×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Z dziejów szpitali

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
specjalnie dla mp.pl

Mury szpitala bywają świadkami cudów i tragedii, szczęśliwych chwil i fatalnych pomyłek. Większość z nas przyszła na świat w szpitalu i trafi tam w ciągu życia statystycznie jeszcze siedem razy, by za ostatnim zakończyć swą ziemską wędrówkę. Niewątpliwie szpitale są dziś krytyczne dla zdrowia społecznego, stanowiąc z jednej strony miejsce świadczeń i usług medycznych, z drugiej zaś bazę szkoleniową. Przez wieki szpitale były również miejscem narodzin innowacji, weryfikacji teorii medycznych, metod diagnostycznych oraz terapii.

Brama średniowiecznego szpitala w Hereford w Anglii. Fot. Wellcome Collection, lic. CC BY

Historię szpitalnictwa europejskiego można podzielić na cztery okresy. Pierwszy rozpoczyna się we wczesnych wiekach średnich, a kończy wraz z soborem trydenckim (1545-1563). Jest to okres domów opieki i przytułków podlegających raczej władzom kościelnym, pełniących funkcje głównie opiekuńczo-religijne. Drugi okres kontynuuje tradycje opieki nad potrzebującymi w imię chrześcijańskiej idei miłosierdzia i kończy się wraz z epoką oświecenia. W okresie trzecim, który przypadł na wiek XVIII, postulowano i realizowano zmianę charakteru szpitali z opiekuńczego na leczniczy, zaś okres czwarty przypadający na kolejne stulecie to już narodziny współczesnej formy szpitala.

Inni lekarze od głowy, a inni od zębów

Jeśli pod pojęciem szpitala rozumiemy miejsce, w którym ludzie przebywają, gdy lekarze starają się wyleczyć ich choroby, wówczas w swojej prymitywnej formie szpitale będą mieć rodowód antyczny. Za prekursorów europejskiego szpitalnictwa uchodzą Grecy i Rzymianie, jednak jego korzenie znajdują się w Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie. Żyjący w V w p.n.e. Herodot, nazywany ojcem historii i geografii, tak pisał o medycynie egipskiej na podstawie swoich obserwacji z podróży: „Każdy lekarz zajmuje się tylko jedną chorobą, a nie kilkoma. W całym kraju jest dużo lekarzy, ponieważ są specjaliści od chorób oczu, inni od głowy, inni od zębów. Inni są od brzucha, a jeszcze inni od chorób głębiej ukrytych”.

Specjalistów z różnych dziedzin kształcono w ulokowanych obok świątyń „domach życia”, gdzie mieściły się oddziały porodowe, hospicja czy oddziały medycyny paliatywnej. Po zdobyciu Egiptu przez Persów pod wodzą Dariusza I Wielkiego na przełomie VI i V w. p.n.e. główny medyk Uzahor-resinet napisał, że Dariusz, znający „korzyści tej sztuki, której zadaniem było utrzymanie przy życiu wszystkich cierpiących”, polecił mu odnowienie podupadłych domów życia, umieszczenie w nich studentów z wysokich rodów, zapewnienie im nauczycieli oraz wyposażenia (w tym narzędzi chirurgicznych) – „stosownie do przepisów z dawniejszych czasów”.

Dziś, gdy czytamy o sztuce medycznej starożytnych Egipcjan, może nas zaskoczyć na przykład to, że po raz pierwszy opisali oni infekcje przy ranach i urazach: „jeśli twoja ręka odczuwa bijące od rany gorąco, zaczerwienione są brzegi owej rany i ów człowiek gorączkuje z tego powodu, wtedy (...) przygotuj mu środki chłodzące dla usunięcia gorączki (...) i liście wierzby”. Zarówno ten opis, jak i leczenie za pomocą przeciwzapalnych wywarów z liści i kory wierzbowej, były dalekie od zabobonu.

Na wysokim poziomie stała także medycyna w starożytnych Indiach. Znano na przykład aż 8 niewłaściwych położeń dziecka, które utrudniały poród, w tym pośladkowe, poprzeczne i z blokadą jednego lub obydwu barków. Hinduscy medycy wiedzieli, że człowiek oddycha 16 razy na minutę. Na etapie nauki przyszli adepci medycyny mieli do dyspozycji naturalnej wielkości modele (lalki) do nauki anatomii, a także zajęcia z patologii. Indyjskie dzieło Suśruta Samhita, jeden z najstarszych traktatów chirurgicznych, pochodzący z VI w. p.n.e., zawiera prawdopodobnie pierwszy znany zapis wykładu anatomii na zwłokach ludzkich. „Do tego celu należy użyć ciała całkowicie zachowanego – czytamy. – Ma to być ciało niezbyt starego człowieka, zmarłego nie z powodu zatrucia lub ciężkiej choroby. Po oczyszczeniu wnętrzności należy ciało owinąć w łyko, trawę lub konopie i ułożyć w klatce [dla ochrony przed zwierzętami]. Następnie należy zanurzyć je w starannie ukrytym miejscu, w rzece o niezbyt bystrym prądzie i pozwolić mu zmięknąć. Po siedmiu dniach należy ciało wyjąć i szczotką z korzeni i trawy, włosia lub bambusa zdejmować kolejne warstwy. W czasie tego szczotkowania oko może obserwować każdą większą lub mniejszą, zewnętrzną lub wewnętrzną część ciała, rozpoczynając od skóry”. Świetnie wyszkoleni medycy hinduscy, mający do dyspozycji – jeśli wierzyć zapiskom Suśruty, ponad setkę tępych i ostrych narzędzi chirurgicznych, byli w stanie poradzić sobie nie tylko z usunięciem zaćmy czy kamieni z pęcherza, lecz także przeprowadzić zabiegi z zakresu chirurgii rekonstrukcyjnej (np. odtwarzano nosy ze skóry wyciętej z ramienia).


Asklepios, via Wikimedia Commons

W kulturze greckiej i rzymskiej opieka nad chorymi również była domeną kapłana. W Grecji służyły jej świątynie Asklepiosa zwane asklepiami, do których ściągali chorzy z odległych części kraju, lecz rzadko przebywali w nich dłużej niż dobę. Do dziś zachowały się ruiny w Atenach i na wyspie Kos, gdzie prowadził swoją szkołę słynny Hipokrates. Rzymianie mieli z kolei już w I w. n.e. swoje valetudinaria – szpitale polowe dla niewolników i żołnierzy, duże, bo liczące kilkadziesiąt pomieszczeń i świetnie zorganizowane oraz – całkowicie świeckie. W jednej z takich placówek zbudowanych za panowania cesarza Klaudiusza około 50 r. znaleziono blisko sto narzędzi medycznych i farmaceutycznych, co może dowodzić, że przeprowadzano tam zabiegi chirurgiczne. W domniemanej sali operacyjnej odkryto również kilka palenisk, które mogły służyć nie tylko ogrzewaniu pacjentów, ale być może także wyjaławianiu narzędzi. Jednak leczenie odbywało się przede wszystkich w domu pacjenta – w ten sposób leczył Galen, a służba pacjenta pomagała mu w zabiegach. Chorych niewolników porzucano w pobliżu świątyni Asklepiosa nad Tybrem.

W Azji Mniejszej już w IV w. powstawały pierwsze szpitale o charakterze przytułków – jeden z nich założył biskup Bazyli Wielki na przedmieściach Cezarei Kapadockiej, jednak trzeba było kolejnych kilku stuleci, by wyzwoliły się spod wpływów kościelnych. W VII w. bizantyjskie szpitale miały niezależne dochody i zatrudniały opłacany personel. Większość takich placówek nie była duża – dysponowały maksymalnie setką miejsc. W jednym z najbardziej prestiżowych szpitali na terenie Konstantynopola pracowali medycy i chirurdzy o wysokim poziomie specjalizacji, a przy tym pielęgniarze i pielęgniarki, farmaceuci, ostrzyciele narzędzi, wreszcie kucharze czy sprzątacze, a pacjenci przebywali na oddziałach podzieleni według płci i typu choroby. W takich placówkach młodzi lekarze odbywali bezpłatny staż, ucząc się fachu nie tylko w praktyce, ale również korzystając z wykładów czy szpitalnej biblioteki.

Także w krajach arabskich szpitale pełniły funkcję ośrodków szkoleniowych, miały własne biblioteki i sale wykładowe. Arabscy lekarze, doskonale wykształceni i oczytani, dysponowali we wczesnym średniowieczu około dwoma tysiącami środków leczniczych – znano leki pod postacią syropów, pigułek, czopków czy nawet powideł. Swoich pacjentów leczyli na wydzielonych oddziałach, chorych zakaźnie izolowano w osobnych pawilonach. Szpitale istniały w Damaszku, Bagdadzie, Kairze, Aleksandrii czy Kordobie.

W średniowiecznej Europie szpitale powstawały z inicjatywy władz kościelnych, lecz były one zgodnie z nauczaniem Kościoła raczej przytułkami dla ubogich czy odrzuconych, a niekoniecznie chorych. We francuskim Arles św. Cezary w VI w. założył dom pomocy (także medycznej) dla ubogich, zaś biskup Owernii Projektus ufundował przytułek z łóżkami dla 20 chorych. W VII w. w Rzymie, nieopodal Partenonu, działał szpital ze stoma łóżkami dla miejscowych i przybyszów, podobną placówkę założył w IX w. biskup Mediolanu. W hiszpańskiej Meridzie szpital istniał ponoć już w VI w. Na terenie Niemiec i Niderlandów w IX i X w. istniały szpitale m.in. w Kolonii, Augsburgu, Magdeburgu czy Aachen, zaś w Anglii według tradycji szpital pod wezwaniem św. Piotra w Yorku miał ufundować król Atelstan po zwycięstwie nad Szkotami i Normanami w X w. Jednak po fachową opiekę medyczną najlepiej było w tym okresie udać się... na pielgrzymkę.

Kościół brzydzi się krwią, społeczeństwo trądem

W czasach krucjat ciągnący setkami i tysiącami do Ziemi Świętej chrześcijanie, czy to w celach duchowych, czy militarnych, mogli czerpać ogromne korzyści z wyjątkowego dziedzictwa Lewantu. Położony na styku cywilizacji, mógł czerpać z wiedzy i praktyki medycznej wschodniego Cesarstwa, Indii, Persji, krajów arabskich czy Egiptu, wynosząc sztukę leczenia na zupełnie inny, nieznany nigdzie na świecie poziom. Warto podkreślić, że w czasach pierwszej krucjaty Europejczycy z Zachodu nie znali szpitali jako miejsc, gdzie chorym pacjentom oferowano profesjonalną pomoc i opiekę. Biedota leczyła się u kowali, znachorów czy balwierzy albo trafiała do przytułków prowadzonych przez duchowieństwo, zaś bogaci mogli pozwolić sobie na opłacenie medyka, który leczył ich w warunkach domowych.


Gerard Tonque, założyciel szpitalników, via Wikimedia Commons

W Ziemi Świętej nie tylko zamożni, ale i biedniejsi mogli uzyskać profesjonalną pomoc od szpitalników (zwanych także joannitami, a później kawalerami maltańskimi), którzy w swoich placówkach zatrudniali na pełen etat profesjonalnych medyków i chirurgów. Codzienną opiekę nad pacjentami sprawowali bracia i siostry z zakonu św. Jana – bo takie wezwanie objęli szpitalnicy – który miał w swej regule zapis o tym, by pielęgnować chorych z poświęceniem i oddaniem. Szpital w Jerozolimie oferował ponad 2 tys. łóżek i dysponował kilkunastoma oddziałami, zakon prowadził także placówki w Akce czy Nablus. Po upadku Jerozolimy w 1187 roku szpitalnicy przenieśli się do Akki, gdzie rozbudowali stary szpital, następnie wybudowali placówki na Cyprze i Rodos (wzniesiony tam w XV w. szpital nadal istnieje, znajduje się w nim muzeum).

Opieka medyczna nad chorymi w wiekach średnich była utrudniona przez krytyczny stosunek Kościoła do zabiegów chirurgicznych. Obowiązywał zakaz wykonywania przez duchownych operacji (zasada Ecclesia abhoret a sanguine – Kościół brzydzi się krwią). Od XII wieku pojawiają się wyraźne nakazy ze strony papieży i soborów, aby duchowni przestali zajmować się medycyną. W XI-wiecznym hymnie autorstwa biskupa Fulberta z Chartres tak czytamy o związku leczenia świeckiego i duchowego: „Jako chrześcijanie dopuszczamy istnienie medycyny zajmującej się tym, co ziemskie i tym, co niebiańskie. Różnią się zarówno swym źródłem, jak i skutecznością. Dzięki wieloletniej praktyce ziemscy medycy uczą się mocy płynącej z ziół i innych lekarstw wpływających na ciało. Lecz nie narodził się nigdy medyk tak doświadczony, by nie natrafił na chorobę trudną lub niemożliwą do leczenia. Autorem niebiańskiej medycyny jest Chrystus, który mocą Swych słów leczył chorobę i wskrzeszał umarłych”.

W tym duchu wystosował papież Juliusz II list do króla Aleksandra Jagiellończyka z 1505 roku: księża mogą leczyć iuxta medicine canones citra adustionem et incisionem absque alicujus irregularitatis incursu, a więc zgodnie z kanonem medycyny, ale bez „nacinania” czy „oddzielania” ciała pacjenta. Tym mieli się zajmować lekarze świeccy, a chirurgia z czasem całkowicie przeszła w ich ręce. Tak było przynajmniej w teorii, bo w praktyce na zabieg szło się raczej do cyrulika, łaziebnika albo doskonale obeznanego z ludzkim ciałem... kata, który nierzadko specjalizował się w składaniu złamań czy nastawianiu zwichnięć. Można było również udać się na pielgrzymkę i próbować „wymodlić” uzdrowienie u świętego zajmującego się określonym typem urazu czy chorobą.

Czym wobec tego zajmowali się duchowni? Spełniali swoje posłannictwo zgodnie z naukami Chrystusa o miłosierdziu. Przodowali w tym benedyktyni, których zakon założony w VI w. miał zapisany w regule obowiązek pielęgnacji chorych i przechowywania w klasztorze księgozbioru medycznego. W regule św. Benedykta czytamy: „O chorych należy troszczyć się przede wszystkim i ponad wszystko i służyć im rzeczywiście tak, jak Chrystusowi, bo On sam powiedział: Byłem chory, a odwiedziliście Mnie (Mt 25,36) oraz: Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40)”.

Na ziemiach polskich chorymi zajmowali się także duchacy, miechowici, joannici czy Krzyżacy gwiaździści, którzy byli sprowadzani i osadzani na ziemiach nadanych im przez panujących i panów feudalnych. I tak np. książę wielkopolski Przemysł, fundując szpital św. Jana w Gnieźnie, zaznaczył w dokumentach fundacyjnych, że ma to być miejsce schronienia dla słabych i nieszczęśliwych, zaś książę Henryk Brodaty, fundując szpital wrocławski w 1214 roku, zastrzegł, że ma on służyć biednym, chorym i pielgrzymom.

Do najstarszych szpitali w Polsce należą te założone przez cystersów przy kościele Najświętszej Marii Panny we Wrocławiu (1108) i w Jędrzejowie (1152). Potrzebujących schronienia w domus hospitalis nie brakowało: wieki XIII i XIV były epoką głębokich przemian społeczno-gospodarczych, ale i klęsk elementarnych oraz zawieruch wojennych. Pełniące rolę schronisk lub przytułków dla pielgrzymów, chorych, kalek, biedoty czy sierot, za priorytet obierały duchowe i cielesne pielęgnowanie potrzebujących w imię chrześcijańskiej idei miłosierdzia. Przykładowo duchacy opiekowali się sierotami, kobietami brzemiennymi i prostytutkami, a raz w tygodniu podróżowali po miastach i wsiach w poszukiwaniu chorych i potrzebujących. Wyznaczali specjalne „okna życia” przed bramą szpitalną, gdzie można było pozostawić niechciane dzieci oraz opłacali mamki, które mogły wykarmić niemowlęta.


Trędowaty, miniatura średniowieczna. Fot. Wellcome Collection, lic. CC BY

Zmiany nastąpiły wraz z przywleczeniem do Europy trądu – tworzono wówczas leprozoria, mające odizolować trędowatych od społeczeństwa, czym zapoczątkowano rozwój szpitalnictwa zakaźnego. W źródłach polskich najwcześniejszą wzmiankę o trądzie znajdujemy w Żywocie św. Jadwigi śląskiej z drugiej połowy XIII wieku, gdzie czytamy o leprozorium pod Środą ufundowanym przez męża Jadwigi, księcia Henryka Brodatego. Placówki takie zakładano za murami miejskimi – na Śląsku istniało 15 leprozoriów, podobnie pod Krakowem czy Sandomierzem, gdzie szpitale dla trędowatych odwiedzała św. Kinga. Aby można było zostać przyjętym do takiej placówki, trzeba było przejść specjalną procedurę – świeżo pobraną krew przecedzano przez lnianą chustę, a wszelkie drobiny czy grudki były oznaką trądu. Wówczas nowo przyjęty słyszał formułę: „Umrzyj dla świata, zmartwychwstań w Bogu”, co oznaczało, że stawał się umarłym za życia – nie mógł posiadać dóbr, rodziny, nie podlegał ludzkim sądom.

Szpital zamyka się na świat, ale otwiera na pacjenta

Schyłek średniowiecza przyniósł narodziny zawodu „fizyków”, czyli lekarzy miejskich, tworzono także kolegia medyczne nadzorujące pracę lekarzy, chirurgów czy aptekarzy. Próbowano oddzielić opiekę nad potrzebującymi od pomocy medycznej, tworząc szpitale zarządzane przez miasta, początkowo mające stanowić pomoc dla podróżnych, z czasem przejmujące od władz miejskich część obowiązków związanych z opieką społeczną. Szpitale miejskie funkcjonowały dzięki przychodom z dóbr szpitalnych, zapisom testamentowym czy czynszom. Zarządzał nimi z ramienia rady miejskiej mistrz opłacany z kasy miejskiej i mający zapewnioną emeryturę, dach nad głową i wyżywienie u swojego następcy. Szpitale średniowieczne zatrudniały wykształconych medyków i personel, ustanawiały regulaminy, prowadziły księgi – były prężnie działającymi instytucjami świeckimi. Przepisy regulowały zasady diety, higieny czy ubioru chorych.

Narodziny nowej epoki przyniosły wiele zmian. Wraz z reformacją pojawił się kult pracy, za czym poszła krytyka przytułków-szpitali i postulat zmian w kierunku opieki stricte medycznej, kierowanej już nie do ubogich, lecz chorych. W 1531 roku w Lyonie powstał szpital generalny – Hospital General z wydzielonymi oddziałami i własną apteką, ale nie rezygnowano w nim z pomocy ubogim czy sierotom. Na soborze trydenckim ostatecznie ustalono, że opieka zdrowotna ma służyć wyłącznie leczeniu, toteż ośrodki podzielono na lecznice i przytułki. W tym okresie budowano również miejsca odosobnienia dla chorych zakaźnie oraz psychicznie, pełniące przede wszystkim funkcje izolacyjną. W XVII wieku, w dużej mierze za sprawą kolejnych epidemii, jakie przetaczały się przez Europę, nastąpił rozwój higieny szpitalnej.

Teoria kontagionizmu, ogłoszona przez Girolama Fracastoro w jego wydanym w 1546 roku dziele De contagionibus et contagiosis morbis, głosiła, że choroby zakaźne rozpowszechniają się nie przez powietrze, lecz za pośrednictwem niedostrzegalnych gołym okiem cząsteczek przenoszonych drogą kontaktu z chorym, zakażone narzędzia i przedmioty codziennego użytku. Rozpoczął się okres tzw. „Wielkiego Zamknięcia”, żeby się posłużyć pojęciem Michaela Foucaulta, a architektura szpitali generalnych nawiązywała do więziennej. Wybudowany w Warszawie w 1758 roku Szpital im. Dzieciątka Jezus czy wiedeński Szpital Generalny z wyodrębnioną przestrzenią dla chorych psychicznie (Narrentuerm) wpisywały się w tę ideę.


Girolamo Fracastoro na obrazie Tycjana, via Wikimedia Commons

Wiek oświecenia przyniósł dalsze zmiany, a rozwój nauki utorował drogę do rewolucji w szpitalnictwie. Rozwój nauczania klinicznego, pogłębianie się wiedzy na temat ludzkiego organizmu, pojawienie się zaleceń do codziennej pracy szpitali czy narodziny zawodu pielęgniarki to tylko niektóre nowości. Wymusiły one zmiany w organizacji opieki na chorymi i potrzebującymi, choć nadal nie zrezygnowano z pomocy tym ostatnim. W Anglii zaczęto tworzyć tzw. Voluntary Hospitals, w których lekarze pomagali chorym bezpłatnie, a finansowanie odbywało się z datków – taką placówką był London Hospital. Niestety problem niedofinansowania opieki zdrowotnej sprawiał, że szpitale europejskie były w złym stanie, a pacjenci przebywali w fatalnych warunkach.

We Francji było tak źle, że postulowano przeniesienie części pacjentów do domów, gdzie mieli lepsze warunki higieniczne do dalszej opieki. U schyłku oświecenia nie było właściwie procedur medycznych, na które szpitale miały wyłączność: można było operować pacjenta na stole kuchennym, a dzieci rodziły się w domach. Dopiero rewolucja francuska i upaństwowienie szpitali przyniosło istotne zmiany. Dekretem z 1793 roku oddzielono instytucje lecznicze od opiekuńczych oraz wprowadzono specjalizację placówek. Zadania opiekuńcze zostały przejęte w całości przez nowo utworzone instytucje, a szpitale miały zajmować się wyłącznie leczeniem chorych. W czasach wojen napoleońskich powstawały kolejne szpitale leczące rannych żołnierzy, nastąpił rozwój specjalizacji chirurgicznej wymuszony nową sytuacją, a studenci mogli praktykować na pacjentach.

Wiktoriański szpital rodem z horroru

Starożytna teoria humoralna w medycynie trzymała się aż do połowy XIX wieku. Zgodnie z nią choroba była wywoływana nierównowagą humorów, które składały się na ludzki organizm – krwi, flegmy oraz żółtej i czarnej żółci, a zabiegi zmierzające do przywrócenia owej równowagi były niemal bez wyjątku szkodliwe dla pacjenta. Należało do nich na przykład upuszczanie krwi czy przeczyszczenia. Zwłaszcza ta pierwsza metoda w wielu jej wariacjach, w tym przystawianiu pijawek, stosowana bez umiaru i nadzoru, wyprawiła wielu pacjentów na tamten świat. 8 lutego 1842 roku czteroletni William Kennedy został przyjęty do szpitala Aberdeen, gdzie usuwano mu kamień z pęcherza. Operacja zakończyła się powodzeniem, ale wieczorem chirurg nakazał przystawienie sześciu pijawek na podbrzusze, by ulżyć malcowi w bólu. Niestety pielęgniarka, która miała dyżur tamtej nocy, źle zrozumiała polecenie i po zdjęciu pijawek przykładała chłopcu gorące okłady na ugryzienia przez całą noc. Rano lekarz zastał małego pacjenta bladego i niemal całkowicie wykrwawionego. Chłopiec żył jeszcze dobę.

