, „Szpital bez lekarzy to tylko budynek”, „Dr Google – jedyny, który nie wyjedzie” czy „Sama sobie wyjedź” (pod adresem posłanki PiS Józefy Hrynkiewicz, która w Sejmie krzyknęła pod adresem młodych lekarzy „Niech jadą!”).

Punktualnie w południe rozpoczęła się część oficjalna manifestacji. – Nasze spotkania z przedstawicielami rządu nie przyniosły efektów. Domagamy się całościowego podejścia do reformy służby zdrowia. Domagamy się zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia do wymaganego przez WHO 6,9 proc. PKB – mówił przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Krzysztof Hałabuz. Ocenił, że nie ma szans, by prace zespołu, który powoła minister zdrowia, przyniosły pozytywny rezultat.

Pikieta przed Kancelarią Premiera została zorganizowana jako wyraz poparcia dla głodujących w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym, wśród których najwięcej jest rezydentów. Hałabuz poinformował, że w tej chwili głoduje około czterdziestu osób – dwa razy więcej, niż liczyła grupa w poniedziałek 2 października – i to mimo że wiele osób, które rozpoczęły głodówkę, już nie może jej kontynuować.

Owacjami przyjęto informację, że dziś głodujących odwiedziła Anna Przedpełska-Trzeciakowska, sanitariuszka z Powstania Warszawskiego, która przekazała młodym lekarzom opaskę powstańczą. –Dziękuję. Dziękuję chłopaki, dziewczyny. Jesteście wspaniali, trzymajcie się. My naprawdę o was myślimy, od rana do wieczora – powiedziała lekarzom.

Na samym początku manifestacji rezydenci zwrócili się z podziękowaniem do prezesa PiS, który w piątek podczas spotkania z klubami „Gazety Polskiej” stwierdził, że 6 proc. PKB na ochronę zdrowia to „minimum minimorum”, czyli – absolutna konieczność. Jednocześnie jednak szef rządzącej partii nie pozostawił złudzeń co do spełnienia żądań medyków. – Do tego będziemy musieli rzeczywiście dojść, ale nie możemy tego robić pod wpływem nacisków grupy młodych ludzi – stwierdził.

A dziś, w tym samym czasie, w którym trwała pikieta pod Kancelarią Premiera, Jarosław Kaczyński dołączył do tych polityków swojej partii, którzy wczoraj zaczęli snuć domysły o politycznych inspiracjach protestów. Na antenie TVP Info stwierdził, że istnieją dwa możliwe wyjaśnienia genezy protestów. Pierwszy, to „diagnoza z jednej strony niedobra, bo to by oznaczało, że temu nie potrafiono zapobiec, ale z drugiej też dobra, bo wtedy chodzi o meritum, a nie o kwestie zupełnie z służbą zdrowia nie związane”.

Czyli – niedobra, bo to by oznaczało, że protest jest słuszny a zmiany w ochronie zdrowia w najlepszym razie są wprowadzane zbyt wolno, ale dobra, bo protestujący nie są inspirowani. Drugie wyjaśnienie – że wbrew deklaracjom protestujących nie chodzi im o ochronę zdrowia. – Mam nadzieję, że tak nie jest – zaznaczył lider PiS, nie rozwinął jednak myśli, jakie inne motywy mogą mieć protestujący. Jednak na portalu TVP Info już pojawiły się materiały „lustrujące” liderów lekarskiego protestu i wytykające im zagraniczne podróże czy zamiłowanie do dóbr luksusowych. Tytuł: „Kontrowersje wokół rezydentów. Narzekają na zarobki, jedzą kanapki z kawiorem”.

Praktycznie wszyscy przemawiający ze sceny podkreślali, że lekarze nie walczą „przeciw”, tylko „za”. Nie są antyrządowi, tylko zależy im na dobru pacjentów i na sprawnym systemie ochrony zdrowia. – Ruszyła przeciwko nam machina propagandowa. Chcę powiedzieć internetowym trollom: wstańcie zza biurek, idźcie na szpitalny oddział ratunkowy i powiedzcie czekającym tam pacjentom to, co wypisujecie w internecie – mówił Łukasz Jankowski.

Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL, przywoływał z kolei słowa Jarosława Kaczyńskiego: „Nasi przeciwnicy nieustannie nas atakują i obrażają”. – To samo mogą powiedzieć dziś lekarze. Powstała jakaś dziwna koncepcja, że ten protest jest protestem politycznym. Protestowaliśmy za AWS, SLD, PO, protestowaliśmy zawsze. Skąd nagle ten protest jest polityczny? – dziwił się Bukiel. Dodał również, że dziś protestujący lekarze są rzecznikami pacjentów. – Mimo różnych obelg, które na nas rzucają – dodał.

– Dziękuję, że ktoś w końcu odważył się na ten krok w sytuacji, w której dłużej czekać nie można. W imieniu wszystkich prezesów izb lekarskich deklarujemy wsparcie, zarówno materialne, jak i prawne, gdyby to było potrzebne – mówił dr Jerzy Jakubiszyn, prezes Opolskiej Izby Lekarskiej.

Jeden z głodujących lekarzy, przemawiając do zgromadzonych, podkreślił, że protest i głodówka to wyraz wiary w godność służby zdrowia. – Mam 27 lat, umysł wypełniony marzeniami o tym, jak powinien wyglądać zawód lekarski. Ja nie mam zamiaru bić w rząd, bo to nie jest problem, który nastał, gdy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość – stwierdził. – Każdy z nas mógłby wyjechać za granicę. Gdyby chodziło nam o zarobki, już by nas tu nie było. – Chcemy leczyć w Polsce! – krzyczeli uczestnicy pikiety.

Wśród apeli do polityków, by poważnie potraktowali postulaty medyków i uczynili ze zdrowia najważniejszy z priorytetów („Czas na program Zdrowie Plus”), pojawiały się głosy, że politycy nigdy nie zrozumieją, jak naprawdę wyglądają realia polskiej służby zdrowia, bo leczą się prywatnie. Nie mają też pojęcia, na czym polega praca lekarza, pielęgniarki czy ratownika medycznego. – Nawet ośmiu godzin nie wytrzymaliby na dyżurze, który trwa czasem kilka razy dłużej – mówili lekarze.

Postulaty rezydentów odebrał w imieniu premier Beaty Szydło zastępca szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Paweł Szrot.

Data utworzenia: 16.10.2017
Rezydenci: Czas na „Zdrowie plus”Oceń:
(5.00/5 z 3 ocen)
Zobacz także
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu
    • Joanne
      2018-03-15 14:43
      Dzięki wspaniałemu człowiekowi wszystkich ludzi jest on największym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek widziałem odkąd przybyłem na ten świat. Byłem sfrustrowany, ale pewnego miłego dnia, który właśnie powiedziałem Pozwól mi pójść do internetu, natknąłem się na dobrą pracę tego wspaniałego człowieka, wspaniałego doktora Angelsa, więc skontaktowałem się z nim, aby pomóc mi przywrócić mojego byłego chłopaka, a on powiedział, że jest to twój problem i powiedziałem tak, a on powiedział mi, żebym wyczyścił moje łzy, że zajmie mu to tylko kilka dni, aby go sprowadzić po tym, jak dałem mu wszystko, czego wymagał i czekałem do dnia, i że w ten wierny dzień usłyszałem pukanie do moich drzwi kogo znalazłem? mój były chłopak zaczął błagać o wybaczenie, dlatego wróciłem z powrotem przez wielkiego Dr.Angelsa, radzę ci skontaktować się z nim (theangelsofsolution@outlook.com) w każdym rodzaju problemu, jak, jeśli chcesz swojego byłego kochanka z powrotem , do opieki ziołowej chcesz awansować w biurze itp Jego e-mail ponownie (theangelsofsolution@outlook.com) ..odpowiedz
    • sław
      2017-10-31 10:58
      Na razie to rządzący zadbali o swój plus, dlatego nie potrzebni są im rezydenci strajkujący do czasu aż zachorują. Na razie miliardy przydzielają sobie, bo są biedni i ciężko pracują a reszta ich nie interesuje a reszta społeczeństwa, jakoś to przyjmie.odpowiedz
      • rumjal
        2018-02-13 10:36
        Sęk w tym że lekarze - jako grupa społeczna - w ogólności utracili zaufanie. Kiedyś szło się do lekarza jako do osoby zaufania. Dziś idziemy jako do usługodawcy, na dodatek nie bardzo wierząc w jego kwalifikacje a co gorsza - starania. Mało kto już wierzy w to że lekarze protestują "pro publico bono". Ogół ludności ma - być może podświadome - wewnętrzne przekonanie że to jest protest we własnym interesie. Nikt nie potępia, każdy rozumie, bo każdy chce pieniędzy za wiedzę. Nie będzie jednak masowego poparcia, bo nikt nie wierzy w głoszone intencje protestu a tym bardziej w jego skutki.odpowiedz

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • System czy atrapa
    90 proc. Polaków źle ocenia system ochrony zdrowia, ale ponad połowa nie chce słyszeć o podniesieniu składki zdrowotnej. Polacy są skłonni się zgodzić, że służba zdrowia potrzebuje większych pieniędzy, ale proponują, by szukać ich w budżecie państwa albo w kieszeniach pacjentów, którzy korzystają ze świadczeń.
  • Sztuczne wydłużanie hospitalizacji wiecznie żywe
    Choć powszechnie znaną praktyką jest sztuczne wrzucanie pacjentów do trybu szpitalnego na dłużej, nikt się do tego nie przyzna. Szpitale z umowami z NFZ z oczywistych powodów nie chcą rozmawiać na ten temat – mówi Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.
  • Życie bez opt-out
    Jeszcze kilka miesięcy temu Filip Płużański, rezydent z Łodzi potrafił, biorąc dyżur po dyżurze, przepracować ponad 300 godzin w miesiącu. Dzisiaj, bez klauzuli opt-out, pracuje maksymalnie 48 godzin w tygodniu. Efekty? Znajduje czas na zabawę z dziećmi, na naukę i przede wszystkim znacznie wyżej ocenia swoją pracę z pacjentami.
  • Dlaczego lekarze protestują?
    Do końca listopada lekarze wypowiadają klauzule do umów o pracę, które umożliwiają im prace powyżej 48 godzin tygodniowo. Samorząd lekarski zaapelował w tej sprawie do wszystkich swoich członków, ale w sposób szczególny w akcję zaangażowali się rezydenci. Dla młodych lekarzy to kolejny, po głodówce, etap protestu w sprawie wyższych nakładów na ochronę zdrowia. O co walczą młodzi medycy i dlaczego nie zgadzają się z rządem, który co prawda chce podwyższać publiczne wydatki na zdrowie, ale znacznie wolniej?

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies