Rezydenci zaskoczeni

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Kształt przepisów dotyczących dodatków lojalnościowych dla rezydentów jest sprzeczny z zawartym w lutym porozumieniem – uważają liderzy Porozumienia Rezydentów OZZL. Na razie nie ma mowy o wytoczeniu ciężkich dział i np. wznowieniu protestu, jednak młodzi lekarze chcą naciskać na resort zdrowia, by wycofał się przynajmniej z części swoich propozycji.

Przywódcy rezydentów Łukasz Jankowski i Jarosław Biliński po jednej z tur negocjacji z ministrem zdrowia, 19 stycznia 2017. Fot. Przemysław Wierzchowski / Agencja Gazeta

O tym, że zapisy dotyczące dodatków lojalnościowych nie spodobają się młodym lekarzom, już pisaliśmy. Pierwsze reakcje na opublikowany we wtorek po południu projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych dotyczyły właśnie tego zagadnienia. W mediach społecznościowych pojawiły się liczne pytania, nie brakowało też stwierdzeń, że „oszukali”. Dlaczego?

Zapis w zawartym 8 lutego porozumieniu był bardzo ogólnikowy, i na dobrą sprawę pozwalał sądzić (i wielu młodych lekarzy w to uwierzyło), że wystarczy podjęcie jakiejkolwiek pracy w Polsce w wymaganym okresie (dwa z pięciu lat po zakończeniu specjalizacji), by dodatek (600 złotych miesięcznie, dla specjalizacji priorytetowych 700 zł) został rozliczony.

Jednak już w marcu minister zdrowia uściślał, że lekarze będą musieli przepracować ten czas w systemie ochrony zdrowia, choć wówczas dawał do zrozumienia, że sam jest zwolennikiem liberalnego podejścia i uwzględnienia również pracy w sektorze prywatnym. Jednak ostatecznie w projekcie znalazł się przepis bardzo restrykcyjny: lekarz będzie musiał przepracować dwa lata w wymiarze godzin odpowiadającym jednemu etatowi w placówce udzielającej świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Czyli – posiadającej kontrakt z NFZ.

- W zawartym porozumieniu nie było o tym mowy – wskazują liderzy PR OZZL. I zapowiadają podjęcie rozmów z ministrem Łukaszem Szumowskim. Liczą, że resort zdrowia wycofa się przynajmniej z części obostrzeń. Jednak nic nie wskazuje, by to było możliwe. Niedawno premier Mateusz Morawiecki mówił podczas spotkania z wyborcami o tym, że bogaty Zachód od ponad dwudziestu lat podkupuje specjalistów z biednej Polski, przez co polscy pacjenci muszą czekać na pomoc lekarską w coraz dłuższych kolejkach. Celem dodatków w tym kontekście nie jest tylko zatrzymanie lekarzy w Polsce, ale zagwarantowanie, że będą pracować tam, gdzie są potrzebni – czyli w sektorze publicznym.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że nawet jeśli resort zdrowia nie zamieściłby wymogu pracy w publicznym systemie, taki zapis pojawiłby się najpóźniej na etapie prac parlamentarnych. W Prawie i Sprawiedliwości dużą popularnością cieszy się opinia, że lekarze powinni – przynajmniej częściowo – odpracowywać koszty swojego wykształcenia (specjalizacji lub nawet studiów). Wymóg pracy przez dwa lata na rzecz ogółu obywateli (a nie tylko tych, których stać na prywatną opiekę) wielu posłów partii rządzącej uzna za i tak niewystarczający.

Czego obawiają się rezydenci? Przede wszystkim, że zostaną zmuszeni do podjęcia pracy za minimalne wynagrodzenie, bo w przeciwnym razie będzie im grozić „kara” (czyli konieczność zwrotu pobranego dodatku). Zamierzają pytać resort zdrowia, co będzie z tymi, którzy z przyczyn losowych, zdrowotnych lub rodzinnych nie będą w stanie w ciągu pierwszych pięciu lat pracować w pełnym wymiarze godzin. Pojawiają się też opinie, że jeśli przepisy dotyczące dodatków się nie zmienią, z tej opcji skorzysta niewielu lekarzy.