Trzeba było jednak kilku kolejnych dekad, by w szpitalach zarzucono masowe stosowanie upuszczania krwi. Z kolei środki przeczyszczające były do końca XIX wieku w każdej torbie lekarskiej – głównie w postaci kalomelu, czyli chlorku rtęci. Substancję tę zawierała także popularna i powszechnie używana niebieska pigułka. „Leczeni” w ten sposób pacjenci często wpadali w anemię, odwodnienie i zatrucie metalami ciężkimi. W leczeniu bezsenności stosowano opiaty, a na kaszel przepisywano urginię morską (używano jej również jako trutki na szczury), węglan amoniaku czy smołę.

Równolegle dokonywał się postęp w dziedzinie medycyny, mający znaczący wpływ na opiekę szpitalną i dobrostan pacjentów. Jeszcze w XVIII stuleciu angielski botanik i fizjolog, Stephen Hales odkrył wpływ czystości powietrza na zdrowie pacjenta i skonstruował pierwszy wentylator, mający oczyszczać powietrze w salach szpitalnych. Następnie Joseph Priestley odkrył cząsteczki tlenu, a Antoine Lavoisier (ścięty kilka lat później przez rewolucjonistów 1794 roku) wyjaśnił ich rolę w procesie oddychania. Wszystkie te odkrycia zapoczątkowały narodziny teorii „miazmatów” – chorobotwórczych wyziewów, przed którymi należało chronić pacjentów, zapewniając im dopływ świeżego powietrza oraz czystość. W połowie XIX wieku śmiertelność pooperacyjna w szpitalach wynosiła 35%, przy czym np. amputacje powyżej kolana w 65% przypadków kończyły się zgonem, toteż nietrudno się dziwić, że perspektywa operacji budziła w niektórych paniczny strach.


Frederick Treves, via Wikimedia Commons

Fryderyk Treves, chirurg z London Hospital tak opisywał swój oddział w 1870 roku: „Oddział ten budził paniczny lęk u biedoty i były ku temu podstawy, a ja zmarnotrawiłem wiele godzin, próbując namówić pacjentów na leczenie. Efekty zabiegów nie były zadawalające, o czym opinia publiczna wiedziała. Każdy pacjent umierał poza dwoma, którzy uciekli z budynku. Na oddziale była jedna gąbka, a pielęgniarka tym zabójczym narzędziem przemywała każdą ranę używając tej samej wody i tego samego naczynia. Zarobaczone rany były uznawane za rzecz normalną i nikt nie poświęcał im uwagi”.

Gangrena, róża krwotoczna czy ropnica zbierały ogromne żniwo, a znaczna część zakażeń brała się nie tyle z warunków w szpitalu, ile zaniedbań po stronie personelu. Za sprawą Johna Pringle’a pojęcie środków antyseptycznych było już znane, ale dopiero w kolejnym stuleciu zalecano lekarzom mycie rąk po badaniu ciężarnych pacjentek. Jako środków antyseptycznych używano początkowo olejów i tłuszczy (miały hamować miazmaty), potem spirytusu, mydła, roztworu chlorku czy wapna niegaszonego, jeszcze później soli kuchennej, magnezu czy kwasu siarkowego.

W XIX wieku Ignacy Semmelweis dowiódł, że to personel szpitalny powoduje przenoszenie choroby – lekarze i studenci odbywający zajęcia w prosektorium, a następnie zajmujący się pacjentkami w ciąży i po porodzie, stanowili dla nich śmiertelne zagrożenie. Tymczasem, jeśli na oddziale znajdowały się same akuszerki – ryzyko znacznie malało. Semmelweis nakazał mycie rąk w wodzie z chlorem przed każdym badaniem pacjentki oraz dezynfekowanie w tej samej substancji narzędzi i bielizny, dzięki czemu śmiertelność ciężarnych znacząco spadła. Były to jednak nowinki, a te, jak wiadomo, przyjmują się powoli i nie bez oporów ze strony osób o tradycjonalistycznym podejściu. Trzeba było jeszcze wielu lat i wielu odkryć, na czele z odkryciami z dziedziny aseptyki Ludwika Pasteura czy dokonaniami Roberta Kocha (był to również autor metody sterylizacji z wykorzystaniem pary wodnej), by nastąpiło upowszechnienie się w położnictwie nowych metod.

Dezynfekcja rąk, narzędzi, nici, opatrunków i ran kwasem karbolowym (wprowadził ją brytyjski chirurg Joseph Lister (1827-1912), sterylizacja narzędzi i trzymanie ich w sterylnych warunkach, gotowanie bielizny, noszenie fartuchów, maseczek czy rękawiczek pomogły zapoczątkować epokę, w której pójście do szpitala nie budziło już panicznego strachu, a śmiertelność znacznie spadła. Na tym polu wybitne zasługi poczynił profesor Jan Mikulicz Radecki (1850-1905), który spopularyzował jodoform i bawełniane rękawiczki operacyjne, a także prawdopodobnie jako pierwszy zastosował bawełniane maski zasłaniające usta i nos, zwane maskami Mikulicza.


James Young Simpson, via Wikimedia Commons

W operacjach zaczęto także stosować środki znieczulające – najpierw podtlenek azotu (tzw. gaz rozweselający), eter, następnie chloroform, który w 1847 roku został po raz pierwszy zastosowany przy porodzie przez Jamesa Younga Simpsona, a sześć lat później skorzystała z tej innowacyjnej metody sama królowa Wiktoria.

W roku 1894 Ludwig Schleich wprowadził znieczulenie miejscowe za pomocą roztworu kokainy. XIX wiek to również epoka mikroskopu, stetoskopu, termometru czy aparatu rentgenowskiego, pomocnych w stawianiu prawidłowej diagnozy i kontroli stanu zdrowia pacjentów. Wszystkie te innowacje miały jednak niewielkie znaczenie, jeśli szpitali nie było stać na ich zakup i wdrożenie. W latach 90. XIX wieku największy brytyjski szpital mieszczący się w Londynie nie posiadał laboratorium klinicznego, oddziału dla pacjentów ambulatoryjnych, możliwości izolowania przypadków zakaźnych ani nawet... prądu.

Nowoczesny szpital, czyli...

Schyłek XIX wieku przyniósł zmianę poglądów na racjonalne planowanie architektoniczne placówek szpitalnych. Upowszechnił się system pawilonowy (zrezygnowano ze wspólnego dachu dla wszystkich oddziałów), podział budynku zgodnie z zasadami higieny i aseptyki oraz chorych według jednostek chorobowych, planowanie przestrzeni tak, by zapewnić odpowiednie doświetlenie i wentylowanie sal i pomieszczeń zabiegowych. Plany nowych szpitali opracowywano, biorąc pod uwagę wymagania techniczno-technologiczne, medyczno-higieniczne oraz administracyjno-gospodarcze, a także najlepsze rozwiązania z kraju i zagranicy.

Zgodnie z zapisami pierwszego aktu prawnego regulującego szpitalnictwo w Królestwie Polskim z 1842 roku szpital miał być instytucją przeznaczoną wyłącznie dla chorych. Wiek XIX przyniósł także istotną z punktu widzenia pacjenta zmianę – lekarze zatrudniani byli na etatach, a do wybuchu I wojny światowej szpitalnictwo w Polsce notowało trend wzrostowy, kadra medyczna zwiększała się, wprowadzano nowoczesne rozwiązania organizacyjne i prawne, bazując na sprawdzonych doświadczeniach, czego dowodem może być szczegółowy opis szeregu placówek zagranicznych opublikowany w „Pamiętniku Towarzystwa Lekarskiego Warszawy” z 1869 roku. We wspomnianej ustawie czytamy, że „szpitale mają być zakładane w miejscu suchem, wzniesieniem i odosobnionem, tudzież wolnem od wpływu szkodliwych wyziewów. Stąd miejsce na zakład szpitalny nie powinno być wybierane ani wśród samego miasta, ani w bliskości jego wałów, cmentarzy, szlachtuzów, fabryk, bagien, błot stojących, kanałów nieczystości odprowadzających itp.”.

Wzniesiona w latach 1888-1889 Klinika Chirurgiczna w Krakowie przy ul. Kopernika była na swoje czasy placówką niezwykle nowoczesną, mogącą poszczycić się rozwiązaniami, jakimi nie dysponowały uznane europejskie placówki. Podczas gdy w wybudowanej kilka lat wcześniej szwajcarskiej klinice uniwersyteckiej operowano w amfiteatralnej sali wykładowej, w Krakowie służyły do tego osobno wydzielone, doskonale oświetlone aseptyczne sale operacyjne.

Tzw. Czerwona Chirurgia przy ul. Kopernika w Krakowie. Fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta

Z kolei w otwartym w 1876 roku „Szpitalu św. Ludwika dla dzieci” istniało pięć oddziałów: niemowlęcy, zakaźny, rezerwowy (dla gruźlicy), oddział Kliniki Dziecięcej i chirurgiczny z własną salą operacyjną, gdzie poważniejsze operacje wykonywali honorowi operatorzy szpitala, jak wspomniany już Jan Mikulicz Radecki, Leon Rydygier czy Maksymiliana Rutkowskiego. Przez pierwsze ćwierćwiecze działalności szpitala przyjęto do leczenia stacjonarnego prawie 25 tys. dzieci z Krakowa i okolic, w tym ponad 3 tys. stanowiły niemowlęta. Udzielono prawie 90 tys. porad w przychodni. Warto dodać, że Kraków w ostatniej dekadzie XIX wieku liczył ok. 80 tys. mieszkańców.

W epoce międzywojennej przed odrodzonym państwem polskim pojawiło się zadanie odbudowy szpitalnictwa, które musiało sprostać rosnącym potrzebom wyniszczonego wojną i nędzą społeczeństwa. Przez kraj przetoczyły się epidemie chorób zakaźnych, takich jak ospa, czerwonka, błonica czy dur brzuszny i plamisty. Osobnym problemem były choroby takie jak alkoholizm, choroby weneryczne i psychiczne, gruźlica, a także niska świadomość zdrowotna. Przyjęto koncepcję organizacji opieki zdrowotnej zakładającą utworzenie jednolitego, odgórnego systemu zarządzania. Utworzono w 1918 roku Ministerstwo Zdrowia Publicznego, którego rolą miało być zapewnienie niezbędnej dla tej koncepcji samodzielności organizacyjnej i finansowej. Koncepcja ta legła u podstaw publicznej ochrony zdrowia, która obowiązuje w Polsce do dziś.

Dzięki osiągnięciom medycyny i techniki szpitale na początku XX stulecia stały się placówkami badawczo-rozwojowymi, porzucając niektóre z dawnych funkcji na rzecz hospicjów czy domów opieki. Lepsze warunki życia, poziom edukacji czy środki zapobiegawcze przyczyniły się do wydłużenia naszego życia i eliminacji ze społeczeństwa wielu chorób zakaźnych. Z drugiej strony społeczeństwa starzeją się i borykają z chorobami cywilizacyjnymi i przewlekłymi, a pacjenci cierpią dziś przede wszystkim z powodu złożonych chorób typowych dla wieku. W Polsce funkcjonuje około 1000 szpitali, do których przyjmuje się rocznie aż 8 mln pacjentów – najczęściej z powodu chorób serca i układu krążenia.

Szpitale od początku odzwierciedlały kolektywne wartości, wyrażane przez pacjentów, sponsorów czy personel danej epoki – w średniowieczu była to opieka nad potrzebującymi, dziś są to wyspecjalizowana pomoc medyczna, prewencja i promocja zdrowia. W XXI wieku są one wysoce zinstytucjonalizowanymi korporacjami, mimo że w powszechnym dyskursie wciąż pokutuje idea opieki medycznej jako relacji między doktorem i pacjentem, bo przecież słowo „szpital” w języku łacińskim oznaczało miejsce, w którym się kogoś gości, otacza opieką. A jednak w powszechnej świadomości gościna i opieka nie są najczęstszymi skojarzeniami z pobytem w szpitalu. Być może w pogoni za innowacjami i usprawnieniami technologicznymi pominęliśmy coś ważnego, o czym pamiętali nasi przodkowie, budując szpitale jako pomniki ludzkiej empatii i życzliwości?

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut – antropolog kultury, dziennikarka, tłumaczka i autorka związana z krakowskimi wydawnictwami Astra, Znak i Otwarte, autorka książki „Jak przetrwać w średniowiecznym Krakowie” (Astra 2018), a wspólnie z Barbarą Faron książki „Siedem śmierci. Jak umierano w dawnych wiekach” (Astra 2017).

1. Bukowczan-Rzeszut, A., Jak przetrwać w średniowiecznym Krakowie, Kraków 2018
2. Dola K., Szpitale średniowiecznego Śląska, „Rocznik Teologiczny Śląska Opolskiego”, 1968, t. 12, z. 1.
3. Higgs, M., Life in the Victorian Hospital, Cheltenham 2009
4. Miller, T.S., The Birth of the Hospital in the Byzantine Empire, London 1997
5. Mitchell, P.D.,Medicine in the Crusades: Warfare, Wounds and the Medieval Surgeon, New York 2004
6. Podgórska–Klawe Z., Od hospicjum do współczesnego szpitala. Rozwój historyczny problematyki szpitalnej w Polsce do końca XIX wieku, Wrocław 1981
7. Rabęcka–Brykczyńska J., Leprozoria w średniowiecznych miastach polskich, [w:] „Studia z Historii i Kultury Materialnej”, t. 61, Warszawa 1989
8. Risse, G B., Mending bodies, saving souls: a history of hospitals, New York 1999
9. Thorwald, J., Dawna medycyna, jej tajemnice i potęga, Kraków 2017
10. Tyszkiewicz J., Szpitale w Polsce średniowiecznej, [w:] Szpitalnictwo w dawnej Polsce, „Studia i Materiały z Historii i Kultury Materialnej”, t. 66, Warszawa 1998, s. 33–39

07.01.2022

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.