Co z dłuższą pracą i z pieniędzmi? Reakcje na porozumienie

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Podpisanie porozumienia między PR OZZL a ministrem zdrowia budzi niejednoznaczne reakcje. Dominuje, przynajmniej wśród ekspertów, przekonanie, że choć kierunek jest słuszny, o sukcesie przesądzą szczegóły, których na razie brak. Najczęściej wysuwanym zastrzeżeniem jest zbyt mały, w stosunku do potrzeb, wzrost nakładów na ochronę zdrowia i przede wszystkim – brak wskazania źródeł finansowania poczynionych ustaleń dotyczących choćby wzrostu wynagrodzeń lekarzy.


Minister Łukasz Szumowski prezentuje znaczek z logo Porozumienia Rezydentów. Fot. mz.gov.pl

Dziewięciostronicowe porozumienie, pod którym obok rezydentów podpisał się przedstawiciel OZZL a także (jedynie w charakterze obserwatora) prof. Romuald Krajewski, przedstawiciel Naczelnej Rady Lekarskiej, zawiera kilkanaście punktów, które w następnych miesiącach (i latach) mają zostać przełożone na projekty rozporządzeń i ustaw. Część z nich zapisano bardzo ogólnie i zapewne w przyszłości, na etapie prac legislacyjnych, wzbudzą sporo emocji. Część – jak na przykład punkt dotyczący wzrostu nakładów na ochronę zdrowia – jest tyleż precyzyjna, co niesatysfakcjonująca.

Zdecydowana większość punktów „do realizacji” obciąża ministra zdrowia. Rezydenci zobowiązali się tak naprawdę – oprócz gotowości do współpracy, ewaluacji rezultatów porozumienia etc. – do zaprzestania apeli o wypowiadanie klauzul opt-out i do zwrócenia się do lekarzy, by w imię dobra pacjenta i bezpieczeństwa systemu opieki zdrowotnej, jeśli czują się na siłach, pracowali dłużej. – Nie nawołujemy do podpisywania klauzul opt-out przez tych, którzy je wypowiedzieli – podkreślali w czwartek w mediach społecznościowych. – Jeśli ktoś ma w umowie zapisane 37,5 godziny pracy tygodniowo, a będzie pracować 45 godzin, może to robić bez opt-outu. - Bez zwiększenia liczby lekarzy nie da się zrezygnować z klauzuli opt-out, która pozwala im na pracę ponad 48 godzin tygodniowo – podkreślał jednak minister zdrowia Łukasz Szumowski w RMF FM. Okres przejściowy na likwidację opt-outów został, za zgodą rezydentów, przedłużony o kolejnych dziesięć lat.

Czy wobec tego Naczelna Rada Lekarska, która jesienią zaapelowała do wszystkich lekarzy o ograniczenie czasu pracy do 48 godzin tygodniowo, wycofa się ze swojej decyzji? - Apel NRL jest aktualny i nie przewidujemy jego modyfikacji. Jego treść jest dostosowana do prawa europejskiego, według którego klauzula od wielu lat nie powinna być stosowana. Pamiętajmy, że apel mówi przede wszystkim o bezpieczeństwie pacjentów i o tym, że nadmierne obciążenie pracą wpływa negatywnie zarówno na jakość udzielanych pacjentom świadczeń zdrowotnych, jak i na możliwość regeneracji sił przez samych lekarzy – skomentował dla „MP” dr Maciej Hamankiewicz, Prezes NRL. - Dzięki naszemu apelowi wielu ludzi zrozumiało, że praca powyżej 48 godzin nie może być obowiązkiem lekarza, tylko aktem jego dobrej woli i wielkim przejawem jego troski o pacjentów – dodał.

Najważniejszy postulat rezydentów – i innych środowisk medycznych – czyli zwiększenie finansowania ochrony zdrowia do 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat – nie zostanie zrealizowany. Rezydenci zgodzili się na rządową propozycję skrócenia o rok dochodzenia do poziomu 6 proc. PKB, przy czym wynegocjowali, że w bieżącym roku nie będzie przewidzianego w ustawie spadku finansowania. Zostanie utrzymany poziom 4,78 proc. (zbliżony do tego z 2017 roku). To zaś oznacza, że nie będzie skokowego wzrostu nakładów. Nakłady będą rosły bardzo powoli, a dotacje z budżetu państwa do NFZ wyniosą prawdopodobnie od 2 do 5 mld zł rocznie. Resztę wzrostu pokryje wyższy spływ składki zdrowotnej. To kalkulacje oparte na założeniach utrzymania 3-4 proc. wzrostu PKB. – Takie pieniądze nie zmienią rzeczywistości w ochronie zdrowia. Nie pozwolą ani na lepszą wycenę świadczeń zdrowotnych, ani na skrócenie kolejek – ocenia dr Maciej Piróg, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Znacznie większy sukces – choć też nieodpowiadający początkowym postulatom i oczekiwaniom rezydentów – odnieśli negocjatorzy Porozumienia Rezydentów w obszarze podwyżek dla lekarzy. Dwóch średnich krajowych dla rezydenta, trzech dla specjalisty nie dało się co prawda uzyskać, ale pensje rezydentów (od 4 do 5,3 tys. zł brutto) udało się z jednej strony podwyższyć, z drugiej – wyrównać, i to zgodnie z logiką: rezydenci starszych lat będą zarabiać więcej niż ci zaczynający specjalizację.