Koszt wypłaty dodatków w ciągu najbliższych dziesięciu lat Ministerstwo Zdrowia oszacowało na ok. 2 mld zł.

Data utworzenia: 09.05.2018
Rezydenci zaskoczeniOceń:
(1.00/5 z 1 ocen)
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu
    • Prawnik
      2018-05-10 07:31
      Nie wiem dlaczego rezydenci są zdziwieni. Podobne rozwiązania są stosowane wobec prawników od prawie 10 lat. Od powstania aplikacji specjalistycznych (sędziowskich i prokuratorskich) w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury aplikanci otrzymują stypendium, które jest de facto wynagrodzeniem za pracę (system przewiduje w miesiącu 1 tydzień zjazdu i nauki oraz 3 tygodnie pracy w pełnym wymiarze we wskazanym sądzie lub prokuraturze, dodatkowo ustawowo aplikanci mają zakaz innego zatrudnienia). Po ukończeniu aplikacji absolwent ma obowiązek przepracowania minimum 3 lat w wymiarze sprawiedliwości, w przeciwnym wypadku musi zwrócić CAŁE stypendium (A nie dodatek) jakie otrzymywał przez okres aplikacji - czyli chyba ponad 100 tyś zł. Nikt tego nie kwestionuje, bo skoro stworzono takie możliwości rozwoju to można się wstrzymać 3 lata przed odejściem do "sektora prywatnego" czyli np adwokatury. Mam wrażenie, że wobec rezydentów to nie są nowe pomysły i złośliwość, tylko antycypacja tych rozwiązań, które dobrze funkcjonują i są stosowane na analogicznym poziomie kształcenia.odpowiedz
    • Wojt
      2018-05-09 19:03
      Dziwi mnie to zaskoczenie. Przecież to było chyba od początku do przewidzenia. Nie zgadzam się też z postulatem, że niewielu lekarzy skorzysta z dodatku jeśli zostanie on uchwalony w takiej formie. Dziś, bez żadnych obostrzeń zdecydowana większość lekarzy kończących rezydentury dalej pracuje w pełnym wymiarze godzin w publicznych szpitalach, więc odrobienie “lojalnościówki" dla niewielu będzie istotnym problemem. Przecież za okres owych dwóch lat pobierają normalne wynagrodzenie.odpowiedz
    • xxx dawno już nierezydent
      2018-05-09 18:47
      Tak, jak gdyby w czasie rezydentury dostawał pieniądze za leżenie i nie pracował... Czego można było się spodziewać? Niech włodarze szybko miękną i cieszą się, że za 2k ktoś tutaj będzie chciał tyrać. Jeżeli nauczyliśmy się tak wiele, to i nauczymy się języków obcych...odpowiedz

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Gotowi na mobilizację
    Zebrani zgodnie przyznali, że na obietnice i działania ze strony rządu można liczyć tylko pod presją. Jest nacisk, jest niepokój, jest protest – są decyzje – mówi o spotkaniu przedstawicieli organizacji lekarskich dr Jarosław Biliński, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, członek NRL.
  • "Wszystko to odbędzie się kosztem pacjentów"
    Ktoś wymyślił sobie ideę dotyczącą tworzenia Centrów Zdrowia Psychicznego, poszły odgórne dyspozycje, a efekty oceniać będzie się po fakcie. Nikt niestety nie wziął pod uwagę, że może się to skończyć tym, że znacznie więcej pacjentów nagle trafi do szpitali, bo ich stan się znacząco pogorszy. Wszystko to odbędzie się kosztem pacjentów - ostrzega Sławomir Makowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów.
  • Polacy skazani na kolejki
    Aby dostać się do specjalisty, Polacy muszą poczekać w kolejce średnio ok. 3,4 miesiąca, a na pojedyncze świadczenie gwarantowane - 3,7 miesiąca. To 2 tygodnie, czyli ok. pół miesiąca więcej niż w ubiegłym roku.
  • Bolesna prawda o leczeniu bólu
    Sieć Watchdog Polska wzięła pod lupę problematykę leczenia bólu w polskich szpitalach. Wnioski nie napawają optymizmem – brakuje opracowanych schematów postępowania, personel nie jest szkolony w tym zakresie, a stosowane metody odstają od światowych standardów.