Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Zdrowie - rzeczywistości równoległe

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Pieniędzy w systemie jest coraz więcej, trzeba płacić za efekty leczenia, stawiamy na opiekę długoterminową, bo to wymusza demografia, a edukacji zdrowotnej będziemy uczyć od najmłodszych lat. Ochrona zdrowia ma problemy, rozwiązujemy je krok po kroku, ale nie da się naprawić wieloletnich zaniedbań w ciągu jednej kadencji. Potrzebujemy czasu!


06.07.2019 Katowice. Mateusz Morawiecki podczas konwecji Prawa i Sprawiedliwości. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

To, w dużym skrócie i pewnym tylko uproszczeniu, streszczenie przekazu płynącego z konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości, jaka w ostatni weekend odbyła się w Katowicach. W sprawie zdrowia głos zabierali premier (obietnica 160 mld zł na zdrowie „jak wygra PiS”, z zastrzeżeniem, że za kilka lat), minister zdrowia i jego zastępcy. Nie powiedziano niczego przełomowego. Nic, czego byśmy nie słyszeli – na podsumowaniu debaty „Wspólnie dla zdrowia”, albo wręcz jeszcze wcześniej. „Potrzebujemy jeszcze czterech lat, żeby móc kontynuować dobre zmiany, które już się przecież w ochronie zdrowia dzieją” – nikt nie powiedział tego wprost, ale taka – dokładnie – jest myśl przewodnia. Zaś ci, którzy kwestionują słuszność zmian, to totalna opozycja i ludzie, którzy ponoszą odpowiedzialność za osiem lat. Już nie ostatnich. Tamtych.

Przesłanie z Katowic byłoby łatwiej przyjąć do wiadomości, gdyby nie czwartkowe posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Organizacji Ochrony Zdrowia, którego gośćmi z jednej strony byli dyrektorzy szpitali wojewódzkich, z drugiej – prezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Zespół obradował pod przewodnictwem Anny Czech (posłanka PiS, ale też dyrektor Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie), a dyskusja wykroczyła daleko poza problemy dotyczące szpitali wojewódzkich. Również dlatego, że w zasadzie wszystko, co dzieje się w systemie ochrony zdrowia, w mniejszym lub większym stopniu dotyka również tych placówek.

Czwartkową dyskusję również można podsumować i streścić dość krótko: jest źle, a decyzje, które zapadły w 2017 roku (przy wprowadzaniu sieci) i które są podejmowane przez Ministerstwo Zdrowia na bieżąco, ani na jotę nie poprawiły sytuacji szpitali. Wręcz przeciwnie – nawet te, które sobie do 2018 roku jakoś radziły, zaczynają finansowo tonąć. Bo, po pierwsze – ryczałt, a więc koniec płacenia za nadwykonania, ale też przerzucenie na szpitale kosztów leczenia pacjentów, którzy teoretycznie pomoc powinni otrzymać w innych miejscach systemu (POZ, AOS, opieka długoterminowa), po drugie – ustalenia, jakie czyni minister zdrowia (i rząd) ze związkami zawodowymi, podnoszące w sposób drastyczny (drastyczny z punktu widzenia pracodawcy, niekoniecznie z punktu widzenia pracowników) koszty wynagrodzeń. Coraz mniejszy margines swobody menedżerów szpitali w zarządzaniu placówkami, coraz większa stagnacja i odcięcie możliwości rozwoju.

Andrzej Sośnierz, poseł PiS, który od początku krytycznie oceniał zarówno sam pomysł wprowadzenia sieci szpitali jak przede wszystkim oparcie finansowania o ryczałt, podkreślał, że nie ma żadnej satysfakcji z tego, że widzi jak spełniają się jego przewidywania. – Ryczałt to koniec rozwoju. Ryczałt jest antyrozwojowy – powtarzał.

Dyrektorzy przyznawali, że z NFZ otrzymują więcej środków, niż wcześniej. – Co z tego jednak, że przychody rosną, skoro koszty, przede wszystkim koszty pracy, rosną nieporównanie szybciej? – mówili. To wpędza szpitale w długi, a – jak mówili – końca ustaleń ministra zdrowia z coraz nowymi grupami zawodowymi nie widać. – Mamy wyższe wyceny świadczeń, ale jednocześnie „sugestię”, że z tych pieniędzy trzeba zapłacić np. fizjoterapeutom.

- Powtarzam publicznie, że NFZ nie powinien być częściowym pracodawcą. Trzeba skończyć, w jednym momencie dla wszystkich grup zawodowych, ze znaczonymi pieniędzmi, czy to dla pielęgniarek, lekarzy, ratowników medycznych, i wszystkie środki przekazywać szpitalom w formie wyceny świadczeń – mówił prezes NFZ Andrzej Jacyna. Jego zdaniem negocjowanie przez ministra kwestii płacowych z poszczególnymi grupami zawodowymi jest błędem, bo burzy system wynagradzania w placówkach, na czym tracą również pracownicy.

Jacyna przyznał również, że wyższe wyceny nie pokrywają kosztów szpitali związanych ze wzrostem płac. Bo duża ich część nie związana jest wcale z ustawą o wynagrodzeniu minimalnym pracowników medycznych (te podwyżki i w 2018 i w tym roku weszły w życie 1 lipca), tylko z podwyżkami – dużymi – wynagrodzenia minimalnego. Zdaniem Jacyny rząd, negocjując ze związkami zawodowymi wysokość płacy minimalnej czy minimalnego wynagrodzenia za godzinę pracy nie do końca bierze pod uwagę, jakie skutki ma ta decyzja w służbie zdrowia. – W tej sytuacji podniesienie wycen powinno nastąpić od 1 stycznia. Gdy wyceny rosną 1 lipca, pokrywają wyższe koszty na bieżąco, straty nie są w stanie zrekompensować – mówił Jacyna, dodając że rosnące zadłużenie szpitali dla płatnika nie jest obojętne, bo szpitale część pieniędzy, jakie są przekazywane na leczenie, muszą wydawać na obsługę długu.

Ale nie tylko kwestie finansowe spędzają sen z oczu płatnikowi. Doświadczenie ostatnich miesięcy pokazuje, że wprowadzane ustawami rozwiązania po prostu nie działają. Ministerstwo Zdrowia wiązało duże nadzieje z umożliwieniem szpitalom podzielenia się ostrymi dyżurami – przepis jest martwy, nie wpłynął ani jeden wniosek. Wcześniej, wprowadzając sieć szpitali, ministerstwo zapowiadało, że dyrektorzy zyskają możliwość przesuwania świadczeń z części szpitalnej do ambulatoryjnej. Zyskali, ale nie korzystają.

– Będziemy wprowadzać więc rozwiązania siłowe. Nie możemy rozwijać szpitali. Budżet na szpitale w pierwszych latach kas chorych wynosił nieco ponad 30 proc. środków, w tej chwili mamy połowę i dalej rośnie – wskazywał Jacyna, podkreślając, że chodzi również o racjonalne gospodarowanie kadrami. – Kadr w najbliższych latach będzie ubywać, choćby z powodu tego że 23 proc. lekarzy to emeryci. Jest więcej studentów na kierunkach lekarskich, ale to nie są takie liczby, żebyśmy mogli zniwelować lukę pokoleniową – powiedział wprost szef Funduszu.

09.07.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?