Dużo emocji wzbudza natomiast kwestia dodatków. Mają one być wypłacane tym, którzy zadeklarują, że po zakończeniu specjalizacji przepracują przynajmniej dwa lata w Polsce. Zapis jest bardzo ogólny i część rezydentów interpretuje go nawet w taki sposób, że wystarczy praca w Polsce – niekoniecznie w charakterze lekarza – lub podjęcie pracy w prywatnym gabinecie w dowolnym wymiarze godzin. Jednak z wypowiedzi ministra zdrowia, który wyraźnie zaznaczył, że finansowane przez podatników dodatki powinny być „spłacone” w formie pracy na rzecz polskich pacjentów przez okres dwóch lat, można wnioskować, że te kwestie będą rozstrzygane na poziomie rozporządzenia. Minister zdrowia nie jest zaś w rządzie samotną wyspą: zarówno premier Mateusz Morawiecki, jak i wicepremier Jarosław Gowin wypowiadali się już publicznie na temat konieczności ukrócenia drenażu kadr medycznych przez inne kraje. Dodatek – przy takim podejściu – nie tylko miałby zatrzymać lekarzy w Polsce, ale zagwarantować ich pracę w publicznym systemie ochrony zdrowia.

Można się też spodziewać batalii o wynagrodzenia lekarzy. 6750 zł brutto dla specjalisty pracującego na etacie, który zobowiąże się do niewykonywania tych samych świadczeń medycznych (w praktyce chodzi o pracę w lecznictwie zamkniętym) poza macierzystą placówką, to dla jednych duży postęp, dla innych – nałożenie na specjalistów restrykcyjnych ograniczeń. Protestować będą zapewne neonatolodzy, dla których dyżury w innych niż „własny” szpital to praktycznie jedyna możliwość dodatkowego zarobku. Bo w myśl porozumienia dyżurować w lecznictwie otwartym można bez żadnych ograniczeń. Ale z wynagrodzeniami dla specjalistów jest jeszcze inny, podstawowy, problem: o ile pensje rezydentów są finansowane przez budżet, lekarzom ze specjalizacją płacą szpitale. – Czy ministerstwo ma jakieś wyliczenia? Szacunki, ile to będzie kosztować? Czy przeprowadzono jakieś symulacje, jak to obciąży budżety szpitali, jeśli na takie warunki przystanie 20, 30, 40 tysięcy lekarzy? – zastanawia się dr Maciej Piróg.

Budżety szpitali zaś zaczną być pod jeszcze większą presją płacową, bo resort zdrowia skierował właśnie do konsultacji projekt zmian w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach pracowników wykonujących zawody medyczne. Przepisy mają objąć również część pracowników niemedycznych, jednak wykonujących pracę bezpośrednio związaną ze świadczeniami medycznymi. Wzrosną również wynagrodzenia niektórych pielęgniarek i położnych. Ale nie to jest głównym powodem obaw ekspertów. Można się spodziewać, że po podwyżkach wynegocjowanych przez rezydentów dla lekarzy, inne związki zawodowe zaczną znacznie mocniej naciskać, zarówno na ministra zdrowia, jak i bezpośrednio na pracodawców – na zwiększenie wynagrodzeń.

Nakłady zaś będą rosły w tempie nie pozwalającym na realizację oczekiwań, co oznacza prostą drogę do eskalacji napięć w systemie. I powiększenia zapaści finansowej placówek.

Data utworzenia: 09.02.2018
Co z dłuższą pracą i z pieniędzmi? Reakcje na porozumienieOceń:
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Życie bez opt-out
    Jeszcze kilka miesięcy temu Filip Płużański, rezydent z Łodzi potrafił, biorąc dyżur po dyżurze, przepracować ponad 300 godzin w miesiącu. Dzisiaj, bez klauzuli opt-out, pracuje maksymalnie 48 godzin w tygodniu. Efekty? Znajduje czas na zabawę z dziećmi, na naukę i przede wszystkim znacznie wyżej ocenia swoją pracę z pacjentami.
  • Dlaczego lekarze protestują?
    Do końca listopada lekarze wypowiadają klauzule do umów o pracę, które umożliwiają im prace powyżej 48 godzin tygodniowo. Samorząd lekarski zaapelował w tej sprawie do wszystkich swoich członków, ale w sposób szczególny w akcję zaangażowali się rezydenci. Dla młodych lekarzy to kolejny, po głodówce, etap protestu w sprawie wyższych nakładów na ochronę zdrowia. O co walczą młodzi medycy i dlaczego nie zgadzają się z rządem, który co prawda chce podwyższać publiczne wydatki na zdrowie, ale znacznie wolniej?
  • Rezydenci: Czas na „Zdrowie plus”
    To nie jest protest polityczny. To nie jest protest antyrządowy. Zdrowie nie ma barw politycznych, a my walczymy o zdrowie Polaków – tak, w największym skrócie, można streścić przekaz sobotniej pikiety pod Kancelarią Premiera.
  • Dlaczego lekarze strajkują? Zobacz film studentki medycyny
    Dlaczego lekarze strajkują? O co tak na prawdę walczą? Dlaczego rezydenci zdecydowali się na strajk głodowy? Czy chodzi jedynie o pieniądze? W krótkim filmie studentka medycyny stara się odpowiedzieć na te pytania.

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies